Wolontariusze z czerwonymi nosami

O śmie­cho­te­ra­pii opo­wia­da Elż­bie­ta Ba­ran-Ce­bu­la, psy­cho­log, peł­no­moc­nik i te­ra­peu­ta Fun­da­cji „Dr Clown” w Kra­ko­wie.

Fun­da­cja „Dr Clown” po­wsta­ła po to, że­by...

Że­by nieść ra­dość dzie­ciom prze­by­wa­ją­cym w szpi­ta­lach i pla­ców­kach spe­cjal­nych. Wo­lon­ta­riu­sze w ko­lo­ro­wych stro­jach od­wie­dza­ją dzie­ci i mło­dzież, by w ta­kich chwi­lach po­ka­zać im, że uśmiech wy­star­cza, by świat stał się bar­dziej przy­ja­zny i zmniej­szyć ból.

Cza­sem za­kła­dam czer­wo­ny nos, po­nie­waż...

Po­nie­waż da­wa­nie ra­do­ści dzie­ciom i ich uśmiech są naj­pięk­niej­szy­mi na­gro­da­mi za pra­cę w Fun­da­cji „Dr Clown”. Czer­wo­ny nos po­zwa­la mi wcie­lić się w Dok­to­ra Ka­pe­lu­si­ka i pro­wa­dzić te­ra­pię śmie­chem i za­ba­wą. Nos to ro­dzaj ma­ski, któ­ra uła­twia ra­dze­nie so­bie z emo­cja­mi, któ­rych do­świad­czam na od­dzia­łach, wi­dząc cho­re dzie­ci w róż­nym sta­nie fi­zycz­nym i psy­chicz­nym. Prze­no­sze­nie dzie­ci w świat ma­gii spra­wia, że one za­czy­na­ją wie­rzyć, iż mo­gą wy­zdro­wieć.

W wa­szym ze­spo­le są m.in. Dr Pio­sen­ka, Dr Śmie­szek, Dr Pa­lem­ka. Że­by do was do­łą­czyć trze­ba...

Na­pi­sać do mnie lub za­dzwo­nić (in­for­ma­cje na stro­nie www.drclown.pl) i przyjść na wyj­ście z wo­lon­ta­riu­sza­mi na od­dział szpi­tal­ny ja­ko ob­ser­wa­tor. Póź­niej no­we oso­by co­raz bar­dziej włą­cza­ją się w dzia­ła­nia pod­czas wi­zyt u dzie­ci. W mię­dzy­cza­sie wo­lon­ta­riusz wy­bie­ra so­bie imię, bie­rze udział w szko­le­niach, pod­czas któ­rych uczy się pod­sta­wo­wych sztu­czek ma­gicz­nych i krę­ce­nia zwie­rzą­tek z ba­lo­nów.

Naj­bar­dziej wzru­sza­ją­cym spo­tka­niem z cho­rym dziec­kiem by­ło dla mnie...

Spo­tka­nie z 14- lu­b15-let­nim chłop­cem z po­ra­że­niem mó­zgo­wym, któ­ry nie re­ago­wał na bodź­ce ze­wnętrz­ne. Je­go ma­ma uśmiech­nę­ła się i po­wie­dzia­ła, że­by­śmy szli do in­nych dzie­ci. Wte­dy po­de­szły­śmy do te­go chłop­ca, za­czę­ły­śmy nu­cić, mó­wić do nie­go, a po kil­ku mi­nu­tach uśmiech­nął się do nas. Ten uśmiech pa­mię­tam do dziś. Po­dob­nie jak łzy ma­my te­go chłop­ca.