Potrójna wielkopostna promocja

Są ta­kie za­cho­wa­nia, osta­tecz­nie ta­kie po­sta­wy, któ­re po­wo­du­ją szyb­szy wzrost du­cho­wy i to bez prze­for­so­wa­nia.

W skró­co­nych ka­te­chi­zmach moż­na zna­leźć ty­tuł „Naj­przed­niej­sze do­bre uczyn­ki” i obok czy­ta­my krót­kie roz­wi­nię­cie – post, jał­muż­na i mo­dli­twa. Cza­sem w in­nej ko­lej­no­ści. Sło­wa te są dość daw­ne, nie za­wsze do­brze ro­zu­mia­ne. Za­tem spró­buj­my je wy­ja­śnić.

Dar jał­muż­ny

Jał­muż­na jest to dar, ale war­to za­uwa­żyć, że nie jest ja­sne, w któ­rą stro­nę ten dar jest skie­ro­wa­ny. Czy ja ko­muś coś da­ję, czy Bóg ofia­ro­wu­je mi cząst­kę Sie­bie, bo prze­cież On jest źró­dłem wszel­kie­go do­bra, wszel­kich da­rów.

Je­śli ja cos da­ję, to ma być to dar do­bry, ofia­ro­wa­ny z mą­dro­ścią i po­ko­rą. Z jed­nej stro­ny szcze­ry, bez­in­te­re­sow­ny, a z dru­giej w ta­ki spo­sób ofia­ro­wa­ny, aby nie po­ni­żał, ale by mo­bi­li­zo­wał.

Wie­lo­krot­nie po­wta­rza­na hi­sto­ria, przy­pi­sy­wa­na już wie­lu au­to­rom, opo­wia­da o ry­ba­kach, któ­rzy co­dzien­nie spo­ty­ka­li czło­wie­ka pro­szą­ce­go ich o wspar­cie. Da­wa­li mu zwy­kle jed­ną ze zło­wio­nych ryb, ale nie po­my­śle­li, co zro­bi ów ubo­gi, gdy z po­wo­du złej po­go­dy nie wy­pły­ną na po­łów. Aż wresz­cie je­den z nich po­my­ślał, zor­ga­ni­zo­wał wśród ko­le­gów zbiór­kę i na­uczył te­go czło­wie­ka ło­wić ry­by. Dał mu ku­pio­ną ze skła­dek łódź i w ten spo­sób dał mu sa­mo­dziel­ność, dał mu wol­ność. Po­przed­nie dat­ki uza­leż­nia­ły ubo­gie­go od daw­ców. Jał­muż­na za­tem sza­nu­je czło­wie­ka, da­je wol­ność.

 

 

Jał­muż­na wca­le nie mu­si do­ty­czyć da­ru ma­te­rial­ne­go: to po­świę­ce­nie cza­su, uwa­gi, by ktoś za­uwa­żył tro­skę o nie­go, by zro­zu­miał, że jest ko­cha­ny, że ko­muś na nim za­le­ży. Mo­gę da­wać swo­ją uwa­gę, swo­ją zdol­ność, swo­ją prze­strzeń… Mo­gę ko­goś wy­słu­chać al­bo tak zwró­cić uwa­gę, by stał się pięk­niej­szy. Bo prze­cież cza­sem wiel­kim da­rem, do­wo­dem za­ufa­nia jest upo­mnie­nie. Ktoś po­wie­dział, że upo­mi­na się tyl­ko tych, na któ­rych nam za­le­ży.

Dla mnie sa­me­go jest waż­ne, by nie da­wać z obo­wiąz­ku, nie z li­to­ści, lecz z sza­cun­ku dla sa­me­go sie­bie. Wiel­ką sztu­ką jest da­wa­nie w ta­ki spo­sób, aby ktoś otrzy­mu­jąc ode mnie, czuł się pod­nie­sio­ny, rów­nież pod­nie­sio­ny na du­chu.

Da­wać dar mo­że każ­dy i każ­de­mu. Do­świad­cze­nie jed­nak uczy, że za­moż­nym nie­kie­dy trud­niej coś ofia­ro­wać, na­wet coś nie­ma­te­rial­ne­go. Oka­zu­je się, że ubó­stwo uczy da­wa­nia.

