Jola Tęcza-Ćwierz

Uśmiech­nij się! Ra­do­sny uśmiech zjed­nu­je lu­dzi. Jest wy­ra­zem życz­li­wo­ści dla in­nych. Po­ma­ga wy-brnąć z nie­zręcz­nych sy­tu­acji, gdy nie wie­dząc, co zro­bić, po pro­stu się uśmie­cha­my. Po­nad­to roz­ła­do­wu­je na­pię­tą at­mos­fe­rę i po­zwa­la na­brać dy­stan­su.

Uśmiech mo­że być czu­ły, we­so­ły, cza­ru­ją­cy, fi­glar­ny, ma­rzy­ciel­ski al­bo me­lan­cho­lij­ny. By­wa­ją jed­nak w ży­ciu chwi­le, gdy nie­ła­two przy­wo­łać go na twarz. Wów­czas – na prze­kór wszel­kim prze­ciw­no­ściom lo­su i te­mu, co na­praw­dę czu­je­my – do­brze po­sta­rać się, by jak naj­szyb­ciej po­wró­cił. Więk­szość z nas za­pew­ne pa­mię­ta, jak śmia­li­śmy się do roz­pu­ku i już na sa­mo wspo­mnie­nie tych chwil roz­ja­śnia się twarz. War­to gro­ma­dzić ta­kie wspo­mnie­nia i się­gać po nie w trud­nych mo­men­tach.

Mó­wi się, że śmiech jest le­kar­stwem, któ­re każ­dy mo­że so­bie prze­pi­sać. A jest to bar­dzo sku­tecz­ne le­kar­stwo: re­gu­lu­je ci­śnie­nie krwi, rytm ser­ca, uspraw­nia układ od­por­no­ścio­wy i uwal­nia od nad­mier­ne­go stre­su. Trud­no uwie­rzyć, że tak nie­wiel­ki wy­si­łek, jak unie­sie­nie w gó­rę ką­ci­ków ust mo­że mieć tak wiel­ką moc. Szko­da, że tak rzad­ko ko­rzy­sta­my z je­go do­bro­dziejstw. Po­dob­no Po­la­cy rzad­ko uśmie­cha­ją się do nie­zna­jo­mych. Ze­spół ba­da­ją­cy sto­pień wza­jem­nej życz­li­wo­ści człon­ków po­szcze­gól­nych spo­łe­czeństw umie­ścił nas do­pie­ro na 52. miej­scu! Po­nad­to ba­da­nia do­wo­dzą, że z upły­wem lat co­raz mniej nam do śmie­chu. Dzie­ci do lat pię­ciu śmie­ją się 250 ra­zy na dzień, na­sto­lat­ki 4–5 ra­zy na go­dzi­nę a do­ro­śli śred­nio tyl­ko 15 ra­zy dzien­nie.

Już sta­ro­żyt­ni fi­lo­zo­fo­wie za­uwa­ży­li, że ze wszyst­kich stwo­rzeń tyl­ko czło­wiek umie się śmiać. Ko­rzy­staj­my z te­go. Oso­by uśmiech­nię­te i opty­mi­stycz­nie na­sta­wio­ne do ży­cia ma­ją więk­szą szan­sę na suk­ces za­wo­do­wy i pry­wat­ny. Po­strze­ga­ne są ja­ko bar­dziej kre­atyw­ne i le­piej ra­dzą­ce so­bie z pro­ble­ma­mi. I w więk­szo­ści przy­pad­ków tak wła­śnie jest.

Nie daj­my się więc zwieść po­nu­ra­kom, któ­rzy twier­dzą, że w na­szych cza­sach nie ma po­wo­dów do śmie­chu – i śmiej­my się! A tym, któ­rzy rzad­ko się uśmie­cha­ją, po­le­cam „Mo­dli­twę o do­bry hu­mor” To­ma-sza Mo­ru­sa al­bo „Mo­dli­twę o śmiech” au­tor­stwa Ada­ma Zie­mia­ni­na. A te­raz: 🙂

 

Jo­la Tę­cza-Ćwierz

p.o. re­dak­to­ra na­czel­ne­go

Najnowszy numer:
Najnowszy numer:
Polecamy: