Orędzie Ojca Świętego Franciszka do Młodych z okazji XXXI ŚDM – Kraków 2016

«Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią» (Mt 5,7)

 

Dro­dzy mło­dzi,
do­szli­śmy do ostat­nie­go eta­pu na­sze­go piel­grzy­mo­wa­nia do Kra­ko­wa, gdzie w lip­cu przy­szłe­go ro­ku bę­dzie­my wspól­nie świę­to­wa­li XXXI Świa­to­wy Dzień Mło­dzie­ży. Pod­czas na­szej dłu­giej i wy­ma­ga­ją­cej dro­gi, pro­wa­dzą nas sło­wa Je­zu­sa, po­cho­dzą­ce z Ka­za­nia na Gó­rze. Roz­po­czę­li­śmy ją w 2014 ro­ku, roz­wa­ża­jąc wspól­nie pierw­sze bło­go­sła­wień­stwo: „Bło­go­sła­wie­ni ubo­dzy w du­chu, al­bo­wiem do nich na­le­ży kró­le­stwo nie­bie­skie” (Mt 5,3). Te­mat wy­bra­ny na rok 2015, to: „Bło­go­sła­wie­ni czy­ste­go ser­ca, al­bo­wiem oni Bo­ga oglą­dać bę­dą” (Mt 5,8). W ro­ku, któ­ry jest przed na­mi, pra­gnie­my za­in­spi­ro­wać się sło­wa­mi: „Bło­go­sła­wie­ni mi­ło­sier­ni, al­bo­wiem oni mi­ło­sier­dzia do­stą­pią” (Mt 5,7).

1. Jubileusz Miłosierdzia

 

Wraz z tym te­ma­tem, Świa­to­wy Dzień Mło­dzie­ży Kra­ków 2016 wpi­su­je się w Rok Świę­ty Mi­ło­sier­dzia, sta­jąc się praw­dzi­wym Ju­bi­le­uszem Mło­dych w wy­mia­rze świa­to­wym. Nie pierw­szy raz mię­dzy­na­ro­do­we spo­tka­nie mło­dych zbie­ga się z Ro­kiem Ju­bi­le­uszo­wym. W isto­cie, to w Ro­ku Świę­tym Od­ku­pie­nia (1983/1984) św. Jan Pa­weł II po raz pierw­szy za­pro­sił mło­dych z ca­łe­go świa­ta na Nie­dzie­lę Pal­mo­wą. Póź­niej, w cza­sie Wiel­kie­go Ju­bi­le­uszu Ro­ku 2000 po­nad dwa mi­lio­ny mło­dych z oko­ło 165 kra­jów ze­bra­ły się w Rzy­mie na XV Świa­to­wym Dniu Mło­dzie­ży. Je­stem pe­wien, że po­dob­nie, jak w tych dwóch przy­pad­kach, tak i te­raz Ju­bi­le­usz Mło­dych w Kra­ko­wie bę­dzie jed­nym z waż­nych wy­da­rzeń te­go Ro­ku Świę­te­go!
Być mo­że nie­któ­rzy z was za­da­ją so­bie py­ta­nie: czym jest ów Rok Ju­bi­le­uszo­wy ob­cho­dzo­ny w Ko­ście­le? Tekst bi­blij­ny z 25. roz­dzia­łu Księ­gi Ka­płań­skiej po­ma­ga nam zro­zu­mieć, co ozna­czał „ju­bi­le­usz” dla lu­du Izra­ela: co pięć­dzie­siąt lat Ży­dzi sły­sze­li roz­brzmie­wa­ją­cy dźwięk ro­gu (jo­bel), któ­ry zwo­ły­wał ich (jo­bil) do ob­cho­dów ro­ku świę­te­go, ja­ko cza­su po­jed­na­nia (jo­bal) dla wszyst­kich. W tym cza­sie na­le­ża­ło od­bu­do­wać, opar­te na dar­mo­wo­ści, do­bre re­la­cje z Bo­giem, bliź­nim i ca­łym stwo­rze­niem. Za­chę­ca­no więc, mię­dzy in­ny­mi, do da­ro­wa­nia dłu­gów, po­ma­ga­nia ży­ją­cym w nę­dzy, na­pra­wia­nia re­la­cji mię­dzy­ludz­kich i uwal­nia­nia nie­wol­ni­ków.
Je­zus Chry­stus przy­szedł, aby oznaj­mić i wy­peł­nić czas ła­ski od Pa­na, przy­no­sząc do­brą no­wi­nę ubo­gim, uwol­nie­nie więź­niom, wzrok nie­wi­do­mym i wol­ność uci­śnio­nym (por. Łk 4,18–19). W Nim, a w spo­sób szcze­gól­ny w Je­go Mi­ste­rium Pas­chal­nym, wy­peł­nia się naj­głęb­szy sens ju­bi­le­uszu. Kie­dy w imię Chry­stu­sa Ko­ściół zwo­łu­je ju­bi­le­usz, wszy­scy je­ste­śmy za­pro­sze­ni do prze­ży­wa­nia nad­zwy­czaj­ne­go cza­su ła­ski. Sam Ko­ściół jest po­wo­ła­ny do hoj­ne­go dzie­le­nia się zna­ka­mi obec­no­ści i bli­sko­ści Bo­ga, do bu­dze­nia w ser­cach zdol­no­ści do­strze­ga­nia te­go, co naj­istot­niej­sze. W spo­sób szcze­gól­ny ten Rok Świę­ty Mi­ło­sier­dzia „to czas, aby na no­wo od­kryć po­czu­cie mi­sji, ja­ką Pan po­wie­rzył swe­mu Ko­ścio­ło­wi w dzień Wiel­ka­no­cy: być zna­kiem i na­rzę­dziem mi­ło­sier­dzia Oj­ca” (Ho­mi­lia pod­czas Pierw­szych Nie­szpo­rów Nie­dzie­li Mi­ło­sier­dzia Bo­że­go, 11 kwiet­nia 2015).

