Drodzy Czytelnicy!

Po­dej­mu­je­my te­mat, któ­ry wzbu­dza wie­le kon­tro­wer­sji. Nie wszy­scy lu­dzie wie­dza (a je­śli wie­dza, to nie za­wsze przyj­mu­ją do wia­do­mo­ści), ze ży­cie czło­wie­ka za­czy­na się w mo­men­cie po­czę­cia. A to fakt, pod któ­rym pod­pi­su­ją się roż­ne au­to­ry­te­ty z dzie­dzi­ny me­dy­cy­ny. Z bio­lo­gią się nie dys­ku­tu­je.

War­to so­bie uświa­do­mić, ze ma­my bra­ci i sio­stry już w mo­men­cie, gdy są oni jesz­cze w brzu­chu na­szej ma­my, a nie do­pie­ro wte­dy, gdy mo­że­my ich no­sić na rę­kach. Wnio­sek jest pro­sty: sko­ro czło­wiek jest czło­wie­kiem od po­czę­cia (choć ma­lut­kim, zo­bacz­cie swój au­to­por­tret w pierw­szym dniu od po­czę­cia na s. 6), to od te­go cza­su na­le­ży mu się tro­ska i praw­na ochro­na. Nu­mer, któ­ry trzy­ma­cie w rę­kach, przy­go­to­wa­ło Pol­skie Sto­wa­rzy­sze­nie Obroń­ców Ży­cia Czło­wie­ka, któ­re już od 20 lat chro­ni ży­cie czło­wie­ka od po­czę­cia do na­tu­ral­nej śmier­ci.
W nu­me­rze pi­sze­my rów­nież o oso­bach nie­peł­no­spraw­nych.

Re­por­taż pt. „Ju­tro da­my ra­dę” opo­wia­da o do­mu z Wa­do­wic, w któ­rym miesz­ka sie­dem­dzie­siąt ko­biet z upo­śle­dze­niem in­te­lek­tu­al­nym. Opie­ku­ją się ni­mi wspa­nia­łe sio­stry na­za­re­tan­ki.
Dla swo­ich pod­opiecz­nych (i wraz z ni­mi!) two­rzą dom wy­peł­nio­ny cie­płem i mi­ło­ścią. Po­le­cam tez Wam świet­ne tek­sty na­sze­go psy­cho­lo­ga. Pa­ni An­na Ku­char­ska-Zyg­munt pod­po­wia­da, jak bę­dąc nie­peł­no­spraw­nym, żyć peł­nią ży­cia i od­na­leźć w so­bie pa­sje.

W czę­ści dla bierz­mo­wa­nych od­po­wia­da­my na py­ta­nie: czy z oka­zji Bierz­mo­wa­nia do­sta­je się ja­kiś pre­zent? Roz­bra­ja­my i oswa­ja­my emo­cje, pod­po­wia­da­jąc, jak się z ni­mi za­przy­jaź­nić.
Roz­wią­zu­je­my też za­gad­kę, co jest naj­lep­szą mo­dli­twą uwiel­bie­nia i pod­su­mo­wu­je­my ŚDM w Pa­na­mie.

Aga­ta Goł­da, re­dak­tor na­czel­na

Czy Bóg wystarczy?

Me­my, uka­zu­ją­ce pierw­szo­ko­mu­nij­ne dziew­czyn­ki w nie­mal ba­lo­wych su­kien­kach lub chłop­ców w bia­łych ubran­kach sie­dzą­cych na no­wym qu­adzie, są śmiesz­ne i rów­no­cze­śnie tra­gicz­ne. Co tra­ci­my z ta­kim po­dej­ściem do sa­kra­men­tów?

