Powiedzenia o czasie

Czas to je­den z naj­czę­ściej po­ru­sza­nych te­ma­tów przez lu­dzi XXI wie­ku. Wiecz­nie „nie ma­my na coś cza­suˮ al­bo przy­naj­mniej ma­my go za ma­ło. Cią­gle nam się gdzieś spie­szy al­bo czas „ucie­ka nam przez pal­ce”.

Ca­łe na­sze ży­cie krę­ci się wo­kół te­ma­tu cza­su i jest to w za­sa­dzie cał­kiem zro­zu­mia­łe. W per­spek­ty­wie wiecz­no­ści czas na­sze­go ziem­skie­go ży­cia to za­le­d­wie ma­ła, ulot­na chwi­la. Nie mo­że za­tem dzi­wić fakt, że w ję­zy­ku pol­skim funk­cjo­nu­je tak wie­le po­wie­dzeń zwią­za­nych z cza­sem. Nie­któ­re z nich są bar­dzo praw­dzi­we, in­ne nie prze­ma­wia­ją do nas zbyt ja­sno i nie za­wsze mo­że­my się z ni­mi zgo­dzić.

foto_01-01_25-2013

Mo­je ulu­bio­ne to „le­piej póź­no niż wca­le” – choć w nie­któ­rych sy­tu­acjach brzmi jak nie­smacz­ny żart. W tym miej­scu po­zwo­lę przy­wo­łać so­bie dow­cip: „Le­piej póź­no niż wca­le – po­wie­dzia­ła ko­bie­ta spóź­niw­szy się na po­ciąg”. Fak­tycz­nie są ta­kie sy­tu­acje, w któ­rych zro­bić coś za póź­no to tak, jak­by nie zro­bić te­go wca­le. Jed­nak nie­jed­no­krot­nie zda­rza się, że wte­dy, gdy jest jesz­cze „wcze­śnie” na pod­ję­cie ja­kiejś de­cy­zji lub do­ko­na­nie ja­kiejś zmia­ny w na­szym ży­ciu, nie je­ste­śmy jesz­cze go­to­wi, brak nam od­wa­gi, mo­ty­wa­cji lub zwy­czaj­nie ocho­ty. Cza­sem bar­dzo dłu­go zwle­ka­my z re­ali­za­cją na­szych pla­nów ży­cio­wych, ma­rzeń, a w pew­nym mo­men­cie do­cho­dzi­my do wnio­sku, że na to już za póź­no.

W tym miej­scu przy­po­mi­nam so­bie hi­sto­rie lu­dzi, któ­rzy na­wró­ci­li się po wie­lu la­tach, cza­sem pod ko­niec swo­je­go ży­cia, cza­sem do­pie­ro na ło­żu śmier­ci. Ileż to ra­zy zda­rza się, że ktoś po wie­lu la­tach przy­stę­pu­je do sa­kra­men­tu po­ku­ty i po­jed­na­nia i po­sta­na­wia od­mie­nić ca­łe swo­je ży­cie.

Na zmia­nę swo­je­go ży­cia ni­gdy nie jest za póź­no. Po­ka­zu­ją to licz­ne przy­kła­dy świę­tych na­wró­co­nych: św. Pa­weł, św. Au­gu­styn, św. Edy­ta Ste­in i jesz­cze wie­lu, wie­lu in­nych. Nie twier­dzę oczy­wi­ście, że z sa­kra­men­tem po­ku­ty i po­jed­na­nia moż­na lub też na­le­ży zwle­kać aż do koń­ca ży­cia, ale na zmia­nę ni­gdy nie jest za póź­no i za­wsze war­to. Na szczę­ście Bóg jest bar­dziej cier­pli­wy niż my, lu­dzie, któ­rym ze wszyst­kim bar­dzo się spie­szy.

Ko­lej­ne po­wie­dze­nie o cza­sie, któ­re bi­je re­kor­dy po­pu­lar­no­ści to: „czas le­czy ra­ny”. To, czy wie­rzy­my w je­go za­sad­ność czy też nie, jest za­leż­ne od te­go, w ja­kiej sy­tu­acji ży­cio­wej je­ste­śmy. Po­wie­dzieć „czas le­czy ra­ny” oso­bie, któ­ra wła­śnie stra­ci­ła bli­skie­go człon­ka ro­dzi­ny lub prze­ży­wa ja­kąś trud­ną ży­cio­wą sy­tu­ację, to nie­po­ro­zu­mie­nie. Ta­ka oso­ba za­pew­ne po­wie­dzia­ła­by, że to bzdu­ra, przy­naj­mniej w pierw­szym mo­men­cie. Nie moż­na jed­nak za­prze­czyć, że z upły­wem cza­su każ­da (lub pra­wie każ­da) ra­na sta­je się mniej bo­le­sna, mniej od­czu­wal­na, goi się i za­bliź­nia. Są jed­nak ta­kie ra­ny, któ­rych na­wet czas cał­ko­wi­cie nie mo­że ule­czyć. Wie­rze­nie w to, że sam czas po­ra­dzi so­bie z na­szy­mi ra­na­mi, jest bar­dzo na­iw­ne i chy­ba nie­moż­li­we. Za­go­ić ra­ny na­praw­dę bo­le­sne mo­gą przede wszyst­kim in­ni lu­dzie, pra­ca nad so­bą i oczy­wi­ście mo­dli­twa. Bóg jest po­nad cza­sem i na pew­no sku­tecz­niej niż on mo­że ule­czyć na­wet naj­bar­dziej bo­le­sne ra­ny.

Czas to pie­niądz” – to po­wie­dze­nie bar­dzo bli­skie „du­cho­wi na­szych cza­sów”. Szko­da nam cza­su na wszyst­ko, bo prze­cież „czas to pie­niądz”, a pie­niądz jest tak bar­dzo waż­ny. To, że pie­nią­dze są waż­ne, jest oczy­wi­ste i nie za­mie­rzam z tym po­le­mi­zo­wać. Ży­je­my w cza­sach, w któ­rych ży­cie bez pie­nię­dzy by­ło­by wła­ści­wie nie­moż­li­we. Pa­mię­taj­my jed­nak, że czas na­sze­go ży­cia nie jest na sprze­daż. Cza­sem czas sam w so­bie ma war­tość więk­szą niż pie­niądz.

 

Ka­ro­li­na Po­lak