Wstępniak

Szczęść Bo­że,

Pa­mię­tam, że za cza­sów stu­denc­kich sier­pień ozna­czał dla mnie po­czą­tek wa­ka­cji: zwy­kle w pierw­szym wa­ka­cyj­nym mie­sią­cu sta­ra­łem się za­ro­bić tro­chę na ja­kiś wy­jazd. Jest to też mie­siąc ko­lej­nej szan­sy dla tych, któ­rym w lip­cu coś się nie uda­ło, a tak­że dla tych, któ­rzy na wła­snym przy­kła­dzie się prze­ko­na­li, że nie­prze­my­śla­ny czas wol­ny bar­dziej mę­czy niż przy­no­si wy­po­czy­nek.

Co zro­bić z tym cza­sem? Jak spę­dzić sier­pień, aby być wy­po­czę­tym i aby ko­muś (a przez to so­bie) spra­wić wie­le ra­do­ści?

Do te­go, co pi­sa­łem w lip­cu moż­na do­dać coś, co z sierp­niem się ko­ja­rzy – wspo­mnie­nie róż­nych rocz­nic (o tym w nu­me­rze) i piel­grzy­mo­wa­nie. Na pew­no in­te­re­su­ją­ce bę­dą pierw­sze pra­ce z pol­skie­go czy an­giel­skie­go, gdy opi­sze się cie­ka­we wy­ciecz­ki, spo­tka­nia z ludź­mi i miej­sca­mi, któ­re są waż­ne dla nas, Po­la­ków i ka­to­li­ków. A jesz­cze jak je wzbo­ga­ci­cie fo­to­gra­fia­mi przez sie­bie wy­ko­na­ny­mi, to wszy­scy w kla­sie na pew­no chęt­nie po­słu­cha­ją Wa­szych pre­zen­ta­cji.

Czy ktoś ma ta­kie hob­by, że fo­to­gra­fu­je przy­ro­dę? Je­śli tak, to przy­ślij­cie na mój ad­res ja­kieś pięk­ne gó­ry czy chmu­ry, kwia­ty czy owa­dy (zbjk@wp.pl z do­pi­skiem „Dro­gaˮ).

Na pew­no war­to po­świę­cić tro­chę cza­su re­flek­sji nad szko­łą – pod­po­wia­da­ją mi to ucznio­wie, z któ­ry­mi się spo­ty­kam pod­czas wa­ka­cji. Aby się jej nie bać (mo­że się przy­da ar­ty­kuł ze stron 37–38), aby by­ła cie­ka­wym wy­zwa­niem, któ­re po­ma­ga co­raz mą­drzej pa­trzeć na świat, ja­ki nas ota­cza i na lu­dzi, któ­rzy two­rzą hi­sto­rię. A mo­że spo­tka­li­ście ko­goś wy­jąt­ko­we­go? Opisz­cie to i przy­ślij­cie.

Aby nie wzy­wać do cze­goś tyl­ko teo­re­tycz­nie, opi­szę mo­je cie­ka­we lip­co­we spo­strze­że­nia. Za­raz po za­koń­cze­niu ro­ku szkol­ne­go wy­je­cha­łem ze spo­rą gru­pą ro­dzin nad je­zio­ro Bo­rów­no. Po­za wspa­nia­łym cza­sem, kie­dy to roz­ma­wia­łem z dziad­ka­mi i z wnu­ka­mi, z mło­dzie­żą i ich ro­dzi­ca­mi, spo­tka­łem tam miej­sco­we­go mło­dzień­ca, któ­ry przy­jeż­dżał co­dzien­nie ra­no z kil­ko­ma li­tra­mi ze­bra­nych przez sie­bie ja­gód. Wie­le osób ko­rzy­sta­ło z je­go ofer­ty, dzie­ci cie­szy­ły się zdro­wy­mi de­se­ra­mi, a on po­wie­dział, że bez wiel­kie­go wy­sił­ku mo­że za­ro­bić po­nad 1000 zł. A po­tem, już w War­sza­wie, spo­tka­łem się z kil­ko­ma zna­jo­my­mi ma­tu­rzy­sta­mi, któ­rzy przed piel­grzym­ką i za­pla­no­wa­nym wrze­śnio­wym wy­jaz­dem (to prze­cież naj­dłuż­sze wa­ka­cje w ży­ciu) po­ma­ga­li ja­ko kel­ne­rzy w śród­miej­skich lo­ka­lach, ćwi­cząc przy oka­zji ję­zy­ki, a zwłasz­cza an­giel­ski, bo prze­cież po­nad po­ło­wa od­wie­dza­ją­cych ta­kie miej­sca to go­ście z za­gra­ni­cy. By­łem też na fa­scy­nu­ją­cym spo­tka­niu ze stu­dent­ką, któ­ra po dwóch la­tach stu­diów po­sta­no­wi­ła rok po­świę­cić naj­uboż­szym i opo­wia­da­ła o swym wy­jeź­dzie na mi­sje.

Ży­czę rów­nie war­to­ścio­we­go spę­dze­nia cza­su!

 

Ks. Zbi­gniew Ka­płań­ski