To trudności są drogą, nie odwrotnie

Z ks. Ra­do­sła­wem Wa­ren­dą SCJ, re­dak­to­rem na­czel­nym cza­so­pi­sma „Czas Ser­ca”, roz­ma­wia Ka­je­tan Raj­ski

Skąd po­ja­wił się u Księ­dza po­mysł, by wy­ru­szyć na Dro­gę św. Ja­ku­ba?

Po­mysł po­ja­wił się wraz z moż­li­wo­ścią. Skom­pli­ko­wa­ne? Już wy­ja­śniam. W tam­tym cza­sie stu­dio­wa­łem w Rzy­mie. Był to mój pierw­szy rok stu­diów na Gre­go­ria­nie. Ła­two wy­obra­zić so­bie trud­no­ści: no­wy ję­zyk, no­wa mię­dzy­na­ro­do­wa wspól­no­ta, plus oczy­wi­ście sa­me stu­dia. Per­spek­ty­wa wa­ka­cji za oce­anem na ko­lej­nym kur­sie ję­zy­ko­wym wca­le nie na­pa­wa­ła mnie en­tu­zja­zmem, a przy­naj­mniej nie tak, jak świa­do­mość trzy­mie­sięcz­nych wa­ka­cji od nie­pa­mięt­nych cza­sów. Był czas. Zro­dził się i po­mysł, by ów czas po­da­ro­wać Bo­gu, so­bie i zna­jo­mym na­raz. O Ca­mi­no de San­tia­go usły­sza­łem pierw­szy raz od jed­ne­go z mo­ich współ­bra­ci, któ­ry kil­ka lat wcze­śniej wy­brał się z gru­pą mło­dych lu­dzi. Resz­tę ko­niecz­nej wie­dzy uzu­peł­nił in­ter­net, a kon­kret­nie stro­na www.caminodesantiago.pl. Prze­glą­da­jąc ich re­la­cje, nie­zli­czo­ne zdję­cia i ma­py zro­dzi­ła się z ma­rzeń de­cy­zja: idzie­my. Do piel­grzy­mo­wa­nia to czło­wiek „za­pa­la” czło­wie­ka.

foto_01-01_13-14-2014

Czy cho­dził już Ksiądz wcze­śniej na piel­grzym­ki?

Oczy­wi­ście. Naj­czę­ściej na te do Czę­sto­cho­wy z róż­nych miejsc. Od tras naj­krót­szych: piel­grzym­ka die­ce­zji so­sno­wiec­kiej – 2,5 dnia, po te zde­cy­do­wa­nie dłuż­sze: z Lu­bli­na – 12 dni. W piel­grzy­mo­wa­niu czło­wiek prze­sta­je grać, uda­wać, opa­da­ją ma­ski... Tu­taj je­steś tym, kim je­steś na­praw­dę. Mu­sisz zmie­rzyć się nie tyl­ko ze zmę­cze­niem, bó­lem bą­bli na sto­pach, ale z trzesz­czą­cym na­gło­śnie­niem i fał­szu­ją­cą piel­grzym­ko­wą sio­strą, któ­ra wie­rzy, że śpie­wać umie. Ca­mi­no jed­nak jest cał­kiem in­ne...

Ja­kie by­ły naj­więk­sze oba­wy w związ­ku z Ca­mi­no?

Pa­ra­dok­sal­nie obaw by­ło nie­pro­por­cjo­nal­nie mniej niż na­dziei i ra­do­ści. Pierw­szą na pew­no to, czy dam ra­dę. Po­tem czy da­dzą ra­dę współ­to­wa­rzy­sze. Wy­bra­li­śmy się w czte­ry oso­by: Ma­ciek – war­szaw­ski ksiądz, z któ­rym dzie­li­łem stu­denc­ką do­lę i nie­do­lę, Ri­ta – cier­pli­wa ko­rek­tor­ka na­sze­go ła­ma­ne­go ję­zy­ka wło­skie­go, też stu­dent­ka Gre­go­ria­ny, oraz Na­ta­lia – lu­bel­ska stu­dent­ka, obec­nie m.in. ko­or­dy­na­tor­ka Fun­da­cji Mam Ma­rze­nie.

Ży­cie po­ka­za­ło, że naj­więk­szą oba­wą dnia bę­dzie nie ty­le gdzie bę­dzie­my spa­li i co je­dli, ale gdzie od­pra­wi­my Mszę Świę­tą. O resz­tę trosz­czył się do­bry Bóg, już od pierw­sze­go dnia wę­drów­ki, gdy po­da­ro­wał nam bu­tel­kę bia­łe­go wi­na zdat­ne­go do te­go, by od­pra­wić Eu­cha­ry­stię. Resz­tę do­koń­czy­li­śmy w cza­sie obia­du.

W ja­ki spo­sób się Ksiądz przy­go­to­wy­wał? Ja­ki sprzęt czy po­trzeb­ne rze­czy za­bie­ra się ze so­bą?

