Święty egoizm

Czy w mi­ło­sier­dziu jest miej­sce na… od­mo­wę po­mo­cy?

Wy­ja­śnij­my so­bie coś

Wie­lu z nas ko­ja­rzy ego­izm z kon­cen­tro­wa­niem się na so­bie. Czy to słusz­na de­fi­ni­cja? I tak, i nie. Bo z jed­nej stro­ny w ego­izmie cho­dzi o sku­pia­nie się na „ja”, ale z dru­giej – nie da się żyć, kom­plet­nie po­mi­ja­jąc sie­bie sa­me­go. Ja­ka za­tem jest mia­ra? – Ego­izm to kon­cen­tro­wa­nie się wy­łącz­nie na so­bie – wy­ja­śnia tę kwe­stię o. Krzysz­tof Dy­rek. Nie moż­na więc tak po pro­stu na­zwać ego­istą czło­wie­ka, któ­ry szu­ka wła­sne­go do­bra. Mia­rą ego­izmu nie jest sam fakt „sku­pia­nia na so­bie. Ego­ista to ktoś, kto szu­ka „wy­łącz­nie” wła­sne­go do­bra.

fot. Si­be­ria © 123RF.com

Jak tu wsze­dłeś?!

A skąd się wła­ści­wie bie­rze ego­izm? Zda­rza się, że czło­wiek nie do­świad­cza w ży­ciu zbyt wie­le mi­ło­ści. I nie cho­dzi tu wy­łącz­nie o dzie­ci po­zba­wio­ne ro­dzi­ców czy in­ne tra­ge­die. Tak na­praw­dę wszy­scy je­ste­śmy w środ­ku bar­dzo de­li­kat­ni. I cza­sem wy­star­czy kil­ka sy­tu­acji, w któ­rych po pro­stu „za­bra­kło” nam mi­ło­ści ze stro­ny osób, od któ­rych mie­li­śmy pra­wo jej ocze­ki­wać. Wów­czas po­ja­wia się ból. Je­śli się to po­wta­rza, czło­wiek (zwłasz­cza dziec­ko!) za­czy­na po­strze­gać sie­bie ja­ko nie­god­ne­go mi­ło­ści. I nie uczy się doj­rza­le sie­bie ko­chać. Bo prze­cież to...

Istnienia Jezusa nie da się podważyć!

Tak­że dziś lu­dzie pod­li naj­chęt­niej po raz dru­gi ska­za­li­by Je­zu­sa na śmierć i pil­no­wa­li, że­by już ni­gdy nie wy­szedł z gro­bu. Jed­nym ze spo­so­bów „no­wo­cze­sne­go” ska­zy­wa­nia Je­zu­sa na śmierć jest twier­dze­nie, że On ni­gdy nie ist­niał.

Co ja­kiś czas po­ja­wia­ją się lu­dzie, któ­rzy pod­da­ją w wąt­pli­wość to, czy Je­zus ist­niał na­praw­dę. Jak to jest moż­li­we, że ktoś uzna­je za po­stać mi­to­lo­gicz­ną ko­goś naj­bar­dziej zna­ne­go w hi­sto­rii ludz­ko­ści, kto w ra­dy­kal­ny spo­sób zmie­nił dzie­je te­go świa­ta, za ko­go mi­lio­ny mę­czen­ni­ków od­da­ło ży­cie i kto jest naj­więk­szym au­to­ry­te­tem mo­ral­nym dla co naj­mniej mi­liar­da osób w na­szych cza­sach? Od­po­wie­dzieć na to py­ta­nie sta­nie się oczy­wi­sta wte­dy, gdy uświa­do­mi­my so­bie, czym cha­rak­te­ry­zu­je się czło­wiek świę­ty.

Chry­stus nio­są­cy krzyż, El Gre­co, ok. 1578 r.

