Musiałem Bogu jeszcze coś opowiedzieć

Ma­my to szczę­ście, że wie­le szcze­gó­łów ży­cia te­go świę­te­go do­kład­nie opi­sał …. in­ny świę­ty – Jan Bo­sco, je­go wy­cho­waw­ca.

Do­mi­nik Sa­vio uro­dził się w 1842 r. w wio­sce Ri­va di Chie­ri w re­gio­nie Pie­mont, ja­ko pierw­sze z sied­mior­ga dzie­ci. Je­go imię Do­me­ni­co ozna­cza po wło­sku „na­le­żą­cy do Pa­na”. Mat­ka Do­mi­ni­ka, Bry­gi­da, by­ła kraw­co­wą. Oj­ciec, Ka­rol, utrzy­my­wał ro­dzi­nę ja­ko ko­wal. Chło­piec, o wy­jąt­ko­wo ła­god­nym i po­god­nym uspo­so­bie­niu, był nie­zwy­kle chłon­ny na tre­ści re­li­gij­ne. Od ma­łe­go, bez przy­mu­su, ko­chał mo­dli­twę. Zda­rza­ło się, że ma­ma go szu­ka­ła po ca­łej wio­sce, a w koń­cu znaj­do­wa­ła klę­czą­ce­go w ko­ście­le. Wów­czas ma­ły Do­mi­nik od­po­wia­dał: „Ma­mo, mu­sia­łem Bo­gu jesz­cze coś opo­wie­dzieć”. Je­że­li się zda­rzy­ło, że drzwi ko­ściel­ne by­ły za­mknię­te, Do­mi­nik klę­kał na pro­gu świą­ty­ni. Ob­co­wał swo­bod­nie z rze­czy­wi­sto­ścią nie­biań­ską. Du­żo roz­ma­wiał ze swo­im Anio­łem Stró­żem, od któ­re­go wie­le ra­zy do­zna­wał po­mo­cy w nie­bez­pie­czeń­stwach.

Fot. Wi­ki­me­dia Com­mons / Pu­blic Do­ma­in

Prę­dzej umrzeć niż zgrze­szyć

Po­boż­no­ści Do­mi­ni­ka nie da­ło się ukryć przed księż­mi z pa­ra­fii. Gdy miał za­le­d­wie pięć lat, przy­stał na pro­po­zy­cję wi­ka­riu­sza, by zo­stać mi­ni­stran­tem. Mi­mo tru­du trzy­ma­nia wiel­kich ksiąg li­tur­gicz­nych oraz od­ma­wia­nia ła­ciń­skich mo­dlitw z pa­mię­ci,...

I odpuść nam nasze winy…

Bóg chce każ­de­mu od­pu­ścić grze­chy z prze­szło­ści, że­by­śmy tu i te­raz ży­li w mi­ło­ści i ra­do­ści. Wa­run­kiem da­ro­wa­nia win jest na­sze na­wró­ce­nie.

Grzech to ta­kie za­cho­wa­nie, przez któ­re wy­rzą­dza­my krzyw­dę sa­mym so­bie lub in­nym lu­dziom, bo nie słu­cha­my Bo­ga. Stwór­ca nie ob­ra­ża się wte­dy – ani nas nie ka­rze – lecz cier­pi z na­mi oraz z ty­mi, któ­rych krzyw­dzi­my. Bóg przy­szedł do nas oso­bi­ście w ludz­kiej na­tu­rze, gdyż chciał być ostat­nim skrzyw­dzo­nym. Pra­gnie, że­by­śmy, wzru­sze­ni Je­go mi­ło­ścią aż do krzy­ża, od­tąd jed­ni dru­gich ko­cha­li. Wte­dy znik­ną krzyw­dy i cier­pie­nia. Gdy nie kie­ru­je­my się De­ka­lo­giem i mi­ło­ścią Bo­ga, to sta­je­my się po­dob­ni do sy­nów Ja­ku­ba, któ­rzy wła­sne­go bra­ta sprze­da­li do nie­wo­li egip­skiej. Je­ste­śmy też wte­dy po­dob­ni do sy­na mar­no­traw­ne­go, któ­ry nie­mal śmier­tel­nie skrzyw­dził sa­me­go sie­bie. Uzna­nie wła­snych grze­chów i po­sta­no­wie­nie po­pra­wy to wa­run­ki, że­by Bóg prze­ba­czył nam złą prze­szłość. Bóg nie sta­wia gra­nic swe­mu mi­ło­sier­dziu, jed­nak nie wszy­scy ko­rzy­sta­ją z Je­go mi­ło­sier­nej mi­ło­ści. Gdyż nie wszy­scy uzna­ją swo­je wi­ny, na­wra­ca­ją się i za­czy­na­ją ko­chać.

