Jola Tęcza-Ćwierz

Wi­taj­cie! W tym nu­me­rze „Drogi” zaj­mu­jemy się hej­tin­giem. Słowo to po­cho­dzi od an­giel­skiego cza­sow­nika „hate” i ozna­cza nie­na­wiść. Tłu­ma­czone jest jako kry­ty­ko­wać, mi­nu­so­wać, nie­na­wi­dzić. Nie­któ­rzy na­zy­wają hejt mową nie­na­wi­ści. Hej­ting zwy­kle ob­ja­wia się ne­ga­tyw­nymi ko­men­ta­rzami bez me­ry­to­rycz­nego uza­sad­nie­nia. Wy­star­czy wejść do in­ter­netu, by prze­ko­nać się, że (po­zorna!) ano­ni­mo­wość w sieci nie sprzyja roz­wo­jowi kul­tury oso­bi­stej ani po­sza­no­wa­niu cu­dzej godności.

Hej­ter­stwo staje się co­raz po­wszech­niej­szym zja­wi­skiem. Nie­mal każdy wła­ści­ciel bloga, ka­nału na YouTu­bie czy konta na Fa­ce­bo­oku zde­rzył się z hej­tem. Wła­ści­wie trudno jest okre­ślić za­sięg hej­tingu – hej­te­rzy ata­kują ab­so­lut­nie wszystko, co się da. Upodo­ba­nie do ko­mu­ni­ka­cji peł­nej wro­go­ści i za­wi­ści nie zna żad­nych ba­rier: ani wieku, ani płci, ani wykształcenia.

Hej­te­rzy pi­szą nie­na­wistne ko­men­ta­rze, ośmie­szają in­nych, umiesz­czają ob­raź­liwe wpisy, zdję­cia i filmy oraz prze­różne zło­śli­wo­ści. Dla­czego? W przy­padku każ­dego hej­tera przy­czyna bę­dzie inna. Żeby hej­to­wać, trzeba mieć na­prawdę mocną „mo­ty­wa­cję”. Ko­nieczna jest chęć zra­nie­nia, uprzy­krze­nia ko­muś ży­cia. Każdy ma prawo nie zga­dzać się ze zda­niem ko­goś in­nego, ale czy trzeba od razu za­mie­niać kry­tykę w per­so­nalny atak? Można nie lu­bić ja­kie­goś autora/celebryty/ po­li­tyka, ale samo „nie­lu­bie­nie” nie jest jesz­cze hej­tem. Je­śli ko­goś po pro­stu nie lu­bisz, to go uni­kasz, prawda?

O ile kon­struk­tywna kry­tyka, wy­miana opi­nii, po­glą­dów, spo­strze­żeń i do­świad­czeń jest zwy­kle mile wi­dziana i ce­niona, o tyle pro­stacki hejt trzeba tę­pić bez­li­to­śnie. Re­agujmy na in­ter­ne­tową nie­na­wiść. W jaki spo­sób? – prze­czy­ta­cie na str. 7. Na­sze mil­czące przy­zwo­le­nie bę­dzie utwier­dze­niem dla tych, któ­rzy przed kom­pu­te­rem sia­dają głów­nie po to, by szy­dzić, ob­ra­żać i drę­czyć in­nych. Pa­mię­taj­cie też, że w sieci nic nie gi­nie. Je­den „nie­winny” hejt, który dziś wy­sła­li­ście w świat, może zo­stać od­ko­pany po 20 la­tach, gdy już bę­dzie­cie sza­no­wa­nymi politykami/profesorami/przedsiębiorcami. I może być wam głupio!

 

Jola Tęcza-Ćwierz

p.o. re­dak­tora naczelnego

Najnowszy numer:
Najnowszy numer:
Polecamy: