Trenowanie świętości

Wie­lu z nas asce­za ko­ja­rzy się ze śre­dnio­wie­czem, ro­zu­mia­nym ja­ko czas ciem­no­ty, wro­go­ści wo­bec cia­ła ludz­kie­go, od­rzu­ca­nia wszyst­kie­go, co przy­jem­ne na rzecz za­da­wa­nia so­bie do­dat­ko­wych cier­pień. Ma­ło kto na­to­miast ko­ja­rzy asce­zę ze... spor­tem. Tym­cza­sem to wła­śnie sta­ro­żyt­ni spor­tow­cy by­li pierw­szy­mi asce­ta­mi.

Asce­za ozna­cza od­ma­wia­nie so­bie drob­nych przy­jem­no­ści, do­bro­wol­ne wy­rze­cze­nie się pew­nych dóbr, war­to­ści i ak­tyw­no­ści ży­cio­wych w ce­lu osią­gnię­cia świę­to­ści, czy­sto­ści i do­sko­na­ło­ści. Wie­lu wią­że ją tyl­ko ze sfe­rą sek­su, in­ni utoż­sa­mia­ją je­dy­nie z po­stem.

Za­prze­cze­niem asce­zy jest kon­sump­cjo­nizm, uwa­ża­ny przez część eko­no­mi­stów za pod­sta­wo­wy mo­tor na­pę­dza­ją­cy go­spo­dar­kę świa­to­wą.

Czy w cza­sach wszech­obec­ne­go kon­sump­cjo­ni­zmu moż­na być asce­tą? Czy aby nim być, wy­star­czy od­mó­wić so­bie cu­kier­ków w Wiel­kim Po­ście, czy też trze­ba się bi­czo­wać?

foto_01-03_05-2014

Od­mó­wić so­bie wszyst­kie­go

Każ­dy, któ­ry sta­je do za­pa­sów, wszyst­kie­go so­bie od­ma­wia; oni, aby zdo­być prze­mi­ja­ją­cą na­gro­dę, my zaś nie­prze­mi­ja­ją­cą. Ja (...) po­skra­miam mo­je cia­ło i bio­rę je w nie­wo­lę, abym in­nym gło­sząc na­ukę, sam przy­pad­kiem nie zo­stał uzna­ny za nie­zdat­ne­go” (l Kor 9, 25–27). Tak przed wie­ka­mi Świę­ty Pa­weł Apo­stoł tłu­ma­czył Ko­ryn­tia­nom sens asce­zy. Do­sko­na­le wie­dział, ile wy­sił­ku mu­si wło­żyć za­wod­nik w przy­go­to­wa­nie się do wal­ki. Przed roz­po­czę­ciem zma­gań spor­to­wiec po­dej­mo­wał trud na­zy­wa­ny asce­zą (od gr. aske­sis – ćwi­czyć, tre­no­wać). Dla sta­ro­żyt­nych spor­tow­ców asce­za by­ła nie tyl­ko ćwi­cze­niem mię­śni, ale sty­lem ży­cia.

Dla każ­de­go coś... asce­tycz­ne­go

Asce­za to ży­cie na wzór Chry­stu­sa, czy­li na­śla­do­wa­nie Je­go czy­sto­ści, ubó­stwa i po­słu­szeń­stwa. To po­sta­wie­nie so­bie bar­dzo wy­so­kich wy­ma­gań, nie­ła­twych do zre­ali­zo­wa­nia, dla wie­lu nie­zro­zu­mia­łych, ale jed­nak moż­li­wych.

Świę­ty Alek­sy – ja­ko że­brak miesz­kał do śmier­ci pod scho­da­mi pa­ła­cu swe­go oj­ca;

Świę­ty An­to­ni Wiel­ki – miesz­kał w gro­bie, ja­dał raz dzien­nie, po za­cho­dzie słoń­ca;

Świę­ty Grze­gorz z Na­zjan­zu – sy­piał na go­łej zie­mi, ży­wił się stę­chłym chle­bem;

Świę­ty Szy­mon Słup­nik Star­szy – krę­po­wał cia­ło sznu­rem, gę­sto prze­ty­ka­nym cier­nia­mi, zbu­do­wał ka­mien­ny słup wy­so­ko­ści ok. 18 m, na któ­rym umie­ścił plat­for­mę. Prze­by­wał na niej bli­sko 40 lat;

Świę­ty Ger­man z Pa­ry­ża – ni­gdy nie okry­wał swe­go cia­ła, na­wet zi­mą, ży­wił się je­dy­nie chle­bem i wo­dą;

Świę­ty Jan od Krzy­ża – no­sił wło­sien­ni­cę tak ostrą, że gdy się po­ru­szał, je­go cia­ło bro­czy­ło krwią.

W cią­gu wie­ków po­wsta­ły róż­ne spo­so­by asce­zy, nie tyl­ko tak ra­dy­kal­ne, jak wy­mie­nio­ne wy­żej. Wie­lu prze­strze­ga się do dziś, zwłasz­cza w za­ko­nach. Za­kon be­ne­dyk­tyń­ski kul­ty­wu­je ubó­stwo. Tra­pi­ści ży­ją w peł­nej izo­la­cji od świa­ta, w mil­cze­niu od­da­jąc się mo­dli­twie, pra­cy fi­zycz­nej i po­stom. Ka­me­du­li są zo­bo­wią­za­ni do ży­cia pu­stel­ni­cze­go, ży­ją w dom­kach, za­cho­wu­jąc mil­cze­nie i zbie­ra­jąc się tyl­ko na mo­dli­twy.

Asce­za w epo­ce kon­sump­cjo­ni­zmu?

Kon­sump­cjo­nizm wy­mu­sza na­sze „mieć”. Prze­ko­nu­je, że po­trze­bu­je­my co­raz to no­wych ga­dże­tów, mod­nych do­dat­ków, nie­zbęd­nych pro­duk­tów. W sztucz­ny spo­sób pro­wo­ku­je na­szą za­chłan­ność. Dla­te­go war­to ćwi­czyć się w asce­zie, że­by za­do­wo­lić się rze­cza­mi nie­zbęd­ny­mi. Asce­za jest dzi­siaj bar­dzo po­trzeb­na. Im bar­dziej świat jest sko­mer­cja­li­zo­wa­ny, tym bar­dziej każ­da pró­ba asce­tycz­ne­go ży­cia jest war­to­ścio­wa. Bez asce­zy nie ma ła­du ani po­rząd­ku. Asce­za to wy­rzu­ce­nie nie­po­trzeb­nych zdań, przed­mio­tów, ob­ra­zów i bodź­ców, po to, aby móc skon­cen­tro­wać się na tym, co rze­czy­wi­ście istot­ne. Asce­za nie jest więc prze­zna­czo­na tyl­ko dla wy­bra­nych. Mo­że ją prak­ty­ko­wać każ­dy.

 

Jo­lan­ta Tę­cza-Ćwierz