Lu­dzie pod­li bo­ją się świę­to­ści

Czło­wiek świę­ty to ktoś, kto cie­szy i fa­scy­nu­je lu­dzi szla­chet­nych, kto nie­po­koi tych, któ­rzy grze­szą i ko­go chcą za­bić lu­dzie pod­li. Tak by­ło na przy­kład ze św. Ja­nem Paw­łem II. Lu­dzie szla­chet­ni przy­jeż­dża­li do nie­go z ca­łe­go świa­ta, że­by cho­ciaż na chwi­lę go zo­ba­czyć. Grzesz­ni­kom przy Pa­pie­żu trzę­sły się rę­ce z nie­po­ko­ju i po­czu­cia wi­ny, a lu­dzie...

Drodzy Czytelnicy!


Za­wsze w dniu, w któ­rym od­da­je do dru­ku ko­lej­ny nu­mer „Dro­gi do Bierz­mo­wa­nia” pod­no­si mi się po­ziom ad­re­na­li­ny. Nie jest mi po­trzeb­na ka­wa, by się po­bu­dzić. Chce, że­by wszyst­ko by­ło do­pię­te na ostat­ni gu­zik. Nie chce ni­cze­go prze­oczyć. Po raz ostat­ni czy­tam ca­ły nu­mer, że­by wy­ła­pać li­te­rów­ki, któ­re wcze­śniej mi umknę­ły. Przez ca­ły dzień. to­wa­rzy­szy mi stres.

W tym nu­me­rze roz­kła­da­my stres na czyn­ni­ki pierw­sze. Pi­sze­my, skąd się bie­rze i pod­po­wia­da­my, jak go unik­nąć. Chce­cie mieć lep­sze oce­ny? Z pew­no­ścią: ) Jak je zdo­by­wać? – wy­ja­śni dr Klau­dia Mar­ty­now­ska. Pi­sze­my też o do­brym od­po­czyn­ku. Jest on bar­dzo waż­ny, je­śli chce się mniej stre­so­wać.

W czę­ści dla bierz­mo­wa­nych prze­czy­ta­cie, dla­cze­go za­le­ca się, że­by w cza­sie Bierz­mo­wa­nia zo­sta­wić imię, któ­re otrzy­ma­li­śmy przy Chrzcie św. Do­wie­cie się, jak zo­stać rycerzem/rycerka Bo­ga i po­zna­cie chło­pa­ka, któ­ry stwo­rzył apli­ka­cje, któ­ra po­ma­ga w przy­go­to­wa­niu się do sa­kra­men­tu doj­rza­ło­ści chrze­ści­jań­skiej.

Aga­ta Goł­da, re­dak­tor na­czel­na

Spotkać Miłość

Gdy mia­łem sie­dem lat, od­kry­łem, że ma­ma cho­dzi­ła co­dzien­nie na Eu­cha­ry­stię. Wy­cho­dzi­ła o 5.30 i szła pie­szo dwa ki­lo­me­try do ko­ścio­ła, że­by za­osz­czę­dzić na au­to­bu­sie. W tam­tych cza­sach li­czył się każ­dy grosz. Po­pro­si­łem ją, by nie cho­dzi­ła co­dzien­nie do ko­ścio­ła, bo wte­dy mo­że dłu­żej spać i bę­dzie mia­ła wię­cej sił. Ma­ma uśmiech­nę­ła się i od­po­wie­dzia­ła: „Mam si­łę wła­śnie dla­te­go, że co­dzien­nie spo­ty­kam się z Je­zu­sem i no­szę Go w ser­cu”.

