Upadłam, ale powstałam

Mo­dlę się o wspa­nia­łe­go mę­ża i ży­cie w czy­sto­ści, czy­sto­ści dru­giej szan­sy.

Wy­cho­wa­ła mnie ma­ma. To ona prze­ka­za­ła mi wia­rę. Uczy­ła mo­dlić się, pro­wa­dzi­ła na Msze św. Od dziec­ka an­ga­żo­wa­łam się w ży­cie pa­ra­fii. Przez pa­rę lat śpie­wa­łam w dzie­cię­cej, a póź­niej mło­dzie­żo­wej, scho­li. Na­le­ża­łam do pa­ra­fial­nej gru­py mło­dzie­żo­wej. Na co­ty­go­dnio­wych spo­tka­niach bra­li­śmy udział w Mszy św., dzie­li­li­śmy się do­świad­cze­niem obec­no­ści Bo­ga w na­szym ży­ciu. Po­ma­ga­li­śmy pro­wa­dzić księ­dzu ró­ża­niec, przy­go­to­wy­wa­li­śmy oko­licz­no­ścio­we wy­stą­pie­nia – np. za­dusz­ki. Kształ­to­wa­li­śmy wia­rę, przy oka­zji umac­nia­jąc ko­le­żeń­skie wię­zi, któ­re prze­no­si­ły się po­za przy­ko­ściel­ną sal­kę – a to do piz­ze­rii, a to do sa­li ki­no­wej. Przy­kład mo­ich ko­le­ża­nek i ko­le­gów bar­dzo mi po­mógł. Dał mi si­łę, że­by nie wsty­dzić się wia­ry. Cie­szy­łam się, że mam wo­kół sie­bie lu­dzi, któ­rzy my­ślą i czu­ją to sa­mo, co­ja. Idla któ­rych Pan Bóg jest na pierw­szym miej­scu. Po­do­ba­ły mi się wy­jaz­dy na re­ko­lek­cje, z któ­rych za każ­dym ra­zem wra­ca­łam na­peł­nio­na no­wą ener­gią i z od­no­wio­ną mi­ło­ścią do Bo­ga.

Fot. unsplash.com / Ja­mie Stre­et

No­we py­ta­nia

Gdy nad­szedł czas do­ra­sta­nia, przez dłuż­szy czas in­te­re­so­wa­ły mnie wy­łącz­nie książ­ki i na­uka, choć nie by­łam ku­jo­nem. Przy­szedł jed­nak w koń­cu i na mnie czas, gdy za­czę­łam się in­te­re­so­wać chło­pa­ka­mi. Prze­ży­łam pierw­sze mi­ło­ści i – nie­ste­ty ‑ty­le sa­mo ra­zy mia­łam zła­ma­ne ser­ce. W tym okre­sie szcze­gól­nie po­trze­bo­wa­łam po­mo­cy w ro­ze­zna­niu, czy po­ca­łu­nek to już grzech czy jesz­cze nie. Póź­niej za­czę­ły do te­go do­cho­dzić co­raz to no­we py­ta­nia. By­ły chwi­le, gdy nie by­ło mi ła­two. Za­ko­cha­nie po­tra­fi prze­wró­cić czło­wie­ko­wi w gło­wie. Nie my­śli się wte­dy ra­cjo­nal­nie. Kie­ro­wa­ły mną w ta­kich mo­men­tach emo­cje. Na szczę­ście, za­wsze mia­łam z ty­łu gło­wy to, jak waż­na jest czy­stość. Po­mo­gły mi książ­ki z te­ma­ty­ki sek­su­al­no­ści, za­ko­cha­nia, mi­ło­ści, któ­re pod­su­wa­ły mi ma­ma i bab­cia.

Nie chcia­łam tak żyć

Od za­wsze chcia­łam żyć w czy­sto­ści. Chcia­łam, by i mój mąż do­cho­wał czy­sto­ści dla mnie. Ma­rzy­łam o tym, że obo­je w cza­sie no­cy po­ślub­nej ofia­ru­je­my so­bie sie­bie w pre­zen­cie. Tak się jed­nak nie sta­ło. W cza­sie stu­diów po­zna­łam chło­pa­ka, któ­ry jak ża­den in­ny za­wró­cił mi w gło­wie. Był to dla mnie trud­ny okres, po­nie­waż nie­daw­no zmar­ła mo­ja uko­cha­na ma­ma. Chy­ba dla­te­go tak mnie za­śle­pi­ła mi­łość. Chło­pak po krót­kim cza­sie by­cia ra­zem za­czął mi pro­po­no­wać seks. Po­cząt­ko­wo się opie­ra­łam. Nie tak chcia­łam żyć. Nie ta­kie by­ło mo­je ma­rze­nie. Nie­ste­ty, im dłu­żej trwa­ły je­go na­mo­wy i prze­ko­ny­wa­nia, tym mniej już mia­łam ar­gu­men­tów. Po­ka­zy­wał mi pa­ry, któ­re tak ży­ją. Ule­głam.

Ni­gdy nie jest za póź­no

W głę­bi ser­ca wie­dzia­łam jed­nak, że źle ro­bię. Su­mie­nie nie da­wa­ło mi spo­ko­ju. Cho­dzi­łam re­gu­lar­nie do spo­wie­dzi, choć wie­le ra­zy upa­da­łam. Tro­chę to wszyst­ko trwa­ło, ale w koń­cu nad­szedł jed­nak czas, że ze­rwa­łam z tym chło­pa­kiem i ży­ję w czy­sto­ści już pięć lat. Mo­dlę się o wspa­nia­łe­go mę­ża i wy­trwa­łość na dro­dze do ży­cia w czy­sto­ści dru­giej szan­sy. Bo ni­gdy nie jest za póź­no na zmia­nę.

Agniesz­ka, 27 lat