Wstępniak

Szczęść Bo­że!

Za­cznę od koń­ca… Od koń­ca, czy­li od ży­cia, któ­re bę­dzie po świę­tach. Nie ukry­wam, że od kie­dy pa­mię­tam, draż­ni­ło mnie po­wie­dzon­ko: „Świę­ta, świę­ta i po świę­ta­chˮ. Za­uwa­ża­łem w tym zda­niu ukry­tą bez­na­dzie­ję, sar­kazm na­wet. To tro­chę jak­by po­wie­dzieć Pa­nu Je­zu­so­wi, że ow­szem, przy­szedł na zie­mię, ale to nic nie zmie­ni­ło w na­szym ży­ciu, Je­go „wy­pra­wa z nie­ba na ten świat” by­ła mi­łym epi­zo­dem, ale oka­za­ła się bez­owoc­na. Te­raz mó­wię moc­niej, cho­ciaż spo­koj­niej: ta­kie my­śle­nie, a tym bar­dziej mó­wie­nie jest po pro­stu bra­kiem wia­ry, re­zy­gna­cją z na­dziei, uciecz­ką od mi­ło­ści.

A za­tem: je­śli ma­my wia­rę, choć­by jak ziarn­ko gor­czy­cy, to każ­de świę­ta zmie­nia­ją na­sze ży­cie. Je­śli ma­my ro­zum i go uży­wa­my, to za­wsze mo­że­my ob­my­śleć, jak przy­jąć ła­ski przy­nie­sio­ne przez Pa­na Je­zu­sa na tę zie­mię, jak współ­pra­co­wać z ty­mi da­ra­mi, któ­re Pan Bóg da­je nam każ­de­go dnia.

Każ­dy z nas chce, by ży­cie by­ło pięk­ne, każ­dy sta­ra się god­nie prze­ży­wać chwi­le wspa­nia­łe i trud­ne. Do te­go po­trzeb­ne są cno­ty, choć sa­mo to sło­wo nie jest dzi­siaj po­praw­nie ro­zu­mia­ne. Cno­ta we­dług ka­te­chi­zmu – przy­po­mnij­my dla ja­sno­ści – jest to ła­twość czy­nie­nia do­brze. Ra­czej każ­dy chce po­stę­po­wać do­brze i – co jest nor­mal­ne – każ­dy chce, aby to nie by­ło dla nie­go zbyt trud­ne. Do­cho­dzi­my po­wo­li do isto­ty: mą­dre i owoc­ne prze­ży­cie świąt za­czy­na się od po­sta­no­wień. Ad­went (a po kil­ku­na­stu ty­go­dniach Wiel­ki Post) są cza­sem zwięk­szo­nej mo­bi­li­za­cji, któ­ra po­ma­ga uczyć się po­praw­nych po­staw. Je­śli po­dej­mu­je­my wy­si­łek, aby na przy­kład nie mó­wić źle o żad­nym z lu­dzi, je­śli sta­ra­my się, aby każ­dy spo­tka­ny czło­wiek sta­wał się dzię­ki na­szej po­sta­wie lep­szy i ra­do­śniej­szy, to ist­nie­je szan­sa, że przy­zwy­cza­imy się do do­bra, że ła­twiej nam bę­dzie pa­no­wać nad mó­wie­niem, nad wy­ra­zem twa­rzy, nad od­rzu­ca­niem po­kus, nad emo­cja­mi.

Każ­de­mu, kto sko­rzy­sta z ad­wen­to­wych osią­gnięć, bę­dzie ła­twiej być lep­szym, każ­de­mu, kto czas świą­tecz­ny po­trak­tu­je ja­ko oka­zję do utrwa­le­nia te­go, co uda­ło mu się osią­gnąć, przy­go­to­wu­jąc się do świąt, bę­dzie le­piej w ży­ciu, a tak chce Pan Bóg.

A co znaj­dzie­cie na ko­lej­nych kart­kach „Dro­giˮ? Bli­sko te­go, co na­pi­sa­łem, jest ar­ty­kuł ze stro­ny 24, na­pi­sa­ny w cy­klu No­wa Dro­ga. War­te prze­czy­ta­nia są te tek­sty, któ­re za­chę­ca­ją do pod­trzy­my­wa­nia do­brych, zna­nych (jesz­cze!) świą­tecz­nych tra­dy­cji, war­to też wie­dzieć jak ci, któ­rych draż­ni mó­wie­nie o mi­ło­ści Pa­na Bo­ga, pró­bo­wa­li i pró­bu­ją na­dal z za­pa­łem war­tym lep­szej spra­wy zwal­czać wszyst­ko to, co z Pa­nem Bo­giem się ko­ja­rzy.

Za­chę­cam też do przy­po­mnie­nia so­bie o świę­tych, któ­rych dni na­stę­pu­ją w okta­wie Bo­że­go Na­ro­dze­nia i za­po­zna­nia się z wciąż ak­tyw­nym dzia­ła­niem Pa­na Bo­ga w na­szym świe­cie, w na­szym cza­sie.

 

Ks. Zbi­gniew Ka­płań­ski