Fot. pixabay.com

Ja­ko i my od­pusz­cza­my…

Dru­gim, obok na­wró­ce­nia, wa­run­kiem od­pusz­cze­nia grze­chów, jest na­sze mi­ło­sier­dzie wo­bec bliź­nich....

Drodzy Czytelnicy!

Mam jed­ną sio­strę. Nie za­wsze się do­ga­dy­wa­ły­śmy ja­ko dzie­ci. Kłó­ci­ły­śmy się o za­baw­ki. Go­ni­ły­śmy się do­oko­ła sto­łu, by so­bie je wy­rwać z rąk. Nie oby­ło się bez kil­ku gu­zów, na­bi­tych na gło­wach, któ­ry­mi w bie­gu ude­rzy­ły­śmy się raz czy dwa w krze­sło lub sza­fę. Gdy do­ro­sły­śmy, wy­raź­nie wi­dzi­my to, co nas dzie­li. Wy­ko­nu­je­my róż­ne za­wo­dy, ma­my róż­ne pa­sje, ina­czej spę­dza­my wol­ny czas i ma­my in­ne ta­len­ty. W okre­sie do­ra­sta­nia na­uczy­ły­śmy się ze so­bą do­ga­dy­wać. Ko­cha­my się i za­wsze mo­że­my na sie­bie li­czyć.

Od­da­je­my w Wa­sze rę­ce nu­mer, w któ­rym po­sta­wi­li­śmy na ro­dzeń­stwo. To od nie­go uczy­my się ko­chać. Do­ro­ta Ro­go­ziń­ska, pe­da­gog, asy­stent ro­dzi­ny i ma­ma sió­dem­ki dzie­ci, opo­wia­da o tym, że mi­łość do ro­dzeń­stwa by­wa trud­na. Pod­po­wia­da rów­nież, jak prze­stać na sie­bie krzy­czeć, gdy emo­cje we­zmą gó­rę i doj­dzie do kłót­ni, i za­cząć roz­ma­wiać. Mag­da­le­na Urlich do­ra­dza, co zro­bić, by się do­ga­dać z ro­dzeń­stwem. Roz­bie­ra na czyn­ni­ki pierw­sze roz­mo­wę, któ­ra ma do­pro­wa­dzić do osią­gnię­cia „za­wie­sze­nia bro­ni” i po­ro­zu­mie­nia się z ro­dzeń­stwem. Przed­sta­wia rów­nież krok po kro­ku mi­kro­krę­gi, któ­re są jed­ną z me­tod roz­wią­zy­wa­nia kon­flik­tów. Brzmi skom­pli­ko­wa­nie? Prze­czy­taj­cie ar­ty­kuł.

Część dla bierz­mo­wa­nych to ko­lej­na por­cja świa­dectw osób,...

Trójca Święta, czyli… szczęśliwa rodzina!

Bóg jest wspól­no­tą trzech Osób, któ­re tak bar­dzo ko­cha­ją sie­bie na­wza­jem, że się ze so­bą utoż­sa­mia­ją.

