Drodzy Czytelnicy!

Czy czy­stość przed­mał­żeń­ska jest na­dal war­to­ścią? Czy to się opła­ca? Da się w ogó­le cze­kać do ślu­bu?
Część lu­dzi mó­wi, że wol­ność to na­sze pra­wo i mo­że­my ro­bić to, co chce­my, tak­że w sfe­rze sek­su­al­nej. Oglą­da­jąc fil­my i se­ria­le cza­sem moż­na od­nieść wra­że­nie, że naj­waż­niej­sza jest przy­jem­ność. To sa­mo ro­bią nie­któ­re cza­so­pi­sma, pro­gra­my te­le­wi­zyj­ne, ce­le­bry­ci, in­flu­en­ce­rzy. Przy­go­to­wu­jąc się do te­ma­tu od­by­łam kil­ka cie­ka­wych roz­mów. Te oso­by, któ­re po­cze­ka­ły z sek­sem do ślu­bu, po­twier­dza­ją: war­to by­ło cze­kać. Nie ża­łu­ją wy­rze­czeń, choć otwar­cie mó­wią, że nie by­ło ła­two. Są do­wo­da­mi na to, że cze­ka­nie ma sens.

Za­wsze bę­dą zwo­len­ni­cy dwóch opcji: „war­to cze­kać” i „to się nie opła­ca”. Po­do­ba mi się okre­śle­nie sek­su­al­no­ści ks. Ka­mi­la Go­łusz­ki. Pi­sze on, że „ogień, nad któ­rym tra­ci­my kon­tro­le, ła­two mo­że prze­ro­dzić się w po­żar, któ­ry za­miast da­wać cie­pło i po­czu­cie bez­pie­czeń­stwa, sie­je znisz­cze­nie”. Wy­raź­nie stwier­dza rów­nież, że seks mał­żeń­ski jest świę­ty. Czy­stość wciąż ma zna­cze­nie. A co z ty­mi, oso­ba­mi, któ­re utra­ci­ły dzie­wic­two? Czy­stość dru­giej szan­sy to jest to. Pi­szą o niej Be­ata i Mar­cin Mą­drzy.

W czę­ści dla bierz­mo­wa­nych dru­ku­je­my frag­men­ty ad­hor­ta­cji „Chri­stus vi­vit” („Chry­stus ży­je”) Oj­ca Świę­te­go Fran­cisz­ka do mło­dych i ca­łe­go lu­du Bo­że­go. Przed­sta­wia­my lu­dzi, dla któ­rych Bóg i te­atr są pa­sją. Za­chę­ca­my chło­pa­ków, że­by po­szli w śla­dy św. Jó­ze­fa, a wszyst­kich do po­trak­to­wa­nia Bierz­mo­wa­nia ja­ko za­pro­sze­nia Bo­ga do trwa­nia w Je­go mi­ło­ści i bli­sko­ści.

W paź­dzier­ni­ku wra­ca­my do Was z ko­lej­nym cy­klem „Dro­gi do Bierz­mo­wa­nia”. Nad­sy­łaj­cie do nas pro­po­zy­cje te-ma­tów, o któ­rych chcie­li­by­ście po­czy­tać. Z ra­do­ścią czy­ta­my wszyst­kie Wa­sze ma­ile.

Aga­ta Goł­da, re­dak­tor na­czel­na

Wołanie o pomoc

Kto uczy­nił coś złe­go i chce się na­wró­cić, przy­zna­je się do wi­ny i prze­pra­sza skrzyw­dzo­ne oso­by. Prze­pro­sze­nie Bo­ga, to mo­dli­twa, w cza­sie któ­rej Bóg nas uzdra­wia i urzą­dza nam ra­do­sne świę­to po­jed­na­nia.

