Szczepionka Miłości

Sa­kra­men­ty to szcze­gól­na po­moc Bo­ga. Bo­ga, któ­ry ko­cha czło­wie­ka i pra­gnie, by każ­dy w ra­do­sny i bło­go­sła­wio­ny spo­sób żył tu i te­raz, a nie do­pie­ro kie­dyś po śmier­ci do­cze­snej w Nie­bie. Owoc­ne ko­rzy­sta­nie z po­mo­cy te­go sa­kra­men­tu po­mo­cy za­le­ży od te­go, czy doj­rza­le ro­zu­mie­my to, cze­go Bóg w nim do­ko­nu­je. Oraz od te­go, w ja­ki spo­sób po­win­ni­śmy od­po­wie­dzieć na otrzy­ma­ne od Nie­go da­ry.

Zwy­kle mó­wi­my, że sa­kra­ment chrztu gła­dzi grzech pier­wo­rod­ny. Ta­kie stwier­dze­nie mo­że wpro­wa­dzać w błąd, su­ge­ru­jąc, że ko­lej­ne po­ko­le­nia lu­dzi są od­po­wie­dzial­ne za grze­chy po­przed­ni­ków. Bóg ni­ko­mu z nas nie przy­pi­su­je grze­chów, któ­re po­peł­nił ktoś in­ny. Grzech ani wi­na się nie dzie­dzi­czą. Grzech pier­wo­rod­ny to grzech Ada­ma i Ewy. Ob­cią­ża su­mie­nia wy­łącz­nie tych pierw­szych lu­dzi. My po­no­si­my na­to­miast skut­ki ich pierw­sze­go grze­chu. Po­no­si­my też skut­ki grze­chów lu­dzi z ko­lej­nych po­ko­leń. Gdy ktoś, kto ma bez­po­śred­ni wpływ na na­sze ży­cie, nie słu­cha Bo­ga i czy­ni zło, to za­da­je nam nie­za­wi­nio­ne przez nas cier­pie­nie. By­wa ono cza­sem bo­le­sne. Dzie­je się tak na przy­kład wte­dy, gdy ktoś z na­szych ro­dzi­ców prze­sta­je ko­chać, al­bo gdy po­pa­da w ja­kieś uza­leż­nie­nie. Po­dob­nie za­czy­na­my cier­pieć wte­dy, gdy ktoś z na­szych ró­wie­śni­ków, któ­rych trak­to­wa­li­śmy jak przy­ja­ciół, za­czy­na nas krzyw­dzić.

fot. pixabay.com
- ge­ralt

Skut­ki

Bóg nie tyl­ko nas ko­cha, ale też we wszyst­kim ro­zu­mie. On wie, że to, co czy­nią lu­dzie wo­kół nas, wpły­wa na na­szą sy­tu­ację ży­cio­wą. Gdy in­ni czy­nią coś złe­go, to kom­pli­ku­ją na­sze ży­cie. To jest nie­spra­wie­dli­we. Nie jest to jed­nak wi­na Bo­ga, gdyż ra­nią nas je­dy­nie ci lu­dzie, któ­rzy Bo­ga nie słu­cha­ją. Z ko­lei ci, któ­rzy po­stę­pu­ją zgod­nie z De­ka­lo­giem, od­no­szą się do nas z mi­ło­ścią, cier­pli­wo­ścią, de­li­kat­no­ścią. Ta­cy lu­dzie – bez na­szej za­słu­gi – spra­wia­ją, że ła­twiej jest nam żyć.

Dzie­ci ro­dzi­ców i Bo­ga

Co w ta­kim ra­zie do­ko­nu­je się w sa­kra­men­cie chrztu? Chrzest ma po­dwój­ne zna­cze­nie. Po pierw­sze, w cza­sie chrztu Bóg przy­po­mi­na na­szym ro­dzi­com o tym, że je­ste­śmy nie tyl­ko ich dzieć­mi, lecz tak­że – i przede wszyst­kim – dzieć­mi sa­me­go Bo­ga. Stwór­ca przy­po­mi­na ro­dzi­com i ro­dzi­com chrzest­nym, że je­ste­śmy Je­go uko­cha­ny­mi sy­na­mi i cór­ka­mi. Oraz że On oso­bi­ście trosz­czy się o każ­de­go z nas jak naj­lep­sza ma­ma i naj­lep­szy ta­ta jed­no­cze­śnie. Je­zus szcze­gól­nie czu­le oka­zy­wał mi­łość wła­śnie dzie­ciom. Brał je w ra­mio­na i bło­go­sła­wił, a do­ro­słym przy­po­mi­nał o wiel­kiej od­po­wie­dzial­no­ści za oka­zy­wa­nie mi­ło­ści i re­li­gij­ne wy­cho­wa­nie po­tom­stwa. Nie­zwy­kle ostro prze­strze­gał tych, któ­rzy krzyw­dzą i gor­szą nie­let­nich. Chrzest mo­bi­li­zu­je ro­dzi­ców do ofiar­nej i czu­łej tro­ski. Ta­ka tro­ska z ich stro­ny po­ma­ga nam w dzie­ciń­stwie ra­dzić so­bie z kon­se­kwen­cja­mi grze­chu pier­wo­rod­ne­go, czy­li z fak­tem, że ła­twiej przy­cho­dzi nam czy­nić zło, któ­re­go nie chce­my niż do­bro, któ­re­go pra­gnie­my.

Mi­łość chro­ni

Dru­gi wy­miar chrztu to bez­po­śred­nia po­moc Bo­ga dla dziec­ka, któ­re otrzy­mu­je ten sa­kra­ment. Ten dru­gi wy­miar moż­na na­zwać szcze­pion­ką Bo­żej mi­ło­ści. Bóg bie­rze z mi­ło­ścią ochrzczo­ne dziec­ko i przy­tu­la je do swe­go ser­ca. Od­tąd ni­gdy nas nie opu­ści. Bę­dzie nas kar­mił bli­sko­ścią, mi­ło­ścią, mą­dro­ścią, czu­ło­ścią, a tak­że swo­im prze­ba­cze­niem przez ca­łe na­sze ży­cie do­cze­sne. Szcze­pion­ka me­dycz­na dzia­ła tak­że wte­dy, gdy nie zda­je­my so­bie z te­go spra­wy. Tym bar­dziej nie­za­wod­nie dzia­ła szcze­pion­ka Bo­żej mi­ło­ści. Ba­da­nia po­twier­dza­ją, że nie­mow­lę­ta, któ­rym ro­dzi­ce oka­zu­ją szcze­gól­nie czu­łą mi­łość, roz­wi­ja­ją się le­piej fi­zycz­nie i są bar­dziej od­por­ne na cho­ro­by, mi­mo że prze­cież nie są jesz­cze świa­do­me te­go, jak bar­dzo są ko­cha­ne. Mi­łość nas chro­ni i umac­nia od po­czę­cia, nie­za­leż­nie od te­go, na ile w da­nej fa­zie ży­cia je­ste­śmy te­go świa­do­mi.

ks. Ma­rek Dzie­wiec­ki

Wię­cej w dru­ko­wa­nym wy­da­niu „Dro­gi”. Za­chę­ca­my do pre­nu­me­ra­ty. O „Dro­gę” py­taj­cie tak­że w swo­ich pa­ra­fiach.