W Sta­rym Te­sta­men­cie lu­dzie mo­gli my­śleć, że Bóg jest sa­mot­ny, sko­ro jest Bo­giem je­dy­nym. Gdy­by­śmy gdzieś zo­ba­czy­li bia­łe­go kru­ka i udo­wod­ni­li, że to je­dy­ny o ta­kiej bar­wie na ca­łej pla­ne­cie, to mu­sie­li­by­śmy uznać, że jest bar­dzo sa­mot­ny. Tym­cza­sem Bóg jest je­dy­ny, a mi­mo to nie jest Bo­giem sa­mot­nym! Tę za­ska­ku­ją­cą praw­dę ob­ja­wił Syn Bo­ży, gdy przy­szedł do nas w ludz­kiej na­tu­rze. Chry­stus od­sło­nił ta­jem­ni­cę Bo­ga-Stwór­cy, któ­ry nie jest jed­ną oso­bą, lecz wspól­no­tą osób. To Oj­ciec, Syn i Duch Świę­ty. Te oso­by Bo­że są so­bie cał­ko­wi­cie rów­ne, cho­ciaż Syn po­cho­dzi od Oj­ca, a Duch po­cho­dzi od Oj­ca i Sy­na.

Fot. freepik.com

Trój­ca….

Od­kąd Syn Bo­ży ob­ja­wił nam, że Bóg nie jest jed­ną, sa­mot­ną oso­bą, za­czę­li­śmy na­zy­wać Bo­ga Trój­cą Świę­tą. Wy­ra­że­nie „Trój­ca” wska­zu­je na licz­bę osób w Bo­gu. Jed­nak to nie licz­ba osób jest naj­waż­niej­sza dla zro­zu­mie­nia Bo­ga. Naj­waż­niej­szy jest spo­sób, w ja­ki oso­by Bo­że od­no­szą się do sie­bie na­wza­jem. Po­dob­nie rzecz ma się w mał­żeń­stwie i ro­dzi­nie. Dla zro­zu­mie­nia te­go, ja­ka jest da­na ro­dzi­na oraz...

Wiedza dobrze podana

Pre­le­gen­ci z ca­łe­go świa­ta

Stro­na TED (z an­giel­skie­go Tech­no­lo­gia, Roz­ryw­ka i De­sign) jest spo­rą ba­zą na­grań cie­ka­wych osób, pre­zen­tu­ją­cych war­to­ścio­we idee. Pre­lek­cje gło­szo­ne są na ży­wo na kon­fe­ren­cjach or­ga­ni­zo­wa­nych od 1984 ro­ku, a po­tem umiesz­cza­ne na stro­nie www.ted.com, za­zwy­czaj z na­pi­sa­mi w róż­nych ję­zy­kach, w tym po pol­sku.

Fot. pixabay.com.jpg
/ ge­ralt

Te­ma­ty­ka jest róż­no­rod­na. W 10 mi­nut moż­na do­wie­dzieć się, czym jest i jak dzia­ła kom­pu­ter kwan­to­wy – dzię­ki ka­na­dyj­skiej pro­fe­sor fi­zy­ki kwan­to­wej Sho­hi­ni Gho­se. Z ko­lei Ren­zo Vi­ta­le z Gru­py BMW opo­wia­da o pro­jek­to­wa­niu dźwię­ku sa­mo­cho­du elek­trycz­ne­go, któ­ry nie po­wi­nien być zbyt gło­śny, a jed­no­cze­śnie mu­si być wy­raź­ny, co ma zna­cze­nia dla bez­pie­czeń­stwa pie­szych. Cie­ka­wa jest też pię­cio­mi­nu­to­wa lek­cja Re­bek­ki D. Ta­rvin o tym, dla­cze­go ja­do­wi­te zwie­rzę­ta nie szko­dzą sa­mym so­bie.

Ko­smicz­ne na­gra­nia

W ser­wi­sie YouTu­be ła­two zna­leźć ka­na­ły po­pu­la­ry­zu­ją­ce na­ukę, pro­wa­dzo­ne przez Po­la­ków. Fi­zyk To­masz Ro­żek pro­wa­dzi ka­nał „Na­uka. To lu­bię”. Opo­wia­da m.in., skąd gaz ma ener­gię czy co przy­cią­ga pio­run.