Po­za Ma­ry­ją ża­den czło­wiek nie jest bez grze­chu. Na­wet naj­szla­chet­niej­szym z nas – już od mło­do­ści – zda­rza­ją się chwi­le sła­bo­ści. Wy­rzą­dza­my zło in­nym czy sa­mym so­bie. Jed­ni trwa­ją w grze­chu i czy­nią co­raz więk­sze zło, a in­ni po­dej­mu­ją wy­si­łek na­wró­ce­nia i wcho­dzą na dro­gę świę­to­ści. Bi­blia po­twier­dza, że naj­więk­szą szan­sę na na­wró­ce­nie i ra­do­sne ży­cie ma­ją ci, któ­rzy po grze­chu nie cho­wa­ją się przed Bo­giem Ci, co uzna­ją swój błąd i szu­ka­ją Bo­ga – jak król Da­wid czy św. Piotr, któ­ry po za­par­ciu się Mi­strza gorz­ko za­pła­kał i po­szedł za Je­zu­sem. Nie tyl­ko wo­bec Bo­ga, ale tak­że w od­nie­sie­niu do lu­dzi prze­pro­si­ny są po­cząt­kiem ra­do­ści. Są do­wo­dem na to, że za­czy­na­my się zmie­niać i że ma­my świa­do­mość bó­lu, ja­ki ko­muś za­da­li­śmy. Ra­do­sne łzy wzru­sze­nia po­ja­wia­ją się, gdy mąż ser­decz­nie prze­pra­sza żo­nę, któ­rą skrzyw­dził. Al­bo gdy do­ra­sta­ją­ce dziec­ko prze­pra­sza ro­dzi­ców, któ­rych zra­ni­ło nie­wdzięcz­no­ścią, lek­ce­wa­że­niem ich mi­ło­ści al­bo wi­kła­niem się w uza­leż­nie­nia.

Po­wrót sy­na mar­no­traw­ne­go. Rem­brandt. Fot.: Wi­ki­me­dia Com­mons

Wo­ła­nie do Bo­ga o po­moc

Cza­sem zgrze­szy­my, krzyw­dząc sa­mych sie­bie czy bliź­nich, a przez to za­da­jąc cier­pie­nie sa­me­mu Bo­gu, któ­re­mu naj­bar­dziej za­le­ży na na­szym szczę­ściu. Wte­dy war­to za­cząć od mo­dli­twy bła­ga­nia, czy­li od wo­ła­nia do Bo­ga o po­moc w ob­li­czu na­szych sła­bo­ści. Wzo­rem mo­że być król Da­wid, któ­ry sam sie­bie gorz­ko roz­cza­ro­wał. Stał się cu­dzo­łoż­ni­kiem i zle­cił mor­der­stwo mę­ża swo­jej ko­chan­ki. Upo­mnia­ny z mi­ło­ścią przez pro­ro­ka Na­ta­na, za­wo­łał do Bo­ga: „Zmi­łuj się na­de mną, Bo­że, w swo­jej ła­ska­wo­ści, w ogro­mie swe­go mi­ło­sier­dzia wy­maż mo­ją nie­pra­wość! Ob­myj mnie zu­peł­nie z mo­jej wi­ny i oczyść mnie z grze­chu mo­je­go! Uzna­ję bo­wiem mo­ją nie­pra­wość, a grzech mój jest za­wsze przede mną. Od­wróć ob­li­cze swe od mo­ich grze­chów i wy­maż wszyst­kie mo­je prze­wi­nie­nia! Stwórz, o Bo­że, we mnie ser­ce czy­ste! Przy­wróć mi ra­dość z Two­je­go zba­wie­nia!” (psalm 51). Gdy skrzyw­dzi­my ko­goś z lu­dzi, to skrzyw­dzo­ny nie za­wsze mo­bi­li­zu­je nas do prze­mia­ny. Cza­sem nam zło­rze­czy czy chce ze­msty. Gdy o na­szych sła­bo­ściach roz­ma­wia­my z Bo­giem, On za­wsze znaj­dzie dla nas sło­wa po­mo­cy. Za­wsze wle­je w nas si­łę, po­trzeb­ną do uzna­nia praw­dy o so­bie i na­wró­ce­nia.

Nie tyl­ko wo­bec Bo­ga, ale tak­że w od­nie­sie­niu do lu­dzi prze­pro­si­ny są po­cząt­kiem ra­do­ści.

