Najskuteczniejsze zmiany? Małymi kroczkami!

Czę­sto za­da­je­cie mi trud­ne py­ta­nia. Czy da się zmie­nić swój cha­rak­ter? Czy jest ze mną coś nie tak, bo jesz­cze nie mam chłopaka/dziewczyny? Na te py­ta­nia, spe­cjal­nie dla czy­tel­ni­ków „Dro­giˮ, od­po­wia­da dr Je­rzy Ko­ło­dziej, me­na­dżer i co­ach, któ­ry swo­je do­świad­cze­nie zdo­by­wał w po­nad 30 kra­jach świa­ta.

Po co mam nad so­bą pra­co­wać, sko­ro ta­kie­go stwo­rzył mnie Pan Bóg? Ta­kie­go mnie Pa­nie stwo­rzy­łeś, ta­kie­go mnie masz...

Pan Bóg cię stwo­rzył i wy­po­sa­żył we wszyst­ko, co jest ci po­trzeb­ne, da­jąc ci róż­ne ta­len­ty, abyś był szczę­śli­wy. Sta­nie się to jed­nak wte­dy, kie­dy od­kry­jesz, ja­kie masz ta­len­ty i ja­ka jest two­ja mi­sja, bo każ­dy z nas po­ja­wił się na tym świe­cie dla ja­kie­goś ce­lu. Mo­żesz te­go nie po­szu­ki­wać i żyć z dnia na dzień, lecz wte­dy, nie­za­leż­nie od te­go, jak uło­ży ci się ży­cie, bę­dziesz się czuł ob­co sam ze so­bą. Te­go pro­ble­mu nie roz­wią­żą na­wet du­że pie­nią­dze, je­śli uda ci się je zdo­być. Znam wie­le osób, któ­re zna­la­zły swo­je miej­sce w ży­ciu i to są oso­by, z któ­ry­mi lu­bię prze­by­wać. Z ni­mi ni­gdy się nie nu­dzę i po każ­dym ta­kim spo­tka­niu chce mi się zro­bić coś do­bre­go.

Nie lu­bię swo­jej ce­chy cha­rak­te­ru. Np. te­go, że zo­sta­wiam róż­ne spra­wy na ostat­nią chwi­lę. Czy moż­li­we jest zmie­nie­nie cha­rak­te­ru?

Od­po­wiem py­ta­niem: a mo­że two­ja ce­cha cha­rak­te­ru, któ­rej tak nie lu­bisz, jest ci da­na w ja­kimś ce­lu? Mam zna­jo­me­go, któ­ry jest kon­sul­tan­tem i pra­cu­je z du­ży­mi fir­ma­mi. Kie­dyś w roz­mo­wie po­wie­dział mi o swo­jej sła­bej stro­nie, któ­ra go bar­dzo czę­sto iry­to­wa­ła. Jest czło­wie­kiem bar­dzo po­god­nym, szyb­ko na­wią­zu­je re­la­cje, a roz­mo­wy, któ­re pro­wa­dzi z klien­ta­mi, są peł­ne po­my­słów i cie­ka­wych roz­wią­zań. Rzecz w tym, że po spo­tka­niach nie ro­bił no­ta­tek, wręcz nie cier­piał te­go ro­bić, i usta­le­nia, któ­re za­pa­dły w roz­mo­wie, po krót­kim cza­sie roz­pły­wa­ły się w po­wie­trzu. Kie­dy po kil­ku ty­go­dniach klient wra­cał do nie­go z po­twier­dze­niem usta­leń, on wi­dział to zu­peł­nie ina­czej, był w kło­po­tli­wej sy­tu­acji i czuł się z tym bar­dzo źle. Zna­jąc swo­ją ce­chę cha­rak­te­ru, za­czął ro­bić no­tat­ki w cza­sie spo­tka­nia we­dług wy­my­ślo­nej przez sie­bie me­to­dy. Te­raz czu­je się z tym do­brze i czę­sto jest le­piej przy­go­to­wa­ny do roz­mów niż te oso­by, któ­re wcze­śniej wy­da­wa­ły mu się bar­dzo skru­pu­lat­ne. Za­miast ucie­kać od swo­jej sła­bo­ści i z nią wal­czyć, zna­lazł na nią spo­sób.