 

Obie­cu­je bi­blij­na mą­drość:

Wo­da ga­si pło­ną­cy ogień,

a jał­muż­na gła­dzi grze­chy. (Syr 3, 30)

Mó­wi Je­zus:

Kie­dy da­jesz jał­muż­nę, nie trąb przed so­bą, jak ob­łud­ni­cy czy­nią w sy­na­go­gach i na uli­cach, aby ich lu­dzie chwa­li­li. Za­praw­dę po­wia­dam wam: ci otrzy­ma­li już swo­ją na­gro­dę. Kie­dy zaś ty da­jesz jał­muż­nę, niech nie wie le­wa two­ja rę­ka, co czy­ni pra­wa, aby two­ja jał­muż­na po­zo­sta­ła w ukry­ciu. A Oj­ciec twój, któ­ry wi­dzi w ukry­ciu, od­da to­bie”. (Mt, 6, 2–4)

 

Dar po­stu

Post jest to wy­rze­cze­nie, od­mó­wie­nie so­bie cze­goś do­bre­go na ko­rzyść jesz­cze lep­sze­go (aby wszyst­ko by­ło ja­sne, nie na­zwie­my po­stem od­ma­wia­nia so­bie grze­chów – to ele­ment waż­no­ści spo­wie­dzi, po­sta­no­wie­nie po­pra­wy). Trze­ba jed­nak wi­dzieć tę za­leż­ność, aby post nie stał się szko­dli­wy. Moż­na – nie­ste­ty – spo­tkać lu­dzi, któ­rzy np. od­ma­wia­ją so­bie sło­dy­czy, ale przez te czter­dzie­ści kil­ka dni tę­sk­nią za chwi­lą, kie­dy rzu­cą się na kosz ze sło­dy­cza­mi i „wszyst­ko so­bie od­bi­ją”. Ta­cy nic nie ro­zu­mie­ją.

Post po­ma­ga do­strzec swą sła­bość, aby tym wię­cej po­wie­rzyć się Pa­nu Bo­gu i Je­go mo­cy, Je­go pro­wa­dze­niu.

Sze­ro­ko ro­zu­mia­ny post do­ty­czy za­pa­no­wa­nia nad ga­dul­stwem (na przy­kład po to, aby wię­cej słu­chać), nad oglą­da­niem te­le­wi­zji (aby mieć czas na do­bra lek­tu­rę czy na speł­nie­nie za­le­głych obo­wiąz­ków). Zna­ko­mi­tym wy­peł­nie­niem do­brze ro­zu­mia­ne­go po­stu jest mo­bi­li­za­cja do na­ka­za­nej przez re­ha­bi­li­tan­ta gim­na­sty­ki, al­bo do­łą­cze­nie do swe­go ja­dło­spi­su po­traw za­le­ca­nych przez le­ka­rza czy die­te­ty­ka (cza­sem wła­śnie po­stem bę­dzie częst­sze je­dze­nie su­ró­wek).

Post jest prak­ty­ką zna­ną w każ­dej re­li­gii. Nie w każ­dej jed­nak ma ten sam sens.

Moj­żesz, wi­dząc grze­chy swe­go lu­du, mó­wi, że po­dej­mie post – gdy oni je­dli i ob­ra­ża­li Pa­na Bo­ga roz­ma­ity­mi grze­cha­mi, on po­sta­no­wił uka­zać Pa­nu Bo­gu, że Go mi­łu­je, na­wet wte­dy, gdy nie ko­rzy­stał z Je­go wspa­nia­łych da­rów. Po­szczą miesz­kań­cy Ni­ni­wy, gdy sły­szą na­wo­ły­wa­nie Jo­na­sza, po­ści pro­rok Da­niel, po­ści Ju­dy­ta przed pod­ję­ciem bo­ha­ter­skiej mi­sji, któ­ra mia­ła ura­to­wać jej mia­sto. Post był wów­czas trak­to­wa­ny ja­ko ofia­ra (dar z sie­bie, świa­do­ma re­zy­gna­cja z cze­goś mi­łe­go, a na­wet po­trzeb­ne­go), al­bo ja­ko for­ma bła­gal­na (np. król Da­wid po­ścił, gdy cho­ro­wał je­go sy­nek). Es­te­ra wzy­wa lud, w imie­niu któ­re­go chce prze­ma­wiać, aby po­ści­li, po­dob­nie Sa­mu­el wzy­wa wszyst­kich do po­stu – jest to spo­sób oka­za­nia skru­chy, któ­ra mo­że wy­jed­nać od­da­le­nie nie­szczęść i po­zy­ska­nia Bo­żej przy­chyl­no­ści. Wią­że się to z po­sta­no­wie­niem nie­wra­ca­nia do grze­chu, a post jest wów­czas tak­że ćwi­cze­niem wo­li.