Ra­dość z uzna­nia win

Na po­cząt­ku każ­dej Mszy świę­tej uzna­je­my na­sze grze­chy i kie­ru­je­my do Bo­ga mo­dli­twę: „Pa­nie, zmi­łuj się nad na­mi!” Wer­sja wło­ska brzmi jesz­cze moc­niej: „Pa­nie, li­to­ści!” Mo­dli­twa prze­pro­sze­nia jest po­trzeb­na nie Bo­gu, lecz nam sa­mym, gdyż uzna­nie wła­snych błę­dów to wa­ru­nek na­wró­ce­nia i po­jed­na­nia. Wzo­rem ta­kiej mo­dli­twy mo­że być syn mar­no­traw­ny, któ­ry za­sta­no­wił się i po­wie­dział so­bie: „Iluż to na­jem­ni­ków mo­je­go oj­ca ma pod do­stat­kiem chle­ba, a ja tu z gło­du gi­nę. Za­bio­rę się i pój­dę do me­go oj­ca, i po­wiem mu: Oj­cze, zgrze­szy­łem prze­ciw Bo­gu i wzglę­dem cie­bie; już nie je­stem go­dzien na­zy­wać się two­im sy­nem: uczyń mnie choć­by jed­nym z na­jem­ni­ków” (Łk 15, 17–19). Syn mar­no­traw­ny po­stą­pił tak, jak po­my­ślał. Wte­dy prze­ko­nał się, że oj­ciec na­wet jed­nym sło­wem nie wy­po­mi­na mu prze­szło­ści, lecz że rzu­ca mu się z głę­bo­kim wzru­sze­niem na szy­ję i urzą­dza mu świę­to oca­le­nia. Bóg wi­dzi nie tyl­ko na­sze grze­chy, ale też na­sze cier­pie­nie i nasz wy­si­łek, by czy­nić do­bro. Gdy Go prze­pra­sza­my, wte­dy od­kry­wa­my, że Je­go przy­ka­za­nia są słusz­ne i że szczę­śli­wi są ci, któ­rzy po­stę­pu­ją zgod­nie z ni­mi.

 

Ks. Ma­rek Dzie­wiec­ki

By ogień nie przerodził się w pożar

Nie je­stem prze­ko­na­ny do mó­wie­nia o sek­su­al­no­ści w ka­te­go­riach „czy­sto­ści” lub „nie­czy­sto­ści”.

Ro­zu­miem, że to skrót my­ślo­wy. Jed­nak kry­je się za nim pew­na pu­łap­ka. Gdzieś w głę­bi na­sze­go ro­zu­mie­nia za­pi­su­je się poj­mo­wa­nie sek­su­al­no­ści ja­ko cze­goś, co mo­że nas „za­nie­czy­ścić”! A to prze­cież zu­peł­nie nie tak! Bo seks jest świę­ty. Wróć! Seks mał­żeń­ski jest świę­ty. I tak jak wszyst­ko in­ne, co świę­te, mu­si być uży­wa­ny w okre­ślo­nych ra­mach. Za­tem sek­su­al­ność sa­ma z sie­bie nie czy­ni nas nie­czy­sty­mi, ale jej nie­od­po­wied­nie uży­wa­nie już mo­że. Wszyst­ko, co ma więk­szą war­tość, ma rów­nież swo­je ce­le, do któ­rych po­win­no być wy­ko­rzy­sty­wa­ne. I tak jak in­ne rze­czy, tak i sek­su­al­ność, uży­wa­na nie do te­go, do cze­go zo­sta­ła da­na i w nie­od­po­wied­ni spo­sób, mo­że bar­dziej za­szko­dzić niż przy­nieść ko­rzyść!

Fot.: do­lga­chov © 123RF.com

Po co?