fot. pixabay.com – he­bi­moh

 Wy­obraź­my so­bie, że któ­re­goś dnia przy wyj­ściu ze szko­ły pięt­na­sto­let­ni chło­pak pro­po­nu­je swo­jej ko­le­żan­ce z kla­sy, że od­pro­wa­dzi ją do do­mu. Lu­bią ze so­bą roz­ma­wiać, więc ona chęt­nie się zga­dza. Gdy są już bli­sko jej do­mu, chło­pak wi­dzi, że prze­jeż­dża­ją­cy wła­śnie obok nich sa­mo­chód wjeż­dża na chod­nik pro­sto w dziew­czy­nę. Rzu­ca się w jej kie­run­ku, że­by uchro­nić ją przed ude­rze­niem au­ta. Uda­je mu się, ale sam zo­sta­je po­waż­nie ran­ny. Dziew­czy­na jest wzru­szo­na do łez tym, że chło­pak za­ry­zy­ko­wał dla niej ży­cie. Bę­dzie co­dzien­nie – wzru­szo­na i wdzięcz­na za je­go po­świę­ce­nie – od­wie­dzać go w szpi­ta­lu, a póź­niej w do­mu. Śla­dy ran na je­go cie­le bę­dą jej cią­gle...

Nowe życie – nowy ja!

Abra­mo­wi Bóg zmie­nił imię na Abra­ham, Ja­kub zo­stał Izra­elem, Szy­mon Pio­trem, a Sza­weł stał się Paw­łem. A ty kim zo­sta­niesz?

fot. pixabay.com – Fo­to­rech

Zmia­na imie­nia w tra­dy­cji chrze­ści­jań­skiej jest obec­na od wie­ków. W świe­cie po­gań­skim gdy ktoś przyj­mo­wał chrzest i sta­wał się chrze­ści­ja­ni­nem, zmie­niał rów­nież swo­je imię. Każ­dy no­wo wy­bra­ny pa­pież wy­bie­ra so­bie no­we imię. Po­dob­nie za­kon­ni­cy i za­kon­ni­ce przy skła­da­niu ślu­bów wie­czy­stych.

Imię, czy­li po­wo­ła­nie

No­we imię ozna­cza no­we­go czło­wie­ka. Każ­da z po­wyż­szych sy­tu­acji wią­że się z waż­ną zmia­ną w ży­ciu, no­wym po­wo­ła­niem, do któ­re­go wzy­wał Bóg. Przy chrzcie do­ro­słe­go no­we imię ozna­cza zu­peł­nie no­we­go czło­wie­ka, za­nu­rzo­ne­go w Chry­stu­sie. Jest to zmia­na, któ­ra do­ko­nu­je się w głę­bi ser­ca, a jej zna­kiem jest wła­śnie zmia­na imie­nia. W świe­cie bi­blij­nym imię zwy­kle ma ja­kieś głęb­sze zna­cze­nie, ko­ja­rzy się z kon­kret­nym za­da­niem, do któ­re­go wzy­wa Bóg. Piotr, czy­li opo­ka, miał stać się ska­łą i opar­ciem dla ca­łe­go Ko­ścio­ła. Abra­ham stał się oj­cem wie­lu na­ro­dów. Wy­bór imie­nia za­tem nie mo­że być czymś przy­pad­ko­wym, wią­że się bo­wiem z no­wym wy­zwa­niem; dro­gą, któ­rą dla czło­wie­ka wy­bie­ra Bóg.

ks. Ka­mil Go­łusz­ka

Wię­cej w dru­ko­wa­nym wy­da­niu „Dro­gi”. Za­chę­ca­my do pre­nu­me­ra­ty. O...

Postaw dobrze żagle

Z dr Klau­dią Mar­ty­now­ską, psy­cho­lo­giem, o stre­sie i ma­lo­wa­niu kred­ka­mi wy­obraź­ni roz­ma­wia Aga­ta Goł­da.

fot. pixabay.com – na­stya gepp

Czym jest stres?