Tak jest z każ­dym z nas, ma­my swo­je sła­bo­ści po to, aby­śmy się mo­gli te­mu do­kład­niej przyj­rzeć. Jak mia­łem 16 lat, by­łem bar­dzo nie­śmia­ły. Szcze­gól­nie oba­wia­łem się, kie­dy mu­sia­łem wejść do po­ko­ju, w któ­rym by­li ob­cy mi lu­dzie. Mo­ja wy­obraź­nia pod­po­wia­da­ła mi, że je­śli otwo­rzę drwi, to wszy­scy po­pa­trzą w mo­im kie­run­ku i mnie wy­śmie­ją. Nie po­tra­fi­łem znieść te­go śmie­chu, któ­ry był w mo­jej wy­obraź­ni. Po­sta­no­wi­łem coś z tym zro­bić. Na po­czą­tek chcia­łem się prze­ko­nać, czy rze­czy­wi­ście lu­dzie bę­dą się śmia­li. Przez kil­ka ty­go­dni przy­naj­mniej raz dzien­nie pu­ka­łem do cał­kiem przy­pad­ko­wych drzwi, otwie­ra­łem je, po ro­zej­rze­niu się mó­wi­łem grzecz­nie „prze­pra­sza­mˮ i się wy­co­fy­wa­łem. W żad­nym przy­pad­ku nie spo­tka­łem się ze złą re­ak­cją. Na po­cząt­ku in­ter­pre­to­wa­łem to ja­ko przy­pa­dek i mu­sia­łem to po­wtó­rzyć wie­lo­krot­nie, aby się prze­ko­nać, że oba­wy są tyl­ko w mo­jej gło­wie. W ten spo­sób po­zby­łem się lę­ku, któ­ry mnie pa­ra­li­żo­wał

Czy moż­na zmie­nić w so­bie wszyst­ko, czy cze­goś zmie­nić się nie da?

Nie war­to zmie­niać te­go, cze­go się nie da zmie­nić. Lecz za­pew­ne są ta­kie spra­wy, któ­re zmie­nić mo­że­my i po­win­ni­śmy to zro­bić. Tu­taj, jak zresz­tą w każ­dej sy­tu­acji, trze­ba być ze so­bą uczci­wym. Naj­sku­tecz­niej­sze są te zmia­ny, któ­re wpro­wa­dza­my ma­ły­mi kro­ka­mi, lecz bar­dzo kon­se­kwent­nie. Po­win­ni­śmy uni­kać wpro­wa­dza­nia kil­ku zmian jed­no­cze­śnie, bo wte­dy mo­że­my bar­dzo ła­two się znie­chę­cić. Przez wie­le lat mia­łem po­waż­ne pro­ble­my z krę­go­słu­pem. Sie­dzą­cy tryb pra­cy i co­raz mniej­sze daw­ki re­gu­lar­ne­go upra­wia­nia spor­tu da­wa­ły o so­bie znać. Te pro­ble­my z krę­go­słu­pem wy­trą­ca­ły mnie z nor­mal­ne­go, dość na­pię­te­go ryt­mu ży­cia, że nie wspo­mnę o bó­lu, ja­ki te­mu to­wa­rzy­szył. Tak by­ło do cza­su, kie­dy spo­tka­łem te­ra­peu­tę, któ­ry po­ka­zał mi, jak ro­bić pro­ste ćwi­cze­nia na krę­go­słup, któ­re mo­gę wy­ko­ny­wać nie dłu­żej niż 2 mi­nu­ty dzien­nie. Od pra­wie 10 lat nie mam pro­ble­mów, ja­kie mia­łem przez wie­le lat. By­ło mi rów­nież ła­twiej wró­cić do re­gu­lar­nej ak­tyw­no­ści spor­to­wej.

