Powołanie za wszelką cenę!

Od dwu­na­stu lat jest ka­pła­nem. A nie by­ło ła­two. Ro­dzi­ce nie zga­dza­li się na se­mi­na­rium – wy­bra­li sy­no­wi in­ną ka­rie­rę. Dziś mó­wi, że to jest wła­śnie dro­ga, któ­rą Bóg dla nie­go prze­wi­dział.

– Głos po­wo­ła­nia usły­sza­łem i roz­po­zna­łem sto­sun­ko­wo póź­no, bo na po­cząt­ku kla­sy ma­tu­ral­nej. Pa­mię­tam bar­dzo do­brze ten dzień i go­dzi­nę. Po­wo­ła­nie przy­szło w ci­szy oso­bi­stej mo­dli­twy, bez szcze­gól­nych fa­jer­wer­ków, choć spo­koj­nie mógł­bym je na­zwać ta­kim ma­łym, pry­wat­nym ob­ja­wie­niem – mó­wi ks. Mi­ko­łaj Dac­ko, dziś wi­ka­riusz pa­ra­fii pw. Naj­święt­szej Ma­ryi Pan­ny Kró­lo­wej Pol­ski w Gdy­ni. Był to 8 wrze­śnia 1995 r. Wów­czas Mi­ko­łaj koń­czył li­ceum mu­zycz­ne, w któ­rym oprócz zwy­czaj­nej na­uki uczył się też gry na or­ga­nach. Spo­ro cza­su spę­dzał przy swo­jej ro­dzin­nej pa­ra­fii pw. Świę­te­go Sta­ni­sła­wa Kost­ki w Gdań­sku-Oli­wie. Od pod­sta­wów­ki był mi­ni­stran­tem, póź­niej lek­to­rem, a w kla­sie ma­tu­ral­nej rów­nież or­ga­ni­stą. W li­ceum na­le­żał rów­nież do wspól­no­ty pa­ra­fial­nej „Be­tle­jem”, gdzie mógł du­cho­wo wzra­stać i na­uczyć się praw­dzi­wej mo­dli­twy. Oprócz te­go sta­rał zna­leźć czas na bie­ga­nie, jaz­dę na ro­we­rze czy wy­pra­wy w gó­ry.

foto_01-02_10-2014

O swo­im po­wo­ła­niu opo­wie­dział ja­ko pierw­sze­mu opie­ku­no­wi wspól­no­ty „Be­tle­jem”, ks. Ja­nu­szo­wi Wit­kow­skie­mu. To on po­kie­ro­wał mło­dym Mi­ko­ła­jem, by czas przed wstą­pie­niem do se­mi­na­rium od­po­wied­nio prze­żył.

– Mo­je szczę­ście zde­rzy­ło się ze sta­now­czym sprze­ci­wem ro­dzi­ców, któ­rzy wi­dzie­li mo­ją przy­szłość w mu­zy­ce. Bez­po­śred­nio po zda­niu ma­tu­ry po­wie­dzia­łem im i ro­dzeń­stwu o swo­jej de­cy­zji. Ko­lej­ne mie­sią­ce by­ły bar­dzo trud­ne. Do­ku­men­ty skła­da­łem do se­mi­na­rium w peł­nej „kon­spi­ra­cji”. Eg­za­mi­ny wstęp­ne do war­szaw­skiej Aka­de­mii Mu­zycz­nej zda­łem je­dy­nie z po­słu­szeń­stwa księ­dzu rek­to­ro­wi (mo­że oba­wiał się, że się roz­my­ślę) i ro­dzi­com (mia­łem wte­dy do­pie­ro sie­dem­na­ście lat). Sa­mo wstą­pie­nie do se­mi­na­rium mo­gę śmia­ło okre­ślić mia­nem uciecz­ki z do­mu, z któ­re­go po pro­stu wy­sze­dłem w noc po­prze­dza­ją­cą mo­je osiem­na­ste uro­dzi­ny. Ra­no by­łem już w se­mi­na­rium. By­ło to świę­to Ar­cha­nio­łów Mi­cha­ła, Ga­brie­la i Ra­fa­ła, 29 wrze­śnia 1996 r. – opo­wia­da ks. Mi­ko­łaj.

Czas se­mi­na­rium ks. Mi­ko­łaj wspo­mi­na dziś z sen­ty­men­tem. Wszech­stron­ny roz­wój w po­sta­ci mo­dli­twy, stu­dia fi­lo­zo­ficz­ne i teo­lo­gicz­ne, na­ukę ję­zy­ków ob­cych, przy­go­to­wał go do świę­ceń ka­płań­skich.

Ks. Mi­ko­łaj Dac­ko świę­ce­nia ka­płań­skie przy­jął w swo­je 24 uro­dzi­ny, 29 wrze­śnia 2002 r., z rąk ks. abp. Ta­de­usza Go­cłow­skie­go. Ka­pła­nem zo­stał trzy mie­sią­ce po swo­ich ko­le­gach rocz­ni­ko­wych – ks. Mi­ko­łaj ja­ko młod­szy od nich mu­siał bo­wiem osią­gnąć wy­ma­ga­ny przez pra­wo ka­no­nicz­ne wiek 24 lat. Uro­czy­stość mia­ła miej­sce w ko­ście­le św. Mi­ko­ła­ja w Gdy­ni.

– Naj­więk­szą ra­do­ścią jest dla mnie czę­ste spra­wo­wa­nie Eu­cha­ry­stii oraz sa­kra­men­tu po­ku­ty. Szcze­gól­nym ry­sem mo­jej ka­płań­skiej dro­gi sta­ło się piel­grzy­mo­wa­nie, nie tyl­ko au­to­ka­rem czy sa­mo­lo­tem, ale przede wszyst­kim pie­szo, choć­by do San­tia­go de Com­po­ste­la czy szla­ka­mi po­dró­ży mi­syj­nych św. Paw­ła – mó­wi ks. Mi­ko­łaj. Już w 1998 r., nie sta­nąw­szy wcze­śniej na żad­nym po­waż­niej­szym szczy­cie gór­skim, wraz z księ­dzem mo­de­ra­to­rem z se­mi­na­rium uda­ło mu się zdo­być Mo­unt Blanc – naj­wyż­szy szczyt Alp.

Ks. Mi­ko­łaj z ra­do­ścią pod­su­mo­wu­je: – Co mó­wię mło­dym, któ­rzy py­ta­ją mnie o wy­bór ka­płań­stwa? Je­śli czu­jesz po­wo­ła­nie, to nie wa­haj się udzie­lić wiel­ko­dusz­nej od­po­wie­dzi na Bo­że we­zwa­nie. Od­wa­gi, bo je­śli Pan Bóg prze­wi­dział dla Cie­bie ta­ką wła­śnie dro­gę, to na in­nej więk­sze­go szczę­ścia nie znaj­dziesz!

 

Ka­je­tan Raj­ski