- Stres jest re­ak­cją na­sze­go or­ga­ni­zmu na sy­tu­acje, któ­rych do­świad­cza­my w ży­ciu. Kie­dy się stre­su­je­my, nasz or­ga­nizm my­śli, że sy­tu­acja jest za­gro­że­niem i au­to­ma­tycz­nie uru­cha­mia me­cha­nizm: „wal­ka al­bo uciecz­ka”. Naj­ła­twiej jest to zro­zu­mieć, prze­no­sząc się do świa­ta zwie­rząt. Kie­dy dra­pież­ca zbli­ża się do ofia­ry, np. lew do an­ty­lo­py, wów­czas or­ga­nizm an­ty­lo­py mo­bi­li­zu­je si­ły do uciecz­ki lub do wal­ki. Jej mózg wy­dzie­la „do­dat­ko­we pa­li­wo” w po­sta­ci hor­mo­nów, np. ad­re­na­li­nę, któ­ra przy­spie­sza bi­cie ser­ca i do­star­cza wię­cej tle­nu do mię­śni. Dzię­ki te­mu an­ty­lo­pa szyb­ko za­bie­ra się do uciecz­ki.

A jak to jest u lu­dzi?

- Gdy się stre­su­je­my, czę­sto od­czu­wa­my przy­spie­szo­ne bi­cie ser­ca. Na­sze cia­ło po­ci się, nie­któ­rzy z nas ob­le­wa­ją się ru­mień­cem, a in­ni „za­mie­ra­ją”. Ta ostat­nia re­ak­cja na­sze­go or­ga­ni­zmu czę­sto to­wa­rzy­szy uczniom pod­czas ust­nej od­po­wie­dzi, kie­dy oka­zu­je się, że nie pa­mię­ta­ją ma­te­ria­łu, któ­re­go uczy­li się dzień wcze­śniej lub nie są w sta­nie wy­du­sić z sie­bie sło­wa.

Wię­cej w dru­ko­wa­nym wy­da­niu „Dro­gi”. Za­chę­ca­my do pre­nu­me­ra­ty. O „Dro­gę” py­taj­cie tak­że w swo­ich pa­ra­fiach.

Drodzy Czytelnicy!


Idę uli­cą i wi­dzę lu­dzi ze smart­fo­na­mi w dło­niach. Scrol­lu­ją, pi­szą SMS-y, roz­ma­wia­ją, twe­etu­ją, laj­ku­ją i udo­stęp­nia­ją mnó­stwo rze­czy o tym, co ro­bią. Nie­raz się po­tkną, bo nie za­uwa­żą krzy­wej pły­ty chod­ni­ko­wej, nie­raz w ostat­niej chwi­li za­trzy­ma­ją się na czer­wo­nym świe­tle. Naj­smut­niej­sze jest jed­nak to, że z no­sa­mi w smart­fo­nach prze­ga­pia­ją to, co naj­waż­niej­sze. Dru­gie­go czło­wie­ka. Czy to znak cza­su?

Tech­no­lo­gia nie jest ani do­bra, ani zła. Do­bry lub zły mo­że być spo­sób, w ja­ki z niej ko­rzy­sta­my. Za­pra­szam Was w po­dróż do świa­ta tech­no­lo­gii, bez któ­rej nie wy­obra­ża­my so­bie ży­cia i do od­kry­cia, że waż­niej­szy jest uśmiech w re­alu od laj­ka na Fej­sie.

W czę­ści dla bierz­mo­wa­nych znaj­dzie­cie tekst ks. To­ma­sza Pod­lew­skie­go o Du­chu Świę­tym. Do­wie­cie się, czy każ­dy z nas do­stał od Nie­go ja­kiś cha­ry­zmat. Ksiądz Ma­rek Dzie­wiec­ki pi­sze o chrzcie, któ­ry po­rów­nu­je do szcze­pion­ki Mi­ło­ści, a od­waż­ny świa­dek wia­ry, Ja­kub Maj­chrzak, dzie­li się swo­im świa­dec­twem. Wy­obraź­cie so­bie, jak cho­dzi po uli­cach Po­zna­nia i opo­wia­da prze­chod­niom o Bo­gu.

