Wolontariat? Wchodzę w to!

Cześć! Na­zy­wam się Jo­seph Gul­li­ford, po­cho­dzę z Lon­dy­nu i je­stem wo­lon­ta­riu­szem Świa­to­wych Dni Mło­dzie­ży – Kra­ków 2016! To już mo­ja dru­ga przy­go­da z ŚDM. Wszyst­ko za­czę­ło się w Ma­dry­cie w 2011 ro­ku. Cho­ciaż nie mo­głem być w Rio trzy la­ta te­mu, to ma­jąc w pa­mię­ci re­we­la­cyj­ny czas spę­dzo­ny w Hisz­pa­nii, wiem, że w lip­cu cze­ka­ją nas eks­cy­tu­ją­ce dwa ty­go­dnie! Ostat­nie pół­to­ra ty­go­dnia spę­dzi­łem w Kra­ko­wie i ten czas bar­dzo mi się po­do­bał. Fan­ta­stycz­nie by­ło po­zna­wać mia­sto, je­go uli­ce, skle­py, miej­sca i at­mos­fe­rę. Zresz­tą prze­siąk­nię­cie roz­ma­ity­mi in­for­ma­cja­mi na je­go te­mat jest bar­dzo waż­ne w mo­jej pra­cy w call-cen­tre. Mo­im za­da­niem ja­ko wo­lon­ta­riu­sza jest od­po­wia­da­nie na py­ta­nia i proś­by an­glo­ję­zycz­nych piel­grzy­mów.

Do Pol­ski przy­by­łem cał­ko­wi­cie nie­spo­dzie­wa­nie. Od przy­ja­cie­la do­wie­dzia­łem się, że jest ta­ka moż­li­wość, a po­nie­waż i tak szu­ka­łem ja­kie­goś za­ję­cia na nad­cho­dzą­ce mie­sią­ce, to zde­cy­do­wa­łem się po­móc Kra­ko­wo­wi w przy­go­to­wa­niach. Wbrew po­zo­rom ła­two wca­le nie by­ło – do­pie­ro po wie­lu roz­wa­ża­niach, mo­dli­twach i prze­my­śle­niach uzna­łem, że w to wcho­dzę.

foto_01-01_10-2016

Po­wo­dów, dla któ­rych się zde­cy­do­wa­łem, by­ło wie­le, ale wszyst­kie moż­na za­mknąć wła­ści­wie jed­nym sło­wem: po­wo­ła­nie do służ­by. To wia­ra za­wsze mnie mo­ty­wo­wa­ła – do pra­cy i wszyst­kich przed­się­wzięć, ja­kie po­dej­mu­ję. Te­raz też na­praw­dę po­czu­łem, że Bóg mnie wzy­wa i chce – przez mój czas spę­dzo­ny w Kra­ko­wie – ze­słać wiel­kie bło­go­sła­wień­stwo dla mnie i lu­dzi do­oko­ła.

I oto je­stem, już pra­wie dwa ty­go­dnie…

Spo­tka­łem wie­lu wspa­nia­łych lu­dzi z ca­łe­go świa­ta. Jed­nym z na­szych naj­więk­szych pro­ble­mów jest ba­rie­ra ję­zy­ko­wa. Z dru­giej jed­nak stro­ny by­ła ona w pe­wien spo­sób olśnie­wa­ją­ca. Na mnie ja­ko An­gli­ku ogrom­ne wra­że­nie ro­bią lu­dzie zna­ją­cy ję­zy­ki ob­ce (szcze­gól­nie an­giel­ski). Mu­szę przy­znać, że sam czu­ję się nie­co ogra­ni­czo­ny zna­jąc tyl­ko je­den. Ale mi­mo tych pro­ble­mów da­je­my ra­dę, bo lu­dzie są bar­dzo mi­li i cier­pli­wi, po­za tym więk­szość mó­wi po an­giel­sku. Cie­szę się, że mo­gę być czę­ścią spo­łecz­no­ści ŚDM i już nie mo­gę się do­cze­kać tych dwóch lip­co­wych ty­go­dni, któ­re spę­dzę z mo­imi pol­ski­mi i mię­dzy­na­ro­do­wy­mi przy­ja­ciół­mi.

W ostat­nim cza­sie sta­ra­łem się też za­zna­jo­mić z ję­zy­kiem pol­skim (eks­cy­tu­ją­ce, ale bar­dzo trud­ne) i kul­tu­rą (to już na szczę­ście nie tak trud­ne, lecz po­ucza­ją­ce i in­spi­ru­ją­ce). Bar­dzo po­dzi­wiam św. Fau­sty­nę i św. pa­pie­ża Ja­na Paw­ła II. Je­stem pra­wie pew­ny, że Jan Pa­weł II „przy­ło­żył rę­kę” do mo­je­go przy­by­cia tu­taj – wska­zu­je na to choć­by fakt, że cał­kiem przy­pad­kiem do­tar­łem do Kra­ko­wa aku­rat w 11. rocz­ni­cę je­go śmier­ci.

Od kie­dy tu je­stem, każ­dy dzień jest no­wą przy­go­dą, no­wym bło­go­sła­wień­stwem. I nie­waż­ne, czy aku­rat ro­bię coś z mo­ją ŚDM-ową „dru­ży­ną”, czy też po pro­stu cho­dzę i spo­ty­kam ob­cych lu­dzi na uli­cach i w skle­pach. Mam po­czu­cie, że łą­czy nas coś spe­cjal­ne­go. Jest tu ja­kaś nie­sa­mo­wi­ta at­mos­fe­ra, Bóg bło­go­sła­wi na­szą pra­cę, a my po­trze­bu­je­my Je­go pro­wa­dze­nia we wszyst­kich na­szych dzia­ła­niach.

Świa­to­wych Dni Mło­dzie­ży nie da się za­szu­flad­ko­wać. Ma­dryt był fa­scy­nu­ją­cym, wzbo­ga­ca­ją­cym do­świad­cze­niem i li­czę, że Kra­ków też ta­ki bę­dzie. Ale wiem, że każ­da oso­ba bio­rą­ca udział w tym wiel­kim wy­da­rze­niu bę­dzie mia­ła ja­kieś swo­je, bar­dzo oso­bi­ste do­świad­cze­nia – tak od­ręb­ne od prze­żyć in­nych. Pew­ne jest tyl­ko jed­no – Bóg, któ­ry nam bło­go­sła­wi, spra­wia, że wszyst­ko jest moż­li­we.

Tyl­ko On po­tra­fi ze wszyst­kie­go wy­do­być do­bro. Idę więc na­przód ra­zem z Nim, z sze­ro­ko otwar­ty­mi ra­mio­na­mi – i je­stem bar­dzo, bar­dzo pod­eks­cy­to­wa­ny per­spek­ty­wą dal­szej po­dró­ży.

 

Jo­seph Gul­li­ford

Tłum. Kla­ra i Mo­ni­ka Do­ro­żyń­skie