Du­żo po­mo­gły mi in­for­ma­cje zna­le­zio­ne w in­ter­ne­cie. Do­ło­ży­łem nie­co wła­sne­go do­świad­cze­nia i mu­szę przy­znać, że z li­sty, któ­rą wte­dy uło­ży­łem na piel­grzym­kę dla czte­rech osób, sko­rzy­sta­ło już kil­ko­ro ko­lej­nych ca­mi­no­wi­czów. Na po­cząt­ku mu­sisz okre­ślić, z kim idziesz. Dla­cze­go to waż­ne? Bo nie ma sen­su no­sze­nia dwóch tu­bek pa­sty do zę­bów, czy – co cięż­sze – dwóch bu­te­lek szam­po­nu. Ten zaś wca­le nie jest je­dy­nie do wło­sów. Spo­koj­nie umy­jesz resz­tę i wy­pie­rzesz ubra­nia. Już za­czy­nasz dzie­lić się ży­ciem...

Za­sa­da jest pro­sta: je­den kom­plet ubrań masz na so­bie, dwa po­zo­sta­łe sie­dzą w ple­ca­ku lub su­szą się na nim. Nic po­nad to. Żad­nych ele­ganc­kich rze­czy, ze­ro pa­pie­ro­wych ksią­żek. Za­bie­rasz: skar­pet­ki (za­kła­dasz rów­nież do san­da­łów), bie­li­znę, dwie od­dy­cha­ją­ce i szyb­ko­sch­ną­ce ko­szul­ki na krót­ki rę­kaw, plus jed­ną z dłu­gim, po­lar. Ko­niecz­nie coś od desz­czu: je­śli twój ple­cak nie ma po­krow­ca prze­ciw­desz­czo­we­go, to pon­cho. Bu­ty trek­kin­go­we (bez go­re­te­xu), san­da­ły i klap­ki pod prysz­nic. Ka­pe­lusz jest zde­cy­do­wa­nie lep­szy, chro­ni też kark od słoń­ca. Krem z du­żym fil­trem rów­nież się spraw­dza. Przy­da się też chust­ka, któ­rą, gdy wia­ło, owi­ną­łem wo­kół gło­wy i uszy by­ły bez­piecz­ne. Pa­no­wie mu­szą pod­jąć de­cy­zję, czy na pew­no chcą się go­lić. Pa­nie, czy bę­dzie się dla ko­go ma­lo­wać. Wszyst­kim po­le­cam du­ży ręcz­nik z lek­kiej mi­kro­fi­bry i cien­ką alu­ma­tę.

foto_02-01_13-14-2014

Ma­ły ze­staw pla­strów nie za­szko­dzi, a na pro­fe­sjo­nal­ną po­moc Cruz Ro­ja za­wsze moż­na li­czyć. War­to mieć jed­nak kar­tę EKUZ w port­fe­lu (wo­recz­ku) za­raz obok do­wo­du oso­bi­ste­go.

Ra­no, gdy wy­klu­jesz się z wła­sne­go śpi­wo­ra i zło­żysz dmu­cha­ną po­dusz­kę, przy­da się la­tar­ka czo­łów­ka, ale bez za­pa­so­wych ba­te­rii. Te ku­pisz po dro­dze na pew­no. War­to mieć kil­ka wy­trzy­ma­łych wor­ków na śmie­ci, chu­s­tecz­ki hi­gie­nicz­ne, któ­re mo­gą peł­nić ro­lę pa­pie­ru to­a­le­to­we­go, pla­sti­ko­we kla­mer­ki do bie­li­zny i kil­ka me­trów cien­kiej że­glar­skiej lin­ki lub sznur­ka. Ta pierw­sza zde­cy­do­wa­nie lep­sza: nie plą­ta się i ła­two roz­wią­zać su­pły. Ni­gdy nie za­po­mnę spoj­rze­nia peł­ne­go po­dzi­wu nie­miec­kich piel­grzy­mów, gdy roz­cią­ga­li­śmy sznu­rek w pa­tio na­sze­go al­ber­go, by wy­su­szyć ubra­nia. A gdy nie wy­schną, przy­pniesz agraf­ka­mi ubra­nia do ple­ca­ka. Je­śli agraf­ki masz...

Me­ta­lo­wy ku­bek wraz z no­żem, łyż­ką i wi­del­cem nie bę­dzie zbęd­nym ba­la­stem. Spa­ghet­ti łyż­ką trud­no jeść.

Nie wspo­mi­nam o tym, co po­mo­że, by Ca­mi­no de San­tia­go nie sta­ło się je­dy­nie wę­drów­ką, ale piel­grzy­mo­wa­niem. Ko­niecz­nie Pi­smo Świę­te czy Li­tur­gię go­dzin, po­le­cam naj­lżej­sze wer­sje... na te­le­fon. Do nie­go wgrasz też spe­cjal­ne ma­py z róż­ni­cą wznie­sień oraz z in­for­ma­cja­mi o kon­kret­nych schro­ni­skach w mia­stecz­kach. Po­mo­że ci to za­pla­no­wać co­dzien­ną tra­sę.