2. Miłosierni jak Ojciec

 

Ha­słem te­go Nad­zwy­czaj­ne­go Ju­bi­le­uszu są sło­wa „Mi­ło­sier­ni, jak Oj­ciec” (por. Mi­se­ri­cor­diae Vul­tus, 13), za­po­wia­da­ją­ce rów­nież te­mat naj­bliż­sze­go Świa­to­we­go Dnia Mło­dzie­ży. Spró­buj­my za­tem le­piej zro­zu­mieć, co ozna­cza Bo­że Mi­ło­sier­dzie.
Sta­ry Te­sta­ment, mó­wiąc o mi­ło­sier­dziu, po­słu­gu­je się róż­ny­mi ter­mi­na­mi, spo­śród któ­rych naj­bar­dziej zna­czą­ce, to he­sed i ra­ha­mim. Pierw­szy, od­no­szą­cy się do Bo­ga, wy­ra­ża Je­go nie­stru­dzo­ną wier­ność Przy­mie­rzu ze Swo­im lu­dem, któ­ry mi­łu­je i któ­re­mu prze­ba­cza na wie­ki. Dru­gi ter­min, ra­ha­mim, któ­ry moż­na prze­tłu­ma­czyć ja­ko „wnętrz­no­ści”, od­wo­łu­je się do mat­czy­ne­go ło­na, po­zwa­la­jąc nam ro­zu­mieć mi­łość Bo­ga do swo­je­go lu­du na wzór mi­ło­ści mat­ki do swe­go dziec­ka. Tak, jak przed­sta­wia to pro­rok Iza­jasz: „Czyż mo­że nie­wia­sta za­po­mnieć o swo­im nie­mow­lę­ciu, ta, któ­ra ko­cha sy­na swe­go ło­na? A na­wet gdy­by ona za­po­mnia­ła, Ja nie za­po­mnę o to­bie” (Iz 49,15). Ten ro­dzaj mi­ło­ści spra­wia, że znaj­du­je­my w so­bie miej­sce dla in­nych, współ­od­czu­wa­my, cier­pi­my i ra­du­je­my się z bliź­ni­mi.
W bi­blij­nym ro­zu­mie­niu mi­ło­sier­dzia za­war­te są tak­że kon­kret­ne ce­chy mi­ło­ści, któ­ra jest wier­na, dar­mo­wa i umie prze­ba­czać. W po­niż­szym frag­men­cie z Księ­gi pro­ro­ka Oze­asza znaj­du­je­my pięk­ny przy­kład mi­ło­ści Bo­ga, po­rów­na­nej do mi­ło­ści oj­ca wo­bec sy­na: „Mi­ło­wa­łem Izra­ela, gdy jesz­cze był dziec­kiem, i sy­na swe­go we­zwa­łem z Egip­tu. Im bar­dziej ich wzy­wa­łem, tym da­lej od­cho­dzi­li ode Mnie, (…) A prze­cież Ja uczy­łem cho­dzić Efra­ima, na swe ra­mio­na ich bra­łem; oni zaś nie ro­zu­mie­li, że trosz­czy­łem się o nich. Po­cią­gną­łem ich ludz­ki­mi wię­za­mi, a by­ły to wię­zy mi­ło­ści. By­łem dla nich jak ten, co pod­no­si do swe­go po­licz­ka nie­mow­lę – schy­li­łem się ku nie­mu i na­kar­mi­łem go” (Oz 11,1–4). Cho­ciaż nie­wła­ści­wa po­sta­wa sy­na za­słu­gi­wa­ła­by na ka­rę, mi­łość oj­ca jest wier­na i za­wsze prze­ba­cza skru­szo­ne­mu sy­no­wi. Wi­dzi­my za­tem, że w mi­ło­sier­dziu za­wsze za­war­te jest prze­ba­cze­nie; ono „nie jest więc ja­kąś abs­trak­cyj­ną ideą, ale kon­kret­nym fak­tem, przez któ­ry On ob­ja­wia swo­ją mi­łość po­dob­ną do mi­ło­ści oj­ca i mat­ki, któ­rych aż do trze­wi po­ru­sza los wła­sne­go dziec­ka. (…) Po­cho­dzi ona z wnę­trza ja­ko uczu­cie głę­bo­kie, na­tu­ral­ne, zło­żo­ne z czu­ło­ści i współ­czu­cia, po­błaż­li­wo­ści i prze­ba­cze­nia” (Mi­se­ri­cor­diae Vul­tus, 6).
