Bierzmowanie – jak to ogarnąć?

Są ta­kie Msze, któ­re nie przy­sta­ją do tych nie­dziel­nych. Nie trze­ba być or­łem li­tur­gii, aby z grub­sza stwier­dzić, że Msza ślub­na róż­ni się nie­co od chrzciel­nej, a wiel­ka­noc­na od po­grze­bo­wej. Tak­że Msza z udzie­le­niem sa­kra­men­tu bierz­mo­wa­nia jest nie­co bo­gat­sza od ty­po­wej. Ja­kie to róż­ni­ce? Ile ich jest? I jak się w nich od­na­leźć?

Po­czą­tek za­sad­ni­czo jest ten sam. No­wo­ścią jest tyl­ko po­wi­ta­nie księ­dza bi­sku­pa. Wy­pa­da, aby tekst po­wi­ta­nia wy­gła­sza­ny był przez pro­bosz­cza, ro­dzi­ców, bądź sa­mych kan­dy­da­tów. Ma­ła wska­zów­ka dla tych, któ­rzy wi­ta­ją sza­fa­rza sa­kra­men­tu – w po­wi­ta­niach bi­sku­pa ra­czej uni­ka się na­zy­wa­nia go „go­ściem”. Bi­skup jest bo­wiem pierw­szym go­spo­da­rzem każ­dej pa­ra­fii na te­re­nie je­go die­ce­zji. Pro­boszcz „rzą­dzi” w tym miej­scu dla­te­go, że to wła­śnie bi­skup po­dzie­lił się z nim swo­ją dusz­pa­ster­ską wła­dzą. Po po­wi­ta­niu Msza świę­ta aż do koń­ca Ewan­ge­lii prze­bie­ga tak, jak za­wsze: akt po­ku­ty (przy bierz­mo­wa­niu jest to naj­czę­ściej po­kro­pie­nie wo­dą świę­co­ną), hymn Chwa­ła na wy­so­ko­ści Bo­gu, ko­lek­ta (mo­dli­twa od­ma­wia­na przez ce­le­bran­sa) i czy­ta­nia z psal­mem. Ale uwa­ga! Po od­czy­ta­niu Ewan­ge­lii nie sia­daj jesz­cze na ka­za­nie!

fot. 123rf.com

 

Czy ty w ogó­le wiesz?

W chwi­li, w któ­rej od­ru­cho­wo sia­dasz, na­stę­pu­je waż­ny...

Egzamin na smartfona?

Ła­two za­po­mi­na­my o tym, jak bar­dzo po­tęż­nym na­rzę­dziem jest smart­fon, bo je­go ob­słu­ga jest in­tu­icyj­na. Na­wet trzy­lat­ki bły­ska­wicz­nie opa­no­wu­ją ro­bie­nie i prze­glą­da­nie zdjęć, oglą­da­nie ba­jek i gry. Dla­te­go nie zwra­ca­my uwa­gi na to, że smart­fon za­miast być po pro­stu uży­tecz­nym na­rzę­dziem, mo­że stać się tak waż­ną czę­ścią ży­cia, że bez nie­go sta­je­my się bez­rad­ni.

Czy wiesz, że kie­dyś lu­dzie prze­cho­wy­wa­li w pa­mię­ci dzie­siąt­ki nu­me­rów te­le­fo­nicz­nych? Dziś część lu­dzi nie pa­mię­ta na­wet wła­sne­go nu­me­ru, tak bar­dzo po­le­ga­my na pa­mię­ci te­le­fo­nu. W ba­da­niach na­uko­wych wy­ka­za­no, że użyt­kow­ni­cy smart­fo­nów tra­cą zdol­ność za­pa­mię­ty­wa­nia nu­me­rów te­le­fo­nicz­nych!

Wza­jem­na wkręt­ka

Jak bar­dzo je­ste­śmy uza­leż­nie­ni od smart­fo­nów ujaw­nia się w chwi­li, gdy tra­ci­my do nich do­stęp. Gdy smart­fon roz­ła­do­wu­je się, lub gdy trze­ba go zo­sta­wić, na­wet na kil­ka go­dzin, wie­le osób prze­ży­wa au­ten­tycz­ną pa­ni­kę, a jesz­cze wię­cej lu­dzi – sil­ny nie­po­kój. Zja­wi­sko to do­ro­bi­ło się na­wet wła­snej na­zwy – FOMO – fe­ar of mis­sing out, in­ny­mi sło­wy – lęk przed tym, że coś nas omi­nie i wy­pad­nie­my z by­cia na bie­żą­co. Lu­dzie do­świad­cza­ją­cy FOMO, nie­ste­ty, na­wza­jem pod­sy­ca­ją swój nie­po­kój. Być mo­że zda­rzy­ło ci się, że nie od­po­wie­dzia­łeś od ra­zu na po­wia­do­mie­nie, wia­do­mość czy SMS‑a i nadaw­ca zru­gał cię, uzna­jąc to za ob­jaw lek­ce­wa­że­nia. A mo­że chcia­łeś spo­tkać się ze zna­jo­my­mi, lecz...

