Zabiłam swoje dziecko. Żałuję

Od kil­ku lat miesz­kam w Wiel­kiej Bry­ta­nii, gdzie abor­cja jest po­wszech­nie do­stęp­na. Ni­gdy nie my­śla­łam, że bę­dę ko­rzy­stać z tej moż­li­wo­ści. Kil­ka ty­go­dni przed ukoń­cze­niem stu­diów ma­gi­ster­skich do­wie­dzia­łam się o cią­ży.

Pła­ka­łam na zmia­nę ze szczę­ścia i smut­ku, a tak­że ze stra­chu. Jesz­cze te­go sa­me­go dnia po­wie­dzia­łam o dziec­ku mo­je­mu chło­pa­ko­wi (Hin­du­so­wi). On zro­bił wszyst­ko, by mnie prze­ko­nać, że abor­cja bę­dzie dla nas naj­lep­szym roz­wią­za­niem. Wie­dzia­łam, że nie bę­dzie oj­cem dla te­go dziec­ka. A co ja, ja­ko sa­mot­na mat­ka pra­cu­ją­ca na pół eta­tu, mo­głam mu dać? Po­nad­to ba­łam się re­ak­cji na­szych ro­dzin.

Bę­dąc pod pre­sją, zde­cy­do­wa­łam się na abor­cję. Pie­lę­gniar­ki w szpi­ta­lu by­ły bar­dzo mi­łe, a ja nie ro­zu­mia­łam dla­cze­go. Prze­cież za­bi­ja­łam swo­je dziec­ko. Pa­mię­tam tyl­ko ból fi­zycz­ny i wi­dok za­rod­ka w szpi­tal­nej to­a­le­cie, któ­ry zo­stał zmu­szo­ny do opusz­cze­nia mo­je­go cia­ła. Chcia­łam umrzeć ra­zem z nim. Je­go oj­ciec zo­sta­wił mnie kil­ka ty­go­dni póź­niej.

foto_01-02_12-2016

Wszyst­kim zna­jo­mym po­wie­dzia­łam, że po­ro­ni­łam. Ba­łam się przy­znać, a jed­no­cze­śnie bar­dzo chcia­łam ko­muś po­wie­dzieć. Nie chcia­łam być sa­ma w tym ba­gnie.

Smu­tek, żal, wy­rzu­ty su­mie­nia, nie­na­wiść i obrzy­dze­nie do sa­mej sie­bie spra­wi­ły, że wy­co­fa­łam się z ży­cia to­wa­rzy­skie­go i le­d­wo skoń­czy­łam pra­cę ma­gi­ster­ską. Nie do­ko­na­ła­bym te­go bez mo­jej wy­ro­zu­mia­łej pro­mo­tor­ki, któ­ra pra­wie sta­nę­ła na gło­wie, abym do­sta­ła zgo­dę na mak­sy­mal­ne prze­dłu­że­nie ter­mi­nu. Przy­ja­cie­le sta­ra­li się mnie wspie­rać jak tyl­ko mo­gli. Mi­mo to co­raz bar­dziej wpa­da­łam w ot­chłań de­pre­sji. Nie li­czy­ło się nic, tyl­ko ból, łzy i to okrop­ne uczu­cie spo­wo­do­wa­ne okła­my­wa­niem ich.

O tym, co się na­praw­dę sta­ło, opo­wie­dzia­łam swo­jej naj­lep­szej przy­ja­ciół­ce pół ro­ku po abor­cji. Za­czę­ła się ode mnie od­su­wać, prze­sta­ły­śmy roz­ma­wiać, znie­na­wi­dzi­ła mnie. Więk­szość mo­ich zna­jo­mych tak­że się od­su­nę­ła. Zo­sta­ła przy mnie tyl­ko garst­ka, któ­ra chcia­ła mi po­móc bez wzglę­du na wszyst­ko. Zo­stał rów­nież, o iro­nio, przy­ja­ciel mo­je­go by­łe­go chło­pa­ka, któ­ry da­wał mi wspar­cie i otu­chę.

Kie­dy oj­ciec dziec­ka znów po­ja­wił się na ho­ry­zon­cie, roz­mo­wa z nim by­ła bar­dzo trud­na. Ca­ły czas po­wta­rzał, że po­win­nam za­po­mnieć i po­go­dzić się z tym. Nie­na­wi­dzi­łam go wte­dy, i to uczu­cie rów­nież mnie nisz­czy­ło. Prze­łom na­stą­pił w cza­sie, kie­dy na­sze ma­leń­stwo mia­ło się uro­dzić, a on wy­znał, że ża­łu­je i tę­sk­ni za nim.

Zde­cy­do­wa­łam się pójść na te­ra­pię. Po­cząt­ko­we se­sje upły­nę­ły w mil­cze­niu. Przy­po­mi­na­nie so­bie wszyst­kich prze­żyć i emo­cji by­ło nie­zmier­nie bo­le­sne. W pew­nym mo­men­cie ból wy­da­wał się nie do znie­sie­nia – pró­bo­wa­łam tar­gnąć się na swo­je ży­cie. Bio­rąc ta­blet­ki, pi­sa­łam wia­do­mo­ści do przy­ja­ciół do mo­men­tu aż za­snę­łam lub stra­ci­łam przy­tom­ność, nie pa­mię­tam...

Kil­ka ty­go­dni póź­niej jed­na z mo­ich ko­le­ża­nek zor­ga­ni­zo­wa­ła ma­łą uro­czy­stość na cześć mo­je­go dziec­ka, abym mo­gła się z nim po­że­gnać. Od tam­te­go cza­su czę­ściej się uśmie­cham, wy­cho­dzę do lu­dzi. Moż­na po­wie­dzieć, że „wró­ci­ła” dziew­czy­na sprzed abor­cji, choć chy­ba ni­gdy nic już nie bę­dzie ta­kie sa­mo.

Mi­nął po­nad rok od abor­cji, a ja na­dal bo­ry­kam się ze smut­kiem i ża­lem. Od­da­ła­bym wie­le, aby mieć przy so­bie mo­je dziec­ko. Po­wo­dy, dla któ­rych zde­cy­do­wa­łam się na usu­nię­cie cią­ży, wy­da­ją się dziś bła­he. Na szczę­ście dzię­ki wspar­ciu kil­ku osób i mo­jej te­ra­peut­ki, wy­cho­dzę na pro­stą.

Bar­dzo du­żo cza­su za­bra­ło mi na­pi­sa­nie te­go świa­dec­twa. Żad­ne sło­wa nie wy­da­ją się być od­po­wied­nie. Mam jed­nak na­dzie­ję, że to od­mie­ni ży­cie cho­ciaż jed­nej ko­bie­ty.

 

Jo­an­na oprac. Ewa Rej­man

 

Za­chę­ca­my do re­gu­lar­ne­go ko­rzy­sta­nia z ser­wi­su in­ter­ne­to­we­go: www.pro-life.pl. Ak­tu­al­no­ści na: www.facebook.com/psozc