Nie pozwólmy wyrywać sobie korzeni

Tyś wiel­ką chlu­bą na­sze­go na­ro­du!”. Sło­wa te od­zy­wa­ją się z ja­sno­gór­skie­go Szczy­tu (…), idą w pa­rze z mo­dli­twą wy­po­wia­da­ną przez ty­le po­ko­leń w oj­czy­stym ję­zy­ku: „Zdro­waś Ma­ry­jo, ła­ski peł­na, Pan z To­bą, bło­go­sła­wio­naś Ty mię­dzy nie­wia­sta­mi”. W na­szych dzie­jach do­zna­wa­li­śmy wie­lo­krot­nie szcze­gól­nej ma­cie­rzyń­skiej opie­ki Mat­ki Chry­stu­sa. Ka­zi­mierz Od­no­wi­ciel wzy­wa Bo­ga­ro­dzi­cę i od­zy­sku­je utra­co­ne dzie­dzic­two. Ło­kie­tek w Wi­śli­cy sły­szy sło­wa: „Wstań, ufaj, zwy­cię­żysz” – ty­mi sło­wy Mat­ka Bo­ża umac­nia kró­la, któ­ry wy­pro­wa­dził kraj z dziel­ni­co­we­go roz­bi­cia. Prze­ło­mo­we w dzie­jach zwy­cię­stwa – od Le­gni­cy po Cho­cim i Wie­deń, a w na­szym stu­le­ciu rok 1920 – wszyst­kie wią­za­li­śmy ze wsta­wien­nic­twem Bo­ga­ro­dzi­cy. (…) Król Jan Ka­zi­mierz, klę­cząc w ka­te­drze lwow­skiej przed ob­ra­zem Mat­ki Bo­żej Ła­ska­wej, przy­łą­cza się do wie­lu po­ko­leń tych, któ­rzy łak­ną i pra­gną Bo­żej Mą­dro­ści – dla sie­bie, dla swe­go kró­le­stwa, dla lu­dów, wśród któ­rych z Bo­żej Opatrz­no­ści przy­szło mu spra­wo­wać wła­dzę kró­lew­ską w cza­sach szcze­gól­nie trud­nych. (…)

To­też re­for­mie go­spo­dar­czej, ja­ka się do­ko­nu­je w na­szej Oj­czyź­nie, po­wi­nien to­wa­rzy­szyć wzrost zmy­słu spo­łecz­ne­go, co­raz bar­dziej po­wszech­na tro­ska o do­bro wspól­ne, za­uwa­ża­nie lu­dzi naj­bied­niej­szych i naj­bar­dziej po­trze­bu­ją­cych, a rów­nież życz­li­wość dla cu­dzo­ziem­ców, któ­rzy przy­jeż­dża­ją tu­taj w po­szu­ki­wa­niu chle­ba. Wsłu­chuj­my się uważ­nie w sło­wa Chry­stu­sa Pa­na: „Nie troszcz­cie się zbyt­nio i nie mów­cie: co bę­dzie­my jeść? Co bę­dzie­my pić? Czym bę­dzie­my się przy­odzie­wać?”. (...) Po­trze­ba wie­le wza­jem­nej życz­li­wo­ści i do­brej wo­li, aże­by się do­pra­co­wać ta­kich form obec­no­ści te­go, co świę­te w ży­ciu spo­łecz­nym i pań­stwo­wym, któ­re ni­ko­go nie bę­dą ra­ni­ły i ni­ko­go nie uczy­nią ob­cym we wła­snej Oj­czyź­nie, a te­go nie­ste­ty do­świad­cza­li­śmy przez kil­ka­dzie­siąt ostat­nich lat. Do­świad­czy­li­śmy te­go wiel­kie­go, ka­to­lic­kie­go get­ta, get­ta na mia­rę na­ro­du. Za­ra­zem więc my, ka­to­li­cy, pro­si­my o wzię­cie pod uwa­gę na­sze­go punk­tu wi­dze­nia: że bar­dzo wie­lu spo­śród nas czu­ło­by się nie­swo­jo w pań­stwie, z któ­re­go struk­tur wy­rzu­co­no by Bo­ga, a to pod po­zo­rem świa­to­po­glą­do­wej neu­tral­no­ści. (…) Nie po­zwól­my so­bie wy­ry­wać tych ko­rze­ni, ja­kie Bo­ża Mą­drość za­pu­ści­ła w na­szych dzie­jach i w na­szych du­szach. Nie po­zwól­my za­gu­bić dzie­dzic­twa, na któ­rym spo­czął znak wiecz­ne­go zba­wie­nia. „Wiel­ki jest Pan i go­dzien wiel­kiej chwa­ły w mie­ście Bo­ga na­sze­go. Je­go Gó­ra świę­ta, wspa­nia­łe wzgó­rze, ra­do­ścią jest ca­łej zie­mi (...), [niech] Bóg je umac­nia na wie­ki” (Ps 48[47], 2.9).

 

Bł. Jan Pa­weł II

Lu­ba­czów, 3.06.1991 r.