Tradycje zagrożone

Od dzie­ciń­stwa każ­de­go ro­ku cze­ka­my na Bo­że Na­ro­dze­nie. To świę­ta wy­jąt­ko­we, nie­sa­mo­wi­te, ta­jem­ni­cze i do­stoj­ne, peł­ne tra­dy­cji i pięk­nych zwy­cza­jów. Chęt­nie wcho­dzi­my w ich au­rę i nie­sa­mo­wi­ty kli­mat na­stro­ju i emo­cji.

Czas Bo­że­go Na­ro­dze­nia prze­no­si nas co ro­ku do zda­rzeń sprzed dwóch ty­się­cy lat. Wciąż na no­wo od­kry­wa­my pięk­no i głę­bię Bo­że­go Na­ro­dze­nia – Wcie­le­nia Bo­że­go Sy­na. To świę­te dni, tak bar­dzo zwią­za­ne z na­szą hi­sto­rią i toż­sa­mo­ścią. To­wa­rzy­szą­ce Bo­że­mu Na­ro­dze­niu ob­cho­dy, ob­rzę­dy i zwy­cza­je, choć ule­ga­ły pew­nej mo­dy­fi­ka­cji, to jed­nak sta­no­wią nie­od­łącz­ny ele­ment świę­to­wa­nia. Czy nie ma­cie jed­nak wra­że­nia, że te tra­dy­cje są dzi­siaj co­raz bar­dziej za­gro­żo­ne? Już w pod­ręcz­ni­ku dla dzie­ci z pierw­szej kla­sy pt. „Nasz Ele­men­tarz” moż­na za­uwa­żyć te nie­po­ko­ją­ce tren­dy. Wpraw­dzie po pierw­szych kon­sul­ta­cjach w miej­sce „dni świą­tecz­nych” wpro­wa­dzo­no „świę­ta Bo­że­go Na­ro­dze­nia”, ale okres świą­tecz­ny zo­stał spro­wa­dzo­ny je­dy­nie do przy­go­to­wa­nia ozdób na cho­in­kę, pre­zen­tów, wy­pie­ka­nia cy­na­mo­no­wych pier­ni­ków i le­pie­nia pie­ro­gów z ka­pu­stą. Zu­peł­nie po­mi­nię­to np. zwy­czaj dzie­le­nia się opłat­kiem, któ­ry w pol­skiej kul­tu­rze jest czymś ogrom­nie waż­nym.

foto_01-02_24-2014

Bia­ły opła­tek

Jest bia­ły, kru­chy i bar­dzo cien­ki. Ozdo­bio­ny ry­sun­kiem na­wią­zu­ją­cym do te­ma­ty­ki świąt Bo­że­go Na­ro­dze­nia. Cho­ciaż wła­ści­wie nie ma sma­ku, nie mo­że go za­brak­nąć na wi­gi­lij­nym sto­le. Od po­ła­ma­nia się opłat­kiem w pol­skich ro­dzi­nach roz­po­czy­na się wie­cze­rzę wi­gi­lij­ną. Do tra­dy­cji na­le­ży świę­ce­nie opłat­ków pod­czas Mszy Świę­tej. Ta­kie po­świę­co­ne opłat­ki moż­na po­tem za­ku­pić w za­kry­stii lub na ple­ba­nii. W nie­któ­rych pa­ra­fiach upraw­nio­ne oso­by roz­no­szą opłat­ki bez­po­śred­nio do do­mów. W wiel­kich su­per­mar­ke­tach ho­stes­sy, prze­bra­ne za anioł­ki, sprze­da­ją pacz­kę opłat­ków za dwa zło­te. Oczy­wi­ście o po­świę­ce­niu nie ma mo­wy. Kie­dyś by­ło nie do po­my­śle­nia, że­by opłat­ki mo­gły le­żeć w skle­pie z de­wo­cjo­na­lia­mi, a co do­pie­ro w su­per­mar­ke­cie! Czy wiesz, że daw­niej, aby pro­du­ko­wać opłat­ki, trze­ba by­ło iść do ku­rii i zło­żyć przy­się­gę, że bę­dzie się je wy­twa­rzać tyl­ko z czy­stej wo­dy i naj­wyż­szej ja­ko­ści mą­ki? Dzi­siaj nikt już nie mu­si skła­dać przy­się­gi, ani ku­po­wać naj­lep­szej mą­ki. Pro­duk­cja opłat­ków sta­ła się rze­mio­słem. War­to jed­nak za­dbać o to, aby opła­tek, któ­rym dzie­li­my się z naj­bliż­szy­mi, był po­świę­co­ny w ko­ście­le, a nie ku­pio­ny na pa­sa­żu w hi­per­mar­ke­cie.

