Wstępniak

Szczęść Bo­że!

Je­den z re­ko­lek­cjo­ni­stów po­wie­dział kie­dyś, zu­peł­nie lek­ce­wa­żąc wie­dzę z za­kre­su ję­zy­ko­znaw­stwa, że sło­wa „Ma­ry­ja” i „Mat­ka” ma­ją wspól­ny rdzeń. Mam jed­nak pew­ność, że ta wy­po­wiedź nie wy­ni­ka­ła z fi­lo­lo­gicz­nej igno­ran­cji, cho­dzi­ło tu o jej du­cho­wy, a na­wet nad­przy­ro­dzo­ny wy­miar.

Mo­że­my za­uwa­żyć, że Ma­ry­ja jest wzo­rem i pa­tron­ką ma­cie­rzyń­stwa, a na­wet ro­dzi­ciel­stwa. Ja­ko czło­wiek by­ła omyl­na, a jed­nak umia­ła mą­drze prze­żyć swo­je omył­ki i oka­za­ła cier­pli­wość, któ­ra po­zwo­li­ła po­cze­kać, aż zo­ba­czy Bo­żą myśl. Ilu­stra­cją te­go stwier­dze­nia jest zna­na wszyst­kim i po­wta­rza­na w ra­do­snej czę­ści ró­żań­ca sce­na od­na­le­zie­nia Je­zu­sa w świą­ty­ni. Ma­ry­ja wy­po­wie­dzia­ła wy­rzut pły­ną­cy pro­sto z za­tro­ska­ne­go mat­czy­ne­go ser­ca i po­kor­nie przy­ję­ła upo­mnie­nie. Ro­dzi­com wol­no się my­lić, ale do ni­cze­go do­bre­go nie do­pro­wa­dzi upór, któ­ry tyl­ko po­więk­szał­by omył­kę.

Od Ma­ryi moż­na się uczyć wol­no­ści w kon­tak­cie z dru­gim czło­wie­kiem, moż­na wpa­try­wać się w pro­sty i bez­po­śred­ni spo­sób przed­sta­wia­nia próśb swe­mu Sy­no­wi (patrz: Ka­na Ga­li­lej­ska).

Mu­si po­ru­szyć po­sta­wa Ma­ryi pod­czas Mę­ki Pa­na Je­zu­sa: per­fek­cyj­nie uka­zał to w fil­mie „Pa­sja” Mel Gib­son: na twa­rzy Ma­ryi wi­dzie­li­śmy cier­pie­nie nie do opi­sa­nia, ale na Jej twa­rzy nie by­ło ani cie­nia po­gar­dy czy – tym bar­dziej – chę­ci ze­msty wo­bec opraw­ców.

War­to przy­po­mnieć so­bie wy­po­wie­dzia­ną kie­dyś przez Pry­ma­sa Ty­siąc­le­cia uwa­gę na te­mat imie­nia Ma­ryi: jest w Pol­sce wie­le ko­biet (a na­wet męż­czyzn) no­szą­cych imię „Ma­ria”, ale „Ma­ry­ja” jest tyl­ko jed­na. Ksiądz Pry­mas Ste­fan Wy­szyń­ski za­wsze za­chę­cał, by tyl­ko w ten spo­sób zwra­cać się do Mat­ki Zba­wi­cie­la.

W obec­nym nu­me­rze „Dro­giˮ znaj­dzie­cie też za­chę­tę do od­wie­dza­nia sank­tu­ariów ma­ryj­nych. Z ko­niecz­no­ści jest to za­chę­ta bar­dzo ogra­ni­czo­na, ale chęt­nym od­po­wied­nie in­for­ma­to­ry czy wy­szu­ki­war­ki in­ter­ne­to­we do­star­czą wy­star­cza­ją­co wie­le pro­po­zy­cji.

Mó­wiąc o Ma­ryi, nie moż­na za­po­mnieć o za­wie­rze­niu, któ­re­go słyn­nym apo­sto­łem był, obok wspo­mnia­ne­go księ­dza kar­dy­na­ła Wy­szyń­skie­go, św. Jan Pa­weł II. Za­wie­rze­nie to opo­wia­da­nie z za­ufa­niem o swo­im ży­ciu, to opo­wia­da­nie Naj­święt­szej Pa­nien­ce te­go, co jest na­szą ra­do­ścią i na­szym nie­po­ko­jem. Opo­wia­da­nie, jak opo­wia­da się mat­ce, i proś­ba o wsta­wien­nic­two, jak po­wie­rza się trud­ne spra­wy Kró­lo­wej.

Aby w tym te­ma­cie nie by­ło nie­do­po­wie­dzeń, to do­dam, że war­to w ma­te­ria­łach hi­sto­rycz­nych al­bo w mo­dli­tew­ni­kach od­na­leźć sło­wa pod­po­wia­da­ją­ce isto­tę za­wie­rze­nia. Po­tem trze­ba zna­leźć w so­bie od­wa­gę, któ­ra po­mo­że za­ufać, i po­zo­sta­nie jesz­cze je­den krok – wpro­wa­dzić tę ideę w ży­cie, czy­li od­dać w ser­cu Pa­nu Bo­gu przez rę­ce Ma­ryi swo­je ży­cie.

 

Ks. Zbi­gniew Ka­płań­ski