Wiecznie bije

Sły­sze­li­ście o cu­dach eu­cha­ry­stycz­nych? Np. we wło­skim Lan­cia­no, nie­miec­kim Re­gens­bur­gu, fran­cu­skim Awi­nion czy ho­len­der­skim Am­ster­da­mie? Al­bo w pol­skiej So­kół­ce, gdzie w 2008 r. ka­płan pod­czas udzie­la­nia Ko­mu­nii św. upu­ścił ho­stię? Zgod­nie z prze­pi­sem li­tur­gicz­nym, ksiądz umie­ścił ko­mu­ni­kant w va­scu­lum (na­czy­niu li­tur­gicz­nym z wo­dą), w któ­rym miał się roz­pu­ścić. Po ty­go­dniu sio­stra za­kry­stian­ka za­uwa­ży­ła na ho­stii czer­wo­ną plam­kę, przy­po­mi­na­ją­cą skrzep krwi… Krew spły­wa­ją­ca z ho­stii, frag­ment mię­śnia ser­co­we­go na kon­se­kro­wa­nym opłat­ku, zgod­ność gru­py krwi z tą, któ­ra za­schła na Ca­łu­nie Tu­ryń­skim – wszyst­kie te cu­da ma­ją je­den wspól­ny mia­now­nik.

foto_01-01_11-2015

Ser­ce Pa­na Je­zu­sa wiecz­nie bi­je! I wi­dzę w tym bi­ciu Bo­że­go Ser­ca ana­lo­gię (po­rów­na­nie) do naj­zwy­klej­szych, ziem­skich spraw, po­do­bień­stwo do ludz­kie­go ser­ca. My­ślę o mo­im ser­cu – któ­re cie­szy się z wio­sny, do­brych ocen w szko­le, spa­ce­ru z przy­ja­ciół­ką, chle­ba po­wsze­dnie­go. O mo­im ser­cu, któ­re jest smut­ne – w cza­sie cho­ro­by, gdy umie­ra ktoś bli­ski, po kłót­ni z ro­dzi­ca­mi. Prze­cież Ser­ce Je­zu­sa też to czu­je! Bo ży­je i bi­je! Cie­szę się bar­dzo z te­go od­kry­cia. Ła­twiej mo­dlić się do Ko­goś, kto ma ser­ce, niż do Bo­ga, któ­re­go wy­obra­ża­my so­bie ja­ko po­są­go­we­go Star­ca z be­to­nu al­bo na­wet mar­mu­ru.

 

Mag­da Gu­ziak-No­wak