Po jasnej stronie życia

– Zmar­twych­wsta­nie Chry­stu­sa to fun­da­ment na­szej wia­ry – mó­wi Pa­weł Go­lec. A Łu­kasz do­da­je: – Wie­rząc w ży­cie wiecz­ne moż­na żyć spo­koj­niej i ra­do­śniej. Wa­run­kiem jest za­pro­sze­nie Mi­strza do swo­je­go ser­ca i trwa­nie w Je­go na­uce.

Pol­skie tra­dy­cje wiel­ko­post­ne i wiel­ka­noc­ne są bar­dzo bo­ga­te i róż­no­rod­ne. Chy­ba ni­gdzie na świe­cie nie są tak prze­ży­wa­ne i nie prze­ma­wia­ją do serc tak bar­dzo, jak w na­szym kra­ju. Ja­kie gó­ral­skie zwy­cza­je wią­żą się z po­szcze­gól­ny­mi dnia­mi Tri­du­um Pas­chal­ne­go: Wiel­kim Czwart­kiem, Wiel­kim Piąt­kiem i Wiel­ką So­bo­tą?

foto_01-01_07-2015

Łu­kasz: – U mnie w do­mu trzy dni Tri­du­um to czas wy­ci­sze­nia i za­trzy­ma­nia się w sza­lo­nym pę­dzie, ja­ki ser­wu­je nam dzi­siej­szy świat. Po­cząw­szy od ostat­niej Mszy św. w Wiel­ki Czwar­tek, aż do Re­zu­rek­cji, po­przez mo­dli­twę i uczest­nic­two w na­bo­żeń­stwach, moż­na przy­go­to­wać się du­cho­wo na przyj­ście Zmar­twych­wsta­łe­go Pa­na. Re­gion ży­wiec­czy­zny, w któ­rym się wy­cho­wa­li­śmy, to za­ką­tek Pol­ski za­chwy­ca­ją­cy pod wzglę­dem ob­rzę­do­wo­ści. Tu mie­sza­ją się wie­rze­nia chrze­ści­jań­skie z po­gań­ski­mi.

Pa­weł: – W na­szym ro­dzin­nym do­mu w Wiel­ki Pią­tek ra­no, na pa­miąt­kę mę­ki Chry­stu­sa, ob­my­wa­li­śmy się zim­ną wo­dą, po­wta­rza­jąc trzy­krot­nie mo­dli­twę „Któ­ryś za nas cier­piał ra­ny”. Ten po­ran­ny, zim­ny ry­tu­ał miał gwa­ran­to­wać zdro­wie i uro­dę, a co naj­waż­niej­sze – był le­kiem na cho­ro­by skór­ne. W Wiel­ki Pią­tek prze­strze­ga­ło się ści­słe­go po­stu i uni­ka­ło cięż­kiej, fi­zycz­nej pra­cy, że nie wspo­mnę już o śpie­wie czy tań­cu. Wszyst­ko mia­ło słu­żyć kon­tem­pla­cji i sku­pie­niu na mo­dli­twie i roz­wa­ża­niach pa­syj­nych.

Łu­kasz: – Część tej tra­dy­cji prze­nio­sła się na współ­cze­sny grunt. W Wiel­ki Pią­tek, wspól­nie z dzieć­mi, przy­go­to­wu­je­my świę­con­kę (tak na­zy­wa się u nas wiel­ka­noc­ny ko­szyk) i gło­wien­ki do so­bot­nie­go po­świę­ce­nia ognia, a wie­czo­rem od­wie­dza­my z mo­dli­twą grób Chry­stu­sa.

Pa­weł: – Ob­rzę­do­wość Wiel­kiej So­bo­ty wią­że się głów­nie z po­świę­ce­niem po­kar­mów, wo­dy i ognia. Bę­dąc dzieć­mi, w Wiel­ką So­bo­tę opa­la­li­śmy lesz­czy­no­we gło­wien­ki po to, aby póź­niej nasz ta­ta mógł je wbić w na­roż­ni­ki pól upraw­nych. Wie­rzo­no, że ma to przy­nieść uro­dzaj i chro­nić upra­wy przed klę­ska­mi ży­wio­ło­wy­mi. Po re­zu­rek­cji, kie­dy na­stę­po­wa­ło roz­wią­za­nie dzwo­nów, wcho­dząc do do­mu, na­sza ma­ma po­wta­rza­ła sen­ten­cję: „Pan zmar­twych­wstał! Al­le­lu­ja”, a do­mow­ni­cy od­po­wia­da­li chó­ral­nie: „Praw­dzi­wie zmar­twych­wstał! Al­le­lu­ja!”.

 

Roz­ma­wia Jo­la Tę­cza-Ćwierz

 

Wię­cej w dru­ko­wa­nym wy­da­niu „Dro­gi”. Za­chę­ca­my do pre­nu­me­ra­ty. O „Dro­gę” py­taj­cie tak­że w swo­ich pa­ra­fiach.