Drodzy Czytelnicy!


Idę uli­cą i wi­dzę lu­dzi ze smart­fo­na­mi w dło­niach. Scrol­lu­ją, pi­szą SMS-y, roz­ma­wia­ją, twe­etu­ją, laj­ku­ją i udo­stęp­nia­ją mnó­stwo rze­czy o tym, co ro­bią. Nie­raz się po­tkną, bo nie za­uwa­żą krzy­wej pły­ty chod­ni­ko­wej, nie­raz w ostat­niej chwi­li za­trzy­ma­ją się na czer­wo­nym świe­tle. Naj­smut­niej­sze jest jed­nak to, że z no­sa­mi w smart­fo­nach prze­ga­pia­ją to, co naj­waż­niej­sze. Dru­gie­go czło­wie­ka. Czy to znak cza­su?

Tech­no­lo­gia nie jest ani do­bra, ani zła. Do­bry lub zły mo­że być spo­sób, w ja­ki z niej ko­rzy­sta­my. Za­pra­szam Was w po­dróż do świa­ta tech­no­lo­gii, bez któ­rej nie wy­obra­ża­my so­bie ży­cia i do od­kry­cia, że waż­niej­szy jest uśmiech w re­alu od laj­ka na Fej­sie.

W czę­ści dla bierz­mo­wa­nych znaj­dzie­cie tekst ks. To­ma­sza Pod­lew­skie­go o Du­chu Świę­tym. Do­wie­cie się, czy każ­dy z nas do­stał od Nie­go ja­kiś cha­ry­zmat. Ksiądz Ma­rek Dzie­wiec­ki pi­sze o chrzcie, któ­ry po­rów­nu­je do szcze­pion­ki Mi­ło­ści, a od­waż­ny świa­dek wia­ry, Ja­kub Maj­chrzak, dzie­li się swo­im świa­dec­twem. Wy­obraź­cie so­bie, jak cho­dzi po uli­cach Po­zna­nia i opo­wia­da prze­chod­niom o Bo­gu.

Ten nu­mer jest wy­jąt­ko­wy, po­nie­waż Pol­ska Fun­da­cja dla Afry­ki przed­sta­wia w nim co­dzien­ność lu­dzi miesz­ka­ją­cych na tym kon­ty­nen­cie. To, co my uzna­je­my za oczy­wi­stość – bie­żą­ca wo­da, ka­na­li­za­cja, ze­szy­ty do szko­ły, dla na­szych ró­wie­śni­ków jest luk­su­sem. Prze­czy­taj­cie, jak mo­że­my po­móc na­szym afry­kań­skim sio­strom i bra­ciom.

Aga­ta Goł­da, re­dak­tor na­czel­na

Szczepionka Miłości

Sa­kra­men­ty to szcze­gól­na po­moc Bo­ga. Bo­ga, któ­ry ko­cha czło­wie­ka i pra­gnie, by każ­dy w ra­do­sny i bło­go­sła­wio­ny spo­sób żył tu i te­raz, a nie do­pie­ro kie­dyś po śmier­ci do­cze­snej w Nie­bie. Owoc­ne ko­rzy­sta­nie z po­mo­cy te­go sa­kra­men­tu po­mo­cy za­le­ży od te­go, czy doj­rza­le ro­zu­mie­my to, cze­go Bóg w nim do­ko­nu­je. Oraz od te­go, w ja­ki spo­sób po­win­ni­śmy od­po­wie­dzieć na otrzy­ma­ne od Nie­go da­ry.

Zwy­kle mó­wi­my, że sa­kra­ment chrztu gła­dzi grzech pier­wo­rod­ny. Ta­kie stwier­dze­nie mo­że wpro­wa­dzać w błąd, su­ge­ru­jąc, że ko­lej­ne po­ko­le­nia lu­dzi są od­po­wie­dzial­ne za grze­chy po­przed­ni­ków. Bóg ni­ko­mu z nas nie przy­pi­su­je grze­chów, któ­re po­peł­nił ktoś in­ny. Grzech ani wi­na się nie dzie­dzi­czą. Grzech pier­wo­rod­ny to grzech Ada­ma i Ewy. Ob­cią­ża su­mie­nia wy­łącz­nie tych pierw­szych lu­dzi. My po­no­si­my na­to­miast skut­ki ich pierw­sze­go grze­chu. Po­no­si­my też skut­ki grze­chów lu­dzi z ko­lej­nych po­ko­leń. Gdy ktoś, kto ma bez­po­śred­ni wpływ na na­sze ży­cie, nie słu­cha Bo­ga i czy­ni zło, to za­da­je nam nie­za­wi­nio­ne przez nas cier­pie­nie. By­wa ono cza­sem bo­le­sne. Dzie­je się tak na przy­kład wte­dy, gdy ktoś z na­szych ro­dzi­ców prze­sta­je ko­chać, al­bo gdy po­pa­da w ja­kieś uza­leż­nie­nie. Po­dob­nie za­czy­na­my cier­pieć wte­dy, gdy ktoś z na­szych ró­wie­śni­ków, któ­rych trak­to­wa­li­śmy jak przy­ja­ciół, za­czy­na nas krzyw­dzić.

