Nie bój się błędu

Dzie­ci za­moż­nych ro­dzi­ców pod­da­ne są zbyt du­żej pre­sji – wy­ni­ka z ba­dań. Tak du­żej, że bo­ją się po­peł­nić ja­ki­kol­wiek błąd.

Za­moż­ni ro­dzi­ce, o któ­rych mo­wa w ba­da­niach ame­ry­kań­skich na­ukow­ców, to przede wszyst­kim bo­ga­ci pro­fe­sjo­na­li­ści. Swo­ją po­zy­cję za­wo­do­wą zdo­by­li dzię­ki świet­ne­mu wy­kształ­ce­niu. W od­róż­nie­niu od bo­ga­czy, któ­rzy swój sta­tus zdo­by­li dzię­ki dzia­łal­no­ści biz­ne­so­wej, nie mo­gą prze­ka­zać swo­im dzie­ciom wła­snej po­zy­cji. Ich dzie­ci bę­dą mu­sia­ły zdo­by­wać świat od no­wa. Odzie­dzi­czą mo­że pie­nią­dze czy zna­jo­mo­ści, ale wy­kształ­ce­nie i po­zy­cję za­wo­do­wą mu­szą wy­pra­co­wać sa­me. W ame­ry­kań­skich re­aliach eli­tar­nych szkół, za któ­re trze­ba sło­no pła­cić, nie jest to spra­wą ła­twą. Ob­raz świa­ta ja­ko dżun­gli, w któ­rej trze­ba bez­względ­nie wal­czyć o ogra­ni­czo­ne za­so­by, na­peł­nia dzie­ci lę­kiem. Stąd sta­ny de­pre­syj­ne i zi­den­ty­fi­ko­wa­ny przez ba­da­czy syn­drom One Wrong Mo­ve – jed­ne­go błęd­ne­go ru­chu. To świat, w któ­rym je­den fał­szy­wy krok mo­że po­zba­wić szan­sy na suk­ces w przy­szło­ści. Mo­że więc le­piej ogra­ni­czyć ry­zy­kow­ne dzia­ła­nia i trzy­mać się te­go, co pew­ne i bez­piecz­ne?

Fot. freepik.com

Suk­ces bez po­raż­ki?

A jed­nak trzy­ma­nie się spraw­dzo­nych roz­wią­zań to ra­czej nie jest dro­ga do suk­ce­su. Po­twier­dzi­li to in­ni ame­ry­kań­scy ba­da­cze, z ze­spo­łu prof. Ca­ro­lyn Dweck. Oka­za­ło się, że ucznio­wie, któ­rzy nie ba­li się po­peł­nia­nia błę­dów, wy­pa­da­li w te­stach o wie­le le­piej. Nie­któ­re za­da­nia ce­lo­wo wy­kra­cza­ły po­za kom­pe­ten­cje uczniów. Mia­ły spraw­dzić, jak re­agu­ją oni w ob­li­czu prze­ra­sta­ją­cych ich wy­zwań. I znów ci, któ­rzy nie ba­li się po­raż­ki, ra­dzi­li so­bie du­żo le­piej – wy­my­śla­li wię­cej roz­wią­zań, dłu­żej po­szu­ki­wa­li od­po­wie­dzi, póź­niej się fru­stro­wa­li.

Po­raż­ka nie co­fa nas do po­przed­nie­go po­zio­mu, bo je­ste­śmy bo­gat­si o ko­lej­ne do­świad­cze­nie.

Na­ukow­cy mó­wią więc to, co pod­po­wia­da zdro­wy roz­są­dek: nie ma suk­ce­su bez pod­ję­cia ry­zy­ka po­raż­ki. A na­wet moż­na po­wie­dzieć wię­cej: dro­ga do suk­ce­su wie­dzie przez wie­le po­ra­żek. Dla­te­go gdy po raz ko­lej­ny ci się nie uda­ło, cho­ciaż tak bar­dzo ci za­le­ży, nie pod­da­waj się!

Ukry­te czę­ści skła­do­we

Każ­dy, kto osią­gnął suk­ces, o ja­kim ma­rzył, mo­że po­wie­dzieć, ile wy­sił­ku wło­żył w to, by je­go ma­rze­nie sta­ło się rze­czy­wi­sto­ścią. I ile po­ra­żek prze­żył. Mił­ka Rau­lin, naj­młod­sza Po­lka, któ­ra zdo­by­ła ko­ro­nę Zie­mi, czy­li naj­wyż­sze szczy­ty wszyst­kich kon­ty­nen­tów, mó­wi o tym wprost. W jej przy­pad­ku by­ło to nie tyl­ko fi­zycz­ne przy­go­to­wa­nie się do wy­praw, ale też ogrom­ne za­ple­cze: zdo­by­cie fun­du­szy, po­zy­ska­nie spon­so­rów, or­ga­ni­za­cja wy­jaz­dów. Przy tym ca­ły czas pra­co­wa­ła za­wo­do­wo. Świet­nie wi­dzieć swo­je zdję­cia na szczy­tach ko­ro­ny Zie­mi, ale kto z nas po­świę­cił­by ty­le wy­sił­ku, by te­go do­ko­nać?

A Adam Ma­łysz? Wie­cie, że nasz naj­słyn­niej­szy sko­czek – i w ogó­le je­den z naj­bar­dziej uty­tu­ło­wa­nych skocz­ków nar­ciar­skich na świe­cie – po se­zo­nie 1997–98 za­mie­rzał za­koń­czyć ka­rie­rę i za­cząć pra­cę ja­ko de­karz? Po obie­cu­ją­cych po­cząt­kach przy­szedł kry­zys, wy­ni­ki spor­tow­ca by­ły, jak sam oce­niał, tra­gicz­ne. Jed­nak nie pod­dał się. Zmie­nił tre­ne­ra, za­czął współ­pra­cę z psy­cho­lo­giem i fi­zjo­lo­giem... I ja­ko je­dy­ny na świe­cie trzy ra­zy pod rząd zo­stał zwy­cięz­cą Pu­cha­ru Świa­ta – mię­dzy in­ny­mi.

Li­czy się dro­ga

Oczy­wi­ście nie każ­dy mu­si być Ma­ły­szem. Każ­dy za to ma wła­sną de­fi­ni­cję te­go, czym jest dla nie­go suk­ces. Sport, osią­gnię­cia na­uko­we czy ar­ty­stycz­ne czę­sto się na­rzu­ca­ją. Dla ko­goś jed­nak sa­tys­fak­cjo­nu­ją­ca mo­że być pra­ca z in­ny­mi, moc­ną stro­ną – em­pa­tia. A mo­że bar­dziej ory­gi­nal­ne hob­by? Nie­za­leż­nie od te­go, w każ­dej dzie­dzi­nie, w któ­rej chce­my coś zdzia­łać, na­po­tka­my trud­no­ści. Jest to zu­peł­nie na­tu­ral­ne – prze­cież wszyst­kie­go do­pie­ro się uczy­my. Je­ste­śmy w nie­ustan­nym pro­ce­sie zdo­by­wa­nia umie­jęt­no­ści, do­sko­na­le­nia się, po­dej­mo­wa­nia ko­lej­nych wy­zwań i szu­ka­nia roz­wią­zań. Na tej dro­dze nie­raz po­sta­wi­my fał­szy­wy krok. Daj­my so­bie do te­go pra­wo, bądź­my dla sie­bie cier­pli­wi. Po­raż­ka nie co­fa nas do po­przed­nie­go po­zio­mu, bo je­ste­śmy bo­gat­si o ko­lej­ne do­świad­cze­nie. Nie bój­my się od­waż­nie kro­czyć na­przód. Niech nie za­trzy­mu­je nas strach, że po­peł­ni­my błąd. Kto wie, któ­ry z ma­łych kro­ków osta­tecz­nie oka­że się tym naj­waż­niej­szym?

 

Mag­da­le­na Urlich