Właśnie w nim znaleźli ojca

XII Świa­to­wy Dzień Mło­dzie­ży miał miej­sce w Pa­ry­żu w sierp­niu 1997 r., a licz­ba je­go uczest­ni­ków prze­kro­czy­ła mi­lion. Nie­spo­ty­ka­ne do­tąd w za­chod­niej Eu­ro­pie tłu­my mło­dych lu­dzi z ca­łe­go świa­ta przy­by­ły, by wspól­nie się mo­dlić. Ocze­ki­wa­no co naj­wy­żej 250 ty­się­cy...

W la­ic­kim kra­ju, bi­ją­cym w oczy pu­sty­mi ko­ścio­ła­mi, tak sze­ro­ki od­zew mło­dzie­ży na we­zwa­nie Ja­na Paw­ła II mu­siał bu­dzić zdu­mie­nie. To wła­śnie wte­dy na­ro­dzi­ło się okre­śle­nie tak czę­sto póź­niej w Pol­sce uży­wa­ne, choć w róż­nych zna­cze­niach: „po­ko­le­nie JP2”.

Jed­ną z osób, któ­re roz­po­wszech­ni­ły to okre­śle­nie, był o. Da­niel An­ge, fran­cu­ski ewan­ge­li­za­tor i dusz­pa­sterz mło­dzie­ży. Ma­jąc na uwa­dze, że po­przed­nie po­ko­le­nie wal­czy­ło o bez­tro­skie ży­cie bez re­guł i zo­bo­wią­zań, sfor­mu­ło­wał te­zę, że po­ko­le­nie JP2 „wi­dzi obec­ne­go Pa­pie­ża ja­ko swe­go oj­ca i pro­ro­ka. Jest to po­ko­le­nie, któ­re nie mia­ło oj­ców, któ­re by­ło ode­pchnię­te. Wła­śnie w Ja­nie Paw­le II zna­leź­li oni oj­ca”. Tak śmia­łe sło­wa nie by­ły wy­po­wie­dzia­ne bez­pod­staw­nie.

Fa­scy­nu­ją­ca oso­bo­wość

W pa­ru li­nij­kach nie da się wy­ja­śnić fe­no­me­nu Ja­na Paw­ła II. Wy­ła­my­wał się z wszel­kich sche­ma­tów – po­mi­mo spra­wo­wa­nia urzę­du ist­nie­ją­ce­go od dwóch ty­się­cy lat, rów­nie wie­ko­we­go jak chrze­ści­jań­stwo i ko­ja­rzo­ne­go przez jed­nych z czci­god­nym, nie­zmien­nym trwa­niem, a przez dru­gich z ana­chro­nicz­nym sche­ma­tem. Ja­ko pa­sterz Ko­ścio­ła wpro­wa­dził do nie­go no­wą dy­na­mi­kę.

Ja­ko słu­ga Chry­stu­sa zmie­niał świat. W cią­gu swo­je­go pon­ty­fi­ka­tu za­skar­bił so­bie nie­spo­ty­ka­ny sza­cu­nek lu­dzi róż­nej wia­ry, kul­tu­ry i od­mien­nych prze­ko­nań, a na­wet wro­gich chrze­ści­jań­stwu.

Spró­buj­my jed­nak od­po­wie­dzieć na py­ta­nie, dla­cze­go tak wie­le osób na na­szym glo­bie do­strze­gło w Ja­nie Paw­le II swo­je­go pa­ste­rza? Od chwi­li wy­bo­ru dał się po­znać ja­ko czło­wiek zde­cy­do­wa­ny, ener­gicz­ny i ra­do­sny, prze­ła­mu­ją­cy wszel­ką sztucz­ność po­czu­ciem hu­mo­ru i otwar­to­ścią na oso­bi­stą re­la­cję z każ­dym czło­wie­kiem. W na­tu­ral­ny spo­sób da­wał wier­nym przy­kład głę­bo­kiej wia­ry, żar­li­wej mo­dli­twy, od­wa­gi i pra­co­wi­to­ści. Nie by­ło­by to moż­li­we, gdy­by nie upu­blicz­nie­nie ży­cia pa­pie­ża: do­pusz­cze­nie wszech­obec­nych me­diów, ich sze­ro­kie wy­ko­rzy­sta­nie w ewan­ge­li­za­cji, kosz­tem ży­cia w świe­tle mi­ga­wek i czę­sto na oczach mi­lio­nów wi­dzów.

 

Mi­chał Nie­niew­ski

Wię­cej w dru­ko­wa­nym wy­da­niu „Dro­gi”.