W No­wym Te­sta­men­cie jest mo­wa o Bo­żym Mi­ło­sier­dziu (ele­os), ja­ko syn­te­zie dzie­ła, dla któ­re­go Je­zus przy­szedł na świat, aby wy­peł­nić je w imię Oj­ca (por. Mt 9,13). Mi­ło­sier­dzie na­sze­go Pa­na ob­ja­wia się przede wszyst­kim, kie­dy On po­chy­la się nad ludz­ką nę­dzą i oka­zu­je swo­je współ­czu­cie tym, któ­rzy po­trze­bu­ją zro­zu­mie­nia, uzdro­wie­nia i prze­ba­cze­nia. W Je­zu­sie wszyst­ko mó­wi o mi­ło­sier­dziu. Co wię­cej: On sam jest mi­ło­sier­dziem.
W 15. roz­dzia­le Ewan­ge­lii wg św. Łu­ka­sza od­naj­du­je­my trzy przy­po­wie­ści o mi­ło­sier­dziu: tę o za­gu­bio­nej owcy, tę o zgu­bio­nej drach­mie oraz tę, któ­ra jest zna­na ja­ko przy­po­wieść o sy­nu mar­no­traw­nym. W tych trzech przy­po­wie­ściach ude­rza nas ra­dość Bo­ga, ra­dość, ja­ką On oka­zu­je, kie­dy od­naj­du­je grzesz­ni­ka i mu prze­ba­cza. Tak, ra­do­ścią Bo­ga jest prze­ba­cza­nie! W tym znaj­du­je się syn­te­za ca­łej Ewan­ge­lii. „Każ­dy z nas jest tą za­gu­bio­ną owcą, tą zgu­bio­ną drach­mą. Każ­dy z nas jest owym sy­nem, któ­ry zmar­no­wał swo­ją wol­ność idąc za fał­szy­wy­mi boż­ka­mi, ilu­zja­mi szczę­ścia i wszyst­ko utra­cił. Ale Bóg o nas nie za­po­mi­na, Oj­ciec ni­gdy nas nie opusz­cza. Jest oj­cem cier­pli­wym, za­wsze na nas cze­ka! Sza­nu­je na­szą wol­ność, ale za­wsze po­zo­sta­je wier­ny. A kie­dy do Nie­go po­wra­ca­my, przyj­mu­je nas jak sy­nów w swo­im do­mu, po­nie­waż ni­gdy, na­wet na chwi­lę, nie prze­stał cze­kać na nas z mi­ło­ścią. I je­go ser­ce cie­szy się z każ­de­go dziec­ka, któ­re po­wra­ca. Cie­szy się, po­nie­waż na­sta­je ra­dość. Bóg ra­du­je się, kie­dy ktoś z nas grzesz­ni­ków przy­cho­dzi do Nie­go i pro­si o prze­ba­cze­nie” (Mo­dli­twa Anioł Pań­ski, 15 wrze­śnia 2013).
Mi­ło­sier­dzie Bo­ga jest bar­dzo kon­kret­ne i wszy­scy je­ste­śmy po­wo­ła­ni, aby oso­bi­ście go do­świad­czyć. Kie­dy mia­łem sie­dem­na­ście lat, pew­ne­go dnia, gdy mia­łem wyjść na spo­tka­nie z przy­ja­ciół­mi, zde­cy­do­wa­łem, że naj­pierw wstą­pię do ko­ścio­ła. Spo­tka­łem tam pew­ne­go księ­dza, któ­ry wzbu­dził we mnie szcze­gól­ne za­ufa­nie, tak, że za­pra­gną­łem otwo­rzyć swo­je ser­ce w Sa­kra­men­cie Spo­wie­dzi. To spo­tka­nie zmie­ni­ło mo­je ży­cie! Od­kry­łem, że kie­dy otwie­ra­my swo­je ser­ce z po­ko­rą i przej­rzy­sto­ścią, mo­że­my bar­dzo kon­kret­nie do­świad­czyć Bo­że­go Mi­ło­sier­dzia. Mia­łem pew­ność, że w oso­bie te­go ka­pła­na Bóg cze­kał na mnie, za­nim jesz­cze zro­bi­łem pierw­szy krok w stro­nę ko­ścio­ła. My Go po­szu­ku­je­my, ale On nas za­wsze uprze­dza, szu­ka nas od za­wsze i ja­ko