Te­mat pre­zen­tów na I Ko­mu­nię Świę­tą po­ja­wia się co ro­ku w oko­li­cach ma­ja w me­diach, zwłasz­cza w in­ter­ne­cie. Au­to­rzy me­mów i ko­men­ta­rzy prze­ści­ga­ją się w po­ka­zy­wa­niu co­raz to bar­dziej prze­śmiew­czych zdjęć, uka­zu­ją­cych pierw­szo­ko­mu­nij­ne dzie­ci z no­wy­mi smart­fo­na­mi, ta­ble­ta­mi czy dro­na­mi. Wy­da­je się to być śmiesz­ne i rów­no­cze­śnie tra­gicz­ne. Oso­ba ma­ją­ca kon­takt z ży­wą wia­rą wie, że to prze­cież nie o to cho­dzi. Prze­cież naj­więk­szą ra­do­ścią dla dziec­ka jest fakt przy­ję­cia Ży­we­go Chry­stu­sa pod po­sta­cią Chle­ba Eu­cha­ry­stycz­ne­go! Mi­mo to co ro­ku te­mat wra­ca, co­raz bar­dziej spłasz­cza­jąc sa­mą rze­czy­wi­stość Eu­cha­ry­stii.

Ku­pić mi­łość?

Dla­cze­go tak się dzie­je? Trud­no zna­leźć jed­no­znacz­ną od­po­wiedź. Na pew­no jest to wi­na na­szej ka­te­che­zy, za­rów­no tych dzie­ci, jak i przede wszyst­kim ich ro­dzi­ców i bli­skich, któ­rzy, sa­mi nie po­tra­fiąc czer­pać ra­do­ści ze spo­tka­nia z Ży­wym Chry­stu­sem, pró­bu­ją za­stą­pić to do­świad­cze­nie czymś ma­te­rial­nym. Chry­stus to mi­łość. Je­śli jej nie czu­je­my, pró­bu­je­my za­stą­pić ją sztucz­nym za­mien­ni­kiem. Tak prze­cież też czę­sto dzie­je się w ro­dzi­nach, w któ­rych ro­dzi­ce nie ma­ją cza­su dla dzie­ci i brak mi­ło­ści czy za­in­te­re­so­wa­nia pró­bu­ją za­stą­pić ku­po­wa­niem dro­gich pre­zen­tów.

Fot. 123rf.com

A jak jest z Bierz­mo­wa­niem?

Co z pre­zen­ta­mi na tę oka­zję? Na szczę­ście, nie wi­dzi się w in­ter­ne­cie dro­gich pre­zen­tów dla mło­dzie­ży przyj­mu­ją­cej ten sa­kra­ment. Mo­że cho­dzi o doj­rza­łość przyj­mu­ją­ce­go ten sa­kra­ment i nie­co lep­sze ro­zu­mie­nie te­go, co się dzie­je. Dziec­ku, na­wet w trze­ciej kla­sie szko­ły pod­sta­wo­wej, trud­niej wy­ja­śnić, że otrzy­mu­je wła­śnie naj­więk­sze bo­gac­two świa­ta. Choć nie jest nie­moż­li­we, by do­trzeć na­wet do tak mło­de­go czło­wie­ka. Na­sto­lat­ko­wi w wie­ku 15 lat nie­co ła­twiej przy­cho­dzi zro­zu­mie­nie, że da­ry Du­cha Świę­te­go, któ­ry­mi jest ob­sy­py­wa­ny w sa­kra­men­tach (mię­dzy in­ny­mi w Bierz­mo­wa­niu), są na­praw­dę cen­ne!

Co do­sta­nę?

Cza­sa­mi jed­nak bli­scy ob­da­ro­wu­ją pod­opiecz­nych drob­ny­mi pre­zen­ta­mi z oka­zji Bierz­mo­wa­nia. Na szczę­ście, nie są to już tak dro­gie ma­te­rial­nie pre­zen­ty jak w przy­pad­ku I Ko­mu­nii Świę­tej. Nie­któ­rzy ku­pu­ją np. Pi­smo Świę­te. Jed­nak war­to pa­mię­tać, że sam sa­kra­ment jest wy­star­cza­ją­cym „pre­zen­tem”. Nic nie po­win­no go przy­sła­niać. Py­ta­nie, czy po­tra­fi­my do­strzec je­go war­tość? Przy­po­mi­na mi się pe­wien oko­ło­świą­tecz­ny ob­ra­zek z in­ter­ne­tu. Przed­sta­wia do­ro­słe­go męż­czy­znę i ma­łe­go chłop­ca. Męż­czy­zna py­ta chłop­ca, co mu przy­nie­sie Dzie­ciąt­ko Je­zus. Chło­piec od­po­wia­da pro­sto: „Zba­wie­nie”.

