Wstępniak

Szczęść Bo­że!

Gdy wpro­wa­dzo­no do kom­pu­te­rów ja­ko no­śni­ki in­for­ma­cji pły­ty cd usły­sza­łem dow­cip, któ­ry wy­dał mi się nie­co ża­ło­sny: ja­kiś prze­cięt­ny użyt­kow­nik cie­szył się w nim, że na­resz­cie ktoś po­my­ślał o pod­staw­ce na fi­li­żan­kę ka­wy, ale do­da­wał, że „szko­da, że się tak szyb­ko cho­wa, wi­dać to jesz­cze nie­do­pra­co­wa­ne”… Je­den ze zna­jo­mych, któ­ry pro­wa­dzi ser­wis sprzę­tu kom­pu­te­ro­we­go opo­wie­dział nie­dłu­go po­tem, że to nie do koń­ca dow­cip, że nie­któ­rzy użyt­kow­ni­cy rze­czy­wi­ście tak wy­ko­rzy­sty­wa­li „tę pod­staw­kę”.

Je­stem z po­ko­le­nia, któ­re chy­ba ma jesz­cze zwy­czaj czy­ta­nia in­struk­cji ob­słu­gi. Za „na­szych cza­sów” po­stęp tech­nicz­ny pod­su­wał nam co­raz to no­we sprzę­ty, war­to by­ło wie­dzieć, jak się ni­mi po­słu­gi­wać, by zbyt szyb­ko nie zu­żyć, by nie ze­psuć. Dzi­siaj co­raz czę­ściej wi­dzę mło­dych lu­dzi, któ­rzy za­czy­na­ją po­słu­gi­wać się no­wym te­le­fo­nem czy ja­kimś in­nym sprzę­tem, po­le­ga­jąc wy­łącz­nie na in­tu­icji. No i nie za­wsze do­brze na tym wy­cho­dzą, bo prze­cież in­tu­icja by­wa za­wod­na.

Czy to brak po­ko­ry czy zwy­kłe le­ni­stwo?

Na to py­ta­nie trud­no od­po­wie­dzieć, ale z ca­łe­go ser­ca chciał­bym Was wszyst­kich za­chę­cić do prze­czy­ta­nia „in­struk­cji ob­słu­gi sie­bie”. Rę­czę, że to pew­na dro­ga do suk­ce­su!

Czło­wiek to nie­wąt­pli­wie „cie­ka­we urzą­dze­nie”. Nie tyl­ko cie­ka­we, ale skom­pli­ko­wa­ne i nie­ustan­nie za­ska­ku­ją­ce. A do te­go je­ste­śmy przez Pa­na Bo­ga nie tyl­ko stwo­rze­ni, ale wręcz prze­zna­cze­ni do suk­ce­su! Nie jest moż­li­wa po­raż­ka, nie jest moż­li­we prze­gra­nie ży­cia, gdy czło­wiek do­brze się za­po­zna ze swo­imi moż­li­wo­ścia­mi, gdy sys­te­ma­tycz­nie bę­dzie wpro­wa­dzał w ży­cie te „in­struk­cje ob­słu­gi sie­bie”, któ­re w skró­cie na­zy­wa­my pra­cą nad so­bą.

Wła­śnie pra­cę nad so­bą wy­bra­li­śmy na te­mat nu­me­ru, któ­ry trzy­ma­cie w swo­ich dło­niach. Do­wie­cie się dzi­siaj, że war­to i że moż­na na­uczyć się zwy­cię­ża­nia. Przy­po­mi­na­my, że Pan Je­zus kształ­to­wał swo­ich uczniów (s. 13), pod­su­wa­my prak­tycz­ne ra­dy (s. 16), mó­wi­my, jak w co­dzien­nym wzra­sta­niu sko­rzy­stać ze spo­wie­dzi (s. 12 ) i z kie­row­nic­twa du­cho­we­go (s. 14). Przy­po­mi­na­my też dzi­siaj, jak waż­na jest współ­pra­ca du­szy z cia­łem, czy­li jak ogrom­ną ro­lę ogry­wa mą­drze upra­wia­ny sport (s. 30) i na czym po­le­ga aser­tyw­ność (stro­ny 17–18).

Nie przy­pad­kiem Jan Pa­weł II po­wie­dział kie­dyś w Pol­sce, że „w ży­wym kon­tak­cie z Pa­nem Je­zu­sem, w kon­tak­cie ucznia z Mi­strzem – roz­po­czy­na się i roz­wi­ja naj­wspa­nial­sza dzia­łal­ność czło­wie­ka; no­si ona na­zwę: pra­ca nad so­bą” (mo­że spró­buj­cie zna­leźć to prze­mó­wie­nie).

Za­koń­czę – jak zwy­kle – py­ta­nia­mi spraw­dza­ją­cy­mi spo­strze­gaw­czość: Co to jest „pro­kra­sty­na­cja”? Czy da się wy­ko­rzy­stać stres do wła­sne­go roz­wo­ju? Jak się na­zy­wał war­szaw­ski ma­tu­rzy­sta ska­to­wa­ny przez mi­li­cję w 1983 ro­ku?

Do­brej lek­tu­ry i owoc­ne­go zwy­cię­ża­nia sie­bie na ca­łe ży­cie!

 

Ks. Zbi­gniew Ka­płań­ski