Wstępniak

Szczęść Bo­że!

Sły­sza­łem pod­czas pa­ster­ki ka­za­nie, w któ­rym pro­boszcz miej­sco­wej pa­ra­fii mó­wił pięk­nie o naj­droż­szym pre­zen­cie, ja­kim mo­że­my ob­da­ro­wać naj­bliż­szych. In­spi­ra­cją tych słów (i pro­po­no­wa­ne­go pre­zen­tu) by­ło Na­ro­dze­nie Pa­na Je­zu­sa, któ­re nie­daw­no świę­to­wa­li­śmy. Ale – jak mó­wił ka­zno­dzie­ja – Pan Je­zus uro­dził się, by żyć nie tyl­ko dwa czy trzy ty­go­dnie (jak ob­cho­dzi­my ten czas w li­tur­gii), On się na­ro­dził, by przy­nieść lu­dziom zba­wie­nie. Ma żyć w nas nie­ustan­nie dzię­ki ta­jem­ni­cy sa­kra­men­tów świę­tych.

Sko­ro już wie­my, że Pan Je­zus chce żyć w na­szych ser­cach, to przy­po­mnij­my so­bie, że naj­więk­szym da­rem Pa­na Bo­ga jest to, że da­je nam Sie­bie. Śpie­wa­my na­wet w ko­lę­dzie, że na­ro­dził się „raz z Oj­ca przed wie­ków wie­kiem, a te­raz z Mat­ki czło­wie­kie­mˮ. Syn Bo­ży to dar Bo­ga, dar naj­droż­szy, ale ta­ki, z któ­re­go mo­że­my brać przy­kład. Mo­że­my, dzię­ki Bo­żej ła­sce, ofia­ro­wać lu­dziom dar po­dwój­ny: sie­bie sa­me­go i Pa­na Bo­ga obec­ne­go i ży­ją­ce­go w na­szym ser­cu.

Dać sie­bie to zna­czy dać swój czas, swo­je ta­len­ty, swój wy­si­łek, po­moc. „Dać sie­bie” wią­że się z re­zy­gna­cją z cze­go, na co ma­my ocho­tę, bo trze­ba ko­goś po­słu­chać, na nie­go spoj­rzeć, mo­że coś z nim al­bo dla nie­go zro­bić. Znam ro­dzi­nę, w któ­rej dzie­ci (obec­nie już moc­no pod­ro­śnię­te, bo cór­ka stu­diu­je, a syn w tym ro­ku zda­je ma­tu­rę) or­ga­ni­zu­ją ro­dzi­com od­po­czy­nek i roz­ryw­kę. Wła­śnie dzie­ci ku­pu­ją ro­dzi­com bi­le­ty do te­atru, ki­na czy fil­har­mo­nii, dzie­ci pla­nu­ją ro­dzi­com week­en­do­we wy­pa­dy, na­wet raz czy dru­gi wy­sła­li ro­dzi­ców na re­ko­lek­cje. Ro­dzi­ce cie­szą się tym, bo za­wsze ma­ją ja­kąś nie­spo­dzian­kę.

Da­wa­nie sie­bie jest moż­li­we tyl­ko wte­dy, kie­dy w spo­sób doj­rza­ły za­pa­nu­je­my nad swo­im cza­sem, kie­dy umie­jęt­nie go roz­ło­ży­my, prze­zna­cza­jąc ile trze­ba na sen i pra­cę, wy­po­czy­nek i spo­tka­nia z ludź­mi. W nu­me­rze, któ­ry trzy­ma­cie w rę­ku, pod­ję­li­śmy te­mat cza­su: je­go ist­nie­nia, li­cze­nia i dzie­le­nia. Chce­my skło­nić do chwi­li re­flek­sji, by czas nie prze­cie­kał przez pal­ce, by mą­drze nim rzą­dzić, by umieć wy­raź­nie od­dzie­lić czas pra­cy od cza­su wy­po­czyn­ku.

Pró­bu­je­my od­po­wie­dzieć na py­ta­nie, czy moż­na do­go­nić czas i czy moż­li­we jest, aby ktoś zbu­do­wał we­hi­kuł cza­su. War­to po­czy­tać o cza­sie w Bi­blii i po­znać (przy­po­mnieć so­bie) skąd wzię­ły się w na­szym ję­zy­ku na­zwy mie­się­cy.

W każ­dym ra­zie ży­czę wszyst­kim umie­jęt­ne­go pa­no­wa­nia nad cza­sem.

 

Ks. Zbi­gniew Ka­płań­ski