ks. Ka­mil Go­łusz­ka

Wię­cej w dru­ko­wa­nym wy­da­niu „Dro­gi”. Za­chę­ca­my do pre­nu­me­ra­ty. O „Dro­gę” py­taj­cie tak­że w swo­ich pa­ra­fiach.

Jak pomóc osobie pełnosprawnej?

Jak się za­cho­wać w kon­tak­cie z oso­bą nie­peł­no­spraw­ną? Co moż­na zro­bić, a cze­go nie, by nie ura­zić lub nie zra­zić do sie­bie oso­by z nie­peł­no­spraw­no­ścią? Jak się w jej to­wa­rzy­stwie za­cho­wy­wać?

Jak nie lu­bię być trak­to­wa­ny/-a? Nie­na­tu­ral­nie, z nad­gor­li­wo­ścią, pro­tek­cjo­nal­nie? Bo z tym ko­ja­rzy się ob­cho­dze­nie się z kimś „jak z jaj­kiem”, tzw. cac­ka­nie się. Słow­nik po­da­je, że to tak­że po­dej­ście z ostroż­no­ścią, ze szcze­gól­ną de­li­kat­no­ścią. To przy­jem­niej brzmi, cho­ciaż sło­wo „szcze­gól­na” znów spra­wia, że się je­ży­my. Bo po co ta szcze­gól­ność? Wo­li­my być trak­to­wa­ni „z ja­jem” czy­li bar­dziej na­tu­ral­nie, z uśmie­chem, dow­ci­pem, szczyp­tą sza­leń­stwa. Jed­nym sło­wem: z ży­ciem!

Czy każ­dy tak wo­li?

Nie­ko­niecz­nie. Je­śli ktoś jest otwar­ty, eks­tra­wer­tycz­ny, ener­gicz­ny, to tak wo­li: szyb­ciej skra­cać dy­stans, nie ob­wi­jać w ba­weł­nę. Ale oso­by nie­śmia­łe, za­mknię­te w so­bie i me­lan­cho­lij­ne pew­nie wo­la­ły­by tę ostroż­ność, a już na pew­no de­li­kat­ność. I po­trze­bu­ją wię­cej cza­su na oswo­je­nie się z no­wy­mi ludź­mi i sy­tu­acja­mi.

Fot. 123rf.com – Ol­ga Yastrem­ska and Le­onid Yastrem­skiy

Czy­li naj­bez­piecz­niej w kon­tak­cie z dru­gą oso­bą za­cho­wy­wać się na­tu­ral­nie. To zna­czy zgod­nie z wła­snym uspo­so­bie­niem i tym, jak „czy­ta­my” te­go dru­gie­go. Z uważ­no­ścią na nie­go i na sie­bie. Jak to „na sie­bie”?! Prze­cież roz­ma­wia­my o kon­tak­cie z oso­bą nie­peł­no­spraw­ną fi­zycz­nie!