Ten nu­mer jest wy­jąt­ko­wy, po­nie­waż Pol­ska Fun­da­cja dla Afry­ki przed­sta­wia w nim co­dzien­ność lu­dzi miesz­ka­ją­cych na tym kon­ty­nen­cie. To, co my uzna­je­my za oczy­wi­stość – bie­żą­ca...

Szczepionka Miłości

Sa­kra­men­ty to szcze­gól­na po­moc Bo­ga. Bo­ga, któ­ry ko­cha czło­wie­ka i pra­gnie, by każ­dy w ra­do­sny i bło­go­sła­wio­ny spo­sób żył tu i te­raz, a nie do­pie­ro kie­dyś po śmier­ci do­cze­snej w Nie­bie. Owoc­ne ko­rzy­sta­nie z po­mo­cy te­go sa­kra­men­tu po­mo­cy za­le­ży od te­go, czy doj­rza­le ro­zu­mie­my to, cze­go Bóg w nim do­ko­nu­je. Oraz od te­go, w ja­ki spo­sób po­win­ni­śmy od­po­wie­dzieć na otrzy­ma­ne od Nie­go da­ry.

Zwy­kle mó­wi­my, że sa­kra­ment chrztu gła­dzi grzech pier­wo­rod­ny. Ta­kie stwier­dze­nie mo­że wpro­wa­dzać w błąd, su­ge­ru­jąc, że ko­lej­ne po­ko­le­nia lu­dzi są od­po­wie­dzial­ne za grze­chy po­przed­ni­ków. Bóg ni­ko­mu z nas nie przy­pi­su­je grze­chów, któ­re po­peł­nił ktoś in­ny. Grzech ani wi­na się nie dzie­dzi­czą. Grzech pier­wo­rod­ny to grzech Ada­ma i Ewy. Ob­cią­ża su­mie­nia wy­łącz­nie tych pierw­szych lu­dzi. My po­no­si­my na­to­miast skut­ki ich pierw­sze­go grze­chu. Po­no­si­my też skut­ki grze­chów lu­dzi z ko­lej­nych po­ko­leń. Gdy ktoś, kto ma bez­po­śred­ni wpływ na na­sze ży­cie, nie słu­cha Bo­ga i czy­ni zło, to za­da­je nam nie­za­wi­nio­ne przez nas cier­pie­nie. By­wa ono cza­sem bo­le­sne. Dzie­je się tak na przy­kład wte­dy, gdy ktoś z na­szych ro­dzi­ców prze­sta­je ko­chać, al­bo gdy po­pa­da w ja­kieś uza­leż­nie­nie. Po­dob­nie za­czy­na­my cier­pieć wte­dy, gdy ktoś z na­szych ró­wie­śni­ków, któ­rych trak­to­wa­li­śmy jak przy­ja­ciół, za­czy­na nas krzyw­dzić.

Bierzmowanie – jak to ogarnąć?

Są ta­kie Msze, któ­re nie przy­sta­ją do tych nie­dziel­nych. Nie trze­ba być or­łem li­tur­gii, aby z grub­sza stwier­dzić, że Msza ślub­na róż­ni się nie­co od chrzciel­nej, a wiel­ka­noc­na od po­grze­bo­wej. Tak­że Msza z udzie­le­niem sa­kra­men­tu bierz­mo­wa­nia jest nie­co bo­gat­sza od ty­po­wej. Ja­kie to róż­ni­ce? Ile ich jest? I jak się w nich od­na­leźć?