pierw­szy nas od­naj­du­je. Być mo­że ktoś z was no­si w swo­im ser­cu cię­żar i my­śli: zro­bi­łem to czy tam­to… Nie bój­cie się! On na was cze­ka! On jest oj­cem: cze­ka na was za­wsze! Jak­że pięk­nie jest od­na­leźć w Sa­kra­men­cie Po­jed­na­nia mi­ło­sier­ne ra­mio­na Oj­ca, od­kryć kon­fe­sjo­nał ja­ko miej­sce Mi­ło­sier­dzia, dać się do­tknąć tej mi­ło­sier­nej mi­ło­ści Pa­na, któ­ry za­wsze nam prze­ba­cza!
A czy ty, dro­gi chłop­cze, dro­ga dziew­czy­no, po­czu­łeś kie­dy­kol­wiek na so­bie to spoj­rze­nie peł­ne nie­skoń­czo­nej mi­ło­ści, któ­ra, po­mi­mo wszyst­kich two­ich grze­chów, ogra­ni­czeń, upad­ków, wciąż ci ufa i z na­dzie­ją pa­trzy na two­je ist­nie­nie? Czy je­steś świa­do­my, jak wiel­ka jest two­ja war­tość w pla­nie Bo­ga, któ­ry z mi­ło­ści od­dał ci wszyst­ko? Jak na­ucza św. Pa­weł „Bóg zaś oka­zu­je nam swo­ją mi­łość [wła­śnie] przez to, że Chry­stus umarł za nas, gdy­śmy by­li jesz­cze grzesz­ni­ka­mi” (Rz 5,8). Ale czy na­praw­dę ro­zu­mie­my po­tę­gę tych słów?
Wiem, jak dro­gi jest wam wszyst­kim krzyż Świa­to­wych Dni Mło­dzie­ży – dar św. Ja­na Paw­ła II – któ­ry, po­cząw­szy od 1984 ro­ku, to­wa­rzy­szy wszyst­kim wa­szym mię­dzy­na­ro­do­wym spo­tka­niom. Ileż prze­mian, ileż praw­dzi­wych na­wró­ceń w ży­ciu wie­lu mło­dych lu­dzi zro­dzi­ło się wła­śnie ze spo­tka­nia z tym pro­stym krzy­żem! Być mo­że za­da­wa­li­ście so­bie py­ta­nie: skąd bie­rze się ta nad­zwy­czaj­na moc krzy­ża? Oto od­po­wiedź: krzyż jest naj­bar­dziej wy­mow­nym zna­kiem Mi­ło­sier­dzia Bo­ga! Jest po­twier­dze­niem, że mia­rą mi­ło­ści Bo­ga wo­bec ludz­ko­ści jest mi­łość bez mia­ry! Na krzy­żu mo­że­my do­tknąć Mi­ło­sier­dzia Bo­ga i dać się do­tknąć Je­go Mi­ło­sier­dziu! Przy­po­mnij­my so­bie hi­sto­rię dwóch ło­trów ukrzy­żo­wa­nych obok Je­zu­sa: je­den z nich jest za­ro­zu­mia­ły, nie uzna­je sie­bie za grzesz­ni­ka, drwi z Je­zu­sa. Dru­gi na­to­miast uzna­je swo­ją wi­nę, zwra­ca się do Pa­na i mó­wi: „Je­zu, wspo­mnij na mnie, gdy przyj­dziesz do swe­go kró­le­stwa”. Je­zus spo­glą­da na nie­go z nie­skoń­czo­nym mi­ło­sier­dziem i od­po­wia­da mu: „Dziś ze Mną bę­dziesz w ra­ju” (por. Łk 23,32.39–43). Z któ­rym z nich dwóch się utoż­sa­mia­my? Z tym, któ­ry jest za­ro­zu­mia­ły i nie uzna­je wła­snych win? Czy ra­czej z tym, któ­ry przy­zna­je, że po­trze­bu­je Bo­że­go Mi­ło­sier­dzia i bła­ga o nie ca­łym ser­cem? W Chry­stu­sie, któ­ry od­dał za nas na krzy­żu swo­je ży­cie, za­wsze od­naj­dzie­my bez­wa­run­ko­wą mi­łość, któ­ra uzna­je na­sze ży­cie za do­bro i za­wsze da­je nam moż­li­wość roz­po­czę­cia na no­wo.