Od pa­sjo­na­ta ko­smo­su, Pio­tra Ko­ska z Astro­fa­zy moż­na się do­wie­dzieć o zde­rze­niu Jo­wi­sza z pla­ne­tą, ja­kie praw­do­po­dob­nie mia­ło miej­sce – ba­ga­te­la – 4,5 mi­liar­da lat te­mu. Moż­na też...

Jak bardzo się nudzisz?

Wy­da­je się, że w świe­cie YouTu­be, in­ter­ne­tu we wła­snej kie­sze­ni, fil­mów i mu­zy­ki na za­wo­ła­nie na nu­dę nie mo­że­my na­rze­kać. A je­śli to wszyst­ko to tyl­ko na­sze nie­udol­ne spo­so­by, by z nią so­bie po­ra­dzić? A pod ko­lo­ro­wą otocz­ką czai się ona – wiel­ka nu­da?

Za­sta­na­wia­li­ście się kie­dyś, co to jest nu­da? Naj­ogól­niej rzecz bio­rąc, to stan, w któ­rym do­cho­dzi do nas zbyt ma­ło bodź­ców lub są zbyt mo­no­ton­ne. Ta­ki brak sty­mu­la­cji mo­że pro­wa­dzić na­wet do apa­tii czy sta­nu umy­słu, w któ­rym „nie ma nic, co da­na oso­ba chcia­ła­by ro­bić”. Skąd się bie­rze nu­da? Ri­chard Win­ter, au­tor książ­ki Nu­da w kul­tu­rze roz­ryw­ki wy­mie­nia jej bar­dziej i mniej oczy­wi­ste przy­czy­ny.

Fot. unsplash.com / JC Gel­li­don

Co nas nie krę­ci?

Do tych pierw­szych na­le­żą mo­no­to­nia i po­wta­rzal­ność wy­ko­ny­wa­nych za­dań, ich zbyt­nia ła­twość lub trud­ność. Na nu­dę ma wpływ tak­że po­czu­cie odłą­cze­nia, któ­re ozna­cza, że nie czu­je­my za­an­ga­żo­wa­nia w sy­tu­ację, czu­je­my, że ona nas nie do­ty­czy bądź nie ma­my na nią wpły­wu. Nu­da wy­ni­kać mo­że z wie­ku – okres doj­rze­wa­nia i sta­rość to eta­py ży­cia naj­bar­dziej na nią po­dat­ne. Oso­by młod­sze po­trze­bu­ją wię­cej bodź­ców,...

Drodzy Czytelnicy!

Ży­je­my jak zom­bie. Wpa­trze­ni w na­sze smart­fo­ny. Ba­da­nia do­wo­dzą, że do­ty­ka­my ich 2600 ra­zy (!) dzien­nie i prze­cięt­nie się­ga­my po nie co dzie­sięć mi­nut. Jak to wpły­wa na na­sze re­la­cje z in­ny­mi? Od­po­wiedź ma­my pod no­sem. W prze­no­śni i do­słow­nie. Spójrz­my na naj­bliż­szy sto­lik w ka­wiar­ni.

Grup­ka zna­jo­mych – wi­dać, że zna­ją się jak ły­se ko­nie. Sie­dzą ni­by ze so­bą, ale każ­dy z nich trzy­ma w rę­ku te­le­fon i re­agu­je na każ­de otrzy­ma­ne po­wia­do­mie­nie. A my? Na spo­tka­niach ro­dzin­nych trzy­ma­my smart­fon w dło­ni lub na sto­le. Bo jak to? Prze­ga­pić zdję­cie Tom­ka lub po­wia­do­mie­nie od Ani? Za nic w świe­cie!

Czy prze­mknę­ła nam kie­dyś przez gło­wę myśl, ile cza­su spę­dza­my wpa­trze­ni w ekran te­le­fo­nu? Po­le­cam spraw­dzić to obiek­tyw­nie, uży­wa­jąc choć­by przez kil­ka dni jed­nej z apli­ka­cji do mie­rze­nia cza­su i spo­so­bu je­go spę­dza­nia przez nas, gdy ma­my nos w smart­fo­nie. Wy­ni­ki mo­gą za­sko­czyć i prze­ra­zić. Z pew­no­ścią skoń­czą wy­mów­ki, że nie ma­my na nic cza­su. Bo go ma­my, tyl­ko mar­nu­je­my na scrol­lo­wa­nie Fa­ce­bo­oka, Twit­te­ra czy Pin­te­re­sta. A co gdy­by tak czas wy­li­czo­ny przez apli­ka­cję spę­dzić na na­uce na kla­sów­kę z ma­te­ma­ty­ki, spo­tka­niach ze zna­jo­my­mi, jeź­dzie na...

