Nie musiał usprawiedliwiać tego, ze żyje

Ma­ły Adam za­raz po uro­dze­niu zo­stał po­rzu­co­ny przez bio­lo­gicz­nych ro­dzi­ców. Po­wie­dzie­li, że prę­dzej by go za­bi­li niż za­bra­li do swo­je­go do­mu w In­diach, do wio­ski, w któ­rej miesz­ka­li.

Uzna­li go za prze­kleń­stwo, bo chłop­czyk uro­dził się bar­dzo cho­ry i zde­for­mo­wa­ny – cier­piał na roz­sz­czep war­gi i pod­nie­bie­nia, nie miał po­wiek i no­sa, je­go no­gi i rę­ce nie by­ły w peł­ni wy­kształ­co­ne. Adam po­zo­stał w szpi­ta­lu. Zdia­gno­zo­wa­no u nie­go ze­spół Bart­so­ca­sa-Pa­pa­sa. Więk­szość dzie­ci do­tknię­tych tą cho­ro­bą umie­ra w ło­nie mat­ki lub w kil­ka go­dzin po przyj­ściu na świat. Ten ma­luch jed­nak nie za­mie­rzał się pod­da­wać, choć nie­któ­rzy twier­dzi­li, że le­piej dla nie­go by­ło­by, gdy­by się nie uro­dził.

foto_01-01_01-2017

Po­sta­no­wi­li dać mu mi­łość

W szpi­ta­lu, w któ­rym prze­by­wał Adam, pra­co­wa­ło mło­de mał­żeń­stwo. Ra­ja Paul­raj był le­ka­rzem – psy­chia­trą, je­go żo­na – Jes­si­ca – pie­lę­gniar­ką. Kie­dy usły­sze­li o po­rzu­co­nym chłop­cu, ko­niecz­nie chcie­li go zo­ba­czyć. Szyb­ko zde­cy­do­wa­li się za­adop­to­wać ma­leń­stwo, któ­re­go nikt nie chciał. Po­zo­sta­li pra­cow­ni­cy szpi­ta­la sta­ra­li się ich znie­chę­cić. Tłu­ma­czy­li, że dziec­ko i tak nie ma szans na ży­cie dłuż­sze niż kil­ka ty­go­dni. Jes­si­ca i Ra­ja nie zmie­ni­li zda­nia, po­sta­no­wi­li dać chłop­cu ca­łą mi­łość, któ­rej mu bra­ko­wa­ło.

Dzię­ki wspar­ciu przy­ja­ciół po­je­cha­li do Sta­nów Zjed­no­czo­nych, gdzie uda­ło im się skon­tak­to­wać z naj­lep­szy­mi spe­cja­li­sta­mi, któ­rzy mo­gli po­móc Ada­mo­wi. Chłop­czyk prze­szedł kil­ka ope­ra­cji, któ­re po­zwo­li­ły mu nor­mal­nie jeść, śmiać się i po­ru­szać. Ko­lej­ny, za­pla­no­wa­ny za­bieg miał umoż­li­wić mu mó­wie­nie (bez pro­ble­mu ro­zu­miał to, co sły­szał od ro­dzi­ców).

Bło­go­sła­wień­stwo

W ad­op­cyj­nej ro­dzi­nie Ada­ma po­ja­wi­ły się ko­lej­ne dzie­ci – stał się star­szym bra­tem dla dwóch młod­szych syn­ków Jes­si­ci i Ra­ji (obec­nie ocze­ku­ją trze­cie­go ma­leń­stwa). Ca­ła piąt­ka lu­bi po­dró­żo­wać, czę­sto jeż­dżą ra­zem w gó­ry. Bio­lo­gicz­ni ro­dzi­ce Ada­ma na­zwa­li go swo­im prze­kleń­stwem, ro­dzi­ce ad­op­cyj­ni mó­wią o nim ja­ko o wiel­kim bło­go­sła­wień­stwie. Jes­si­ca zde­cy­do­wa­nie za­prze­cza­ła opi­niom, ja­ko­by ich ży­cie łą­czy­ło się wy­łącz­nie z cier­pie­niem i nie­ustan­nym po­świę­ce­niem. Mó­wi o swo­im syn­ku: „je­go nie­peł­no­spraw­ność uzdal­nia nas do uświa­do­mie­nia so­bie fak­tu, że Bóg mo­że wy­pro­wa­dzić pięk­no na­wet z naj­więk­sze­go za­ła­ma­nia. Kie­dy przyj­mu­ję per­spek­ty­wę wiecz­no­ści, ta­kie rze­czy jak wy­go­da tra­cą zna­cze­nie”.

Je­go ży­cie jest cu­dem

Jes­si­ca przy­zna­je, że zda­rza­ło jej się de­spe­rac­ko pra­gnąć udo­wod­nić, że Adam ma ta­kie sa­mo pra­wo do ży­cia, jak jej po­zo­sta­łe dzie­ci, że je­go ży­cie jest rów­nie waż­ne. Chwa­li­ła się je­go osią­gnię­cia­mi, tak jak każ­da in­na mat­ka. Nie każ­dy jed­nak to ro­zu­miał i przyj­mo­wał na­tu­ral­nie. Kil­ka mie­się­cy te­mu pi­sa­ła: „Adam nie mu­si w ża­den spo­sób uspra­wie­dli­wiać te­go, że ży­je. Ma pra­wo do ży­cia, bo zo­stał stwo­rzo­ny przez Bo­ga. I jest Je­go ob­ra­zem po­mi­mo tych wszyst­kich wad, któ­re wi­dzą na­sze oczy. Sta­ra­łam się po­ka­zy­wać lu­dziom te wszyst­kie wspa­nia­łe rze­czy, ja­kie Adam umie ro­bić, za­miast uświa­do­mić im, że to on jest wspa­nia­ły sam w so­bie. Je­go ży­cie jest cu­dem po pro­stu dla­te­go, że sam Bóg tchnął od­dech ży­cia w je­go płu­ca”.

Adam od­szedł 12 czerw­ca 2016 ro­ku w wie­ku nie­ca­łych pię­ciu lat po nie­spo­dzie­wa­nej cho­ro­bie. Ro­dzi­ce do koń­ca trzy­ma­li go na rę­kach. Je­go ma­ma na­pi­sa­ła na Fa­ce­bo­oku: „Tę­sk­nię za To­bą. Ale gdy­bym mia­ła wy­brać od no­wa: na pew­no wy­bra­ła­bym Cie­bie, ko­lej­ny i ko­lej­ny raz”. I do­da­ła: „Nie mo­gę się do­cze­kać, aż usią­dzie­my na­prze­ciw­ko Cie­bie przy sto­le na uczcie w Nie­bie”.

 

Ewa Rej­man

 

Za­chę­ca­my do re­gu­lar­ne­go ko­rzy­sta­nia z ser­wi­su in­ter­ne­to­we­go: www.pro-life.pl. Ak­tu­al­no­ści na: www.facebook.com/psozc