fot. pixabay.com
- ge­ralt

Skut­ki

Bóg nie tyl­ko nas ko­cha, ale też we wszyst­kim ro­zu­mie. On wie, że to, co czy­nią lu­dzie wo­kół nas, wpły­wa na na­szą sy­tu­ację ży­cio­wą. Gdy in­ni czy­nią coś złe­go, to kom­pli­ku­ją na­sze ży­cie. To jest nie­spra­wie­dli­we. Nie jest to jed­nak wi­na Bo­ga, gdyż ra­nią nas je­dy­nie ci lu­dzie, któ­rzy Bo­ga nie słu­cha­ją. Z ko­lei ci, któ­rzy po­stę­pu­ją zgod­nie z De­ka­lo­giem, od­no­szą się do nas z mi­ło­ścią, cier­pli­wo­ścią, de­li­kat­no­ścią. Ta­cy lu­dzie – bez na­szej za­słu­gi – spra­wia­ją, że ła­twiej jest nam żyć.

Dzie­ci ro­dzi­ców i Bo­ga

Co w ta­kim ra­zie do­ko­nu­je się w sa­kra­men­cie chrztu? Chrzest ma po­dwój­ne zna­cze­nie. Po pierw­sze, w cza­sie chrztu Bóg przy­po­mi­na na­szym ro­dzi­com o tym, że je­ste­śmy nie tyl­ko ich dzieć­mi, lecz tak­że – i przede wszyst­kim – dzieć­mi sa­me­go Bo­ga. Stwór­ca przy­po­mi­na ro­dzi­com i ro­dzi­com chrzest­nym, że je­ste­śmy Je­go uko­cha­ny­mi sy­na­mi i cór­ka­mi. Oraz że On oso­bi­ście trosz­czy się o każ­de­go z nas jak naj­lep­sza ma­ma i naj­lep­szy ta­ta jed­no­cze­śnie. Je­zus szcze­gól­nie czu­le oka­zy­wał mi­łość wła­śnie dzie­ciom. Brał je w ra­mio­na i bło­go­sła­wił, a do­ro­słym przy­po­mi­nał o wiel­kiej od­po­wie­dzial­no­ści za oka­zy­wa­nie mi­ło­ści i re­li­gij­ne wy­cho­wa­nie po­tom­stwa. Nie­zwy­kle ostro prze­strze­gał tych, któ­rzy krzyw­dzą i gor­szą nie­let­nich. Chrzest mo­bi­li­zu­je ro­dzi­ców do ofiar­nej i czu­łej tro­ski. Ta­ka tro­ska z ich stro­ny po­ma­ga nam w dzie­ciń­stwie ra­dzić so­bie z kon­se­kwen­cja­mi grze­chu pier­wo­rod­ne­go, czy­li z fak­tem, że ła­twiej przy­cho­dzi nam czy­nić zło, któ­re­go nie chce­my niż do­bro, któ­re­go pra­gnie­my.