Kwe­stie tech­nicz­ne

War­to za­cząć od py­ta­nia: jak lu­bię być trak­to­wa­ny/-a? Mi­mo że nie mam żad­nej fi­zycz­nej nie­peł­no­spraw­no­ści. Po­mi­mo te­go ta­ka re­flek­sja ma sens, tak­że w od­nie­sie­niu do to­wa­rzy­stwa osób nie­peł­no­spraw­nych. Bo w na­wią­za­niu i bu­do­wa­niu zna­jo­mo­ści z dru­gą oso­bą, w re­la­cji, któ­ra z cza­sem mo­że się prze­ro­dzić w przy­jaźń czy bli­skość, co za zna­cze­nie ma ja­kieś ogra­ni­cze­nia fi­zycz­ne? To są, moż­na po­wie­dzieć, „kwe­stie tech­nicz­ne”. Dla­te­go waż­ne są obie stro­ny, umow­nie na­zwa­ne: Peł­no­spraw­ną i Nie­peł­no­spraw­ną. Obu po­mo­że świa­do­mość wła­snych od­czuć wo­bec te­go, co im po­ma­ga, a co prze­szka­dza czuć się ze so­bą swo­bod­nie. Peł­no­spraw­na nie­chaj zda so­bie spra­wę z wła­sne­go lę­ku, onie­śmie­le­nia, nie­pew­no­ści wo­bec Nie­peł­no­spraw­nej. A Nie­peł­no­spraw­na nie­chaj zro­bi… to sa­mo w dru­gą stro­nę. Po­tem war­to o tym po­ga­dać. Udzie­lić so­bie wszel­kich po­trzeb­nych in­for­ma­cji, któ­re, wspo­mnia­ne wy­żej, kwe­stie tech­nicz­ne, uprosz­czą. Np.:

– Prze­stra­szy­łam się, kie­dy za­ha­czy­łaś ku­lą o po­ręcz! Spa­ni­ko­wa­łam! Nie wiem, czy cię w ta­kich ra­zach chwy­tać choć­by za kap­tur blu­zy?

– Spo­ko, cza­sem o coś za­wa­dzę le­wą ku­lą, ale ma­newr wy­cho­dze­nia z tej opre­sji mam opa­no­wa­ny. Wo­lę się sa­ma ogar­niać. Jak na­po­tka­my ja­kąś prze­szko­dę nie do prze­by­cia dla mnie, to cię po­pro­szę o po­moc.

Bez osa­cza­nia

War­to się umó­wić, że to Nie­peł­no­spraw­ny da­je znać, kie­dy i ja­kiej po­mo­cy po­trze­bu­je. To on wie le­piej. Peł­no­spraw­ne­mu rów­nie czę­sto mo­że nie star­czyć wy­obraź­ni jak i mo­że osa­czyć na­do­pie­kuń­czo­ścią.

Co moż­na zro­bić, a cze­go nie moż­na zro­bić, by cię nie ura­zić? Jak się za­cho­wy­wać w two­im to­wa­rzy­stwie ?”- to py­ta­nia, któ­re so­bie na­wza­jem za­da­je­my i na któ­re od­po­wia­da­my w kon­tak­cie z każ­dym czło­wie­kiem. Ta roz­mo­wa w du­żej mie­rze to­czy się po­za sło­wa­mi. Je­że­li sza­nu­je­my lu­dzi i je­ste­śmy sie­bie na­wza­jem cie­ka­wi, to od­naj­dzie­my dro­gę. W swo­im tem­pie, wła­sny­mi sło­wa­mi, uśmie­chem, zdzi­wio­nym spoj­rze­niem, znie­cier­pli­wie­niem, in­nym ra­zem wy­ro­zu­mia­ło­ścią. Uczy­my się je­den dru­gie­go. Po­zna­je­my „in­struk­cje ob­słu­gi” Ka­si i Aga­ty, Jac­ka, Be­aty, Rom­ka.

Każ­dy po­trze­bu­je

Z cza­sem wszyst­ko się wy­mie­sza. Nie­peł­no­spraw­ność rzu­ca­ją­ca się na pierw­szy rzut oka u Ka­si, oka­zu­je się ni­czym wo­bec tej nie­wi­docz­nej u Be­aty. Nie wia­do­mo, kto ko­go bar­dziej wspie­ra. Te­go się nie mie­rzy i nie wa­ży. Ob­da­ro­wu­je­my się na­wza­jem. Nikt nie po­trze­bu­je li­to­ści czy ła­ski. Każ­dy po­trze­bu­je dru­gie­go czło­wie­ka.