Wol­ne miej­sce przy sto­le

Zna­ny i po­wszech­ny w Pol­sce jest zwy­czaj po­zo­sta­wia­nia wol­ne­go miej­sca przy sto­le wi­gi­lij­nym. Nie­któ­rzy po­zo­sta­wia­ją wol­ne miej­sce przy sto­le przez pa­mięć o swo­ich bli­skich, któ­rzy nie mo­gą z ni­mi spę­dzić świąt. Miej­sce to mo­że rów­nież przy­wo­dzić na pa­mięć zmar­łe­go człon­ka ro­dzi­ny, któ­ry znaj­du­je się już w do­mu Pa­na. Naj­czę­ściej jed­nak owo sym­bo­licz­ne wol­ne miej­sce przy sto­le ro­zu­mia­ne jest ja­ko prze­zna­czo­ne dla ko­goś ob­ce­go, prze­chod­nia czy wę­drow­ca. Pod­kre­śla się, że w wi­gi­lij­ny wie­czór nikt nie po­wi­nien być sa­mot­ny. Po­myśl, co by się sta­ło, gdy­by rze­czy­wi­ście do drzwi two­je­go miesz­ka­nia za­pu­kał nie­zna­jo­my? Ja­kiś przy­bysz, któ­ry jest bez­dom­ny, brud­ny i głod­ny? Mo­że imi­grant z kra­ju, któ­ry nie bu­dzi naj­lep­szych sko­ja­rzeń? Czy to sta­wia­nie do­dat­ko­we­go ta­le­rza nie słu­ży czę­sto uspo­ka­ja­niu sie­bie i utwier­dza­niu się w do­brym sa­mo­po­czu­ciu, że je­ste­śmy otwar­ci i przy­jaź­nie na­sta­wie­ni do świa­ta? Jak wo­bec tych te­go sym­bo­licz­ne­go ge­stu wy­ra­ża się na­sza po­sta­wa wo­bec lu­dzi, z któ­ry­mi nie za­wsze jest nam „po dro­dze”?

Ko­lę­dy i ko­lęda

Do naj­pięk­niej­szych zwy­cza­jów zwią­za­nych ze Świę­ta­mi Bo­że­go Na­ro­dze­nia na­le­ży śpie­wa­nie ko­lęd. Nie­któ­re przy­po­mi­na­ją uro­czy­ste hym­ny ko­ściel­ne, in­ne – wzru­sza­ją­ce ko­ły­san­ki al­bo we­so­łe przy­śpiew­ki. Ko­lę­dą jest za­rów­no po­waż­neAnioł pa­ste­rzom mó­wi­łˮ, na­stro­jo­we „Lu­laj­że, Je­zu­niuˮ, jak i we­so­łe „Pójdź­my wszy­scy do sta­jen­kiˮ, opo­wia­da­ją­ce o pa­ster­zach, spie­szą­cych po­wi­tać na­ro­dzo­ne­go Je­zu­sa. Pol­skie ko­lę­dy ma­ją dłu­gą tra­dy­cję. Czę­sto przed­sta­wia­ją pa­ste­rzy i ich roz­mo­wy. Sce­ne­ria ko­lęd jest ty­po­wo pol­ska: wieś, gru­dnio­wy mróz, ko­żu­chy i czap­ki, okry­wa­nie Dzie­ciąt­ka przed zim­nem, róż­ne do­mo­we sprzę­ty i zwy­cza­je.

Zna­ne po­wie­dze­nie mó­wi, że „śpie­wać każ­dy mo­że”, do­ty­czy to rów­nież śpie­wa­nia ko­lęd, zwłasz­cza, że „ko­lęd się nie słu­cha, ko­lę­dy się śpie­wa”. Dla mnie to oczy­wi­ste. W mo­im do­mu ko­lę­dy za­wsze śpie­wa­ło się „na ży­wo”. Szko­da, że w wie­lu do­mach zbyt czę­sto ogra­ni­cza­my się je­dy­nie do bier­ne­go od­bio­ru i od­słu­chi­wa­nia ko­lęd z płyt, ra­dia, te­le­wi­zji czy in­ter­ne­tu. Je­śli ktoś ab­so­lut­nie nie chce śpie­wać, mo­że się­gnąć po pły­tę z na­gra­niem. War­to jed­nak za­dbać, aby by­ły to ko­lę­dy kla­sycz­ne, nie tan­det­ne lub z no­wo­cze­sną in­ter­pre­ta­cją.

