Wstępniak

Szczęść Bo­że!

Pa­trząc na te­mat ak­tu­al­ne­go nu­me­ru „Dro­giˮ, nie tyl­ko przy­po­mi­nam so­bie Księ­gę Ro­dza­ju, skąd cy­tat ten zo­stał za­czerp­nię­ty (por Rdz 1, 27), przy­po­mi­nam so­bie rów­nież mnó­stwo prze­czy­ta­nych zdań, usły­sza­nych wy­po­wie­dzi.

Ale po ko­lei… W Bi­blii Ty­siąc­le­cia, naj­po­pu­lar­niej­szym współ­cze­snym tłu­ma­cze­niu Pi­sma Świę­te­go, w pierw­szym roz­dzia­le Księ­gi Ro­dza­ju czy­ta­my: „Stwo­rzył więc Bóg czło­wie­ka na swój ob­raz, na ob­raz Bo­ży go stwo­rzył: stwo­rzył męż­czy­znę i nie­wia­stę”. Wie­lu ko­men­ta­to­rów, w tym pol­ski pa­pież – św. Jan Pa­weł II, ro­zu­mie to sfor­mu­ło­wa­nie w sze­ro­kiej per­spek­ty­wie: twier­dzą, że peł­nia czło­wie­czeń­stwa jest w oboj­gu lu­dzi zjed­no­czo­nych w mi­ło­ści: do­pie­ro męż­czy­zna współ­dzia­ła­ją­cy z ko­bie­tą two­rzą „ca­łe­go czło­wie­ka”. Jan Pa­weł II w cy­klu ka­te­chez śro­do­wych (za­ty­tu­ło­wa­nych wła­śnie „Ko­bie­tą i męż­czy­zną stwo­rzył ich”) na­pi­sał tak: „Czło­wiek – Adam – za­padł w (…) sen, aby zbu­dzić się z nie­go »męż­czy­zną i nie­wia­stą«„. Kon­se­kwen­cją ta­kie­go ro­zu­mie­nia jest praw­da, że za­rów­no męż­czy­zna w ko­bie­cie utwo­rzo­nej z je­go bo­ku, jak i ko­bie­ta w męż­czyź­nie, z któ­re­go bo­ku zo­sta­ła wzię­ta, mo­gą roz­po­zna­wać sie­bie i od­kry­wać sie­bie.

Aby re­la­cje mię­dzy ludź­mi by­ły twór­cze, jed­nym z za­dań, ja­kie sto­ją przed każ­dym z nas, jest roz­wi­ja­nie swo­jej mę­sko­ści al­bo ko­bie­co­ści: naj­prak­tycz­niej­szym spo­so­bem jest spo­rzą­dze­nie li­sty cech, ja­kie ma do­bry mąż i oj­ciec oraz do­bra żo­na i mat­ka. Mąż jest opar­ciem i opie­ku­nem, oj­ciec jest wzor­cem i prze­wod­ni­kiem, żo­na i mat­ka two­rzy at­mos­fe­rę do­mu i w sen­sow­ny spo­sób ła­go­dzi su­ro­wość i ra­dy­ka­lizm mę­ża. Wiel­ką sa­tys­fak­cję da­je wzra­sta­nie w ce­chach, ja­kie pro­wa­dzą do ży­cia w szczę­śli­wej ro­dzi­nie. War­to też za­uwa­żyć, że oso­by du­chow­ne ko­rzy­sta­ją z tych sa­mych cech: ka­płan jest du­cho­wym oj­cem, za­kon­ni­ca re­ali­zu­je ma­cie­rzyń­stwo w re­la­cjach z oso­ba­mi, któ­rym słu­ży.

Na ko­niec przy­po­mnę pew­ne wy­da­rze­nie: w pew­nej szko­le prze­pro­wa­dzo­no ba­da­nie tem­pe­ra­men­tu. Gdy po­da­no wy­ni­ki, nie­któ­rzy chłop­cy by­li prze­ra­że­ni, że w ru­bry­ce „ko­bie­cość” mie­li 2–3 punk­ty (na 10), nie­któ­re dziew­czę­ta nie ro­zu­mia­ły, dla­cze­go tam, gdzie by­ła „mę­skość”, „zdo­by­ły” kil­ka punk­tów. Psy­cho­lo­dzy szyb­ko wy­ja­śnia­li: kil­ka punk­tów „ko­bie­co­ści” u męż­czyzn i „mę­sko­ści” u ko­biet to peł­na nor­ma, bez te­go zrów­no­wa­że­nia chłop­cy nie mie­li­by cie­nia czu­ło­ści, a dziew­czę­tom bra­ko­wa­ło­by kon­se­kwen­cji.

Je­ste­śmy stwo­rze­ni po to, by osią­gnąć szczę­ście, wie­le cech jest w za­ląż­ku, trze­ba je roz­wi­jać, by stać się doj­rza­łą oso­bą, cze­go oczy­wi­ście wszyst­kim ży­czę.

 

Ks. Zbi­gniew Ka­płań­ski