Mi­łość chro­ni

Dru­gi wy­miar chrztu to bez­po­śred­nia po­moc Bo­ga dla dziec­ka, któ­re otrzy­mu­je ten sa­kra­ment. Ten dru­gi wy­miar moż­na na­zwać szcze­pion­ką Bo­żej mi­ło­ści. Bóg bie­rze z mi­ło­ścią ochrzczo­ne dziec­ko i przy­tu­la je do swe­go ser­ca. Od­tąd ni­gdy nas nie opu­ści. Bę­dzie nas kar­mił bli­sko­ścią, mi­ło­ścią, mą­dro­ścią, czu­ło­ścią, a tak­że swo­im prze­ba­cze­niem przez ca­łe na­sze ży­cie do­cze­sne. Szcze­pion­ka me­dycz­na dzia­ła tak­że wte­dy, gdy nie zda­je­my so­bie z te­go spra­wy. Tym bar­dziej nie­za­wod­nie dzia­ła szcze­pion­ka Bo­żej mi­ło­ści. Ba­da­nia po­twier­dza­ją, że nie­mow­lę­ta, któ­rym ro­dzi­ce oka­zu­ją szcze­gól­nie czu­łą mi­łość, roz­wi­ja­ją się le­piej fi­zycz­nie i są bar­dziej od­por­ne na cho­ro­by, mi­mo że prze­cież nie są jesz­cze świa­do­me te­go, jak bar­dzo są ko­cha­ne. Mi­łość nas chro­ni i umac­nia od po­czę­cia, nie­za­leż­nie od te­go, na ile w da­nej fa­zie ży­cia je­ste­śmy te­go świa­do­mi.

ks. Ma­rek Dzie­wiec­ki

Wię­cej w dru­ko­wa­nym wy­da­niu „Dro­gi”. Za­chę­ca­my do pre­nu­me­ra­ty. O „Dro­gę” py­taj­cie tak­że w swo­ich pa­ra­fiach.

Bierzmowanie – jak to ogarnąć?

Są ta­kie Msze, któ­re nie przy­sta­ją do tych nie­dziel­nych. Nie trze­ba być or­łem li­tur­gii, aby z grub­sza stwier­dzić, że Msza ślub­na róż­ni się nie­co od chrzciel­nej, a wiel­ka­noc­na od po­grze­bo­wej. Tak­że Msza z udzie­le­niem sa­kra­men­tu bierz­mo­wa­nia jest nie­co bo­gat­sza od ty­po­wej. Ja­kie to róż­ni­ce? Ile ich jest? I jak się w nich od­na­leźć?

Po­czą­tek za­sad­ni­czo jest ten sam. No­wo­ścią jest tyl­ko po­wi­ta­nie księ­dza bi­sku­pa. Wy­pa­da, aby tekst po­wi­ta­nia wy­gła­sza­ny był przez pro­bosz­cza, ro­dzi­ców, bądź sa­mych kan­dy­da­tów. Ma­ła wska­zów­ka dla tych, któ­rzy wi­ta­ją sza­fa­rza sa­kra­men­tu – w po­wi­ta­niach bi­sku­pa ra­czej uni­ka się na­zy­wa­nia go „go­ściem”. Bi­skup jest bo­wiem pierw­szym go­spo­da­rzem każ­dej pa­ra­fii na te­re­nie je­go die­ce­zji. Pro­boszcz „rzą­dzi” w tym miej­scu dla­te­go, że to wła­śnie bi­skup po­dzie­lił się z nim swo­ją dusz­pa­ster­ską wła­dzą. Po po­wi­ta­niu Msza świę­ta aż do koń­ca Ewan­ge­lii prze­bie­ga tak, jak za­wsze: akt po­ku­ty (przy bierz­mo­wa­niu jest to naj­czę­ściej po­kro­pie­nie wo­dą świę­co­ną), hymn Chwa­ła na wy­so­ko­ści Bo­gu, ko­lek­ta (mo­dli­twa od­ma­wia­na przez ce­le­bran­sa) i czy­ta­nia z psal­mem. Ale uwa­ga! Po od­czy­ta­niu Ewan­ge­lii nie sia­daj jesz­cze na ka­za­nie!

fot. 123rf.com

 

Czy ty w ogó­le wiesz?

W chwi­li, w któ­rej od­ru­cho­wo sia­dasz, na­stę­pu­je waż­ny dia­log. Ka­płan w imie­niu kan­dy­da­tów pro­si bi­sku­pa o udzie­le­nie im sa­kra­men­tu. Bi­skup py­ta: „Czy mło­dzież ta wie, jak wiel­ki dar otrzy­mu­je w tym sa­kra­men­cie i czy przy­go­to­wa­ła się na­le­ży­cie do je­go przy­ję­cia?”. Ka­płan za­pew­nia bi­sku­pa, że kan­dy­da­ci są od­po­wied­nio przy­go­to­wa­ni oraz wy­spo­wia­da­ni. Wte­dy sza­farz zwra­ca się już bez­po­śred­nio do ocze­ku­ją­cych na bierz­mo­wa­nie z proś­bą: „Dro­ga mło­dzie­ży, po­wiedz­cie przed zgro­ma­dzo­nym tu Ko­ścio­łem, ja­kich łask ocze­ku­je­cie od Bo­ga w tym sa­kra­men­cie?”. Te­raz masz swo­je „pięć mi­nut”. Na ca­łym świe­cie, każ­dy bez wy­jąt­ku kan­dy­dat do bierz­mo­wa­nia od­po­wia­da bi­sku­po­wi tak: „Pra­gnie­my, aby Duch Świę­ty, któ­re­go otrzy­ma­my, umoc­nił nas do męż­ne­go wy­zna­wa­nia wia­ry i do po­stę­po­wa­nia we­dług jej za­sad”.

