Szkoła modlitwy. Modlitwa uwielbienia

Naj­wznio­ślej­sza, naj­trud­niej­sza, naj­mil­sza Bo­gu, „naj­mniej” ludz­ka w spo­sób na­tu­ral­ny (bo trze­ba mieć du­szę wprost anio­ła) – oto mo­dli­twa uwiel­bie­nia. Mo­dli­twa, w ja­kiej bę­dzie­my trwać przed Bo­giem przez ca­łą wiecz­ność. Naj­mniej bez­in­te­re­sow­na – już nie dzię­ku­je­my Bo­gu za da­ry; już nie prze­pra­sza­my za grze­chy; już nie pro­si­my o nic dla sie­bie – je­dy­nie wiel­bi­my Bo­ga za to, że jest.

foto_01-02_09-2015

Moż­na by po­wie­dzieć, że uwiel­bie­nie jest naj­bliż­sze dzięk­czy­nie­niu. Mo­dli­my się peł­ni wdzięcz­no­ści i ra­do­ści w ob­li­czu Bo­ga. Wie­my, że da­je nam da­ry, ale ma­my tak­że prze­świad­cze­nie, że jest On go­dzien na­szych hoł­dów, na­szej czci, na­sze­go uwiel­bie­nia nie­za­leż­nie od nich. Ta­ka mo­dli­twa na­praw­dę wy­ma­ga du­cha ode­rwa­ne­go od zie­mi, od ziem­skich spraw. Mo­dli­my się wów­czas ca­łym so­bą, włą­cza­ją się na­sze zmy­sły, chce­my jed­no­cze­śnie śpie­wać, tań­czyć, kla­skać… Nie trze­ba się bać ta­kich pra­gnień, choć nie za­wsze są one zro­zu­mia­łe – w Pol­sce mo­dli­my się ra­czej w spo­sób „tra­dy­cyj­ny”, nie an­ga­żu­jąc zbyt­nio emo­cji. Wy­ni­ka to z wie­lu po­wo­dów: na­sze­go na­ro­do­we­go tem­pe­ra­men­tu, wpły­wu cy­wi­li­za­cji ła­ciń­skiej, opar­tej na pra­wie i ro­zu­mie, na­wet z na­sze­go po­ło­że­nia geo­gra­ficz­ne­go (nie na­le­ży­my do kra­jów go­rą­ce­go Po­łu­dnia).

Zna­ny du­chow­ny, Ame­deo Cen­ci­ni, wy­ra­ził ta­ką myśl, że nie tyl­ko Ma­ry­ja zo­sta­ła po­zdro­wio­na sło­wa­mi „peł­na ła­ski” (gra­tia ple­na), ale ży­cie każ­de­go z nas jest wła­śnie gra­tia ple­na, „peł­ne ła­ski”. Ży­cie Ma­ryi by­ło wy­peł­nio­ne ła­ską naj­bar­dziej z wszyst­kich lu­dzi na świe­cie, ale tak­że my, na­sze zwy­czaj­ne ży­cie, jest peł­ne Bo­żej ła­ski. Ile ra­zy wni­ka­my w obec­ność Bo­ga w na­szym ży­ciu, ty­le ra­zy bu­dzi się w nas chęć uwiel­bie­nia Bo­ga za to, że nam nie­ustan­nie bło­go­sła­wi.

Jak mo­dlić się uwiel­bie­niem? Trze­ba zna­leźć wła­ści­wą so­bie for­mę. Mo­gą to być psal­my, hym­ny (np. Pieśń Ma­ryi, Pieśń Za­cha­ria­sza, hymn An­ny z 1 Sm 2,1–10). Moż­na na­pi­sać wła­sną mo­dli­twę uwiel­bie­nia. God­ne po­le­ce­nia jest zna­leźć wspól­no­tę, któ­ra mo­dli się uwiel­bie­niem – jest ich co­raz wię­cej. Bar­dzo czę­sto wiel­bią Bo­ga przed wy­sta­wio­nym Naj­święt­szym Sa­kra­men­tem. Ale uwa­ga – to waż­ne, by zna­leźć wspól­no­tę pro­wa­dzo­ną przez po­boż­ne­go i kom­pe­tent­ne­go prze­wod­ni­ka du­cho­we­go, aby unik­nąć zej­ścia na ma­now­ce wia­ry, np. ten­den­cji sek­ciar­skich, kry­ty­kanc­kich, wy­klu­cza­ją­cych itp.

 

Wię­cej w dru­ko­wa­nym wy­da­niu „Dro­gi”. Za­chę­ca­my do pre­nu­me­ra­ty. O „Dro­gę” py­taj­cie tak­że w swo­ich pa­ra­fiach.