Ko­chała Boga, lu­dzi i ży­cie. Wła­śnie zo­stała wo­lon­ta­riuszką w Bo­li­wii. Po mie­siącu pracy zo­stała tam za­mor­do­wana. Miała za­le­d­wie 25 lat.

He­lena Kmieć po­cho­dziła z Li­biąża. Za wy­bitne osią­gnię­cia w na­uce otrzy­mała sty­pen­dium i moż­li­wość na­uki w pre­sti­żo­wym ka­to­lic­kim li­ceum w Wiel­kiej Bry­ta­nii. Po stu­diach na Po­li­tech­nice Ślą­skiej roz­po­częła pracę jako ste­war­desa w li­niach lot­ni­czych. Gdy wra­cała z pracy po nie­prze­spa­nej nocy, żal jej było czasu na od­po­czy­nek, wo­lała spę­dzić go z przy­ja­ciółmi, mo­dlić się we wspól­no­cie albo ko­muś po­móc. – Wy­śpię się po śmierci – żartowała.

foto_01-01_05-2017

Za­an­ga­żo­wana

Tym sło­wem można ją opi­sać. Była wo­lon­ta­riuszką, sze­fową pa­ra­fial­nego od­działu Świa­to­wych Dni Mło­dzieży. Za­wsze otwarta na dru­giego czło­wieka i roz­mo­dlona. Ra­do­sna, pełna ży­cia i po­my­słów. Pięć lat temu wstą­piła do Wo­lon­ta­riatu Mi­syj­nego Sa­lva­tor (WMS). To grupa mło­dych lu­dzi sku­piona przy zgro­ma­dze­niu sal­wa­to­ria­nów. Pol­scy wo­lon­ta­riu­sze dzia­łają w pla­ców­kach mi­syj­nych w róż­nych kra­jach, po­ma­ga­jąc w szko­łach, szpi­ta­lach, ho­spi­cjach, pla­ców­kach wy­cho­waw­czych i przy pa­ra­fiach. He­lena grała na gi­ta­rze, for­te­pia­nie i cu­dow­nie śpie­wała. Or­ga­ni­zo­wała kon­certy uwiel­bie­nia, wspólne ad­o­ra­cje, brała udział w sal­wa­to­riań­skich piel­grzym­kach na Ja­sną Górę. Była także za­an­ga­żo­wana w obronę ży­cia nie­na­ro­dzo­nych. Ostat­nio pra­co­wała nad apli­ka­cją mo­bilną dla mło­dzieży do Du­cho­wej Ad­op­cji Dziecka Poczętego.

Po­wo­łana

Zna­jomi He­leny mó­wią, że miała dar mi­syjny i po­wo­ła­nie do służby naj­młod­szym. Po­trzeba pracy na rzecz dzieci za­pro­wa­dziła ją do Bo­li­wii, gdzie miała po­ma­gać sio­strom słu­żeb­nicz­kom w pro­wa­dze­niu ochronki. Nie był to jej pierw­szy wy­jazd mi­syjny. Wcze­śniej była na Wę­grzech, w Ru­mu­nii i Za­mbii. Do wy­jazdu za­in­spi­ro­wały He­lenę rów­nież sio­stry słu­żeb­niczki dę­bic­kie, z któ­rymi spo­tkała się pod­czas Świa­to­wych Dni Mło­dzieży w Kra­ko­wie. „Choć to nie­wia­ry­godne – ta Mi­sja jest moż­liwa!” – na­pi­sała na Fa­ce­bo­oku tuż przed wy­jaz­dem do Bo­li­wii. „Po­zdra­wiamy z Co­cha­bamby, która przez naj­bliż­sze pół roku bę­dzie na­szym do­mem” – do­dała mie­siąc póź­niej, 9 stycz­nia 2016 r., w dniu przy­lotu. W Bo­li­wii wraz z Anitą Szu­wald, rów­nież wo­lon­ta­riuszką zaj­mo­wały się od­na­wia­niem sal – ma­lo­wały, sprzą­tały, myły okna. Póź­niej miały być wspar­ciem dla sióstr w opiece nad ma­łymi podopiecznymi.

W służ­bie Panu Bogu

24 stycz­nia póź­nym wie­czo­rem czasu pol­skiego do­szło do na­padu — praw­do­po­dob­nie na tle ra­bun­ko­wym. Na­past­nik za­dał He­le­nie 14 cio­sów no­żem. Mo­tywy ataku nie są znane. Po­mimo na­tych­mia­sto­wej po­mocy me­dycz­nej Po­lka zmarła.

Te­raz roz­po­czy­nasz nową mi­sję” – na­pi­sali po jej śmierci in­ter­nauci. „He­lenko, dla nas je­steś już świętą! Śpie­waj z anio­łami, przy­tu­laj jak za­wsze i opie­kuj się nami, Przy­ja­ciółko” – na­pi­sali na fanpage’u na Fa­ce­bo­oku przy­ja­ciele z Wo­lon­ta­riatu Mi­syj­nego Sa­lva­tor w Trze­bini. „Tak wła­śnie wy­glą­dają współ­cze­śni święci”; „Nie zdą­ży­łaś na­cie­szyć się mi­sjami w Bo­li­wii. Dzi­siaj za­częła się dla Cie­bie inna mi­sja”; „Cho­ciaż serce pęka, jest wiara, że He­lenka jest tam, gdzie każdy z nas chciałby być... Pięk­nie żyła, choć tak krótko...” – to tylko kilka wpi­sów na jej pro­filu na por­talu spo­łecz­no­ścio­wym. Po­dobno He­lena kie­dyś po­wie­działa, że naj­pięk­niej­sza śmierć to śmierć w służ­bie Panu Bogu.

 

Jola Tęcza-Ćwierz

 

Za­chę­camy do re­gu­lar­nego ko­rzy­sta­nia z ser­wisu in­ter­ne­to­wego: www.pro-life.pl. Ak­tu­al­no­ści na: www.facebook.com/psozc

 

Najnowszy numer:
Najnowszy numer:
Polecamy: