Wstępniak

Szczęść Bo­że!

Wi­tam na po­cząt­ku Dni Wie­lu No­wych Szans – tak moż­na­by na­zwać wa­ka­cje, czas wol­ny od te­go, co mu­si­cie, a prze­zna­czo­ny na to, co wy­bie­rze­cie, choć na pew­no nie­któ­rzy z Was bę­dą po­ma­gać, opie­ko­wać się, wspie­rać…

Wie­le ra­zy pi­sa­li­śmy, że na­wet wte­dy, gdy nie mo­że­cie ni­gdzie wy­je­chać, gdy trze­ba się za­jąć młod­szym ro­dzeń­stwem lub za­trosz­czyć o ko­goś star­sze­go, też mo­że być wspa­nia­le, by­le tyl­ko nie żyć w po­czu­ciu przy­mu­su, przy­tło­cze­nia rze­czy­wi­sto­ścią. Ogrom­ną sztu­ką jest umie­jęt­ność za­mia­ny „mu­szę” na „chcę”, ina­czej mó­wiąc, jest to cu­dow­na prze­mia­na py­ta­nia: „Dla­cze­go mnie to spo­tka­ło?” w: „Jak w tych oko­licz­no­ściach mo­gę sko­rzy­stać? Jak stać się pięk­niej­szym czło­wie­kiem?”.

Dwa mie­sią­ce te­mu je­den z daw­nych uczniów (uczy­łem tę kla­sę w gim­na­zjum wie­dzy o ro­dzi­nie) przy­słał mi ma­ila na­stę­pu­ją­cej tre­ści: „Chciał­bym Księ­dzu bar­dzo po­dzię­ko­wać za wska­zów­ki sprzed po­nad dzie­się­ciu lat. Tym bar­dziej, że wte­dy ich nie ro­zu­mia­łem, a na­wet pod­śmie­wa­li­śmy się z ko­le­ga­mi, że Ksiądz nie za­uwa­żył, że ma­my 14 lat, a nie 19… Nie ro­zu­mia­łem, a jed­nak za­pa­mię­ta­łem i za­sto­so­wa­łem. Usły­sze­li­śmy na jed­nej z lek­cji, że już w wie­ku gim­na­zjal­nym mu­si­my wy­pra­co­wać w so­bie te ce­chy, któ­re chcie­li­by­śmy mieć ja­ko oso­by doj­rza­łe – żo­na­te czy za­męż­ne. Nikt nie da nam w pre­zen­cie wier­no­ści i sys­te­ma­tycz­no­ści, nikt za nas się nie na­uczy od­po­wie­dzial­no­ści i po­my­sło­wo­ści. Po­my­śla­łem so­bie wte­dy, że chciał­bym, aby mo­ja żo­na mia­ła we mnie opar­cie, a dzie­ci wzór. Za­czą­łem pra­co­wać nad swo­ją słow­no­ścią, punk­tu­al­no­ścią i tak da­lej. A dzi­siaj, po dwóch la­tach mał­żeń­stwa, żo­na mi po­dzię­ko­wa­ła za to, że ma we mnie opar­cie i do­da­ła, że ma­rzy o tym, aby na­sze dzie­ci wie­le się ode mnie na­uczy­ły. Za to wła­śnie chcę po­dzię­ko­wać – za ten po­mysł, któ­ry wy­da­wał się zbyt po­spiesz­ny i za po­ru­sze­nie am­bi­cji, któ­ra po­mo­gła mi zwy­cię­żać”.

Ośmie­lo­ny tym li­stem chciał­bym za­pro­sić każ­dą i każ­de­go z Was do te­go, aby ty­go­dnie, któ­re są przed Wa­mi, sta­ły się cza­sem zwy­cię­ża­nia. Zwy­cię­ża­nia naj­pięk­niej­sze­go, bo zwy­cię­ża­nia wła­snych sła­bo­ści i nie­po­rad­no­ści. Masz pra­wo spać dłu­żej, ale wy­znacz so­bie go­dzi­nę wsta­wa­nia i pil­nuj jej skru­pu­lat­nie. Mo­żesz cza­sem po­zwo­lić so­bie na po­sie­dze­nie nad książ­ką czy przy kom­pu­te­rze nie­co dłu­żej, ale nie rób te­go za czę­sto i bez nad­zo­ru, my­ślę tu o sa­mo­kon­tro­li. Po­sta­raj się, by ro­dzi­ce nie mu­sie­li po­wtó­rzyć żad­nej proś­by, a je­śli chcesz wspiąć się o sto­pień wy­żej, to spró­buj, by na­wet nie mu­sie­li tych próśb for­mu­ło­wać – prze­cież po­tra­fisz wy­pa­trzeć to, co mo­żesz zro­bić i ro­bić to do­sko­na­le.

Nie sta­wiaj so­bie zbyt trud­nych za­dań, ale te, któ­re już po­sta­wisz, wy­ko­naj per­fek­cyj­nie. Je­śli choć w czę­ści się uda, to pod ko­niec wa­ka­cji bę­dziesz pięk­niej­szy, god­ny po­dzi­wu, bliż­szy Pa­nu Bo­gu. Te­go wszyst­kim ży­czę.

 

Ks. Zbi­gniew Ka­płań­ski