Temperamenty i pokora

Ostat­nio za­po­zna­wa­li­śmy się z tem­pe­ra­men­ta­mi we­dług kla­sycz­nej ty­po­lo­gii. Oczy­wi­ście ist­nie­ją in­ne ty­po­lo­gie, gdzie znaj­dzie­my nie­co in­ny po­dział. Ktoś spy­ta: „Prze­cież lu­dzi jest tak wie­lu, jak więc moż­na po­dzie­lić ich tyl­ko na czte­ry czy na­wet osiem róż­nych ty­pów?”. Otóż oczy­wi­stą rze­czą jest to, że bę­dą róż­ne mie­szan­ki tem­pe­ra­men­tów z do­mi­na­cją jed­ne­go (czy­li więk­szą ilo­ścią cech jed­ne­go z tem­pe­ra­men­tów). Na przy­kład ma­my są­sia­da cho­le­ry­ka, któ­ry pod­czas ze­brań miesz­kań­ców do każ­dej pro­po­zy­cji jest za­wsze na­sta­wio­ny ne­ga­tyw­nie i wal­czy tak za­pal­czy­wie jak foks­te­rier. Lu­dzie bo­ją się je­go emo­cji i wy­bu­cho­wych re­ak­cji, on na­to­miast bar­dzo szyb­ko za­po­mi­na o tym, co by­ło. Znam in­ne­go cho­le­ry­ka – w mo­jej ro­dzi­nie, o któ­rym zna­jo­mi mó­wią, że to nie­moż­li­we, aby miał wła­śnie ta­ki tem­pe­ra­ment. On na­to­miast mó­wi o so­bie, że jest „wy­cho­wa­ny­mˮ cho­le­ry­kiem. Są w Ewan­ge­lii sło­wa, któ­re da­ją świa­tło rów­nież na spra­wę po­zna­wa­nia sie­bie: „Bo któż w was, chcąc zbu­do­wać wie­żę, nie usią­dzie wpierw i nie ob­li­cza wy­dat­ków, czy ma na wy­koń­cze­nie? (Łk 14, 28).

foto_01-02_20-2013

Otóż ma­my w so­bie po­da­ro­wa­ne przez Pa­na Bo­ga pew­ne wro­dzo­ne dys­po­zy­cje. Jest to ogrom­ne bo­gac­two. Trze­ba je ko­niecz­nie po­znać, dzię­ko­wać za nie i wy­ko­rzy­stać w ży­ciu, by le­piej ko­chać in­nych, by le­piej słu­żyć. Tak czę­sto sły­szy­my sło­wa o ko­niecz­no­ści po­sia­da­nia po­ko­ry, aby móc praw­dzi­wie ko­chać. Po­ko­ra jest umie­jęt­no­ścią sta­wa­nia w praw­dzie wo­bec sie­bie, Bo­ga i in­nych lu­dzi. Jed­nym z istot­nych ele­men­tów po­zna­nia sie­bie jest wła­śnie od­kry­cie swo­je­go tem­pe­ra­men­tu – je­go sła­bych i moc­nych stron. A oto kon­kret­ne przy­kła­dy. Zdol­no­ści or­ga­ni­za­cyj­ne cho­le­ry­ka i je­go szyb­ka mo­bi­li­za­cja do dzia­ła­nia two­rzy fun­da­ment do speł­nia­nia wie­lu za­wo­dów, gdzie trze­ba po­kie­ro­wać in­ny­mi. Po­wierz­chow­ność cho­le­ry­ka i mniej­sza zdol­ność do em­pa­tii (szyb­ko za­po­mi­na „emo­cjo­nal­nie” o sy­tu­acji i jej zbyt głę­bo­ko nie prze­my­śli) są te­re­nem pra­cy nad so­bą. Cho­le­ry­cy po­tra­fią jak no­so­roż­ce po­ra­nić wraż­li­wość in­nych osób i na­wet te­go nie za­uwa­żyć. Głę­bo­ko prze­ży­wa­ją­cy rze­czy­wi­stość me­lan­cho­lik, na­sta­wio­ny do we­wnątrz, nie lu­bią­cy pu­blicz­nych wy­stą­pień mo­że być świet­nym na­ukow­cem, pi­sa­rzem, my­śli­cie­lem. Mu­si jed­nak żyć w re­la­cji z Pa­nem Bo­giem, że­by osią­gnąć peł­nię swo­je­go czło­wie­czeń­stwa, nie po­pa­dać w de­pre­sje, czy skłon­ność do zbyt­niej skru­pu­lat­no­ści. Fleg­ma­tyk wy­da­je się spo­koj­nym my­śli­cie­lem, ale za tym mo­że kryć się pust­ka, le­ni­stwo, skłon­ność do do­ga­dza­nia so­bie, zmy­sło­wość, trzy­ma­nie głę­bo­ko w so­bie ura­zów do in­nych. Do­brą stro­ną jest kon­se­kwen­cja w dzia­ła­niu, do­kład­ność, sta­bil­ność emo­cjo­nal­na. Wresz­cie san­gwi­nik, któ­ry już od dziec­ka mo­że my­lić swo­im wdzię­kiem i to­wa­rzy­sko­ścią, ale mu­szą naj­pierw je­go ro­dzi­ce, a po­tem on sam zwró­cić uwa­gę na próż­ność, ga­da­tli­wość, nie­kon­se­kwen­cję w dzia­ła­niu, brak prze­wi­dy­wa­nia, nie­wy­trwa­łość w pra­cy, bo­ga­tą i zmien­ną uczu­cio­wość, któ­ra do­mi­nu­je nad ro­zu­mem i wo­lą. Zda­jąc so­bie spra­wę z te­go, ja­ką ewan­ge­licz­ną „gle­bą” je­ste­śmy, mo­że­my roz­wi­jać na­sze za­le­ty, a ni­we­lo­wać roz­wi­ja­ją­ce się na ba­zie da­ne­go tem­pe­ra­men­tu wa­dy. Zna­jąc zaś na­sze moc­ne stro­ny, ła­twiej nam ro­ze­znać, w ja­kim kie­run­ku ma­my iść w ży­ciu i jak le­piej słu­żyć in­nym.

 

Elż­bie­ta Ma­rek