Wszyst­ko pa­ku­je­my do nie­du­że­go wy­god­ne­go ple­ca­ka. 40–50 li­trów wy­star­czy spo­koj­nie i uchro­ni cię przed po­ku­są wzię­cia cze­goś wię­cej. Prze­cież jesz­cze mu­sisz zmie­ścić bu­tel­kę wo­dy.

Mój ple­cak po­mie­ścił jesz­cze al­bę, stu­łę i ze­staw li­tur­gicz­ny, by móc od­pra­wić Mszę. Z tym, oka­zu­je się, jest nie­ma­ły pro­blem.

Ja­kie są kosz­ta te­go ty­pu wy­pra­wy?

Wszyst­ko za­le­ży, czy go­tu­jesz sam, czy cho­dzisz do ba­ru, a tak­że dla ilu osób to ro­bisz. Pierw­sza opcja jest naj­cie­kaw­sza i bar­dziej eko­no­micz­na. Ro­bi­li­śmy to tak: spraw­dza­li­śmy, co w kuch­ni zo­sta­ło po wczo­raj­szych piel­grzy­mach (ma­ka­ron, ryż, cza­sem wa­rzy­wa), bra­ku­ją­ce skład­ni­ki ku­po­wa­li­śmy, a to, co po­zo­sta­ło, zo­sta­wia­li­śmy ju­trzej­szym piel­grzy­mom. W 2010 ro­ku spo­koj­nie wy­star­czy­ło 20–25 eu­ro na je­den dzień. Im bli­żej San­tia­go de Com­po­ste­la, tym dro­żej.

Jak prze­bie­ga­ła tra­sa Księ­dza dro­gi do San­tia­go? W ile dni ją po­ko­na­li­ście?

Wy­bra­li­śmy tra­sę fran­cu­ską, z któ­rej prze­szli­śmy je­dy­nie... 600 km, wy­ru­sza­jąc z Lo­gro­ño. Za­ję­ło nam to pra­wie mie­siąc. War­to jed­nak przy ta­kiej tra­sie za­pla­no­wać je­den, dwa dni od­po­czyn­ku w trak­cie. W mo­im przy­pad­ku nie oby­ło się ani bez te­go, ani bez le­kar­skiej wi­zy­ty.

Za­pra­szam na mój blog: www.radekscj.pl, tam znaj­du­je się rów­nież piel­grzym­ko­wy dzien­nik i jesz­cze wię­cej zdjęć, któ­re tu­taj się nie zmie­ści­ły.

Nie spo­sób nie za­py­tać o uczu­cia, ja­kie to­wa­rzy­szy­ły Księ­dzu, gdy Ksiądz do­tarł do San­tia­go.

Chcia­łem do­trzeć na pierw­szy pią­tek mie­sią­ca do San­tia­go. I je­dy­nie to z za­pla­no­wa­nych rze­czy się uda­ło. Ca­ła resz­ta by­ła in­na. Bo za­miast czte­rech osób, do­cie­ra­my w sió­dem­kę wraz z Mar­ti­nem – ma­na­ge­rem jed­ne­go ze szwaj­car­skich ban­ków, Kim – Ko­re­an­ką pra­cu­ją­cą w Nor­we­gii, no­ta­be­ne agno­stycz­ką, oraz z jesz­cze jed­ną Po­lką. Za­miast słoń­ca – pa­da. Dru­gi raz w cią­gu ostat­nie­go mie­sią­ca. Więc dzie­sią­ta z mi­nu­ta­mi do­cie­ra­my przed Ka­te­drę, wspól­ne zdję­cia. Ko­lej­ka po Com­po­ste­lę. Uro­czy­sta Eu­cha­ry­stia z bo­ta­fo­me­iro (wiel­ką ka­dziel­ni­cą) na dzięk­czy­nie­nie. Wspól­ny uro­czy­sty obiad z wy­śmie­ni­tym wi­nem. Pa­miąt­ki dla naj­bliż­szych. Przy­tu­le­nie się do Apo­sto­ła i mo­dli­twa przy je­go re­li­kwiach. Spo­wiedź. Szczę­ście i po­czu­cie speł­nie­nia. Cze­go wię­cej po­trze­ba piel­grzy­mo­wi? Tu­taj nic się nie koń­czy, tu­taj wszyst­ko za­czy­na się na no­wo.

Ja­kich rad udzie­lił­by Ksiądz oso­bom, któ­re po raz pierw­szy wy­bie­ra­ją się na Dro­gę św. Ja­ku­ba?

Mo­że jed­nej: dro­ga nie jest trud­na, to trud­no­ści są dro­gą.