3. Nadzwyczajna radość bycia narzędziem Bożego Miłosierdzia

 

Sło­wo Bo­że uczy nas, że „wię­cej szczę­ścia jest w da­wa­niu ani­że­li w bra­niu” (Dz 20,35). Wła­śnie z te­go po­wo­du pią­te bło­go­sła­wień­stwo na­zy­wa szczę­śli­wy­mi tych, któ­rzy są mi­ło­sier­ni. Wie­my, że Pan umi­ło­wał nas ja­ko pierw­szy. Ale je­ste­śmy praw­dzi­wie bło­go­sła­wie­ni, szczę­śli­wi, je­śli wej­dzie­my w tę lo­gi­kę Bo­skie­go da­ru, lo­gi­kę mi­ło­ści dar­mo­wej, je­śli od­kry­je­my, że Bóg nie­skoń­cze­nie nas po­ko­chał po to, aby uczy­nić nas zdol­ny­mi do ko­cha­nia jak On: bez mia­ry. Jak mó­wi św. Jan: „Umi­ło­wa­ni, mi­łuj­my się wza­jem­nie, po­nie­waż mi­łość jest z Bo­ga, a każ­dy, kto mi­łu­je, na­ro­dził się z Bo­ga i zna Bo­ga. Kto nie mi­łu­je, nie zna Bo­ga, bo Bóg jest mi­ło­ścią. (…) W tym prze­ja­wia się mi­łość, że nie my umi­ło­wa­li­śmy Bo­ga, ale że On sam nas umi­ło­wał i po­słał Sy­na swo­je­go ja­ko ofia­rę prze­bła­gal­ną za na­sze grze­chy. Umi­ło­wa­ni, je­śli Bóg tak nas umi­ło­wał, to i my win­ni­śmy się wza­jem­nie mi­ło­wać” (1 J 4,7–11).
Po ob­ja­śnie­niu wam w skró­cie spo­so­bu, w ja­ki Pan ob­ja­wia wo­bec nas swo­je Mi­ło­sier­dzie, chciał­bym za­su­ge­ro­wać wam, jak, w kon­kret­ny spo­sób, mo­że­my być na­rzę­dziem te­go sa­me­go Mi­ło­sier­dzia wzglę­dem na­szych bliź­nich.
Przy­cho­dzi mi na myśl przy­kład bł. Pier Gior­gia Fras­sa­tie­go. On mó­wił: „Je­zus od­wie­dza mnie w Ko­mu­nii świę­tej każ­de­go ran­ka, a ja Mu się za to od­wdzię­czam w skrom­niej­szy, do­stęp­ny mi spo­sób: od­wie­dzam Je­go bie­da­ków”. Pier Gior­gio był mło­dzień­cem, któ­ry zro­zu­miał, co zna­czy mieć ser­ce mi­ło­sier­ne, wraż­li­we na naj­bar­dziej po­trze­bu­ją­cych. Ofia­ro­wy­wał im o wie­le wię­cej niż da­ry ma­te­rial­ne, da­wał sa­me­go sie­bie, po­świę­cał czas, sło­wa, zdol­ność słu­cha­nia. Słu­żył ubo­gim z wiel­ką dys­kre­cją, ni­gdy się z tym nie ob­no­sząc. Praw­dzi­wie żył Ewan­ge­lią, któ­ra mó­wi: „Kie­dy zaś ty da­jesz jał­muż­nę, niech nie wie le­wa two­ja rę­ka, co czy­ni pra­wa, aby two­ja jał­muż­na po­zo­sta­ła w ukry­ciu” (Mt 6,3–4). Wy­obraź­cie