Namaszczenie oznacza wezwanie

Sa­kra­men­ty to wi­dzial­ne zna­ki mi­ło­ści Bo­ga i Je­go ła­ski. W Bierz­mo­wa­niu pod­sta­wo­wym zna­kiem uświę­ca­ją­ce­go dzia­ła­nia Bo­ga jest olej krzyż­ma.

Olej, któ­re­go uży­wa się w sa­kra­men­cie Bierz­mo­wa­nia, świę­ci się w Wiel­ki Czwar­tek przed po­łu­dniem w cza­sie Mszy św. spra­wo­wa­nej w ka­te­drze. Na­zwa te­go ole­ju po­cho­dzi od grec­kie­go sło­wa chri­sis, czy­li na­masz­cze­nie. Jest to ja­sny olej z oli­wek, zmie­sza­ny z ciem­nym, pach­ną­cym bal­sa­mem. Po­świę­ce­nia krzyż­ma do­ko­nu­je bi­skup po Ko­mu­nii świę­tej. No­wo po­świę­co­ne­go ole­ju pierw­szy raz uży­wa się przy udzie­la­niu Chrztu i Bierz­mo­wa­nia w cza­sie Wi­gi­lii Pas­chal­nej. Olej krzyż­ma słu­ży ja­ko sa­kra­men­tal­ny znak przy udzie­la­niu Chrztu, Bierz­mo­wa­nia, sa­kra­men­tu ka­płań­stwa, a tak­że przy kon­se­kra­cji ko­ścio­ła czy oł­ta­rza.

Fot. unsplash.com / Al­mos Bech­told

Sym­bo­li­ka krzyż­ma i na­masz­cze­nia

Oli­wa jest sym­bo­lem te­go, co cen­ne. Nie tyl­ko jest spo­ży­wa­na ja­ko zdro­we źró­dło tłusz­czu. Przez stu­le­cia słu­ży­ła też ja­ko śro­dek do pie­lę­gna­cji skó­ry oraz ja­ko spe­cy­fik lecz­ni­czy, któ­ry de­zyn­fe­ku­je i ła­go­dzi ból. Sto­so­wa­na w lamp­kach oliw­nych sta­je się źró­dłem świa­tła. Po­nad­to uży­wa­nie oli­wy ma zna­cze­nie sym­bo­licz­ne. Na­cie­ra­nie oli­wą, czy­li na­masz­cze­nie, sym­bo­li­zu­je włą­cze­nie czło­wie­ka w Bo­że ży­cie i Bo­żą moc. W Sta­rym Te­sta­men­cie czy­ta­my, że oli­wę sto­so­wa­no przy na­masz­cze­niu kró­la – ja­ko...

DIY. Do It Yourself. Jak skutecznie usiąść, aby czytać?

Jak uży­wać tych wszyst­kich mą­drych na­rzę­dzi z róż­nych ar­ty­ku­łów czy po­rad­ni­ków, gdy trud­no po­ko­nać dwie stro­ny bi­blij­ne­go tek­stu? Etiop, dwo­rza­nin kró­lo­wej Kan­da­ki, wra­cał z Je­ro­zo­li­my – jak po­da­ją Dzie­je Apo­stol­skie – czy­ta­jąc w swo­im wo­zie pro­ro­ka Iza­ja­sza. I nic nie ro­zu­miał. Gdy po­ja­wił się przed nim Fi­lip, Etiop­czyk po­wie­dział: Jak­że mo­gę ro­zu­mieć, je­śli mi nikt nie wy­ja­śni. Za­pro­sił Fi­li­pa do wo­zu i po­ka­zał mu, co ak­tu­al­nie czy­tał. Ale: czy­tał. Nie ma py­tań bez czy­ta­nia, nie ma roz­wią­zań bez usil­ne­go po­szu­ki­wa­nia, nie ma wie­dzy bez jej za­wzię­te­go zdo­by­wa­nia. Coś zdo­by­te z pa­sją i w jej re­zul­ta­cie, da­je ogrom­ną ra­dość i me­ga sa­tys­fak­cję. I po­py­cha ku na­stęp­nym, nie­zna­nym prze­strze­niom. To mo­że: kil­ka tro­pów.

