Wiara była potem

Nie mo­gło w nu­me­rze o Bi­blii za­brak­nąć wy­wia­du ze spe­cja­li­stą – z oso­bą, któ­ra szcze­gól­nie du­żo cza­su po­świę­ca na ba­da­nie tek­stów Pi­sma Świę­te­go, któ­ra zna ję­zy­ki bi­blij­ne, któ­ra nam, zwy­kłym lu­dziom po­tra­fi wie­le tek­stów, wie­le zwy­cza­jów sprzed ty­się­cy lat spo­koj­nie wy­tłu­ma­czyć.

Na szczę­ście wśród ko­le­gów, któ­rych spo­tka­łem w se­mi­na­rium, kil­ku skoń­czy­ło spe­cjal­ne stu­dia, pro­wa­dzi wy­kła­dy, zaj­mu­je się Sło­wem Bo­żym na co dzień. Za­wsze sza­no­wa­łem Pio­tra Klim­ka, z któ­rym za­czy­na­łem na­ukę w se­mi­na­rium, przed trzy­dzie­stu dwo­ma la­ty, obec­nie rek­to­ra Wyż­sze­go Se­mi­na­rium Du­chow­ne­go Die­ce­zji War­szaw­sko-Pra­skiej.

Ks. Zbi­gniew Ka­płań­ski

foto_01-01_17-2013

Dzię­ku­ję, że zgo­dzi­łeś się na to spo­tka­nie, chciał­bym przez roz­mo­wę z To­bą po­ka­zać, że dro­ga do Pi­sma Świę­te­go jest do­stęp­na dla każ­de­go czło­wie­ka, chciał­bym, abyś opo­wie­dział swo­ją dro­gę do tej fa­scy­na­cji, aby wie­lu Czy­tel­ni­ków da­ło się pro­wa­dzić Sło­wu Bo­że­mu. Za­cznij­my od po­cząt­ku – pa­mię­tam, że po­cho­dzisz z pa­ra­fii pod we­zwa­niem Imie­nia Naj­święt­szej Ma­ryi Pan­ny w War­sza­wie – Mię­dzy­le­siu, pa­mię­tam, że przed se­mi­na­rium stu­dio­wa­łeś astro­no­mię, ale to już wszyst­ko. Czy – jak pi­sa­li au­to­rzy sta­rych ksią­żek ha­gio­gra­ficz­nych o „le­gen­dar­nej war­to­ści” – uro­dzi­łeś się z eg­zem­pla­rzem Pi­sma Świę­te­go w dło­ni?

Uro­dzi­łem się nor­mal­nie, w nor­mal­nej ka­to­lic­kiej ro­dzi­nie, roz­wi­ja­łem się zu­peł­nie zwy­czaj­nie… Za­wsze jed­nak by­łem cie­ka­wy świa­ta. W li­ceum za­pi­sa­łem się do Pol­skie­go To­wa­rzy­stwa Tu­ry­stycz­no-Kra­jo­znaw­cze­go i wie­le cho­dzi­łem po la­sach, zdo­by­wa­łem na­wet od­zna­ki tu­ry­stycz­ne. To by­ło cie­ka­we, ale cią­gnę­ło mnie do po­sze­rza­nia ob­ser­wo­wa­nej prze­strze­ni. Spoj­rza­łem w gó­rę i za­cie­ka­wi­łem się lot­nic­twem i astro­nau­ty­ką. Mia­łem w do­mu te­le­sko­py i spe­cja­li­stycz­ną li­te­ra­tu­rę.

Przy oka­zji tu­ry­sty­ki i kon­tak­tów zwią­za­nych ze szko­łą za­cie­ka­wi­li mnie też lu­dzie. Sta­wia­łem py­ta­nia, cze­mu tak, a nie ina­czej po­stę­pu­ją, szu­ka­łem ich mo­ty­wa­cji do dzia­ła­nia.

W tym sa­mym li­ce­al­nym cza­sie słu­cha­łem z uwa­gą ka­zań pro­bosz­cza mo­jej ro­dzin­nej pa­ra­fii, księ­dza Jó­ze­fa Gniew­nia­ka – wy­ja­śniał Pi­smo Świę­te uka­zu­jąc przy tym, jak wie­le Bi­blia mó­wi o czło­wie­ku.