so­bie, że w przed­dzień swo­jej śmier­ci, cięż­ko scho­ro­wa­ny, udzie­lał wska­zó­wek do­ty­czą­cych spo­so­bu po­ma­ga­nia je­go po­krzyw­dzo­nym przy­ja­cio­łom. W cza­sie po­grze­bu, je­go ro­dzi­na i przy­ja­cie­le by­li zdu­mie­ni obec­no­ścią tak wie­lu nie­zna­jo­mych ubo­gich, któ­rych pro­wa­dził i któ­rym po­ma­gał za ży­cia mło­dy Pier Gior­gio.
Za­wsze lu­bię łą­czyć ewan­ge­licz­ne bło­go­sła­wień­stwa z 25. roz­dzia­łem Ewan­ge­lii wg św. Ma­te­usza, gdzie Je­zus wy­mie­nia uczyn­ki mi­ło­sier­dzia i mó­wi, że to z nich zo­sta­nie­my osą­dze­ni. Za­pra­szam was za­tem do po­now­ne­go od­kry­cia uczyn­ków mi­ło­sier­dzia wzglę­dem cia­ła: głod­nych na­kar­mić, spra­gnio­nych na­po­ić, na­gich przy­odziać, po­dróż­nych w dom przy­jąć, więź­niów po­cie­szać, cho­rych na­wie­dzać, umar­łych grze­bać. Nie za­po­mi­naj­my rów­nież o uczyn­kach mi­ło­sier­nych wzglę­dem du­szy: grzesz­nych upo­mi­nać, nie­umie­jęt­nych po­uczać, wąt­pią­cym do­brze ra­dzić, stra­pio­nych po­cie­szać, krzyw­dy cier­pli­wie zno­sić, ura­zy chęt­nie da­ro­wać, mo­dlić się za ży­wych i umar­łych. Jak wi­dzi­cie, mi­ło­sier­dzie nie jest „po­sta­wą na po­kaz”, nie jest też zwy­kłym sen­ty­men­ta­li­zmem. Jest spraw­dzia­nem au­ten­tycz­no­ści na­szej po­sta­wy ja­ko uczniów Je­zu­sa, na­szej wia­ry­god­no­ści ja­ko chrze­ści­jan we współ­cze­snym świe­cie.
Wam, mło­dym, któ­rzy je­ste­ście bar­dzo prak­tycz­ni, chciał­bym za­pro­po­no­wać, aby­ście przez pierw­szych sie­dem mie­się­cy 2016 ro­ku, wy­bie­ra­li co mie­siąc je­den uczy­nek mi­ło­sier­ny wzglę­dem cia­ła i je­den wzglę­dem du­szy, i re­ali­zo­wa­li je. Za­in­spi­ruj­cie się mo­dli­twą św. Fau­sty­ny, po­kor­nej apo­stoł­ki Bo­że­go Mi­ło­sier­dzia w na­szych cza­sach:
Do­po­móż mi do te­go, o Pa­nie, (…)
aby oczy mo­je by­ły mi­ło­sier­ne, bym ni­gdy nie po­dej­rze­wa­ła i nie są­dzi­ła we­dług ze­wnętrz­nych po­zo­rów, ale upa­try­wa­ła to, co pięk­ne w du­szach bliź­nich, i przy­cho­dzi­ła im z po­mo­cą. (…)
aby słuch mój był mi­ło­sier­ny, bym skła­nia­ła się do po­trzeb bliź­nich, by uszy mo­je nie by­ły obo­jęt­ne na bó­le i ję­ki bliź­nich. (…)