An­na Ku­char­ska-Zyg­munt, psy­cho­log

Wię­cej w dru­ko­wa­nym wy­da­niu „Dro­gi”. Za­chę­ca­my do pre­nu­me­ra­ty. O „Dro­gę” py­taj­cie tak­że w swo­ich pa­ra­fiach.

Jestem kosmiczną niespodzianką!

Jak, bę­dąc nie­peł­no­spraw­nym, żyć peł­nią ży­cia? Jak od­kryć w so­bie pa­sję, hob­by?

Oczy­wi­ście, le­piej być zdro­wym niż cho­rym. Cho­dzić na wła­snych no­gach, wi­dzieć, sły­szeć, mieć spraw­ne rę­ce. Być „nor­mal­nym”, mieć na star­cie ta­kie moż­li­wo­ści jak więk­szość. To zde­cy­do­wa­nie uła­twia ży­cie, a już na pew­no co­dzien­ne funk­cjo­no­wa­nie. Ale wszy­scy zna­my oso­by zdro­we, któ­re spę­dza­ją dzień za dniem pod przy­sło­wio­wą „bud­ką z pi­wem”, oraz oso­by nie­peł­no­spraw­ne, z bły­skiem w oku pod­bi­ja­ją­ce (bliż­szy lub dal­szy) świat.

Fot. 123rf.com

Ety­kie­ty, któ­re ogra­ni­cza­ją

Każ­dy czło­wiek jest ogrom­ną war­to­ścią, bez każ­de­go z nas wszech­świat już nie był­by ta­ki sam. Na­le­ży­my do jed­ne­go ga­tun­ku Ho­mo sa­piens, ma­my wie­le wspól­nych cech, któ­re sta­no­wią o na­szym po­do­bień­stwie. Ale każ­de­go z nas „utkał w ło­nie mat­ki” wszech­mo­gą­cy Bóg o nie­skoń­czo­nej fan­ta­zji, kre­atyw­no­ści. Bóg, któ­ry nie lu­bi nu­dy i ma wiel­kie po­czu­cie hu­mo­ru. Gdy­by­śmy sku­pi­li się na roz­wi­ja­niu otrzy­ma­nych od Nie­go ta­len­tów, to róż­ni­li­by­śmy się od sie­bie bar­dziej niż tzw. nie­peł­no­spraw­ni od peł­no­spraw­nych. Dla­te­go po­rzuć­my tę no­men­kla­tu­rę. Mu­si­my ja­koś na­zy­wać świat, że­by go upo­rząd­ko­wać i ogar­nąć na wła­sną mia­rę, ale… cza­sem two­rzy­my ety­kiet­ki, któ­re nie­wie­le wy­ja­śnia­ją, a za to po­tra­fią moc­no ogra­ni­czać. Za­miast za­czy­nać my­śle­nie od: Je­stem na wóz­ku, więc… Po­myśl: Chcę zo­ba­czyć Afry­kę, więc… Na­uczyć się chiń­skie­go… Zro­bić swe­ter na dru­tach…

Co masz w so­bie bo­skie­go?

Spo­so­by na od­na­le­zie­nie pa­sji czy peł­ni ży­cia są ta­kie sa­me dla wszyst­kich lu­dzi. To na­sze wnę­trze sta­no­wi o na­szej isto­cie. W nim od­bi­ja się tkwią­cy w nas okruch po­do­bień­stwa do Bo­ga, na któ­re to po­do­bień­stwo zo­sta­li­śmy stwo­rze­ni.

