Wstępniak

Szczęść Bo­że,

Chce­cie być szczę­śli­wi? To prze­żyj­cie do­brze Wiel­ki Post! Każ­dy Wiel­ki Post, a te­raz ten, któ­ry za­czął się w Ko­ście­le 5 mar­ca.

Wy­bra­łem z dzi­siej­sze­go nu­me­ru kil­ka zdań, któ­re – mam na­dzie­ję – na­peł­nią Was za­pa­łem w szu­ka­niu pięk­na, umo­ty­wu­ją do pod­ję­cia wy­sił­ków, by to pięk­no za­go­ści­ło w na­szym ży­ciu.

Ksiądz Piotr Wró­bel za­chę­ca do wło­że­nia wy­sił­ku w ucze­nie się „umia­ru w za­spo­ka­ja­niu po­trzeb ele­men­tar­nych i do wej­ścia na dro­gę pro­wa­dzą­cą w stro­nę po­trzeb wyż­szych – pra­cy dla Bo­ga, dla dru­gie­go czło­wie­ka, po­świę­ce­nia się”. Pod­kre­śla, że „wol­ność od sie­bie – to do­pie­ro jest wol­ność” (s. 2).

Wra­ca­jąc do na­ucza­nia wiel­kie­go pa­pie­ża Po­la­ka, bło­go­sła­wio­ne­go Ja­na Paw­ła II czy­ta­my: „Ży­cie jest ta­len­tem po­wie­rzo­nym nam, aby­śmy go prze­mie­nia­li i po­mna­ża­li, czy­niąc z nie­go dar dla in­nych. Do szczę­ścia i do świa­tło­ści nie moż­na dojść na skró­ty” (s. 5).

Nasz po­dwój­ny zło­ty me­da­li­sta z So­czi dzie­li się ze wszyst­ki­mi mą­dro­ścią, któ­rą zdo­był: „W trud­nych mo­men­tach wiem, że Bóg (…) po­ka­zu­je mi dro­gę. (…) Dzię­ku­ję Bo­gu za trud­ne chwi­le, dzię­ki któ­rym póź­niej mo­gę być lep­szym” (s. 6).

Ka­ro­li­na Po­lak przy­po­mi­na o mi­ło­ści Bo­ga do każ­de­go czło­wie­ka, o Je­zu­sie, któ­ry dla na­sze­go umoc­nie­nia przy­jął ludz­ką sła­bą na­tu­rę: „Je­zus był czło­wie­kiem ta­kim jak my we wszyst­kim prócz grze­chu. To wła­śnie w Wiel­kim Po­ście wi­dzi­my Je­zu­sa nie tyl­ko ja­ko cu­do­twór­cę wskrze­sza­ją­ce­go lu­dzi, uzdra­wia­ją­ce­go na­uczy­cie­la, do któ­re­go lgnę­ły tłu­my. W Wiel­kim Po­ście Je­zus od­sła­nia przed na­mi swo­ją ludz­ką, mo­men­ta­mi sła­bą i wąt­pią­cą na­tu­rę” (s. 8).

I wie­le wię­cej. A wszyst­ko po to, by wia­ra nie koń­czy­ła się na de­kla­ra­cji, by mi­łość Bo­ga nas prze­mie­nia­ła.

Mam jesz­cze jed­ną proś­bę: na­ucz­cie się cie­szyć ze zwy­cięstw. Z tych naj­drob­niej­szych, któ­re pod­trzy­mu­ją na du­chu, mo­ty­wu­ją do dal­sze­go dzia­ła­nia, z tych, któ­re po­ma­ga­ją za­pa­no­wać nad tym, co umniej­sza. Oczy­wi­ście nie cho­dzi tu o to, by wpa­dać w py­chę, nie cho­dzi o to, by uwie­rzyć we wła­sną wspa­nia­łość, któ­ra jest tyl­ko mi­tem. A py­chą jest też zbyt po­waż­ne trak­to­wa­nie sie­bie: Pan Bóg do­sko­na­le zna na­sze moż­li­wo­ści, wie (le­piej od nas), że wszyst­ko do­bre od Nie­go po­cho­dzi. A jed­no­cze­śnie we wszyst­kim, do cze­go nas wzy­wa, umac­nia na ty­le, na ile to ko­niecz­ne.

Za­uważ­my, że je­śli bę­dzie­my się szcze­rze sta­ra­li, to po nie­uda­nej chwi­li, na­wet po grze­chu moż­na spró­bo­wać od­szu­kać spoj­rze­nie Pa­na Bo­ga, któ­ry jak naj­lep­szy Oj­ciec po­wie: „Tak, wiem, że nie chcia­łeś... Wiem, że się sta­rasz!”.

 

Ks. Zbi­gniew Ka­płań­ski