Czy wie­rzysz?

Po tym dia­lo­gu mo­żesz usiąść. Na­stę­pu­je ka­za­nie. Wy­zna­nie wia­ry, któ­re­go się te­raz słusz­nie spo­dzie­wasz, oczy­wi­ście się od­bę­dzie, ale na­stą­pi w nie­co in­nej, uro­czyst­szej for­mie. Do­kład­nie tak jak pod­czas chrztu od­bę­dzie się przez dia­log. Gdy bi­skup za­py­ta, „Czy wy­rze­kasz się…”, ty świa­do­mie od­po­wiedz: „Wy­rze­kam się”. Na py­ta­nia roz­po­czy­na­ją­ce się od słów: „Czy wie­rzysz”, świa­do­mie od­po­wiedz: „Wie­rzę”, sku­pia­jąc się na ko­lej­nych praw­dach, któ­re wy­zna­jesz. Po­tem roz­po­czy­na się wła­ści­wa li­tur­gia sa­kra­men­tu, czy­li mo­ment kul­mi­na­cyj­ny. Naj­pierw bi­skup od­mó­wi mo­dli­twę nad kan­dy­da­ta­mi. Póź­niej na­stę­pu­je chwi­la, na któ­rą naj­bar­dziej wszy­scy cze­ka­ją…

Świa­dek, nie widz!

O ile wstęp­ne dia­lo­gi, wy­zna­nie wia­ry i mo­dli­twę bi­sku­pa kan­dy­da­ci prze­ży­wa­ją ra­zem, o ty­le wła­ści­wą chwi­lę bierz­mo­wa­nia każ­dy prze­ży­wa in­dy­wi­du­al­nie. Są tu moż­li­we dwie opcje. W za­leż­no­ści od ilo­ści osób oraz wiel­ko­ści świą­ty­ni – al­bo bi­skup bierz­mu­je mło­dzież, prze­cho­dząc przez szpa­ler kan­dy­da­tów i ich świad­ków, al­bo to oni pod­cho­dzą ko­lej­no do księ­dza bi­sku­pa. (Na pew­no bę­dzie­cie to ćwi­czyć ze swo­im księ­dzem co naj­mniej kil­ka­krot­nie.) Gdy sta­niesz z bi­sku­pem twa­rzą w twarz, naj­pierw twój świa­dek po­ło­ży pra­wą dłoń na two­im pra­wym ra­mie­niu. Uwa­ga! W tym mo­men­cie twój świa­dek peł­ni zu­peł­nie in­ną ro­lę niż świa­dek w spra­wie są­do­wej. O ile w są­dzie „świa­dek” ozna­cza czło­wie­ka, po­twier­dza­ją­ce­go fak­ty, o ty­le tu­taj oso­bę, któ­ra swo­ją obec­no­ścią za­świad­cza przed bi­sku­pem, że za­słu­gu­jesz na bierz­mo­wa­nie.

