Wstępniak

Magda Guziak-NowakDro­dzy Czy­tel­ni­cy!

Nie lu­bię ar­ty­ku­łów „Wiem, to wam po­wiem”. De­ner­wu­ją mnie au­to­rzy, któ­rzy za cel sta­wia­ją so­bie prze­ko­na­nie mnie do ich opi­nii, a więc czę­sto pi­szą nie­rze­tel­nie, pod z gó­ry usta­lo­ną te­zę. Kie­dy czy­tam, lu­bię ra­zem z au­to­rem do­cho­dzić do sed­na, za­sta­na­wiać się, roz­strzy­gać, przy­glą­dać się z róż­nych per­spek­tyw. Dziś ła­mię tę za­sa­dę. Dziś bę­dę „ciot­ką do­brą ra­dą”, bo wiem, to Wam po­wiem.

A tak se­rio. Chcia­ła­bym się po­dzie­lić z Wa­mi swo­im edu­ka­cyj­nym do­świad­cze­niem. Po co? Że­by – daj Bo­że – za­osz­czę­dzić Wam stre­su. Bie­żą­cy te­mat nu­me­ru to cięż­ki ka­li­ber – jak wy­brać za­wód ma­rzeń? Pew­nie wie­lu przy­pra­wia o za­wrót gło­wy. Te nie­koń­czą­ce się py­ta­nia „A kim bę­dziesz w przy­szło­ści?” po­tra­fią do­pro­wa­dzić do sza­łu. Choć już to prze­szłam, jesz­cze nie za­po­mnia­łam, jak to by­ło.:) Moż­na po­wie­dzieć, że w pew­nym sen­sie mia­łam ła­twiej, bo od za­wsze wie­dzia­łam, co chcę ro­bić w przy­szło­ści. Ale to nie ma­rze­nie – ja­sne, skry­sta­li­zo­wa­ne, pew­ne – da­wa­ło mi naj­więk­szy spo­kój. Praw­dzi­wy spo­kój i po­czu­cie wol­no­ści da­wa­li mi ro­dzi­ce, któ­rzy uwa­ża­li, że szko­ła jest waż­na, ale… bez prze­sa­dy. Że­bym nie zo­sta­ła te­raz źle zro­zu­mia­na – na­uka by­ła mo­im prio­ry­te­tem. Ale ni­gdy nie sły­sza­łam, że jest na pierw­szy miej­scu, bo to zaj­mo­wał Pan Bóg i ro­dzi­na. Pa­mię­tam też waż­ne dla mnie sło­wa. Gdy oka­za­ło się, że wy­gra­łam in­deks na stu­dia na dru­gim koń­cu Pol­ski, chcia­łam zre­zy­gno­wać. Udział w kon­kur­sie wzię­łam… dla żar­tu. Po­cho­dzę z Wiel­ko­pol­ski, od za­wsze mia­łam stu­dio­wać w Po­zna­niu, a tu mam wstęp na Uni­wer­sy­tet Ja­giel­loń­ski w Kra­ko­wie. Chcia­łam zwró­cić na­gro­dę, co – mo­że­cie so­bie wy­obra­zić – spo­tka­ło się z szo­kiem ko­mi­sji kon­kur­so­wej. Osta­tecz­nie zde­cy­do­wa­łam się SPRÓBOWAĆ. Spró­bo­wać to bar­dzo do­bre sło­wo. Ro­dzi­ce za­chę­ca­li mnie wła­śnie tak: „Spró­buj, zo­ba­czysz, jak bę­dzie, szko­da, że­byś po­tem ża­ło­wa­ła. Je­śli się tam nie od­naj­dziesz, to wró­cisz”.

Nie wró­ci­łam, zo­sta­łam w Kra­ko­wie. Na po­cząt­ku by­ło mi cięż­ko, ale myśl, że prze­cież to nie jest naj­waż­niej­sza de­cy­zja w mo­im ży­ciu, do­da­wa­ła mi otu­chy i od­wa­gi. Da­wa­ła mi wol­ność w eks­pe­ry­men­to­wa­niu, czy­li szu­ka­niu cie­ka­wych za­jęć do­dat­ko­wych, po­zna­wa­niu no­wych miejsc i lu­dzi. I nie cho­dzi mi wca­le o po­dej­mo­wa­nie de­cy­zji na pół gwizd­ka, o prze­sad­ną ostroż­ność, któ­rej efekt jest smut­ny – ni­gdy nie do­ra­sta­my, by wziąć peł­ną od­po­wie­dzial­ność za swo­je ży­cie. Cho­dzi mi ra­czej o wła­ści­we roz­ło­że­nie ak­cen­tów. Ja­dę na te stu­dia, dam z sie­bie wszyst­ko, że­by nie zmar­no­wać te­go cza­su. Od­da­ję to Pa­nu Bo­gu, cze­kam i spraw­dzam. A je­śli się po­my­lę, za­wra­cam. Bez ro­dzin­nych hi­ste­rii, że rok zmar­no­wa­ny itp. itd.

Wy­bacz­cie, że tak oso­bi­ście, ale bar­dzo chcia­łam Wam o tym na­pi­sać. Wy­bie­ra­jąc swój za­wód, bądź­cie roz­waż­ni i roz­trop­ni, ale też wrzuć­cie na luz i daj­cie so­bie pra­wo do po­mył­ki. In­for­ma­cja, że mo­gę po­peł­nić błąd i świat się z te­go po­wo­du nie za­wa­li, by­ła w mo­im ży­ciu na­praw­dę do­brą wia­do­mo­ścią! Dzie­lę się nią z Wa­mi.:) Po­zdro­wie­nia!

 

Mag­da Gu­ziak-No­wak

re­dak­tor na­czel­ny