Już od naj­daw­niej­szych cza­sów za­uwa­żo­no, że „kto spo­ży­wa wy­bor­ne po­kar­my nie mo­że mieć po­kor­ne­go du­cha i skru­szo­ne­go ser­ca.... Kto ma­jąc ja­kąś po­trze­bę, chce się mo­dlić, nie­chaj wspie­ra się po­stem w swej mo­dli­twie” (św. Jan Chry­zo­stom). Dość wcze­śnie też za­uwa­żo­no, że „sy­tość brzu­cha wpra­wia w po­ru­sze­nie bodź­ce po­żą­da­nia” (św. An­to­ni Wiel­ki), a na­wet za­le­ca­no: „Trzy­maj­my na wo­dzy żo­łą­dek, by móc trzy­mać na wo­dzy i to, co po­ni­żej żo­łąd­ka” (św. Cy­ryl Je­ro­zo­lim­ski).

Wie­le osób py­ta, cze­mu wła­śnie po­wstrzy­ma­nie się od mię­sa ma być for­mą pa­mię­ta­nia o Krzy­żo­wej Mę­ce Pa­na Je­zu­sa. Ten zwy­czaj ma swo­ją hi­sto­rię: w daw­nych cza­sach wie­lu lu­dzi by­ło bar­dzo ubo­gich, mię­so je­dli tyl­ko dwa ra­zy w ro­ku, na Świę­ta Wiel­ka­noc­ne i Bo­że­go Na­ro­dze­nia. Głów­ną my­ślą te­go prze­pi­su by­ło przy­po­mnie­nie za­moż­nym, że w spra­wach zba­wie­nia są rów­ni ubo­gim: mo­gli w piąt­ki jeść tyl­ko ry­by, ła­two do­stęp­ne każ­de­mu, kto po­szedł nad rze­kę i so­bie zło­wił...

Mó­wiąc o róż­nych po­stach, war­to przy­po­mnieć o po­ście eu­cha­ry­stycz­nym. Daw­niej przed przy­ję­ciem Ko­mu­nii Świę­tej trze­ba by­ło po­wstrzy­mać się od ja­kie­go­kol­wiek je­dze­nia od pół­no­cy te­go dnia (dla­te­go nie by­ło Mszy Świę­tych wie­czor­nych). Te­raz ma­my nie jeść i nie pić jed­ną go­dzi­nę przed Ko­mu­nią Świę­tej. Cho­dzi głów­nie o to, by pa­mię­tać o za­mia­rze przy­ję­cia Ko­mu­nii Świę­tej i w ten spo­sób dać wy­raz tej pa­mię­ci (nie do­ty­czy ko­niecz­nych le­karstw).

Post w re­li­gij­nym ro­zu­mie­niu jest po­ję­ciem znacz­nie szer­szym – do­ty­czy nie tyl­ko je­dze­nia. To wła­ści­wie spo­sób za­cho­wa­nia, w któ­rym czło­wiek sam so­bie na­rzu­ca umiar w do­wol­nym za­kre­sie. A war­to so­bie przy­po­mnieć, że świat „w chwi­li stwo­rze­nia” był pięk­ny mię­dzy in­ny­mi dzię­ki har­mo­nii, dzię­ki te­mu, że ni­cze­go nie by­ło za ma­ło ani za du­żo. Moż­na by za­tem po­wie­dzieć, że post to spo­sób na przy­wra­ca­nie pier­wot­nej, za­mie­rzo­nej przez Pa­na Bo­ga har­mo­nii w świe­cie i w sa­mym czło­wie­ku. Post jest pod­su­nię­tą przez kon­takt z Pa­nem Bo­giem od­po­wie­dzią na wszel­ki brak umia­ru, a za­tem post po­ma­ga zbli­żyć się do Pa­na Bo­ga.

Dar mo­dli­twy

Jest to dzia­ła­nie zu­peł­nie nie­zro­zu­mia­łe dla ra­cjo­na­li­stów, do te­go stop­nia, że nie­któ­rzy mo­dli­twę na­zy­wa­ją mar­no­wa­niem cza­su. Mo­gę się z tym zgo­dzić, je­śli do­da­my, że jest to mar­no­wa­nie cza­su dla Bo­ga, czy­li dla Mi­ło­ści. Nie tyl­ko le­piej brzmi, ale już wiem, że przez po­ko­rę, wier­ne trwa­nie, sys­te­ma­tycz­ność i pró­bę wsłu­cha­nia się, uczę się mi­ło­ści. Co jest naj­trud­niej­sze w mo­dli­twie? Wy­trwa­łość. Co jest kry­te­rium do­brej mo­dli­twy? Owo­ce, a wśród nich naj­bar­dziej si­ła, aby nie dać się złu i prze­mia­na ży­cia w stro­nę Bo­ga. Choć­by po­wol­na.