Przyj­mij

Sa­mo bierz­mo­wa­nie rów­nież od­by­wa się przy dia­lo­gu. W tej chwi­li bi­skup zwró­ci się do cie­bie w dwóch imio­nach. We­zwie cię pierw­szym imie­niem z chrztu oraz imie­niem pa­tro­na, ja­kie­go wy­bra­łeś so­bie na bierz­mo­wa­nie. Skąd bę­dzie znał te imio­na? Moż­li­wo­ści są dwie – al­bo ty sam mu je naj­pierw po­wiesz, al­bo – co wy­god­niej­sze – ksiądz sto­ją­cy obok bi­sku­pa od­bie­rze od cie­bie kar­tecz­kę z two­imi imio­na­mi i po­da je bi­sku­po­wi. W prak­ty­ce dia­log ten wy­glą­da na­stę­pu­ją­co (imio­na są przy­pad­ko­we): „Klau­dio Mag­da­le­no, przyj­mij zna­mię da­ru Du­cha Świę­te­go”. Od­po­wia­dasz: „Amen”. Na ko­niec bi­skup po­zdra­wia cię, mó­wiąc: „Po­kój z to­bą”, a ty od­po­wia­dasz: „I z du­chem two­im”. Jed­no­cze­śnie do­ko­nu­je się two­je na­masz­cze­nie. Po­sta­raj się sku­pić. Pa­mię­taj, że za­wsze, gdy w li­tur­gii uży­wa się świę­te­go ole­ju, Ko­ściół przy­zy­wa szcze­gól­nej obec­no­ści Du­cha Świę­te­go. Bi­skup pal­cem, za­nu­rzo­nym uprzed­nio w Świę­tym Krzyż­mie, na­kre­śli na two­im czo­le znak krzy­ża, po­dob­nie jak mia­ło to miej­sce w cza­sie chrztu. Nic dziw­ne­go – bierz­mo­wa­nie to prze­cież do­peł­nie­nie pierw­sze­go sa­kra­men­tu. W cza­sie na­masz­cze­nia po­zo­sta­łe pal­ce oraz dru­ga dłoń bi­sku­pa spo­czną na two­jej gło­wie. Jest to tzw. po­dwój­ny gest: na­masz­cze­nie i na­ło­że­nie dło­ni w jed­nym cza­sie. Przez na­masz­cze­nie spły­wa na cie­bie ła­ska Bo­ża. Przez na­ło­że­nie dło­ni bi­sku­pa zstę­pu­je Duch Świę­ty, któ­re­go obec­ność sza­farz po­twier­dza sło­wa­mi, przy two­jej zgo­dzie, wy­ra­żo­nej w sło­wie: „Amen”.

ks. To­masz Pod­lew­ski

Wię­cej w dru­ko­wa­nym wy­da­niu „Dro­gi”. Za­chę­ca­my do pre­nu­me­ra­ty. O „Dro­gę” py­taj­cie tak­że w swo­ich pa­ra­fiach.

Egzamin na smartfona?

Ła­two za­po­mi­na­my o tym, jak bar­dzo po­tęż­nym na­rzę­dziem jest smart­fon, bo je­go ob­słu­ga jest in­tu­icyj­na. Na­wet trzy­lat­ki bły­ska­wicz­nie opa­no­wu­ją ro­bie­nie i prze­glą­da­nie zdjęć, oglą­da­nie ba­jek i gry. Dla­te­go nie zwra­ca­my uwa­gi na to, że smart­fon za­miast być po pro­stu uży­tecz­nym na­rzę­dziem, mo­że stać się tak waż­ną czę­ścią ży­cia, że bez nie­go sta­je­my się bez­rad­ni.

Czy wiesz, że kie­dyś lu­dzie prze­cho­wy­wa­li w pa­mię­ci dzie­siąt­ki nu­me­rów te­le­fo­nicz­nych? Dziś część lu­dzi nie pa­mię­ta na­wet wła­sne­go nu­me­ru, tak bar­dzo po­le­ga­my na pa­mię­ci te­le­fo­nu. W ba­da­niach na­uko­wych wy­ka­za­no, że użyt­kow­ni­cy smart­fo­nów tra­cą zdol­ność za­pa­mię­ty­wa­nia nu­me­rów te­le­fo­nicz­nych!

Wza­jem­na wkręt­ka

Jak bar­dzo je­ste­śmy uza­leż­nie­ni od smart­fo­nów ujaw­nia się w chwi­li, gdy tra­ci­my do nich do­stęp. Gdy smart­fon roz­ła­do­wu­je się, lub gdy trze­ba go zo­sta­wić, na­wet na kil­ka go­dzin, wie­le osób prze­ży­wa au­ten­tycz­ną pa­ni­kę, a jesz­cze wię­cej lu­dzi – sil­ny nie­po­kój. Zja­wi­sko to do­ro­bi­ło się na­wet wła­snej na­zwy – FOMO – fe­ar of mis­sing out, in­ny­mi sło­wy – lęk przed tym, że coś nas omi­nie i wy­pad­nie­my z by­cia na bie­żą­co. Lu­dzie do­świad­cza­ją­cy FOMO, nie­ste­ty, na­wza­jem pod­sy­ca­ją swój nie­po­kój. Być mo­że zda­rzy­ło ci się, że nie od­po­wie­dzia­łeś od ra­zu na po­wia­do­mie­nie, wia­do­mość czy SMS-a i nadaw­ca zru­gał cię, uzna­jąc to za ob­jaw lek­ce­wa­że­nia. A mo­że chcia­łeś spo­tkać się ze zna­jo­my­mi, lecz po­nie­waż nie śle­dzi­łeś co chwi­la wy­mia­ny zdań na mes­sen­ge­rze, zmie­ni­li w ostat­niej chwi­li miej­sce spo­tka­nia i zo­sta­łeś na lo­dzie?