Fot. unsplash.com / Pri­scil­la Du Pre­ez

Czy­taj jed­nym tchem

Czy­taj ewan­ge­lię we­dług św. Mar­ka jed­nym tchem, od de­ski do de­ski (=od po­cząt­ku do koń­ca). Gło­śna lek­tu­ra zaj­mu­je oko­ło pół­to­rej go­dzi­ny – ci­cha znacz­nie, znacz­nie mniej. Nie zwra­caj uwa­gi na śród­ty­tu­ły, czy­li roz­dzie­la­ją­ce tekst sfor­mu­ło­wa­nia wy­dru­ko­wa­ne po­gru­bio­ną czcion­ką. One są wtór­ne. Ich ce­lem był po­dział tek­stu bi­blij­ne­go z my­ślą o li­tur­gii czy pod­czy­ty­wa­niu pod­czas na­bo­żeństw. Z punk­tu wi­dze­nia współ­cze­snej eg­ze­ge­zy moż­na dziś...

Poza smartfonem jest całkiem spoko

Wy­cze­ki­wa­na na­gro­da oka­za­ła się dla mnie pu­łap­ką. Co­raz wię­cej i wię­cej cza­su spę­dza­łem z te­le­fo­nem w rę­ce.

Do dzi­siaj pa­mię­tam mo­ment, gdy do­sta­łem od ro­dzi­ców pierw­sze­go smart­fo­na. Z za­mknię­ty­mi ocza­mi po­tra­fię opo­wie­dzieć, ja­ki to był mo­del i ja­kie miał ce­chy. To by­ła na­gro­da za świa­dec­two z pa­skiem. Oj, jak bar­dzo się sta­ra­łem, że­by ją zdo­być. Na nie­szczę­ście mi się uda­ło. Dla­cze­go „na nie­szczę­ście”? Po­nie­waż od te­go cza­su nie mia­łem już do­brych ocen. Co­raz wię­cej cza­su spę­dza­łem z no­sem w te­le­fo­nie, gra­jąc, scrol­lu­jąc Fa­ce­bo­oka, prze­glą­da­jąc In­sta­gra­ma, oglą­da­jąc fil­mi­ki na YouTu­be. By­łem na bie­żą­co z naj­śmiesz­niej­szy­mi i naj­głup­szy­mi fil­mi­ka­mi. Nikt nie był w sta­nie mnie czymś no­wym za­sko­czyć. Wszyst­ko wcze­śniej wi­dzia­łem.

Ży­cie w smart­fo­nie

Im wię­cej cza­su spę­dza­łem z te­le­fo­nem, tym gor­sze mia­łem oce­ny. Zda­rza­ło mi się za­po­mi­nać o za­da­niach do­mo­wych. Czas prze­zna­czo­ny na na­ukę na kla­sów­ki spę­dza­łem na pod­glą­da­niu zna­jo­mych w me­diach spo­łecz­no­ścio­wych. Za­sy­pia­łem z te­le­fo­nem w rę­ce. Gdy prze­bu­dza­łem się w no­cy, się­ga­łem od­ru­cho­wo po te­le­fon i za­czy­na­łem prze­glą­dać in­ter­net i ulu­bio­ne stro­ny. Jak póź­niej ob­li­czy­łem, spę­dza­łem w in­ter­ne­cie po 6–8 go­dzin dzien­nie.

Do­szło do te­go, że za­czą­łem być ner­wo­wy, je­śli roz­ła­do­wał mi się te­le­fon. Usil­nie...