Z pamiętnika nauczycielki Wrażenia nami rządzą

Kie­dy za­czy­na­łam uczyć w li­ceum (był to mój dru­gi lub trze­ci rok w ro­li na­uczy­ciel­ki ję­zy­ka pol­skie­go), mia­łam w jed­nej z klas ucznia o imie­niu Mar­cin. Był bar­dzo in­te­li­gent­ny i oczy­ta­ny. Chęt­nie słu­cha­łam je­go wy­po­wie­dzi, ce­ni­łam go za róż­ne uwa­gi i spo­strze­że­nia. Pew­ne­go ra­zu, gdy ro­bi­łam uczniom wpro­wa­dze­nie w ko­lej­ną epo­kę li­te­rac­ką w for­mie wy­kła­du, Mar­cin skrzy­wił się, wy­ra­ża­jąc dez­apro­ba­tę. Po­my­śla­łam spło­szo­na, że mo­że się po­my­li­łam, coś źle po­wie­dzia­łam. Gdy póź­niej prze­ana­li­zo­wa­łam po­da­ne prze­ze mnie in­for­ma­cje, uzna­łam, że wszyst­ko by­ło w po­rząd­ku. Uspo­ko­jo­na przy­cho­dzi­łam z en­tu­zja­zmem na ko­lej­ne lek­cje do tej kla­sy aż do cza­su, gdy zno­wu uj­rza­łam na twa­rzy Mar­ci­na coś na kształt szy­der­cze­go uśmie­chu. Po­wtór­nie mnie to za­nie­po­ko­iło. Gdy co­raz czę­ściej za­uwa­ża­łam je­go skrzy­wie­nie ust czy sar­ka­stycz­ne uśmiesz­ki, sta­wa­łam się co­raz bar­dziej nie­pew­na i przy­gnę­bio­na. Mia­łam wra­że­nie, że cią­gle ro­bię ja­kieś błę­dy lub wy­po­wia­dam zda­nia, z któ­ry­mi Mar­cin się nie zga­dza. Aby nie tra­cić re­zo­nu w cza­sie lek­cji, sta­ra­łam się nie pa­trzeć w je­go kie­run­ku. W koń­cu do­szło do te­go, że nie lu­bi­łam pro­wa­dzić lek­cji w tej kla­sie. Ta sy­tu­acja nie da­wa­ła mi jed­nak spo­ko­ju i po­sta­no­wi­łam coś z tym zro­bić. Za­czę­łam przy­glą­dać się Mar­ci­no­wi na prze­rwach, pod­czas je­go roz­mów z in­ny­mi pe­da­go­ga­mi czy ró­wie­śni­ka­mi. Od­kry­łam, że po­dob­nie się krzy­wił pod­czas tych kon­wer­sa­cji, a na­wet wte­dy, gdy... stał przy oknie sam i z ni­kim nie roz­ma­wiał! Uświa­do­mi­łam so­bie, że ta je­go ży­wa mi­mi­ka twa­rzy nie do­ty­czy­ła mnie, że on tak już ma!

W in­nej kla­sie mia­łam uczen­ni­cę, któ­rą bar­dzo lu­bi­łam. Ali­cja mia­ła du­żo wdzię­ku, by­ła ener­gicz­na i do­brze zor­ga­ni­zo­wa­na. Chęt­nie pro­si­łam ją o róż­ne przy­słu­gi. Po­sy­ła­łam ją do se­kre­ta­ria­tu po istot­ne dla kla­sy in­for­ma­cje, pro­si­łam o po­wie­le­nie tek­stu wier­sza w szkol­nej kse­ro­ko­piar­ce itp. Za­wsze mo­głam na niej po­le­gać, wszyst­ko, o co pro­si­łam, zro­bio­ne by­ło bły­ska­wicz­nie i bez za­rzu­tu. Czę­sto się do niej uśmie­cha­łam i zwra­ca­łam żar­to­bli­wie. W jed­nej z ta­kich sy­tu­acji Ali­cja sta­nę­ła na­gle w wo­jow­ni­czej po­zie i po­wie­dzia­ła sło­wa peł­ne wy­rzu­tu: „Cze­mu mnie pa­ni prze­śla­du­je? Pa­ni to się na mnie uwzię­ła! Pa­ni mnie chy­ba nie zno­si!”. Na mo­je peł­ne zdu­mie­nia py­ta­nie: „Dla­cze­go tak są­dzisz?” od­po­wie­dzia­ła: „Al­bo pa­ni ze mnie kpi, al­bo ka­rze róż­ny­mi pra­ca­mi!”. Spoj­rza­łam na nią ocza­mi peł­ny­mi zdu­mie­nia i wy­krzyk­nę­łam: „Ależ ja cię wła­śnie bar­dzo lu­bię!”.

Te dwie sy­tu­acje (a po­tem jesz­cze wie­le in­nych) uświa­do­mi­ły mi, że rzą­dzą na­mi wra­że­nia. Czę­sto do­ko­nu­je­my nad­in­ter­pre­ta­cji rze­czy­wi­sto­ści. Szyb­ko kształ­tu­je­my ja­kąś opi­nię i się do niej przy­wią­zu­je­my na­wet wte­dy, gdy nie jest dla nas ko­rzyst­na. War­to we­ry­fi­ko­wać ta­kie wra­że­nia i do­cie­kać, jak jest na­praw­dę al­bo przy­naj­mniej otwo­rzyć się na in­ne moż­li­wo­ści wy­ja­śnie­nia da­nej sy­tu­acji.

 

Ma­ria

oprac. jtć

 

Wię­cej w dru­ko­wa­nym wy­da­niu „Dro­gi”. Za­chę­ca­my do pre­nu­me­ra­ty. O „Dro­gę” py­taj­cie tak­że w swo­ich pa­ra­fiach.