aby ję­zyk mój był mi­ło­sier­ny, bym ni­gdy nie mó­wi­ła ujem­nie o bliź­nich, ale dla każ­de­go mia­ła sło­wo po­cie­chy i prze­ba­cze­nia. (…)
aby rę­ce mo­je by­ły mi­ło­sier­ne i peł­ne do­brych uczyn­ków, (…)
aby no­gi mo­je by­ły mi­ło­sier­ne, bym za­wsze śpie­szy­ła z po­mo­cą bliź­nim, opa­no­wu­jąc swo­je wła­sne znu­że­nie i zmę­cze­nie. (…)
aby ser­ce mo­je by­ło mi­ło­sier­ne, bym czu­ła ze wszyst­ki­mi cier­pie­nia­mi bliź­nich (Dzien­ni­czek, 163).
Prze­sła­nie Bo­że­go Mi­ło­sier­dzia sta­no­wi więc bar­dzo kon­kret­ny i wy­ma­ga­ją­cy pro­gram ży­cia, pro­gram, któ­ry wy­ma­ga kon­kret­nych uczyn­ków. A jed­nym z naj­bar­dziej oczy­wi­stych – choć być mo­że rów­nież naj­trud­niej­szych do wpro­wa­dze­nia w ży­cie – uczyn­ków mi­ło­sier­dzia jest prze­ba­cze­nie tym, któ­rzy nas ob­ra­zi­li, któ­rzy wy­rzą­dzi­li nam zło, któ­rych uwa­ża­my za wro­gów. „Jak­że trud­ne wy­da­je się nie­raz prze­ba­cza­nie! A prze­cież prze­ba­cza­nie jest na­rzę­dziem zło­żo­nym w na­sze sła­be rę­ce, aby­śmy mo­gli osią­gnąć spo­kój ser­ca. Uwol­nie­nie się od ża­lu, zło­ści, prze­mo­cy i ze­msty – to wa­run­ki ko­niecz­ne do te­go, by żyć szczę­śli­wie” (Mi­se­ri­cor­diae Vul­tus, 9).
Spo­ty­kam wie­lu mło­dych, któ­rzy mó­wią, że są zmę­cze­ni ży­ciem w tak bar­dzo po­dzie­lo­nym świe­cie, w któ­rym ście­ra­ją się zwo­len­ni­cy róż­nych po­glą­dów, jest wie­le wo­jen, a nie­któ­rzy uży­wa­ją na­wet swo­jej re­li­gii do uspra­wie­dli­wie­nia prze­mo­cy. Mu­si­my bła­gać Pa­na, by ob­da­rzył nas ła­ską by­cia mi­ło­sier­ny­mi wo­bec tych, któ­rzy wy­rzą­dza­ją nam zło. Tak, jak Je­zus, któ­ry na krzy­żu mo­dlił się za tych, któ­rzy go ukrzy­żo­wa­li: „Oj­cze, prze­bacz im, bo nie wie­dzą, co czy­nią” (Łk 23,34). Je­dy­ną dro­gą do prze­zwy­cię­że­nia zła jest mi­ło­sier­dzie. Spra­wie­dli­wość jest ko­niecz­na, oczy­wi­ście, ale sa­ma nie wy­star­czy. Spra­wie­dli­wość i mi­ło­sier­dzie mu­szą po­dą­żać ra­zem. Tak bar­dzo chciał­bym, by­śmy zjed­no­czy­li się w chó­ral­nej mo­dli­twie pły­ną­cej z głę­bi na­szych serc, bła­ga­jąc Bo­ga o mi­ło­sier­dzie dla nas i ca­łe­go świa­ta!

