Duch Świę­ty, czy­li dar Je­zu­sa po Je­go wnie­bo­wstą­pie­niu, zo­stał nam da­ny, by­śmy po odej­ściu Je­zu­sa nie zo­sta­li sa­mi. Od­dech, tchnie­nie, Bo­ża obec­ność. Czy rze­czy­wi­ście wi­dzi­my, że dzia­ła w nas?

Cza­sem mam wra­że­nie, że ma­my trud­ność z trze­cią Oso­bą Trój­cy Świę­tej. Jak pe­wien Ja­poń­czyk, któ­re­mu ka­to­lic­cy zna­jo­mi pró­bo­wa­li wy­ja­śnić, czym ona jest. Wresz­cie stwier­dził: „Oj­ca ro­zu­miem, Sy­na ro­zu­miem, ale o co cho­dzi z tym pta­kiem?”. Cza­sem uży­wa­my sło­wa-wy­try­cha „wszyst­ko”, mó­wiąc: wszyst­ko w Ko­ście­le dzie­je sie dzię­ki Du­cho­wi św. Do­brze, ale kim jest On dla cie­bie? Je­go dzia­ła­nie, choć wy­da­je się trud­no uchwyt­ne, jest bar­dzo kon­kret­ne. I bar­dzo waż­ne za­rów­no w ro­ze­zna­wa­niu po­wo­ła­nia, jak i w przy­go­to­wa­niu się do re­la­cji i jej bu­do­wa­niu.

foto_01-03_11-2014

Duch mi­ło­ści

Duch Świę­ty zo­stał nam da­ny, by­śmy mo­gli do­świad­czyć mi­ło­ści Bo­ga, na­wet gdy Je­zus nie jest przy nas obec­ny w spo­sób fi­zycz­ny. Każ­de od­kry­cie: „je­stem kochana/y przez Bo­ga”, to spo­tka­nie z Du­chem Świę­tym. Mo­że ono mieć miej­sce na płasz­czyź­nie emo­cjo­nal­nej, gdy po pro­stu po­czu­je­my się ko­cha­ni przez Bo­ga, czy in­te­lek­tu­al­nej, gdy to zro­zu­mie­my. To pod­sta­wo­we do­świad­cze­nie by­cia ko­cha­nym uzdal­nia nas do re­la­cji – gdy sa­mi otrzy­ma­li­śmy mi­łość, ma­my z cze­go ją da­wać.

Ale to nie wszyst­ko. Duch Świę­ty chce nas pro­wa­dzić do peł­ni. Ko­cha­my tak, jak po­tra­fi­my, a po­tra­fi­my nie­do­sko­na­le. Nie z na­szej wi­ny – na to, jak umie­my ko­chać, ma wpływ na­sza oso­bi­sta hi­sto­ria, mi­łość na­szych ro­dzi­ców, na­sze zra­nie­nia, ob­raz świa­ta i Bo­ga, ja­ki stwo­rzy­li­śmy pod wpły­wem róż­nych do­świad­czeń. To znów miej­sce dzia­ła­nia Du­cha Świę­te­go – bę­dzie nam po­ka­zy­wał, gdzie je­ste­śmy zra­nie­ni, gdzie nasz ob­raz Bo­ga jest wy­krzy­wio­ny. I nie zo­sta­wi nas z tym sa­mych: bę­dzie bli­sko, od­po­wie na mo­dli­twę o uzdro­wie­nie. Czę­sto ta­kie­go uzdro­wie­nia moż­na do­świad­czyć w re­la­cji, gdzie dru­ga oso­ba sta­je się „na­rzę­dziem” Bo­ga. Dzię­ki te­mu, że mój mąż był ze mną w trud­nych chwi­lach od­sła­nia­nia się mo­ich ran, do­świad­czy­łam mi­ło­ści, któ­ra przy­nio­sła mi uzdro­wie­nie.

Je­śli jesz­cze po­trze­bu­je­cie kon­kre­tów, że­by zo­ba­czyć dzia­ła­nia Du­cha Świę­te­go w was i wa­szych re­la­cjach, prze­czy­taj­cie List do Ga­la­tów, roz­dział 5, wer­sy 22–23.

Duch wol­no­ści

Jed­no z imion Du­cha Świę­te­go to Pa­ra­klet – obroń­ca, ad­wo­kat, wspo­mo­ży­ciel, po­cie­szy­ciel. Je­zus mó­wi, że gdy Pa­ra­klet przyj­dzie, „prze­ko­na świat o grze­chu, a spra­wie­dli­wo­ści i są­dzie” (zob. J 16, 5–16). Dla nas ma to wy­miar bar­dzo prak­tycz­ny: Duch Świę­ty jest du­chem wol­no­ści. Zna­cie świa­dec­twa osób, któ­re la­ta­mi zma­ga­ły się z ja­kimś grze­chem czy na­ło­giem, a na­gle po pro­stu pro­blem prze­sta­wał ist­nieć? Ja sły­sza­łam wie­le ta­kich świa­dectw. Duch Świę­ty da­je wol­ność, by nie grze­szyć. Czę­sto grze­szy­my, bo w mo­men­cie po­dej­mo­wa­nia klu­czo­wych de­cy­zji nie je­ste­śmy wol­ni. Cza­sem nie chce­my wi­dzieć, że to, co za­mie­rza­my zro­bić, jest grze­chem, a sa­mi wła­śnie ule­ga­my po­ku­sie. Cza­sem na­wet wie­my, że idzie­my w złą stro­nę, ale czu­je­my, że sto­imy na stra­co­nej po­zy­cji, bo i tak nie je­ste­śmy w sta­nie już się wy­co­fać, wy­brać do­bra. Sa­mi sie­bie już uwa­ża­my za nie­wol­ni­ków. Duch Świę­ty przy­cho­dzi z po­mo­cą, bo po pierw­sze po­ma­ga na­zwać zło złem. Po dru­gie, On da­je wol­ność do pod­ję­cia de­cy­zji. Z nie­wol­ni­ków sta­je­my się dzieć­mi, któ­re ja­sno wi­dzą, co jest do­bre, co złe, i są wol­ne, gdy de­cy­du­ją. W ta­kiej wol­no­ści do­bro sta­je się na­tu­ral­nym wy­bo­rem.

Na Świę­to Ze­sła­nia Du­cha Świę­te­go ży­czę wam, aby­ście w wa­szych ser­cach, w wa­szych re­la­cjach i wa­szych wy­bo­rach do­świad­cza­li co­dzien­nie obec­no­ści Du­cha Świę­te­go, Je­go mi­ło­ści i wol­no­ści!

 

Mag­da­le­na Urlich

 

Najnowszy numer:
Najnowszy numer:
Polecamy: