Nie jestem turystą

O mi­sjo­na­rzach z ko­smo­su, kurt­ce za zło­tów­kę i twar­dych, afry­kań­skich za­sa­dach z o. Be­ne­dyk­tem Pacz­ką, ka­pu­cy­nem, roz­ma­wia Mag­da Gu­ziak-No­wak.

Jest godz. 10, pi­je­my ka­wę w cen­trum Kra­ko­wa. Gdy je­steś w Afry­ce, to o tej po­rze…

– Od­wie­dzam mo­je ośrod­ki, za któ­re je­stem od­po­wie­dzial­ny m.in. sto­lar­nie, warsz­tat sa­mo­cho­do­wy, cen­trum edu­ka­cyj­ne, w któ­rym ma­my kil­ka bo­isk. Po­ra przed­po­łu­dnio­wa to nasz czas pra­cy. A, za­glą­dam jesz­cze do skle­pi­ku Ca­ri­ta­su.

Skle­pi­ku Ca­ri­ta­su?

– Tak. To ciu­cho­land. Sku­pu­je­my eu­ro­pej­skie ubra­nia, tra­fia­ją się też z Pol­ski. W na­szym ciu­cho­lan­dzie ku­pi­łem so­bie na­wet mar­ko­we spodnie i do­bra kurt­kę za zło­tów­kę. Po­tem je­my dru­gie śnia­da­nie i spo­ty­ka­my się z ludź­mi.

foto_01-01_18-2015

A po­tem obiad i sie­sta? Po­dob­no obo­wiąz­ko­wa.

– Oprócz mo­dli­twy, je­dze­nie i od­po­czy­nek są bar­dzo waż­ne. O 12:20 ma­my mo­dli­twy, po­tem obiad i do 15 obo­wiąz­ko­we spa­nie. Tu nie ma żar­tów. Kli­mat jest tak wy­czer­pu­ją­cy, ze mu­sisz spać. Je­śli przez kil­ka dni od­pu­ścisz sie­stę, za­cho­ru­jesz, zła­pie cię ma­la­ria. Tak by­ło z na­szym br. To­ma­szem w Cza­dzie. W Afry­ce mu­sisz się sza­no­wać.

Mi­sje to nie­koń­czą­ca się lek­cja po­ko­ry?

– Coś w tym sty­lu. To nie jest tak, że przy­jeż­dżasz i mó­wisz: „Te­raz ja wpro­wa­dzę swo­je za­sa­dy!”. Sor­ry, ale za­sa­dy są już daw­no te­mu usta­lo­ne.

Czym się zaj­mu­ją tu­byl­cy?

– Nie ma za­kła­dów pra­cy. Je­dy­ne miej­sca pra­cy są w mi­sjach al­bo służ­bach pań­stwo­wych: w po­li­cji, żan­dar­me­rii, urzę­dzie cel­nym, bo miesz­ka­my przy gra­ni­cy z Cza­dem i Ka­me­ru­nem. Lu­dzie pra­cu­ją też w po­lu. Upra­wia­ją ma­niok, pro­so, po­mi­do­ry, ku­ku­ry­dzę.

 

Wię­cej w dru­ko­wa­nym wy­da­niu „Dro­gi”. Za­chę­ca­my do pre­nu­me­ra­ty. O „Dro­gę” py­taj­cie tak­że w swo­ich pa­ra­fiach.