Trze­ba się też mo­dlić za sa­me­go sie­bie. Czę­sto mo­dli­my się za sa­mych sie­bie, tyl­ko ro­bi­my to nie­świa­do­mie. W każ­dym Oj­cze nasz jest proś­ba o Bo­że prze­ba­cze­nie i opie­kę przed po­ku­sa­mi, w każ­dym Zdro­waś Ma­ry­jo jest proś­ba o wsta­wien­nic­two Mat­ki Naj­święt­szej na te­raz i w chwi­li szcze­gól­nie waż­nej, ja­ką jest mo­ment opusz­cza­nia te­go świa­ta.

War­to jed­nak świa­do­mie pod­jąć ta­ką mo­dli­twę. Wy­ni­ka to przede wszyst­kim z mi­ło­ści Pa­na Bo­ga do każ­de­go z nas – chcę na tę mi­łość jak naj­le­piej od­po­wie­dzieć i pro­szę co­dzien­nie o po­moc w dro­dze do wła­sne­go szczę­ścia, do ja­kie­go Pan Bóg mnie prze­zna­cza. W teo­lo­gii to szczę­ście na­zy­wa­my świę­to­ścią, a ze słów Je­zu­sa Chry­stu­sa wy­ni­ka, że sku­tecz­ne wstą­pie­nie na tę dro­gę jest moż­li­we je­dy­nie przy po­mo­cy Ła­ski Bo­żej (patrz: szó­sta z głów­nych prawd wia­ry).

Jak to ro­bić? Tu sta­je przed na­mi nie­mal nie­skoń­czo­na moż­li­wość wy­bo­ru. Mo­że to być po pro­stu spra­wa in­ten­cji. Mo­że też być po­szu­ki­wa­nie dro­gi po­przez lek­tu­rę Pi­sma Świę­te­go, mnie oso­bi­ście bar­dzo po­ma­ga Msza Świę­ta i ad­o­ra­cja (war­to wie­dzieć, że w msza­le rzym­skim jest prze­wi­dzia­ny for­mu­larz mszal­ny dla ka­pła­nów: „za sa­me­go sie­bie”). Bar­dzo waż­ne jest cza­sa­mi ja­sne sfor­mu­ło­wa­nie ta­kiej mo­dli­twy, czy­li proś­ba o wła­sną świę­tość, o ro­ze­zna­nie po­wo­ła­nia, o wła­sne zba­wie­nie, o od­czy­ty­wa­nie we­dług wo­li Bo­żej zna­ków zwa­nych przez nie­ufa­ją­cych przy­pad­ka­mi itd.

Za­chę­cam też, aby pro­sić in­nych o mo­dli­twę za sie­bie.

Mo­dli­twa jest jed­nym z naj­czę­ściej oma­wia­nych te­ma­tów w roz­dzia­le wia­ry. Moż­na o niej pi­sać ty­sią­ce stron. Ale tak na­praw­dę teo­re­tyk nic nie bę­dzie wie­dział o mo­dli­twie, trze­ba po pro­stu za­cząć się mo­dlić. To jest tro­chę po­dob­nie jak z pły­wa­niem: na­wet je­śli ktoś na­pi­sze pod­ręcz­nik o pły­wa­niu, a nie wej­dzie do wo­dy, to je­go wy­si­łek nie ma więk­sze­go sen­su (choć pa­ra­dok­sal­nie mo­że po­móc in­nym, je­śli ra­dy w je­go pod­ręcz­ni­ku są sen­sow­ne). Za­pa­mię­taj­my dziś, że do­bra jest ta­ka mo­dli­twa, któ­ra zbli­ża do Pa­na Bo­ga, któ­ra prze­mie­nia czło­wie­ka i jest źró­dłem mo­cy.

Dla wie­lu lu­dzi jest za­sko­cze­niem, gdy usły­szą, że mo­dli­twa jest przede wszyst­kim da­rem. I to da­rem Pa­na Bo­ga ofia­ro­wa­nym czło­wie­ko­wi. To my stra­ci­my, gdy nie po­dej­mie­my mo­dli­twy, gdy ją prze­ga­pi­my.

 

ks. Zbi­gniew Ka­płań­ski

 

Dar po­stu

em

a href=„http://www.droga.com.pl/wp-content/uploads/2013/02/01–01_04-2013.jpg„p