Wstępniak

Jola Tęcza-ĆwierzDro­dzy Czy­tel­ni­cy!

Sło­wo „au­to­ry­tet” uży­wa­ne jest czę­sto. Mó­wi­my, że ktoś „zy­sku­je au­to­ry­tet”, „jest au­to­ry­te­tem”, „tra­ci au­to­ry­tet”. Zna­ne jest sfor­mu­ło­wa­nie: „upa­dek au­to­ry­te­tów”.

Dla ma­łe­go dziec­ka nie­pod­wa­żal­nym au­to­ry­te­tem są ro­dzi­ce. Bez za­strze­żeń przyj­mu­je wszyst­ko, co mó­wią. Po la­tach do­ro­śli nie ma­ją już tak ła­two. Ich do­ra­sta­ją­cy syn czy cór­ka za­czy­na kry­ty­ko­wać lub kwe­stio­no­wać de­cy­zje ro­dzi­ców.

W na­szym ży­ciu po­ja­wia­ją się róż­ne au­to­ry­te­ty: na­uczy­ciel, tre­ner, star­szy ko­le­ga, przy­ja­ciel. Po­szu­ku­je­my ko­goś, na kim moż­na się wzo­ro­wać, ko­goś mą­dre­go, kto nie za­wie­dzie, nie wy­śmie­je i nie zi­gno­ru­je, ale znaj­dzie spo­sób, po­mo­że, po­zwo­li uwie­rzyć we wła­sne moż­li­wo­ści.

Czy­ta­łam nie­daw­no książ­kę Jan­ka Me­li pt. „Po­za ho­ry­zon­ty”, w któ­rej opi­su­je swo­ją wy­pra­wę na bie­gun pół­noc­ny. Być mo­że z po­przed­nie­go nu­me­ru „Dro­gi” pa­mię­ta­cie, że Ja­nek w wie­ku 13 lat zo­stał po­ra­żo­ny prą­dem, wsku­tek cze­go stra­cił pra­we przed­ra­mię i le­wą no­gę. Je­go au­to­ry­te­tem (za­pew­ne jed­nym z wie­lu) jest po­dróż­nik Ma­rek Ka­miń­ski, któ­ry tak pi­sze o Jaś­ku: „Wie­dzia­łem, że sta­łem się dla Ja­sia nie tyl­ko prze­wod­ni­kiem w dro­dze na bie­gun, ale tak­że kimś wię­cej – pro­wa­dzi­łem go do no­we­go ży­cia”.

Z ko­lei Ja­nek Me­la stwier­dza: „Do­ce­ni­łem, ile Ma­rek dla mnie zro­bił. (...) Po­zo­stał dla mnie na­uczy­cie­lem. Dzię­ki Mar­ko­wi i Wojt­kom (Ostrow­skie­mu i Mo­ska­lo­wi, któ­rzy to­wa­rzy­szy­li Jaś­ko­wi w wy­pra­wie – przyp. red.) zdo­by­łem bie­gu­ny, ale przede wszyst­kim zro­zu­mia­łem, jak wy­zna­czać so­bie ce­le, jak wie­rzyć w ma­rze­nia i dą­żyć do ich re­ali­za­cji. To jest dla mnie nie­sły­cha­nie waż­ne”.

W tym nu­me­rze „Dro­gi” przy­glą­da­my się au­to­ry­te­tom. Jak od­róż­nić praw­dzi­we, nie­kwe­stio­no­wa­ne au­to­ry­te­ty mo­ral­ne czy na­uko­we od sfa­bry­ko­wa­nych au­to­ry­te­tów me­dial­nych i ido­li? Co zro­bić, gdy wy­da­je nam się, że w na­szym śro­do­wi­sku brak wzo­rów do na­śla­do­wa­nia? Al­bo gdy nasz au­to­ry­tet, któ­rym był ro­dzic al­bo ka­płan, po pro­stu… upa­da?
Oczy­wi­ście, rzecz nie w wy­mie­nia­niu ko­lej­nych na­zwisk osób za­słu­gu­ją­cych na mia­no au­to­ry­te­tu, ale w zro­zu­mie­niu, dla­cze­go ktoś się nim sta­je.

Po­zdra­wiam Was naj­ser­decz­niej zza re­dak­tor­skie­go biur­ka, przy któ­rym przez ja­kiś czas bę­dę za­stę­po­wać Mag­dę Gu­ziak-No­wak. Do­brej lek­tu­ry!

 

Jo­la Tę­cza-Ćwierz

p.o. re­dak­to­ra na­czel­ne­go