Gdy­by­śmy pa­trzy­li na sie­bie na­wza­jem, pa­mię­ta­jąc o tym, na­sze spoj­rze­nie mó­wi­ło­by dru­gie­mu: po­każ mi, na czym po­le­ga two­ja uni­kal­ność? Co masz w so­bie bo­skie­go? Je­steś ta­ki in­te­re­su­ją­cy! Je­steś ko­smicz­ną nie­spo­dzian­ką! Cie­ka­we, dla­cze­go wła­śnie cie­bie spo­tka­łem? Czym mnie ze­chcesz ob­da­ro­wać? Cze­go po­trze­bu­jesz ode mnie?

Stu­dent z ze­spo­łem Do­wna

Oto frag­ment z wy­wia­du z Pa­blo Pi­ned, od­twór­cy głów­nej ro­li w fil­mie „Ja też”. Miesz­ka w Hisz­pa­nii, jest pierw­szym Eu­ro­pej­czy­kiem z ze­spo­łem Do­wna, któ­ry zdo­był wyż­sze wy­kształ­ce­nie: „Mo­ja ro­dzi­na, moi pro­fe­so­ro­wie, na­uczy­cie­le od sa­me­go po­cząt­ku wie­rzy­li w mo­je moż­li­wo­ści. Wie­rzy­li, że je­stem w sta­nie się cze­goś na­uczyć i coś osią­gnąć. Nie ogra­ni­cza­li mnie, nie roz­pa­try­wa­li w ka­te­go­rii oso­by z ze­spo­łem Do­wna. Moi ro­dzi­ce wi­dzie­li we mnie sy­na, któ­re­go mu­szą wy­kształ­cić, wy­cho­wać, a moi na­uczy­cie­le – ucznia, któ­ry, po­dob­nie jak in­ni, cho­dzi do szko­ły, że­by zdo­być wy­kształ­ce­nie. Ta ich wia­ra i mo­ja pew­ność sie­bie, po­czu­cie, że mo­gę wie­le zro­bić, prze­ło­ży­ły się na stu­dia, ka­rie­rę i ten film”.

Wia­ra i pew­ność sie­bie

Wie­rzy­li w mo­je moż­li­wo­ści”; „Nie ogra­ni­cza­li mnie”; „Nie roz­pa­try­wa­li w ka­te­go­rii oso­by z ze­spo­łem Do­wna”…

…”ich wia­ra i mo­ja pew­ność sie­bie”- co by­ło pierw­sze? Jaj­ko czy ku­ra? To chy­ba nie ta­kie waż­ne. Bo czy to wia­ra ro­dzi­ców spra­wi­ła, że u Pa­bla po­ja­wi­ła się pew­ność sie­bie, czy pew­ność sie­bie zro­dzi­ła wia­rę, że „Pa­blo da ra­dę”? Tak czy ina­czej, skoń­czy­ło się na tym, że obie by­ły obec­ne i da­wa­ły si­łę do roz­wo­ju, po­ko­ny­wa­nia prze­ciw­no­ści.

Wyjdź­cie i wrzeszcz­cie

Prze­glą­da­my się w oczach in­nych, bo je­ste­śmy isto­ta­mi spo­łecz­ny­mi i waż­na jest dla nas ich ak­cep­ta­cja. In­ni prze­glą­da­ją się w na­szych oczach, szu­ka­jąc te­go sa­me­go. Sa­mi de­cy­du­je­my, co ma­my „na wierz­chu”: oce­nę, dy­stans, ase­ku­ra­cję, po­dejrz­li­wość czy otwar­tość, cie­ka­wość, życz­li­wość, do­ce­nie­nie, wy­ro­zu­mia­łość.

Jest ta­kie przy­sło­wie „Siedź w ką­cie, a znaj­dą cię”- nie wierz­cie w nie! Świat pę­dzi, lu­dzie się spie­szą, ty­le się dzie­je! Nie siedź w ką­cie, bo nie znaj­dą cię! Wyjdź­cie i wrzeszcz­cie: Hej, chodź mnie po­znać! Wiem, że war­to, bo jak każ­dy je­stem cu­dem, da­rem, uni­ka­tem! No­ooo, nie wiem jesz­cze do­kład­nie, na czym mo­ja cu­dow­ność po­le­ga, ale mo­że ja­koś się ma do te­go ta ser­wet­ka re­tro, któ­rą bab­ci na imie­ni­ny wy­dzier­ga­łam? Mo­że z two­ją po­mo­cą od­kry­ję swój ta­lent? Lub po­mo­gę ci do­strzec twój?

