Po­goda nie taka, go­dzina za wcze­sna, bio­met nie­ko­rzystny. Jak w ta­kiej sy­tu­acji my­śleć o speł­nia­niu po­sta­no­wień da­nych sa­memu so­bie? No właśnie...

Naj­pierw was zde­mo­ty­wuję: tylko osiem pro­cent tych, któ­rzy coś so­bie obie­cali np. na po­czątku roku, po sze­ściu mie­sią­cach wciąż bę­dzie się tego trzy­mać. Jak zna­leźć się w tej grupie?

Za­czy­namy z impetem

Po­sta­no­wie­nia czę­sto są ob­jęte klą­twą nie­speł­nie­nia. Spi­su­jemy na kartce pięć­dzie­siąt punk­tów, które w wy­zna­czo­nym cza­sie chcemy od­ha­czyć. Sęk w tym, że więk­szość z nas za­miast sto­so­wać me­todę ma­łych kro­ków, która może być nu­żąca ni­czym trans­mi­sja ob­rad sejmu, ru­sza z ko­pyta, za­po­mi­na­jąc, że w ten spo­sób naj­ła­twiej skrę­cić kostkę. Przy­kład? Kto z was ma­rząc o szczu­płej syl­wetce, wy­ku­pił kar­net na si­łow­nię i sys­te­ma­tycz­nie uczęsz­czał na za­ję­cia przez pół roku? Nie wi­dzę. Za­czy­namy z im­pe­tem, po kilku dniach le­czymy za­kwasy, a po­tem... już nam się nie chce. A prze­cież w wy­zna­cza­niu so­bie ce­lów i skła­da­niu obiet­nic cho­dzi o to, by je zre­ali­zo­wać, a nie tylko po­sta­na­wiać. To nie sztuka za­pla­no­wać od­chu­dza­nie, oszczę­dza­nie czy na­ukę no­wego ję­zyka. Sztuką jest rze­czy­wi­ście do­ko­nać zmiany. Tylko jak to zrobić?

foto_01-02_22-2017

– Obiet­nica, którą skła­damy sa­memu so­bie, po­winna być moż­liwa do zre­ali­zo­wa­nia – mówi Kinga Swół, psy­cho­log szkolny i psychoterapeuta.

– Zbyt wy­so­kie po­sta­wie­nie po­przeczki już na star­cie może ob­ni­żyć mo­ty­wa­cję. Obierzmy je­den cel, do któ­rego bę­dziemy dą­żyć. Gdy ko­niecz­nie chcemy za­jąć się kil­koma spra­wami na­raz, do­brze jest wy­zna­czyć so­bie prio­ry­tety albo re­ali­zo­wać usta­lone cele po ko­lei – dodaje.

Na­pisz na niebie

Co jesz­cze daje mo­ty­wa­cyj­nego kopa? Pu­bliczne oświad­cze­nia na te­mat zło­żo­nych obiet­nic przy­no­szą lep­sze efekty. Może warto spró­bo­wać? Na­pisz na fej­sie, wy­ślij SMS-a do ko­le­żanki, po­wiedz chłopakowi/dziewczynie na randce albo wy­kup sa­mo­lot i na­pisz na nie­bie o tym, co za­mie­rzasz osią­gnąć. Je­śli inni będą wie­dzieć o twoim po­sta­no­wie­niu, ła­twiej bę­dzie je do­trzy­mać. Na przy­kład, je­śli chcesz schud­nąć, a na im­pre­zie się­gasz po ko­lejne ciastko, jest bar­dzo praw­do­po­dobne, że ktoś za­pyta: co z twoim po­sta­no­wie­niem? To­bie zrobi się głu­pio, ale ptyś zo­sta­nie na ta­le­rzu. Warto? Pew­nie, że tak.

Za­miast sto­so­wać me­todę ma­łych kro­ków, która może być nu­żąca ni­czym trans­mi­sja ob­rad sejmu, ru­szamy z ko­pyta, za­po­mi­na­jąc, że w ten spo­sób naj­ła­twiej skrę­cić kostkę.

– Ko­lejny krok to usta­le­nie planu dzia­ła­nia, czyli okre­śle­nie wa­run­ków i spo­so­bów re­ali­za­cji tego, co za­pla­no­wa­li­śmy – mówi Kinga Swół. – Po­dzie­le­nie celu na etapy daje ja­sny ob­raz tego, co i jak ma zo­stać wy­ko­nane. Po­maga także za­uwa­żyć, kiedy po­mniej­sze cele zo­stały osią­gnięte, da­jąc nam po­zy­tywną in­for­ma­cję zwrotną o wy­ko­na­niu za­da­nia. To po­maga w utrzy­ma­niu mo­ty­wa­cji i przy­bliża nas do re­ali­za­cji po­sta­no­wie­nia – prze­ko­nuje Kinga Swół.

Za­dzia­łało!

Pe­ter Gol­l­wit­zer, psy­cho­log z New York Uni­ver­sity ba­dał za­cho­wa­nia, które nie­świa­do­mie od­twa­rzamy każ­dego dnia. Je­śli piję po­ranną her­batę, to prze­glą­dam Fa­ce­bo­oka. Je­śli oglą­dam film, to mu­szę coś pod­ja­dać. Ta­kie dzia­ła­nia „je­śli – to” tkwią jak za­pro­gra­mo­wane w na­szych umy­słach i uru­cha­miają się au­to­ma­tycz­nie, gdy znaj­dziemy się w sy­tu­acji, która staje się prze­łącz­ni­kiem. Prof. Gol­l­wit­zer na­ma­wiał stu­den­tów, by pod­czas prze­rwy świą­tecz­nej na­pi­sali pracę na za­li­cze­nie. Stu­denci z pierw­szej grupy mieli to so­bie po pro­stu po­sta­no­wić. Ci z dru­giej grupy po­sta­na­wiali: kiedy zjem świą­teczny obiad, zajmę się pi­sa­niem eseju. I co? Za­dzia­łało! Ża­den stu­dent z pierw­szej grupy nie od­dał pracy, w dru­giej z za­da­nia wy­wią­zało się 66 proc.

Skoro łyk po­ran­nej her­baty skła­nia nas do tego, by włą­czyć kom­pu­ter i po­grze­bać w ser­wi­sach spo­łecz­no­ścio­wych, po­dob­nie po­winno za­dzia­łać na­sta­wie­nie: „Je­śli piję her­batę, to uczę się pię­ciu an­giel­skich słó­wek”. Czy za­działa? Sprawdź­cie sami!

 

Jola Tęcza-Ćwierz

 

Wię­cej w dru­ko­wa­nym wy­da­niu „Drogi”. Za­chę­camy do pre­nu­me­raty. O „Drogę” py­taj­cie także w swo­ich parafiach.

 

Najnowszy numer:
Najnowszy numer:
Polecamy: