Największy specjalista od szczęścia

Jak zna­leźć ra­dość? Od­po­wiedź jest pro­sta. Je­zus jest dro­gą do szczę­ścia.

Stwo­rze­ni do ra­do­ści

Każ­dy czło­wiek pra­gnie być szczę­śli­wy. Nikt z nas nie chce być osa­mot­nio­ny, za­ła­ma­ny, uza­leż­nio­ny, cho­ry czy w roz­pa­czy. Na­sze pra­gnie­nie szczę­ścia jest aż tak wiel­kie, że aby być nie­szczę­śli­wym, nie trze­ba być nie­szczę­śli­wym. Wy­star­czy, że nie czu­je­my ra­do­ści i już jest nam źle, a ży­cie za­czy­na nam cią­żyć. Ra­dość to je­dy­ny nor­mal­ny spo­sób ist­nie­nia czło­wie­ka. Bóg stwo­rzył nas na swo­je po­do­bień­stwo, a On jest nie tyl­ko mi­ło­ścią i mą­dro­ścią. Jest też ra­do­ścią i po­wo­łu­je nas do niej:„ „To wam po­wie­dzia­łem, aby ra­dość mo­ja w was by­ła i aby ra­dość wa­sza by­ła peł­na„ (J 15, 11). To dla­te­go od dzie­ciń­stwa ma­rzy­my o tym, co nas cie­szy. Przy­naj­mniej w tym jed­nym wszy­scy lu­dzie – tak­że ate­iści – zga­dza­ją się z Bo­giem. On pra­gnie na­sze­go szczę­ścia i my pra­gnie­my te­go sa­me­go. Dla­cze­go w ta­kim ra­zie nie wszy­scy są szczę­śli­wi?

fot. www.123rf.com

Nie­szczę­śli­wi od­da­la­ją nas od szczę­ścia

Gdy ktoś z lu­dzi w na­szym oto­cze­niu jest szczę­śli­wy, to cie­szy się z na­sze­go ist­nie­nia i po­ma­ga nam, że­by­śmy i my sta­wa­li się co­raz bar­dziej szczę­śli­wy­mi. Je­śli jed­nak ktoś ży­ją­cy bli­sko nas jest nie­szczę­śli­wy, to ro­bi wszyst­ko – czę­sto nie­świa­do­mie – że­by­śmy i my też by­li ma­ło szczę­śli­wi. Czy­ni tak dla­te­go, że na ra­zie nic in­ne­go nie po­tra­fi. Po dru­gie, czy­ni tak, gdyż by­cie nie­szczę­śli­wym w osa­mot­nie­niu jest nie do znie­sie­nia. To dla­te­go na­sto­la­tek, któ­ry krzyw­dzi sa­me­go sie­bie, bo na przy­kład się­ga po al­ko­hol czy nar­ko­ty­ki, dą­ży do te­go, że­by je­go ko­le­dzy i ko­le­żan­ki po­stę­po­wa­li po­dob­nie jak on. Przy­kła­dem ta­kiej sy­tu­acji jest hi­sto­ria szla­chet­ne­go chło­pa­ka ze Sta­re­go Te­sta­men­tu, któ­ry miał za­zdro­snych bra­ci. To Jó­zef, naj­młod­szy syn Ja­ku­ba (por. Rdz 36). Przez wła­snych bra­ci zo­stał sprze­da­ny do nie­wo­li. Tak­że tam nikt nie zdo­łał prze­szko­dzić mu w by­ciu za­przy­jaź­nio­nym z Bo­giem, szla­chet­nym i szczę­śli­wym. Je­go lo­sy po­twier­dza­ją, że in­ni lu­dzie mo­gą nas skrzyw­dzić, lecz nie ma­ją ta­kiej wła­dzy, by nas uniesz­czę­śli­wić wbrew na­szej wo­li. Je­śli nie krzyw­dzi­my sa­mych sie­bie i je­śli sa­mi nie od­da­la­my się od szczę­ścia, to je­ste­śmy w sta­nie obro­nić się przed ty­mi, któ­rzy pro­po­nu­ją nam dro­gę prze­kleń­stwa i śmier­ci.

Sa­mi dla sie­bie je­ste­śmy za­gro­że­niem

Naj­więk­sze nie­bez­pie­czeń­stwo po­ja­wia się wte­dy, gdy to my sa­mi so­bie prze­szka­dza­my w by­ciu szczę­śli­wy­mi. Dzie­je się tak wte­dy, gdy ule­ga­my sła­bo­ściom i gdy szu­ka­my szczę­ścia tam, gdzie ono nie ist­nie­je. Tak wła­śnie po­stą­pił syn mar­no­traw­ny z przy­po­wie­ści Je­zu­sa. Wmó­wił so­bie, że bę­dzie szczę­śli­wy w ła­twy spo­sób: bez wy­sił­ku i so­lid­nej pra­cy, bez po­mo­cy Bo­ga i ro­dzi­ców, bez mał­żeń­stwa i ro­dzi­ny, bez re­spek­to­wa­nia De­ka­lo­gu i norm mo­ral­nych. Był bar­dzo„ „no­wo­cze­sny i po­stę­po­wy„. Uwa­żał, że do szczę­ścia wy­star­czą mu pie­nią­dze oj­ca oraz roz­ryw­ko­wy tryb ży­cia: wi­no, dziew­czy­ny i śpiew. Udał się w da­le­ką kra­inę, czy­li da­le­ko od Bo­ga i lu­dzi, któ­rzy go ko­cha­li, da­le­ko od mi­ło­ści i mą­dro­ści. Wy­lą­do­wał w chle­wie, gło­dzie, po­ni­że­niu i osa­mot­nie­niu. Na szczę­ście prze­my­ślał swo­je ży­cie, zro­bił uczci­wy ra­chu­nek su­mie­nia i wró­cił do oj­ca.

Kto nam po­ma­ga w szu­ka­niu szczę­ścia?

Wo­kół nas są nie tyl­ko lu­dzie nie­szczę­śli­wi, któ­rzy chcą nas wcią­gać w nie­szczę­sne spo­so­by po­stę­po­wa­nia. Są też ta­cy, któ­rzy są szczę­śli­wi i któ­rzy na­praw­dę nas ko­cha­ją. Oni nie tyl­ko pra­gną, by­śmy do­świad­cza­li trwa­łej ra­do­ści ist­nie­nia, ale też wie­dzą, gdzie tę ra­dość mo­że­my zna­leźć. To dla­te­go ko­cha­ją­cy ro­dzi­ce, księ­ża i in­ni wy­cho­waw­cy mo­bi­li­zu­ją nas do pra­cy nad wła­snym cha­rak­te­rem i przy­pro­wa­dza­ją nas do Bo­ga. Lu­dzie szczę­śli­wi to ci, któ­rzy już od­kry­li, że ra­dość przy­no­si tyl­ko po­stę­po­wa­nie zgod­ne ze wszyst­ki­mi przy­ka­za­nia­mi De­ka­lo­gu i ucze­nie się wier­nej mi­ło­ści, do któ­rej każ­dy z nas jest zdol­ny, gdyż Bóg nie stwa­rza lu­dzi dru­giej ka­te­go­rii. Z Je­go po­mo­cą wszy­scy je­ste­śmy w sta­nie wier­nie i mą­drze ko­chać – w mał­żeń­stwie, ka­płań­stwie czy ży­ciu kon­se­kro­wa­nym.

ks. Ma­rek Dzie­wiec­ki

Wię­cej w dru­ko­wa­nym wy­da­niu „Dro­gi”. Za­chę­ca­my do pre­nu­me­ra­ty. O „Dro­gę” py­taj­cie tak­że w swo­ich pa­ra­fiach.