Drodzy Czytelnicy!


Wiem, ze lu­bi­cie czy­tać „Dro­gę”… od 1995 ro­ku! Na­sza pra­ca ma wiec sens, a my czu­je­my ra­dość, bo ma­my mi­sje! Jest nią po­moc w bu­do­wa­niu Wa­szej re­la­cji z Pa­nem Je­zu­sem. 🙂 Zmie­nia­my się na lep­sze. Bę­dzie­my po­ma­gać Wam w przy­go­to­wa­niach do sa­kra­men­tu doj­rza­ło­ści chrze­ści­jań­skiej. „Dro­ga do Bierz­mo­wa­nia” bę­dzie się uka­zy­wać co mie­siąc od paź­dzier­ni­ka do ma­ja. For­mu­le te nie­któ­rzy z Was już zna­ją z na­sze­go do­dat­ku spe­cjal­ne­go „Dro­ga Extra do Bierz­mo­wa­nia”, któ­re­go osiem nu­me­rów uka­za­ło się od paź­dzier­ni­ka 2017 r. do ma­ja 2018 r.

Te­raz bę­dzie­my mięć dwie okład­ki! A to dla­te­go, że każ­dy nu­mer bę­dzie się skła­dał z dwóch czę­ści. W pierw­szej sku­pi­my się na jed­nym kon­kret­nym – i cie­ka­wym – te­ma­cie.

Zwró­ci­my się do eks­per­tów, któ­rzy po­dzie­la się z Wa­mi wie­dzą. A Wa­si ró­wie­śni­cy po­dzie­lą się świa­dec­twa­mi. Dzię­ki te­mu bę­dzie­cie mo­gli po­znać te­mat od pod­szew­ki, in­spi­ro­wać się po­zy­tyw­ny­mi po­sta­wa­mi oraz uczyć się na – cu­dzych – błę­dach. Wszyst­kie te­ma­ty weź­mie­my pod lu­pę i obej­rzy­my z każ­dej stro­ny. Nie bę­dzie nud­no. Na­pi­sze­my o tym, czym ży­je­cie i co jest dla Was waż­ne.

W dru­giej czę­ści – tej od dru­giej okład­ki – omó­wi­my za­gad­nie­nia po­moc­ne w...

Światło dotrze tam, gdzie otworzysz okno

Pierw­sze sko­ja­rze­nia ze sło­wem „bierz­mo­wa­nie” to „sa­kra­ment doj­rza­ło­ści” i „doj­rza­łość chrze­ści­jań­ska”. Ale… jak zmie­rzyć doj­rza­łość? I dla­cze­go nie­któ­rzy przyj­mu­ją bierz­mo­wa­nie ja­ko nie­mow­lę­ta?

Od pierw­szych wie­ków bierz­mo­wa­nie na­stę­po­wa­ło po chrzcie. Jed­nak to „po” wy­glą­da­ło róż­nie. I tak na pew­nych eta­pach udzie­la­no bierz­mo­wa­nia bez­po­śred­nio po chrzcie, jak jest do dzi­siaj choć­by w Ko­ścio­łach Wschod­nich, gdzie bierz­mu­je się nie­mow­lę­ta. Naj­czę­ściej jed­nak do bierz­mo­wa­nia do­pusz­cza­no chrze­ści­jan, któ­rzy swo­ją wia­rę już przez pe­wien czas świa­do­mie i ro­zum­nie prak­ty­ko­wa­li. Ka­te­chizm za­zna­cza, że dzi­siaj do otrzy­ma­nia bierz­mo­wa­nia wy­ma­ga się po pro­stu „wie­ku ro­ze­zna­nia” (KKK 1307), przy czym szcze­gó­ło­we gra­ni­ce wie­ko­we w po­szcze­gól­nych kra­jach usta­la­ją bi­sku­pi.

fot. www.pixabay.com/FreePhotos

Oni też są sza­fa­rza­mi te­go sa­kra­men­tu. Oczy­wi­ście, bierz­mo­wa­nia w nie­bez­pie­czeń­stwie śmier­ci nie tyl­ko mo­że, ale i po­wi­nien udzie­lić każ­dy ka­płan (por. KKK 1314). Przy za­gro­że­niu ży­cia bierz­mu­je się na­wet ma­leń­kie dzie­ci (por. KKK 1307). No do­brze, zna­my już mniej wię­cej „dol­ną gra­ni­cę” przy­ję­cia te­go sa­kra­men­tu, któ­ra w Pol­sce za­wie­ra się mniej wię­cej w prze­dzia­le 13 – 16 lat. A czy ist­nie­je gra­ni­ca gór­na? Oczy­wi­ście, że nie! Co­raz czę­ściej do bierz­mo­wa­nia zgła­sza­ją się lu­dzie do­ro­śli. I to wca­le nie z przy­mu­su! Chcą po­głę­bić...