Wie­lu mło­dych w dzi­siej­szym świe­cie za­da­je so­bie py­ta­nie, po co w ogó­le ma­ją sta­wiać gra­ni­ce w swo­jej sek­su­al­no­ści. Prze­cież wie­lu lu­dzi wręcz za­chę­ca, by ją eks­plo­ro­wać. Cze­mu Ko­ściół tak „się ucze­pił” te­go te­ma­tu i sta­wia ty­le ob­ostrzeń? Mo­że wła­śnie dla­te­go, że sko­ro Bóg stwo­rzył czło­wie­ka, dał ży­cie każ­de­mu i każ­dej z nas, to wła­śnie do Nie­go na­le­ży sta­wia­nie pew­nych gra­nic? Bo nikt in­ny nie zna mnie tak do­brze jak On. Zna na­szą ludz­ką, sła­bą na­tu­rę i wie, że w swo­jej grzesz­no­ści czę­sto po­tra­fi­my wy­ko­rzy­sty­wać pew­ne rze­czy nie­zgod­nie z ich prze­zna­cze­niem.

Ogień

Mó­wiąc o sek­su­al­no­ści, nie bę­dzie­my stra­szyć ogniem pie­kiel­nym, bo… nic to nie da. Ale sek­su­al­ność sa­ma w so­bie bar­dzo czę­sto ko­ja­rzy się z ogniem. Mó­wi się, że mię­dzy dwie­ma oso­ba­mi „jest ogień”; że są roz­pa­le­ni.. Ob­raz ognia tu zna­ko­mi­cie pa­su­je! Ogień, nad któ­rym tra­ci­my kon­tro­lę, ła­two mo­że prze­ro­dzić się w po­żar, któ­ry za­miast da­wać cie­pło i po­czu­cie bez­pie­czeń­stwa, sie­je znisz­cze­nie.! W czy­sto­ści przed­mał­żeń­skiej by­naj­mniej nie cho­dzi o to, że­by sek­su­al­ność w so­bie za­ne­go­wać, że­by pró­bo­wać uda­wać do ślu­bu, że nie ma we mnie te­go ognia. Cho­dzi przede wszyst­kim o to, że­by nie po­zwo­lić, by on się roz­pa­no­szył w mo­im ży­ciu! Wie­lu do­ro­słych opo­wia­da, że do­pie­ro po wej­ściu w sa­kra­ment mał­żeń­stwa na­uczy­li się pa­no­wać nad swo­ją sek­su­al­no­ścią. Bo sek­su­al­ność po­win­na być uży­wa­na w mał­żeń­stwie W prze­ciw­nym ra­zie mo­że­my pró­bo­wać brać coś, co jesz­cze do nas nie na­le­ży.

Co przed ślu­bem?

Co za­tem mo­że­my ro­bić, gdy jesz­cze ma­my te kil­ka­na­ście lat i ogień sek­su­al­no­ści za­czy­na się w nas roz­pa­lać? Trze­ba go naj­pierw przy­jąć i się z nim oswo­ić. A nie jest to ła­twe za­da­nie. Dla czło­wie­ka, któ­ry do­pie­ro za­czy­na od­kry­wać war­tość sek­su­al­no­ści, kry­je się w niej wie­le ciem­nych za­uł­ków i za­ka­mar­ków. Nie na­le­ży te­go ognia ga­sić, ale też nie na­le­ży roz­nie­cać.

W dzi­siej­szym, prze­peł­nio­nym sek­su­al­no­ścią, świe­cie, bar­dzo trud­ne jest utrzy­my­wa­nie te­go ognia w ry­zach. Ła­two do­stęp­na por­no­gra­fia spra­wia, że ten ogień bar­dzo szyb­ko prze­ra­dza się w po­żar.