Po­czą­tek za­sad­ni­czo jest ten sam. No­wo­ścią jest tyl­ko po­wi­ta­nie księ­dza bi­sku­pa. Wy­pa­da, aby tekst po­wi­ta­nia wy­gła­sza­ny był przez pro­bosz­cza, ro­dzi­ców, bądź sa­mych kan­dy­da­tów. Ma­ła wska­zów­ka dla tych, któ­rzy wi­ta­ją sza­fa­rza sa­kra­men­tu – w po­wi­ta­niach bi­sku­pa ra­czej uni­ka się na­zy­wa­nia go „go­ściem”. Bi­skup jest bo­wiem pierw­szym go­spo­da­rzem każ­dej pa­ra­fii na te­re­nie je­go die­ce­zji. Pro­boszcz „rzą­dzi” w tym miej­scu dla­te­go, że to wła­śnie bi­skup po­dzie­lił się z nim swo­ją dusz­pa­ster­ską wła­dzą. Po po­wi­ta­niu Msza świę­ta aż do koń­ca Ewan­ge­lii prze­bie­ga tak, jak za­wsze: akt po­ku­ty (przy bierz­mo­wa­niu jest to naj­czę­ściej po­kro­pie­nie wo­dą świę­co­ną), hymn Chwa­ła na wy­so­ko­ści Bo­gu, ko­lek­ta (mo­dli­twa od­ma­wia­na przez ce­le­bran­sa) i czy­ta­nia z psal­mem. Ale uwa­ga! Po od­czy­ta­niu Ewan­ge­lii nie sia­daj jesz­cze na ka­za­nie!

fot. 123rf.com

 

Czy ty w ogó­le wiesz?

W chwi­li, w któ­rej od­ru­cho­wo sia­dasz, na­stę­pu­je waż­ny...

Egzamin na smartfona?

Ła­two za­po­mi­na­my o tym, jak bar­dzo po­tęż­nym na­rzę­dziem jest smart­fon, bo je­go ob­słu­ga jest in­tu­icyj­na. Na­wet trzy­lat­ki bły­ska­wicz­nie opa­no­wu­ją ro­bie­nie i prze­glą­da­nie zdjęć, oglą­da­nie ba­jek i gry. Dla­te­go nie zwra­ca­my uwa­gi na to, że smart­fon za­miast być po pro­stu uży­tecz­nym na­rzę­dziem, mo­że stać się tak waż­ną czę­ścią ży­cia, że bez nie­go sta­je­my się bez­rad­ni.

Czy wiesz, że kie­dyś lu­dzie prze­cho­wy­wa­li w pa­mię­ci dzie­siąt­ki nu­me­rów te­le­fo­nicz­nych? Dziś część lu­dzi nie pa­mię­ta na­wet wła­sne­go nu­me­ru, tak bar­dzo po­le­ga­my na pa­mię­ci te­le­fo­nu. W ba­da­niach na­uko­wych wy­ka­za­no, że użyt­kow­ni­cy smart­fo­nów tra­cą zdol­ność za­pa­mię­ty­wa­nia nu­me­rów te­le­fo­nicz­nych!

Wza­jem­na wkręt­ka

Jak bar­dzo je­ste­śmy uza­leż­nie­ni od smart­fo­nów ujaw­nia się w chwi­li, gdy tra­ci­my do nich do­stęp. Gdy smart­fon roz­ła­do­wu­je się, lub gdy trze­ba go zo­sta­wić, na­wet na kil­ka go­dzin, wie­le osób prze­ży­wa au­ten­tycz­ną pa­ni­kę, a jesz­cze wię­cej lu­dzi – sil­ny nie­po­kój. Zja­wi­sko to do­ro­bi­ło się na­wet wła­snej na­zwy – FOMO – fe­ar of mis­sing out, in­ny­mi sło­wy – lęk przed tym, że coś nas omi­nie i wy­pad­nie­my z by­cia na bie­żą­co. Lu­dzie do­świad­cza­ją­cy FOMO, nie­ste­ty, na­wza­jem pod­sy­ca­ją swój nie­po­kój. Być mo­że zda­rzy­ło ci się, że nie od­po­wie­dzia­łeś od ra­zu na po­wia­do­mie­nie, wia­do­mość czy SMS-a i nadaw­ca zru­gał cię, uzna­jąc to za ob­jaw lek­ce­wa­że­nia. A mo­że chcia­łeś spo­tkać się ze zna­jo­my­mi, lecz...