Recenzja filmu „Operacja Argo”, reż. B. Affleck, USA 2012

Czy moż­na zro­bić thril­ler trzy­ma­ją­cy w na­pię­ciu przez dwie go­dzi­ny, je­śli po pierw­sze do­brze wie­my, jak się skoń­czy a po dru­gie nie jest wy­peł­nio­ny strze­la­ni­na­mi i po­ści­ga­mi? Ben Af­fleck w swo­im naj­now­szym fil­mie do­wo­dzi, że moż­na. Af­flec­ka zna­my głów­nie ja­ko ak­to­ra, ale ma też na swo­im kon­cie kil­ka uda­nych sce­na­riu­szy. Ope­ra­cja Ar­go jest czwar­tym wy­re­ży­se­ro­wa­nym prze nie­go fil­mem. I to bar­dzo uda­nym. Ki­no roz­ryw­ko­we w sta­rym, do­brym sty­lu. Ak­cja opar­ta jest na fak­tach – w cza­sie irań­skiej re­wo­lu­cji w 1979 do ame­ry­kań­skiej am­ba­sa­dy w Te­he­ra­nie wkra­cza tłum stu­den­tów, któ­rzy bio­rą za za­kład­ni­ków znaj­du­ją­ce się tam oso­by. Kil­ku Ame­ry­ka­nom uda­je się wy­mknąć i schro­nić w do­mu ka­na­dyj­skie­go am­ba­sa­do­ra. Mi­ja­ją ty­go­dnie, ucie­ki­nie­rzy nie są bez­piecz­ni, CIA mu­si wy­my­ślić, jak mi­mo pa­nu­ją­ce­go re­żi­mu, bez­pre­ce­den­so­wych kon­tro­li wy­cią­gnąć z Ira­nu oso­by, któ­re dla tam­tej­szych władz w ogó­le się w nim nie znaj­du­ją. CIA wpa­da na po­mysł tak ab­sur­dal­ny, że nie wy­my­ślił­by go naj­lep­szy sce­na­rzy­sta Hol­ly­wo­odu.
War­to obej­rzeć nie ob­ra­ża­ją­cą in­te­li­gen­cji wi­dza ame­ry­kań­ską roz­ryw­kę a przy oka­zji do­wie­dzieć się kil­ku in­te­re­su­ją­cych fak­tów z hi­sto­rii ro­li USA na Bli­skim Wscho­dzi i łyk­nąć tro­chę eg­zo­tycz­ne­go ko­lo­ry­tu.