Bóg na pierw­szym miej­scu

Co za­tem ro­bić? Przede wszyst­kim trze­ba się sku­pić naj­pierw na tym, co naj­waż­niej­sze. Na oso­bi­stej re­la­cji z Bo­giem. Ona mu­si być na pierw­szym miej­scu! By­ło­by bu­do­wa­niem do­mu od ko­mi­na, gdy­by­śmy ja­ką­kol­wiek wal­kę du­cho­wą za­czy­na­li od cze­go­kol­wiek in­ne­go. Mą­drze się mó­wi, że je­śli Pan Bóg jest na pierw­szym miej­scu, to wszyst­ko in­ne jest na swo­im miej­scu. Za­tem naj­pierw walcz o re­la­cję z Bo­giem. Ona mu­si sta­wać się prio­ry­te­tem! Je­śli upa­dasz w grze­chu, nie zra­żaj się tym! Po­wsta­waj i wra­caj za każ­dym ra­zem. Pan Bóg nie gor­szy się two­ją grzesz­no­ścią. Nie ta­kie rze­czy już wi­dział. Na­wet z tą grzesz­no­ścią chce cię za­wsze przyj­mo­wać i da­wać no­we ży­cie. Naj­po­waż­niej­szym błę­dem jest sku­pie­nie się na wal­ce z nie­czy­sto­ścią i rów­no­cze­sne za­po­mnie­nie o re­la­cji z Bo­giem. Two­je ży­cie ma się krę­cić wo­kół Bo­ga, a nie wo­kół sek­su­al­no­ści, czy­sto­ści czy wal­ki z nie­czy­sto­ścią.

Sku­tecz­ne na­wy­ki

Waż­ne jest też pra­gnie­nie roz­wo­ju i doj­rze­wa­nia na wie­lu róż­nych po­zio­mach. Szu­kaj swo­ich pa­sji i sta­raj się je roz­wi­jać. Przy­glą­daj się swo­im wa­dom i ucz się z ni­mi wal­czyć. Po­le­cam zna­ko­mi­tą książ­kę: „Sie­dem na­wy­ków sku­tecz­ne­go na­sto­lat­ka” Se­ana Covey’a. To lek­tu­ra, któ­ra mo­że po­móc ci w wy­ro­bie­niu do­brych na­wy­ków, po­ma­ga­ją­cych się sku­pić na tym, co fak­tycz­nie waż­ne.

Le­ni­stwo

Naj­więk­szym za­gro­że­niem dla ży­cia du­cho­we­go jest le­ni­stwo. Są ta­cy, któ­rzy twier­dzą na­wet, że jest ono więk­szym za­gro­że­niem od py­chy. Le­ni­stwo spra­wia pust­kę w ży­ciu. Pust­kę, któ­ra szyb­ko sta­je się prze­strze­nią dla in­nych grze­chów! Sta­raj się za­wsze do­brze pla­no­wać swój czas, za­czy­na­jąc od pla­no­wa­nia mo­dli­twy w cią­gu dnia.

Ruch

Sek­su­al­ność jest ener­gią ży­cio­wą, któ­ra pcha nas do prze­ka­zy­wa­nia ży­cia. Z ewo­lu­cyj­ne­go punk­tu wi­dze­nia jej za­da­niem jest utrzy­ma­nie i prze­dłu­że­nie ga­tun­ku. Dla­te­go by móc trzy­mać ją w ry­zach, trze­ba umieć ją prze­kształ­cać w in­ne for­my ener­gii. Oczy­wi­ście ruch fi­zycz­ny jest tu naj­lep­szym roz­wią­za­niem. Nie jest ta­jem­ni­cą, że naj­więk­sze trud­no­ści ze spo­żyt­ko­wa­niem ener­gii sek­su­al­nej ma­ją oso­by, któ­re się bar­dzo ma­ło ru­sza­ją i nie upra­wia­ją żad­ne­go spor­tu (co, oczy­wi­ście. nie jest sta­łą za­sa­dą). Je­śli czu­jesz, że za­czy­na roz­pa­lać się w to­bie sek­su­al­ność, rusz się! Zwy­kły spa­cer mo­że po­móc.

Dla nie­któ­rych re­wo­lu­cyj­ne jest pa­trze­nie na sek­su­al­no­ści ja­ko na coś świę­te­go! Czę­sto sek­su­al­ność „kłó­ci się nam” z po­ję­ciem świę­to­ści! I tu tkwi źró­dło wie­lu pro­ble­mów.

Po­trze­by

Do­brze jest się też przy­glą­dać te­mu, co tak na­praw­dę kry­je się na po­ku­są do grze­chów, zwią­za­nych z nie­czy­sto­ścią. Czę­sto za ni­mi kry­je się coś zu­peł­nie in­ne­go: sa­mot­ność, smu­tek, gniew, zmę­cze­nie a na­wet zwy­kły fi­zycz­ny głód. Te rze­czy­są nie­przy­jem­ne. Nikt nie lu­bi być sam, czuć się smut­nym czy zmę­czo­nym. Dla­te­go nasz umysł szu­ka szyb­kiej i ła­twej dro­gi do do­świad­cze­nia przy­jem­no­ści. I za­miast „zdro­wej żyw­no­ści” wy­bie­ra dla nas coś, co jest szyb­kie, ła­twe i przy­jem­ne, czy­li od­po­wied­nik fast – fo­oda! Ba­daj swo­je po­trze­by. Na zmę­cze­nie od­po­wia­daj drzem­ką – za­miast sie­dze­niem w por­no­gra­fii. Na sa­mot­ność od­po­wia­daj roz­mo­wą – za­miast szu­ka­niem przy­jem­no­ści seksualnej.Walka o zdro­wą sek­su­al­ność jest dziś bar­dzo trud­nym i zło­żo­nym te­ma­tem! Szu­kaj osób, któ­re w spo­sób doj­rza­ły i zgod­ny w wy­zna­wa­nym przez cie­bie sys­te­mem war­to­ści, wskaą, co i jak ro­bić, by mą­drze prze­żyć mło­dość, pie­lę­gnu­jąc sek­su­al­ność.

 

Ks. Ka­mil Go­łusz­ka

Czystość wciąż ma znaczenie

Nie wal­czy się o coś, co nie jest waż­ne. Dla rzesz mło­dych lu­dzi czy­stość jest ta­ką war­to­ścią – god­ną praw­dzi­wych po­świę­ceń. Dla­cze­go?

Naj­pięk­niej­szy pre­zent dla męż­czy­zny

Czy­stość przed­mał­żeń­ska jest dla mnie bar­dzo waż­na. Mo­gę być pre­zen­tem dla męż­czy­zny, któ­ry bę­dzie mo­im mę­żem. Ja nie bę­dę po­rów­ny­wać in­nych męż­czyzn do mo­je­go mę­ża, a on in­nych ko­biet do mnie. Nie bę­dę się ba­ła, że je­śli zaj­dę w cią­żę, to nie bę­dzie się miał kto za­opie­ko­wać mo­im dziec­kiem. Je­śli nie współ­ży­li­śmy z by­łym chło­pa­kiem, to ła­twiej po­go­dzić się z roz­sta­niem i nie po­zo­sta­ją tak du­że zra­nie­nia, niż gdy­by­śmy te­go spró­bo­wa­li.

My­ślę, że war­to o nią wal­czyć, choć dzi­siej­sze me­dia mó­wią co in­ne­go. Czy­stość to wiel­ki skarb.

Ada

Fot.: Fa­bio For­mag­gio © 123RF.com

Na­uka od­po­wie­dzial­nej mi­ło­ści

Czy­stość przed­mał­żeń­ska po­zwa­la mi do­strzec praw­dzi­wą war­tość dru­giej oso­by, jest wy­zwa­niem, dzię­ki któ­re­mu mo­gę uczyć się od­po­wie­dzial­nej mi­ło­ści. Ja­ko męż­czy­zna wiem, że mo­je wy­zna­nie mi­ło­ści po­win­no być opar­te na świa­do­mej de­kla­ra­cji i czy­nach, któ­re bę­dą ją po­twier­dzać. Nie­za­cho­wa­nie czy­sto­ści przed­mał­żeń­skiej to uciecz­ka przed od­po­wie­dzial­no­ścią. To dro­ga na skró­ty, któ­ra zwięk­sza ry­zy­ko zra­nie­nia. Jed­no­cze­śnie do­sko­na­le zda­ję so­bie spra­wę z mo­ich sła­bo­ści. Sta­ram się nie sku­piać na nich, ale od­da­wać je Pa­nu Bo­gu. Nie­oce­nio­ną po­mo­cą w tych zma­ga­niach jest św. Jó­zef, któ­ry do koń­ca wy­trwał w mi­ło­ści czy­stej i do­sko­na­łej.

Mi­chał

Czy­stość da­je wol­ność de­cy­zji

Czy­stość przed­mał­żeń­ska da­je mi ra­dość czy­stej mi­ło­ści i zwią­za­ny z nią wza­jem­ny sza­cu­nek, bez­pie­czeń­stwo i za­ufa­nie. Jest do­wo­dem, że mój chło­pak szcze­rze mnie ko­cha i w peł­ni ak­cep­tu­je. Czy­tość uczy mnie cier­pli­wo­ści i kształ­tu­je cha­rak­ter, przy­go­to­wu­jąc do ro­li żo­ny. Two­rzy prze­strzeń do roz­wi­ja­nia mi­ło­ści i po­zna­wa­nia za­rów­no sie­bie, jak i dru­giej oso­by. Czy­stość przed­mał­żeń­ska spra­wia, że czu­ję obec­ność Bo­ga. Wiem, że bu­du­jąc zwią­zek z Je­go po­mo­cą, je­ste­śmy w sta­nie do­świad­czyć pięk­nej mi­ło­ści, któ­ra bę­dzie pro­mie­nio­wa­ła na oto­cze­nie. Czy­stość jest waż­na rów­nież dla­te­go, że da­je mi wol­ność: po­zwa­la za­cho­wać od­ręb­ność, nie uza­leż­nia mnie od dru­giej oso­by. Dzię­ki niej mo­gę obiek­tyw­nie de­cy­do­wać, nie czu­jąc pre­sji czyn­ni­ków ze­wnętrz­nych.

Mag­da

W czy­sto­ści bu­du­je się bli­skość

Czy­stość przed­mał­żeń­ska jest szcze­ro­ścią i praw­dzi­wą mi­ło­ścią wo­bec Bo­ga, sie­bie oraz dru­giej oso­by. By­łem w czy­stym związ­ku tyl­ko raz w ży­ciu i cho­ciaż nie trwa­ło to dłu­go, to był to mój naj­lep­szy zwią­zek, ja­ki kie­dy­kol­wiek prze­ży­łem. Ni­gdy wcze­śniej nie uda­ło się mi stwo­rzyć ta­kiej bli­sko­ści z dru­gim czło­wie­kiem. Bu­do­wa­li­śmy mi­łość na wspól­nym za­ufa­niu, sza­cun­ku, wspar­ciu i by­ciu dla sie­bie. I ta­kiej mi­ło­ści ży­czę każ­de­mu. Dzię­ki te­mu zro­zu­mia­łem, że czy­stość przed­mał­żeń­ska bu­du­je wol­ną od po­żą­da­nia mi­łość, nad któ­rą czu­wa Bóg. A je­śli spró­bu­je­my wszyst­kie­go przed mał­żeń­stwem, to ja­ką nam ono przy­nie­sie ra­dość i co no­we­go wnie­sie w ży­cie?

Ra­fał

Bóg uczy praw­dzi­wej mi­ło­ści

Czy­stość jest dla mnie waż­na, po­nie­waż po­zwa­la po­znać się z dru­gą oso­bą od stro­ny psy­chicz­no-du­cho­wej. Uwa­żam, że cie­le­sność fi­zycz­na jest za­re­zer­wo­wa­na tyl­ko dla mał­żeństw. Czy­stość to tak­że naj­pięk­niej­szy pre­zent dla uko­cha­nej oso­by. Sto­su­nek przed­mał­żeń­ski jest to­tal­nym ego­izmem. Śmie­szy mnie, gdy pa­ra w związ­ku nie­sa­kra­men­tal­nym twier­dzi, że się ko­cha, a ślub im nie­po­trzeb­ny. Praw­dzi­wa mi­łość jest wte­dy, kie­dy złą­czo­na jest Bo­giem. Kie­dy ko­bie­ta i męż­czy­zna ko­cha­ją się nie za coś, tyl­ko po­mi­mo wszyst­ko i chcą wza­jem­nie so­bie po­ma­gać na dro­dze do świę­to­ści.

Dia­na

Wy­słu­cha­ła Ka­ro­li­na Plu­ta