fot. 123rf.com

Łap­ka w dół

Kie­dyś pew­na przy­kle­jo­na na sta­łe do ekra­nu trzy­na­sto­lat­ka oświad­czy­ła, że to nie uza­leż­nie­nie, lecz styl ży­cia. Pół go­dzi­ny póź­niej łka­ła gorz­ko, bo kil­ka osób na jej sta­ran­nie wy­re­ży­se­ro­wa­ne sel­fie za­re­ago­wa­ło łap­ką w dół. Dzię­ku­ję za styl ży­cia, w któ­rym pła­czesz przez to, że nie­zna­nym lu­dziom z in­ter­ne­tu nie po­do­ba się two­je zdję­cie. Przy­znaj­my – to sztu­ka na­uczyć się tak ko­rzy­stać ze smart­fo­nu, że­by był uży­tecz­nym na­rzę­dziem, a nie de­spo­tycz­nym wład­cą, wpra­wia­ją­cym w nie­po­kój każ­dym swym ge­stem (po­wia­do­mie­niem).

Ni­by oczy­wi­ste?

Za­uwa­ży­li­ście, że po­dob­nie jak sa­mo­chód da­je nam wła­dzę uda­nia się gdzie­kol­wiek na świe­cie w do­wol­nym mo­men­cie, tak sa­mo smart­fon da­je wła­dzę ko­mu­ni­ko­wa­nia się w każ­dym mo­men­cie z ca­łym świa­tem? Jest pew­na róż­ni­ca. Aby wsiąść za kół­ko, trze­ba zdać eg­za­min na pra­wo jaz­dy. I nie cho­dzi tu tyl­ko o umie­jęt­ność pro­wa­dze­nia sa­mo­cho­du, ale też o za­sa­dy ru­chu dro­go­we­go, tak by nie po­za­bi­jać sie­bie i in­nych. Przy smart­fo­nie wszy­scy wy­cho­dzą z za­ło­że­nia, że je­śli opa­no­wa­li­śmy war­stwę „tech­nicz­ną”, to już wszyst­ko wie­my.

Ty­le, że to nie­praw­da. Co­dzien­nie sły­szę hi­sto­rie lu­dzi, któ­rzy na­ro­bi­li strasz­nych głu­pot i nie­bez­piecz­nych rze­czy za po­mo­cą smart­fo­nu. Ktoś za­in­sta­lo­wał nie­bez­piecz­ną apli­ka­cję, któ­ra za­czę­ła po­bie­rać opła­ty z kar­ty kre­dy­to­wej ro­dzi­ców. Ktoś in­ny wy­słał ko­muś zdję­cie, któ­re po­tem zo­sta­ło upu­blicz­nio­ne w ce­lu ośmie­sze­nia nadaw­cy. Jesz­cze ktoś in­ny uza­leż­nił się od pew­nej gry do te­go stop­nia, że wciąż pro­wa­dzi roz­gryw­ki, na­wet po no­cy, wsku­tek cze­go co dzień wle­cze się pół­przy­tom­ny po szko­le i do­mu… To tyl­ko przy­kła­dy – na pew­no znasz ko­goś, kto wpadł w ta­ra­pa­ty, bo na­ro­bił głu­pot z po­mo­cą smart­fo­nu lub wy­da­je się znie­wo­lo­ny przez swój smart­fon, za­wsze bę­dąc na je­go smy­czy.

Bo­gna Bia­łec­ka, psy­cho­log
re­dak­tor por­ta­lu dla mło­dzie­ży pytam.edu.pl

Wię­cej w dru­ko­wa­nym wy­da­niu „Dro­gi”. Za­chę­ca­my do pre­nu­me­ra­ty. O „Dro­gę” py­taj­cie tak­że w swo­ich pa­ra­fiach.