Największy specjalista od szczęścia

Stwo­rze­ni do ra­do­ści

Każ­dy czło­wiek pra­gnie być szczę­śli­wy. Nikt z nas nie chce być osa­mot­nio­ny, za­ła­ma­ny, uza­leż­nio­ny, cho­ry czy w roz­pa­czy. Na­sze pra­gnie­nie szczę­ścia jest aż tak wiel­kie, że aby być nie­szczę­śli­wym, nie trze­ba być nie­szczę­śli­wym. Wy­star­czy, że nie czu­je­my ra­do­ści i już jest nam źle, a ży­cie za­czy­na nam cią­żyć. Ra­dość to je­dy­ny nor­mal­ny spo­sób ist­nie­nia czło­wie­ka. Bóg stwo­rzył nas na swo­je po­do­bień­stwo, a On jest nie tyl­ko mi­ło­ścią i mą­dro­ścią. Jest też ra­do­ścią i po­wo­łu­je nas do niej: „To wam po­wie­dzia­łem, aby ra­dość mo­ja w was by­ła i aby ra­dość wa­sza by­ła peł­na” (J 15, 11). To dla­te­go od dzie­ciń­stwa ma­rzy­my o tym, co nas cie­szy. Przy­naj­mniej w tym jed­nym wszy­scy lu­dzie – tak­że ate­iści – zga­dza­ją się z Bo­giem. On pra­gnie na­sze­go szczę­ścia i my pra­gnie­my te­go sa­me­go. Dla­cze­go w ta­kim ra­zie nie wszy­scy są szczę­śli­wi?

fot. www.123rf.com

Nie­szczę­śli­wi od­da­la­ją nas od szczę­ścia

Gdy ktoś z lu­dzi w na­szym oto­cze­niu jest szczę­śli­wy, to cie­szy się z na­sze­go ist­nie­nia i po­ma­ga nam, że­by­śmy i my sta­wa­li się co­raz bar­dziej szczę­śli­wy­mi. Je­śli jed­nak ktoś ży­ją­cy bli­sko nas jest nie­szczę­śli­wy, to ro­bi wszyst­ko...

Marzenia Boga

O do­brym wy­bo­rze dro­gi ży­cio­wej i o tym, czy bab­cia mo­że nas zmu­sić do zo­sta­nia księ­dzem, z ks. Mar­ci­nem Ba­ra­nem, dy­rek­to­rem Wy­dzia­łu Dusz­pa­ster­stwa Mło­dzie­ży Ku­rii Die­ce­zjal­nej w Tar­no­wie, roz­ma­wia Aga­ta Goł­da.

Czym jest po­wo­ła­nie czło­wie­ka?

– Jest od­kry­ciem Bo­że­go pla­nu i ma­rze­nia, ja­kie Bóg ma wzglę­dem każ­de­go z nas.

Ja­kie dro­gi ży­cio­we mo­że­my wy­brać?

– Ka­płań­stwo, ży­cie za­kon­ne lub mał­żeń­stwo. Jest jesz­cze po­wo­ła­nie do sa­mot­no­ści (ale nie ży­cia sa­mot­ne­go!), by re­ali­zo­wać ja­kieś dzie­ło na rzecz kon­kret­nych osób. Przy­kła­dem ta­kie­go ży­cia jest dla mnie świec­ka mi­sjo­nar­ka, któ­ra od po­nad dwu­dzie­stu lat pra­cu­je na mi­sjach. Jest ra­do­sna po­mi­mo zmę­cze­nia, bo po­świę­ci­ła się Bo­gu i lu­dziom, któ­rych ko­cha. Ta­kie ży­cie wio­dą też m.in. sa­mot­ne na­uczy­ciel­ki, któ­re po­świę­ca­ją swój czas, że­by wy­cho­wy­wać uczniów i po­ma­gać im w wy­bo­rze dro­gi ży­cio­wej.

Mo­że się zda­rzyć po­wo­ła­nie w po­wo­ła­niu?

– Cza­sa­mi by­wa, że re­ali­zu­jąc jed­no po­wo­ła­nie, od­kry­wa­my dru­gie. Są mał­żeń­stwa i księ­ża, któ­rzy wy­jeż­dża­ją na mi­sje. To no­we pra­gnie­nie, któ­re ro­dzi się w ich ser­cach, nie jest sprzecz­ne z ich głów­nym po­wo­ła­niem.

Je­śli jed­nak star­sza pa­ni prze­sia­du­je ca­ły­mi dnia­mi w ko­ście­le za­pa­trzo­na w Naj­święt­szy Sa­kra­ment, mo­dli się, od­ma­wia ró­ża­niec, a za­nie­dbu­je mę­ża, to wte­dy ma miej­sce po­my­le­nie dróg ży­cia. Mu­si­my być do koń­ca wier­ni te­mu po­wo­ła­niu, któ­re wy­bie­rze­my.