Nad­szedł czas po­dej­mo­wa­nia pierw­szych waż­nych de­cy­zji ży­cio­wych. Rze­czy­wi­ście, jak do­brze pa­mię­tasz, pod­ją­łem stu­dia na wy­dzia­le astro­no­mii, jed­nak ta prze­strzeń oka­za­ła się rów­nież za ma­ła…

Zro­zu­mia­łem, że na wie­le py­tań o czło­wie­ka moż­na zna­leźć od­po­wiedź w Pi­śmie Świę­tym i zde­cy­do­wa­łem się na se­mi­na­rium – jak pa­mię­tasz, był to rok 1981.

Aby pójść do se­mi­na­rium, trze­ba mieć też „od­po­wied­nią” wia­rę. Co mo­żesz po­wie­dzieć o swo­jej wie­rze, o jej roz­wo­ju?

Ja­ko dziec­ko i li­ce­ali­sta mia­łem zwy­czaj­ną wia­rę mło­de­go czło­wie­ka, by­łem mi­ni­stran­tem, lek­to­rem, ale w dzie­dzi­nie re­li­gij­nej nic nad­zwy­czaj­ne­go się nie dzia­ło. Waż­na oka­za­ła się dla mnie de­cy­zja wej­ścia na dro­gę neo­ka­te­chu­me­nal­ną, tam mó­wi się o Bi­blii bar­dzo du­żo i to o Bi­blii ja­ko Sło­wie pro­wa­dzą­cym czło­wie­ka. Za­cie­ka­wie­nie Pi­smem Świę­tym przy­bie­ra­ło u mnie ko­lej­ne eta­py: na po­cząt­ku od­kry­łem, że Księ­gi Ob­ja­wie­nia mó­wią wie­le o czło­wie­ku, wy­ja­śnia­ją, jak czło­wiek my­śli i ro­zu­mie, a za­tem trze­ba je wciąż po­zna­wać, aby po­stę­po­wać na dro­dze ro­zu­mie­nia czło­wie­ka. Dru­gi etap to od­kry­wa­nie Bo­ga wi­docz­ne­go od stro­ny Ko­goś, z kim czło­wiek roz­ma­wia, u któ­re­go szu­ka ra­dy i umoc­nie­nia. Ostat­ni to fa­scy­na­cja Oso­bą Bo­ga, któ­ry jest Źró­dłem wszel­kie­go Ży­cia i Ce­lem, do któ­re­go zmie­rza­my.

Za­ska­ku­je mnie ta ko­lej­ność, ja w swo­im ży­ciu ra­czej prze­sze­dłem dro­gę od wia­ry do Sło­wa, ja­kie wy­po­wie­dział Pan Bóg. Czy w Two­im do­rob­ku na­uko­wym wi­dać ja­koś Two­ją dro­gę?

Na pew­no tak. Pra­cę ma­gi­ster­ską na­pi­sa­łem o Je­re­mia­szu ja­ko o czło­wie­ku, któ­ry spo­tkał Bo­ga (Na­tu­ra po­wo­ła­nia pro­roc­kie­go Je­re­mia­sza). Za­uwa­ży­łem bo­wiem, że ten wła­śnie pro­rok ja­ko je­dy­ny pi­sze o so­bie, o swo­jej dro­dze, swo­ich prze­ży­ciach i do­świad­cze­niach. Do­wo­dem na to jest zna­ny cy­tat: „Uwio­dłeś mnie, Pa­nie, a ja po­zwo­li­łem się uwieść; ujarz­mi­łeś mnie i prze­mo­głeś” (Jr 20, 7a). Po­tem za­cie­ka­wi­łem się Oso­bą Bo­ga, ja­ką spo­tkał i opi­su­je pro­rok Je­re­miasz – w pra­cy dok­tor­skiej pi­sa­łem o Bo­gu Je­re­mia­sza. Przy­go­to­wu­ję po­wo­li pra­cę ha­bi­li­ta­cyj­ną, tam jest znów o krok da­lej – pi­szę o „bło­go­sła­wio­nym mę­żu”, któ­ry na­wią­zał re­la­cję z Pa­nem Bo­giem i dał się Mu po­rwać, dał się prze­nik­nąć Je­go ła­ską.

