Poza smartfonem jest całkiem spoko

Wy­cze­ki­wa­na na­gro­da oka­za­ła się dla mnie pu­łap­ką. Co­raz wię­cej i wię­cej cza­su spę­dza­łem z te­le­fo­nem w rę­ce.

Do dzi­siaj pa­mię­tam mo­ment, gdy do­sta­łem od ro­dzi­ców pierw­sze­go smart­fo­na. Z za­mknię­ty­mi ocza­mi po­tra­fię opo­wie­dzieć, ja­ki to był mo­del i ja­kie miał ce­chy. To by­ła na­gro­da za świa­dec­two z pa­skiem. Oj, jak bar­dzo się sta­ra­łem, że­by ją zdo­być. Na nie­szczę­ście mi się uda­ło. Dla­cze­go „na nie­szczę­ście”? Po­nie­waż od te­go cza­su nie mia­łem już do­brych ocen. Co­raz wię­cej cza­su spę­dza­łem z no­sem w te­le­fo­nie, gra­jąc, scrol­lu­jąc Fa­ce­bo­oka, prze­glą­da­jąc In­sta­gra­ma, oglą­da­jąc fil­mi­ki na YouTu­be. By­łem na bie­żą­co z naj­śmiesz­niej­szy­mi i naj­głup­szy­mi fil­mi­ka­mi. Nikt nie był w sta­nie mnie czymś no­wym za­sko­czyć. Wszyst­ko wcze­śniej wi­dzia­łem.

Ży­cie w smart­fo­nie

Im wię­cej cza­su spę­dza­łem z te­le­fo­nem, tym gor­sze mia­łem oce­ny. Zda­rza­ło mi się za­po­mi­nać o za­da­niach do­mo­wych. Czas prze­zna­czo­ny na na­ukę na kla­sów­ki spę­dza­łem na pod­glą­da­niu zna­jo­mych w me­diach spo­łecz­no­ścio­wych. Za­sy­pia­łem z te­le­fo­nem w rę­ce. Gdy prze­bu­dza­łem się w no­cy, się­ga­łem od­ru­cho­wo po te­le­fon i za­czy­na­łem prze­glą­dać in­ter­net i ulu­bio­ne stro­ny. Jak póź­niej ob­li­czy­łem, spę­dza­łem w in­ter­ne­cie po 6–8 go­dzin dzien­nie.

Do­szło do te­go, że za­czą­łem być ner­wo­wy, je­śli roz­ła­do­wał mi się te­le­fon. Usil­nie pil­no­wa­łem, że­by o nim nie za­po­mnieć i wszę­dzie za­bie­rać go ze so­bą. Mo­głem za­po­mnieć o ze­szy­cie do mat­my, ale nie o nim. Przy­szedł czas, że na ro­dzin­nych im­pre­zach ro­dzi­ce za­czę­li mnie upo­mi­nać, bo za­miast uczest­ni­czyć w roz­mo­wie, sie­dzia­łem w ką­cie ze smart­fo­nem. To, że mam pro­blem, na jed­nej z ta­kich im­prez za­uwa­ży­ła mo­ja cio­cia, któ­ra jest psy­cho­lo­giem. Zwró­ci­ła mi uwa­gę na mo­je za­cho­wa­nie, a po­tem od­cią­gnę­ła na bok ro­dzi­ców i dłu­go z ni­mi o czymś roz­ma­wia­ła.

Za­czy­na się zmia­na

Po tej roz­mo­wie ro­dzi­ce wpro­wa­dzi­li wie­le za­sad do­ty­czą­cych ko­rzy­sta­nia ze smart­fo­na. Nie mam już nie­li­mi­to­wa­ne­go in­ter­ne­tu. W cza­sie im­prez ro­dzin­nych i na­szych po­sił­ków wszy­scy od­kła­da­my te­le­fo­ny do spe­cjal­ne­go ko­szy­ka. Ni­ko­mu nie wol­no z nich wte­dy ko­rzy­stać, na­wet ro­dzi­com! Do­sta­łem od ta­ty zwy­kły bu­dzik. Smart­fon cze­ka na mnie przez noc w in­nym po­ko­ju. Ro­dzi­ce za­pi­sa­li mnie na za­ję­cia spor­to­we, na któ­re cho­dzę trzy ra­zy w ty­go­dniu, i pil­nu­ją, czy na­praw­dę się uczę, gdy mó­wię, że to ro­bię.

Gó­ry za­miast What­sAp­pa

Już nie za­sy­piam i nie bu­dzę się z te­le­fo­nem w rę­ce, ale przede mną jesz­cze dłu­ga dro­ga do od­zwy­cza­je­nia się od smart­fo­na. Po­ma­łu prze­ko­nu­ję się, że więk­szą war­tość ma spo­tka­nie z ko­le­ga­mi, by po­grać wspól­nie w pił­kę lub po­ga­dać, a nie to­czyć nie­koń­czą­ce się roz­mo­wy na What­sAp­pie. Więk­szą war­tość za­czy­na­ją mieć dla mnie zdję­cia z wspól­nych wy­pa­dów z ko­le­ga­mi w gó­ry niż sel­fie, któ­re ro­bi­łem z głu­pi­mi mi­na­mi, by za­szpa­no­wać w kla­sie. Świat po­za smart­fo­nem nie jest zły. Jest cał­kiem, cał­kiem spo­ko. Prze­ko­nu­ję się do nie­go.

 

Ka­rol, 15 lat