Szalony z Miłości

Bóg co­dzien­nie, nie­ustan­nie, szep­cze ci do ucha: „Ko­cham cię”! Każ­dy twój od­dech jest Je­go wes­tchnie­niem z mi­ło­ści.

Czę­sto mó­wi się o tym, że Pan Bóg cię ko­cha, że Bóg jest mi­ło­ścią i że naj­waż­niej­szym wy­mia­rem chrze­ści­jań­stwa jest mi­łość. Za­pew­ne wszy­scy sły­sze­li­śmy już nie­je­den raz o tym, że Je­zus umarł za nas z mi­ło­ści i dla­te­go po­win­ni­śmy być wdzięcz­ni. Dzie­ciom przy­po­mi­na się, że to wła­śnie z te­go po­wo­du po­win­ny być „grzecz­ne”.

I zwy­kle jest tak, że jak coś sły­szy­my czę­sto, to prze­sta­je­my się za­sta­na­wiać nad zna­cze­niem tych słów. Jak wie­lu z nas za­sta­na­wia się nad tre­ścią mo­dli­twy Oj­cze nasz, po­wta­rza­nej co­dzien­nie? Na­wet gdy­by ktoś po­wta­rzał nam co­dzien­nie, że nas ko­cha, to rów­nież po ja­kimś cza­sie za­czę­li­by­śmy przyj­mo­wać to za pew­nik. A mo­że na­wet by­śmy się nie za­sta­na­wia­li nad głę­bią tych słów i co one dla nas ozna­cza­ją.

Nie mu­sisz ni­gdzie iść, w ża­den spo­sób so­bie na nią za­słu­gi­wać, ani tym bar­dziej jak­kol­wiek pła­cić za nią.

Po­wie­dzieć ko­muś „ko­cham cię” ozna­cza bar­dzo wie­le. To nie tyl­ko wy­ra­że­nie emo­cji, uczuć, ale przede wszyst­kim zo­bo­wią­za­nie. Dla­te­go po­win­ni­śmy być ostroż­ni w wy­ra­ża­niu mi­ło­ści, ale jed­no­cze­śnie nie zbyt oszczęd­ni.

Fot. unsplash.com / Ni­ne Köp­fer

Naj­za­baw­niej­sze jest to, że Pan Bóg co­dzien­nie, nie­ustan­nie, szep­cze ci do ucha: „Ko­cham cię”! Każ­dy twój od­dech jest Je­go wes­tchnie­niem z mi­ło­ści. Każ­de ude­rze­nie two­je­go ser­ca jest mo­men­tem, w któ­rym On udo­wad­nia mi­łość do cie­bie. I ca­ły pro­blem po­le­ga na tym, że to wszyst­ko jest tak bar­dzo na­tu­ral­ne, że prze­sta­je­my do­strze­gać nie­zwy­kłość tych chwil.

Bóg ci to udo­wad­nia

Tak, Pan Bóg cię ko­cha. Udo­wad­nia to w każ­dej se­kun­dzie two­je­go ży­cia. Świę­ty Pa­weł w pią­tym roz­dzia­le li­stu do Rzy­mian pi­sze tak: „Mi­łość Bo­ża roz­la­na jest w ser­cach na­szych przez Du­cha Świę­te­go, któ­ry zo­stał nam da­ny” (Rz 5, 3b). Te­raz, w tym mo­men­cie, gdy czy­tasz ten tekst, masz do niej do­stęp. Nie mu­sisz ni­gdzie iść, w ża­den spo­sób so­bie na nią za­słu­gi­wać, ani tym bar­dziej jak­kol­wiek pła­cić za nią. Jest da­na zu­peł­nie za dar­mo. Jest roz­la­na, więc jest w ob­fi­to­ści. Już sa­ma świa­do­mość obec­no­ści tej mi­ło­ści mo­że prze­mie­nić two­je ży­cie. Przy­po­mi­naj so­bie o tym ca­ły czas, gdy je­steś w szko­le, na uczel­ni, w do­mu czy na bo­isku. Bóg ko­cha cię cał­ko­wi­cie i ze swo­ją mi­ło­ścią jest obec­ny w two­im ży­ciu nie­ustan­nie.

Umarł za nas, gdy­śmy by­li jesz­cze grzesz­ni­ka­mi

Naj­pięk­niej­szym wy­mia­rem Je­go mi­ło­ści jest oczy­wi­ście Krzyż. Bo nie jest to znak mi­ło­ści, na któ­rą się za­słu­gu­ję. Pan Bóg przez Krzyż nie mó­wi, że Je­zus umrze za nas, gdy bę­dzie­my „grzecz­ni” i nie bę­dzie­my grze­szyć, ale wręcz prze­ciw­nie: „Bóg zaś oka­zu­je nam swo­ją mi­łość [wła­śnie] przez to, że Chry­stus umarł za nas, gdy­śmy by­li jesz­cze grzesz­ni­ka­mi” (Rz 5, 8). To jest mi­łość, na któ­rą nie da się w ża­den spo­sób za­słu­żyć czy za­pra­co­wać. Jest da­na zu­peł­nie za dar­mo. Moż­na by na­wet po­wie­dzieć, że po ludz­ku to sza­lo­na mi­łość. Czło­wiek zwy­kle ko­cha za coś lub do ja­kie­goś cza­su (choć po­wi­nien za­wsze i za dar­mo), ale Bóg ko­cha mi­mo wszyst­ko. Ri­chard Rohr w książ­ce „Tak, ale… Me­dy­ta­cje co­dzien­ne” tak pi­sze o sza­lo­nej mi­ło­ści Bo­ga: „To nie­praw­da, że Bóg bę­dzie nas ko­chał, je­śli się zmie­ni­my; Bóg ko­cha nas po to, by­śmy mo­gli się zmie­nić”. I da­lej: „Bóg nie ko­cha nas dla­te­go, że je­ste­śmy do­brzy. Bóg nas ko­cha, po­nie­waż jest do­bry”.

Wi­dzisz sza­lo­ną mi­łość Bo­ga do cie­bie? Wsłu­chaj się w bi­cie two­je­go ser­ca, w twój nie­ustan­ny od­dech. Tam usły­szysz ci­chy szept Bo­ga, po­wta­rza­ją­ce­go „Ko­cham cię!” Wejdź w ci­szę mo­dli­twy i po­zwól so­bie na by­cie uko­cha­nym dziec­kiem Sza­lo­ne­go z Mi­ło­ści Bo­ga.

ks. Ka­mil Go­łusz­ka