Na wy­kła­dach czę­sto mó­wię, że ana­li­za Pi­sma Świę­te­go ja­ko dzie­ła ludz­kie­go – czy­li ana­li­za li­te­rac­ka, teo­lo­gicz­na i psy­cho­lo­gicz­na – przy­bli­ża do Pa­na Bo­ga, któ­ry w ta­jem­ni­czy spo­sób dzia­ła w ser­cach ludz­kich. Sta­ram się po­ka­zać, że Bo­ga wi­dać w dzia­ła­niu czło­wie­ka, że moż­na coś o Bo­gu po­wie­dzieć, ana­li­zu­jąc wy­po­wie­dzi czło­wie­ka, któ­ry opi­su­je swo­je spo­tka­nie ze Stwór­cą. Sto­su­ję tu cza­sem ta­ką ilu­stra­cję: gdy ktoś opo­wia­da o po­tra­wach, ja­kie mu po­da­no, moż­na so­bie te po­tra­wy wy­obra­zić. Po­dob­nie moż­na po­zna­wać Bo­ga, któ­ry wpły­nął na czło­wie­ka, któ­ry to opi­su­je.

Je­stem pe­wien, że wie­lu mło­dych lu­dzi za­fa­scy­nu­je ta dro­ga. Ale mam jesz­cze py­ta­nie dla tych, któ­rzy mo­że mniej po­cią­gnię­ci ba­da­nia­mi bi­blij­ny­mi chcą mą­drze czy­tać Pi­smo Świę­te. Jak to ro­bić, aby się „nie od­bić” o ścia­nę trud­ną do prze­kro­cze­nia?

Mo­że naj­pierw ogól­nie. Aby czy­tać i po­wo­li po­stę­po­wać w ro­zu­mie­niu Pi­sma Świę­te­go, trze­ba pa­mię­tać o cier­pli­wo­ści, od­rzu­cić gwał­tow­ność, od­waż­nie sta­wiać py­ta­nia i przy­jąć dar Spo­tka­nia. Wła­śnie to spo­tka­nie jest spo­so­bem po­głę­bia­nia wia­ry. Ale naj­pierw mu­si być spo­koj­na lek­tu­ra, wy­trwa­łe czy­ta­nie tek­stu, któ­ry po­wsta­wał przez po­nad ty­siąc lat, a ostat­nie księ­gi spi­sa­no nie­mal dwa ty­sią­ce lat te­mu (a więc pierw­sze oko­ło trzy ty­sią­ce lat przed na­mi). War­to po­zna­wać hi­sto­rię tek­stu – co się z nim dzia­ło od chwi­li spi­sa­nia do te­go, co czy­ta­my w eg­zem­pla­rzu le­żą­cym przed na­szy­mi ocza­mi, war­to czy­tać o spo­so­bie my­śle­nia lu­dzi tam­tych cza­sów, lu­dzi z tam­te­go re­jo­nu. Cie­ka­we, choć wy­ma­ga­ją­ce wiel­kie­go sa­mo­za­par­cia, jest po­zna­wa­nie ję­zy­ków, w któ­rych pi­sa­rze bi­blij­ni spi­sy­wa­li księ­gi.

Jak wspo­mnia­łem, zu­peł­nie nie­po­trzeb­na jest gwał­tow­ność, nie wol­no „rzu­cać się” na tekst bi­blij­ny, chcąc po­znać wszyst­ko na­raz, ra­czej nie za­chę­cam czy­ta­nia po ko­lei.

Na pew­no wie­lu lu­dzi py­ta, jak czy­tać Pi­smo Świę­te. Ja­ką ko­lej­ność zwy­kle im do­ra­dzasz?

W jed­nej z pa­ra­fii, gdzie słu­ży­łem swo­im ka­płań­stwem, wier­ni po­pro­si­li o po­moc, o po­pro­wa­dze­nie w in­dy­wi­du­al­nym po­zna­wa­niu Bi­blii. By­li to czę­sto eme­ry­ci, któ­rzy fa­scy­no­wa­li swo­im za­an­ga­żo­wa­niem. Czy­ta­li­śmy wte­dy wspól­nie tek­sty Pi­sma Świę­te­go, roz­po­czy­na­jąc od Pierw­sze­go Li­stu św. Ja­na, a po nim by­ła lek­tu­ra Ewan­ge­lii we­dług św. Mar­ka. Tę wła­śnie ko­lej­ność do­ra­dzam. Moż­na oczy­wi­ście sko­rzy­stać z róż­nych pro­po­zy­cji pod­su­wa­ją­cych księ­gi do ko­lej­ne­go po­zna­wa­nia, za­uważ­my jed­nak, że cho­ciaż księ­ga Ro­dza­ju znaj­du­je się czę­sto na pierw­szym miej­scu, to jed­nak za­raz po­tem bi­bli­ści su­ge­ru­ją odej­ście od ko­lej­no­ści, ja­ką znaj­du­je­my w na­szych eg­zem­pla­rzach.