4. Kraków na nas czeka!

 

Zo­sta­ło kil­ka mie­się­cy do na­sze­go spo­tka­nia w Pol­sce. Kra­ków, mia­sto św. Ja­na Paw­ła II i św. Fau­sty­ny Ko­wal­skiej, cze­ka na nas z otwar­ty­mi ra­mio­na­mi i otwar­tym ser­cem. Wie­rzę, że Bo­ża Opatrz­ność pro­wa­dzi­ła nas do świę­to­wa­nia Ju­bi­le­uszu Mło­dych wła­śnie tam, gdzie ży­ło tych dwo­je wiel­kich Apo­sto­łów Mi­ło­sier­dzia na­szych cza­sów. Jan Pa­weł II prze­czu­wał, że na­stał czas Mi­ło­sier­dzia. Na po­cząt­ku swe­go pon­ty­fi­ka­tu na­pi­sał en­cy­kli­kę Di­ves in Mi­se­ri­cor­dia. W Ro­ku Świę­tym 2000 ka­no­ni­zo­wał sio­strę Fau­sty­nę i usta­no­wił Świę­to Bo­że­go Mi­ło­sier­dzia, ob­cho­dzo­ne w dru­gą Nie­dzie­lę Wiel­ka­noc­ną. A w 2002 ro­ku oso­bi­ście kon­se­kro­wał w Kra­ko­wie sank­tu­arium Je­zu­sa Mi­ło­sier­ne­go, za­wie­rza­jąc świat Bo­że­mu Mi­ło­sier­dziu i wy­ra­ża­jąc pra­gnie­nie, by to orę­dzie do­tar­ło do wszyst­kich miesz­kań­ców zie­mi i wy­peł­ni­ło ich ser­ca na­dzie­ją: „Trze­ba tę iskrę Bo­żej ła­ski roz­nie­cać. Trze­ba prze­ka­zy­wać świa­tu ogień mi­ło­sier­dzia. W mi­ło­sier­dziu Bo­ga świat znaj­dzie po­kój, a czło­wiek szczę­ście!” (Ho­mi­lia pod­czas po­świę­ce­nia sank­tu­arium Bo­że­go Mi­ło­sier­dzia w Kra­ko­wie, 17 sierp­nia 2002).
Dro­dzy mło­dzi, Je­zus Mi­ło­sier­ny, przed­sta­wio­ny w wi­ze­run­ku, czczo­nym przez lud Bo­ży w Je­mu po­świę­co­nym sank­tu­arium w Kra­ko­wie, cze­ka na was. On wam ufa i na was li­czy! Ma tak wie­le do po­wie­dze­nia każ­de­mu i każ­dej z was… Nie bój­cie się spoj­rzeć Mu w oczy peł­ne nie­skoń­czo­nej mi­ło­ści i po­zwól­cie, aby On ogar­nął was swo­im mi­ło­sier­nym spoj­rze­niem go­to­wym prze­ba­czyć każ­dy wasz grzech. Spoj­rze­niem, któ­re mo­że prze­mie­nić wa­sze ży­cie i ule­czyć ra­ny wa­szych dusz. Spoj­rze­niem, któ­re za­spo­ka­ja naj­głęb­sze pra­gnie­nia wa­szych mło­dych serc: pra­gnie­nie mi­ło­ści, po­ko­ju, ra­do­ści i praw­dzi­we­go szczę­ścia. Przyjdź­cie do Nie­go i nie bój­cie się! Przyjdź­cie, by po­wie­dzieć Mu z głę­bi wa­szych serc: „Je­zu ufam To­bie!”. Po­zwól­cie, by do­tknę­ło was Je­go bez­gra­nicz­ne Mi­ło­sier­dzie, aby­ście wy z ko­lei, po­przez uczyn­ki, sło­wa i mo­dli­twę, sta­li się apo­sto­ła­mi mi­ło­sier­dzia w na­szym świe­cie zra­nio­nym ego­izmem, nie­na­wi­ścią i roz­pa­czą.
Nie­ście pło­mień mi­ło­sier­nej mi­ło­ści Chry­stu­sa – o któ­rym mó­wił św. Jan Pa­weł II – w śro­do­wi­ska wa­sze­go co­dzien­ne­go ży­cia i aż na krań­ce zie­mi. W tej mi­sji, to­wa­rzy­szę wam mo­imi ży­cze­nia­mi i mo­dli­twa­mi, i na tym ostat­nim od­cin­ku dro­gi du­cho­wych przy­go­to­wań do naj­bliż­sze­go ŚDM w Kra­ko­wie, za­wie­rzam was wszyst­kich Dzie­wi­cy Ma­ryi, Mat­ce Mi­ło­sier­dzia, bło­go­sła­wiąc wam z ca­łe­go ser­ca.

Wa­ty­kan, 15 sierp­nia 2015
Uro­czy­stość Wnie­bo­wzię­cia Naj­święt­szej Ma­ryi Pan­ny
FRANCISZEK
logo_pl