Ko­lej­ną tra­dy­cją zwią­za­ną z okre­sem Bo­że­go Na­ro­dze­nia jest tzw. wi­zy­ta dusz­pa­ster­ska, po­pu­lar­nie zwa­na ko­lę­dą. Waż­ne jest od­by­wa­ją­ce się w cza­sie jej trwa­nia bło­go­sła­wień­stwo do­mu i osób tam miesz­ka­ją­cych. Trzy sym­bo­licz­ne li­te­ry umiesz­cza­ne w Świę­to Trzech Kró­li na drzwiach do­mu tak­że do­ty­czą bło­go­sła­wień­stwa: C+M+B. Jest kil­ka in­ter­pre­ta­cji te­go na­pi­su. Naj­bar­dziej po­pu­lar­ne tłu­ma­cze­nie to: C = Chri­stus, M = man­sio­nem, B = be­ne­di­cat, czy­li „Niech Chry­stus bło­go­sła­wi te­mu do­mo­wi”. Pa­mię­taj­my, że jest to wy­mow­ne i czy­tel­ne wy­zna­nie wia­ry, a tak­że przy­zna­nie się do ka­to­lic­kich ko­rze­ni.

We­so­łych świąt!

W roz­ma­ity spo­sób skła­da­my ży­cze­nia świą­tecz­ne. W nie­wie­lu sło­wach moż­na po­wie­dzieć coś szcze­gól­ne­go da­nej oso­bie. Nie po­wta­rzaj­my każ­de­mu tej sa­mej ste­reo­ty­po­wej for­muł­ki. Ina­czej zwró­ci­my się do ma­my, a ina­czej do bra­ta. Po­dob­na kre­atyw­ność jest mi­le wi­dzia­na w wy­pad­ku ży­czeń wy­sy­ła­nych na kar­tach świą­tecz­nych. Szczy­tem le­ni­stwa jest ogra­ni­cze­nie ży­czeń do pod­pi­sa­nia się pod go­to­wym tek­stem wy­dru­ko­wa­nym na kar­cie. Ana­lo­gicz­nie dzie­je się, gdy wy­szu­ku­je­my w in­ter­ne­cie „go­tow­ca” i wy­sy­ła­my go pocz­tą elek­tro­nicz­ną do wszyst­kich od­bior­ców.

Ksiądz Jan Twar­dow­ski w jed­nym z wy­wia­dów mó­wił: „Kie­dy ży­czy­my ko­muś zdro­wia, szczę­ścia, po­myśl­no­ści, skła­da­my tak na­praw­dę ży­cze­nia po­gań­skie. Zgod­nie z ni­mi pra­gnie­my bo­wiem uło­żyć na­sze ży­cie we­dług wła­sne­go wi­dzi­mi­się. Św. Szcze­pa­no­wi nie speł­ni­ły się żad­ne świą­tecz­ne ży­cze­nia. Gdy­by ktoś ży­czył mu zdro­wia, wkrót­ce prze­ko­nał­by się, że nic nie wy­szło mu na zdro­wie. Rąb­nę­li go ka­mie­niem z le­wej i z pra­wej stro­ny, i ucie­kło mu zdro­wie. Gdy­by ży­czył mu ktoś po­myśl­no­ści, po­my­lił­by się – wszyst­ko sta­ło się nie­po­myśl­nie, ina­czej”.

W jed­nym z wier­szy ks. Jan na­pi­sał:

Te­raz idą już nie Trzej Mę­dr­cy

lecz ucze­ni, dok­to­rzy, do­cen­ci

Te­raz wszyst­ko ina­czej

za­miast zło­ta nio­są do­la­ry

za­miast ka­dzi­dła – kom­pu­ter

za­miast mir­ry – vi­deo

Cóż, rze­czy­wi­stość wo­kół nie­co się zmie­ni­ła. Do­ty­czy to rów­nież świąt i świę­to­wa­nia. Co­raz trud­niej prze­bić się przez ca­ły ten „ma­gicz­ny” blichtr, któ­ry świę­tom to­wa­rzy­szy. Tym­cza­sem świę­ta Bo­że­go Na­ro­dze­nia to czas jak ża­den in­ny. Dni, „w któ­rych ga­sną wszel­kie spo­ry”, na któ­re każ­dy, nie­za­leż­nie od wie­ku, cze­ka z wiel­ką nie­cier­pli­wo­ścią i utę­sk­nie­niem. Za­dbaj­my o to, aby był to czas rze­czy­wi­ście wy­jąt­ko­wy, pe­łen po­ko­ju i cie­pła. Na­sze pol­skie zwy­cza­je i tra­dy­cje z pew­no­ścią w tym po­mo­gą.

 

Jo­lan­ta Tę­cza-Ćwierz