Od­na­leźć swój ta­lent

Lu­dzie, któ­rzy ma­ją pa­sję, ro­bią coś, w czym się speł­nia­ją, przy­cią­ga­ją in­nych. Nie spo­sób być wo­bec nich obo­jęt­nym. Ener­gia, ja­ką ema­nu­ją, po­ru­sza. Na­wet je­śli przed­miot ich pa­sji nie jest „z na­szej baj­ki”, po­dzi­wia­my lub za­zdro­ści­my, bo też by­śmy tak chcie­li, bo tę­sk­ni­my za ak­tyw­no­ścią, któ­ra jest sa­mo­na­pę­dza­ją­cym się me­cha­ni­zmem. Któ­ra da­je sa­tys­fak­cję, wy­zwa­la en­tu­zjazm. Za­miast zmę­cze­nia – da­je ra­dość two­rze­nia.

Lu­dzie z pa­sją są wy­ra­zi­ści, są so­bą (po­mi­mo kosz­tów), pa­sja ich kreu­je tak, jak oni kreu­ją two­rzy­wo tej pa­sji. Od­na­leź­li ta­lent sta­no­wią­cy ich isto­tę.

Sam się zdzi­wisz, jak je­steś sil­ny

Po­patrz na sie­bie życz­li­wie, uważ­nie, spo­koj­nie i od­po­wiedz:

  • Co lu­bisz?
  • Co ci się po­do­ba?
  • Co cię cie­szy?
  • Co cię po­cią­ga?
  • Przy ja­kiej oka­zji po­czu­łeś en­tu­zjazm?
  • Kie­dy po­czu­łeś choć cień en­tu­zja­zmu?

Szu­kaj. Ale nie tyl­ko teo­re­tycz­nie: pró­buj, do­świad­czaj, ucz się sie­bie. Kie­dy ostat­nio ro­bi­łeś coś pierw­szy raz? Nie po­zo­sta­waj tyl­ko w zna­nych re­wi­rach, sko­ro ża­den z nich „to jesz­cze nie to”. Bądź ak­tyw­ny. Wy­chodź ze stre­fy kom­for­tu. Je­śli cię coś spło­szy i wró­cisz prze­stra­szo­ny, to nic. Od­pocz­nij i zno­wu spró­buj. Je­śli coś do­brze ro­ku­je, za­an­ga­żuj się, za­ry­zy­kuj, wy­płyń na głę­bię. Od­waż się. Kie­dy „się od­naj­dziesz”, sam się zdzi­wisz, jak je­steś sil­ny. „Tu­taj się czu­ję u sie­bie”; „Naj­bar­dziej czu­ję się so­bą, kie­dy…”- te­go ty­pu zda­nia pod­po­wia­da­ją, że je­ste­śmy bli­sko sfe­ry, któ­rej mo­gą do­ty­czyć na­sze ce­le roz­wo­jo­we.

Kie­dy je­ste­śmy au­ten­tycz­ni, da­je­my się po­znać. Ci, któ­rzy nas za­ak­cep­tu­ją ta­ki­mi, ja­cy je­ste­śmy, bę­dą dla nas nie­oce­nio­nym wspar­ciem na dro­dze po­szu­ki­wa­nia… sa­mych sie­bie, czy­li pa­sji sprzę­żo­nych z na­szy­mi ta­len­ta­mi. Bę­dąc co­raz bar­dziej so­bą, bę­dzie­my co­raz bar­dziej wy­ra­zi­ści i co­raz bar­dziej po­cią­ga­ją­cy dla jed­nych, dla in­nych wręcz prze­ciw­nie. Tyl­ko to, że nie wszy­scy nas lu­bią, już nas nie bę­dzie prze­ra­żać.

Gdy ze stra­chu przed zra­nie­niem przy­wdzie­wa­my wciąż no­we ma­ski, za­miast się przed­sta­wiać, kreu­je­my się przed in­ny­mi i sa­my­mi so­bą, tra­ci­my mnó­stwo si­ły, po­trzeb­nej na two­rze­nie praw­dzi­wych, ży­cio­daj­nych re­la­cji.

In­spi­ra­cje

Wy­chodź do lu­dzi, czerp od nich in­spi­ra­cję. Oto kil­ka przy­kła­dów:

Nick Vu­ji­cic – au­stra­lij­ski ewan­ge­li­za­tor i mów­ca mo­ty­wa­cyj­ny – ma ze­spół te­tra-ame­lia, czy­li cał­ko­wi­ty wro­dzo­ny brak koń­czyn. Na ca­łym świe­cie pro­wa­dzi wy­kła­dy na te­mat nie­peł­no­spraw­no­ści, mo­ty­wa­cji i wia­ry w Bo­ga. Ma peł­no­spraw­ną żo­nę i czwór­kę dzie­ci.

He­len Adams Kel­ler – ame­ry­kań­ska głu­cho­nie­wi­do­ma pi­sar­ka, pe­da­gog i dzia­łacz­ka spo­łecz­na. W wie­ku 19 mie­się­cy prze­szła cho­ro­bę, któ­ra po­zba­wi­ła ją wzro­ku, słu­chu i czę­ścio­wo moż­no­ści mó­wie­nia.

Jan Me­la – pol­ski po­dróż­nik i dzia­łacz spo­łecz­ny. Naj­młod­szy w hi­sto­rii zdo­byw­ca obu bie­gu­nów w cią­gu jed­ne­go ro­ku. Po po­ra­że­niu prą­dem stra­cił le­we pod­udzie i pra­we przed­ra­mię.

Ste­phen Haw­king – wy­bit­ny astro­fi­zyk i ko­smo­log. Fi­zyk teo­re­tycz­ny, pro­fe­sor ma­te­ma­ty­ki. Au­tor ksią­żek po­pu­lar­no­nau­ko­wych. Cier­piał na stward­nie­nie za­ni­ko­we bocz­ne. Cho­ro­ba ta po­wo­du­je cał­ko­wi­ty za­nik mię­śni. Po­ru­szał się na wóz­ku in­wa­lidz­kim, z oto­cze­niem po­ro­zu­mie­wał się za po­mo­cą kom­pu­te­ra, ste­ro­wa­ne­go kciu­kiem.

Ja­nusz Świ­toń – na sku­tek wy­pad­ku ko­mu­ni­ka­cyj­ne­go od wie­lu lat ma pa­ra­liż czte­rech koń­czyn i nie­wy­dol­ność od­de­cho­wą. Po­tra­fi je­dy­nie po­ru­szać ocza­mi i usta­mi. Na­pi­sał książ­kę au­to­bio­gra­ficz­ną. Współ­pra­cu­je z Fun­da­cją An­ny Dym­nej „Mi­mo Wszyst­ko”, po­ma­ga in­nym nie­peł­no­spraw­nym.

Nie spo­sób wy­mie­nić wszyst­kich spor­tow­ców, ar­ty­stów wszel­kich dzie­dzin, spo­łecz­ni­ków itd. Ła­two ich od­na­leźć w in­ter­ne­cie, ale war­to też roz­glą­dać się w naj­bliż­szym oto­cze­niu. Są wszę­dzie.

An­na Ku­char­ska-Zyg­munt, psy­cho­log

Wię­cej w dru­ko­wa­nym wy­da­niu „Dro­gi”. Za­chę­ca­my do pre­nu­me­ra­ty. O „Dro­gę” py­taj­cie tak­że w swo­ich pa­ra­fiach.