Co zro­bić wte­dy, kie­dy chcę coś zmie­nić, a nie mam na to wpły­wu?

Rób to, na co masz wpływ i nie zaj­muj się tym, na co nie masz wpły­wu. To na pierw­szy rzut oka brzmi dość pa­ra­dok­sal­nie, bo jak nie zaj­mo­wać się czymś, co jest dla mnie waż­ne. Je­śli jed­nak bę­dzie­my to sto­so­wa­li, prze­ko­na­my się wkrót­ce, że ma­my wpływ na bar­dzo du­żo spraw, któ­re nas do­ty­czą. Od­stę­pu­jąc od spra­wy, na któ­rą nie ma­my wpły­wu, na­bie­ra­my do niej dy­stan­su, a z dy­stan­su wi­dać le­piej niż z bli­ska. Kie­dy zgu­bi­my się w le­sie, wi­dzi­my du­żo szcze­gó­łów, któ­re nam ma­ło po­ma­ga­ją w od­na­le­zie­niu dro­gi. By­li­by­śmy w znacz­nie lep­szej po­zy­cji, oglą­da­jąc ten las z wy­so­ko unie­sio­ne­go he­li­kop­te­ra. Tym wła­śnie jest dy­stans do spra­wy.

Kil­ka lat te­mu do­wie­dzia­łem się, że ta pro­sta za­sa­da po­zwo­li­ła cór­ce mo­ich zna­jo­mych zdać ma­tu­rę, do­stać się na upra­gnio­ne stu­dia i przejść przez trud­ny pierw­szy rok. Jak to się sta­ło? Dziew­czy­na by­ła bar­dzo pil­na w na­uce, jed­nak myśl o eg­za­mi­nie cał­ko­wi­cie ją pa­ra­li­żo­wa­ła – co so­bie po­my­śli wy­kła­dow­ca, jak nie bę­dę umia­ła te­go ja­sno wy­po­wie­dzieć na eg­za­mi­nie? Te my­śli by­ły nie do znie­sie­nia, a na do­da­tek nie da­ło się te­go w ża­den spo­sób ra­cjo­nal­nie wy­tłu­ma­czyć. Po roz­mo­wie, ja­ką mia­łem z nią i jej ro­dzi­ca­mi, uchwy­ci­ła się te­go, że­by nie zaj­mo­wać się spra­wa­mi, na któ­re nie ma wpły­wu i za­czę­ła to sto­so­wać, kie­dy po­ja­wiał się ten lęk. Za­da­wa­ła so­bie wte­dy py­ta­nie: Czy ja mam na to wpływ, co po­my­śli so­bie wy­kła­dow­ca? Za każ­dym ra­zem od­po­wia­da­ła so­bie: Nie mam na to wpły­wu. To ją od­blo­ko­wy­wa­ło i mo­gła się uczyć da­lej bez prze­szkód. Przy­znam, że słu­cha­jąc tej re­la­cji, sam by­łem za­sko­czo­ny pro­sto­tą i sku­tecz­no­ścią te­go po­dej­ścia.

Do­sta­ję wie­le li­stów od na­sto­la­tek, któ­re mar­twią się, że nie mo­gą zna­leźć do­bre­go chło­pa­ka. Py­ta­ją, co ma­ją w so­bie zmie­nić, że­by ktoś się ni­mi za­in­te­re­so­wał. Cza­sa­mi są bar­dzo za­ła­ma­ne. Jak ma­ją roz­po­znać, czy to fak­tycz­nie one po­win­ny się nad so­bą po­waż­nie za­sta­no­wić, czy mo­że po pro­stu nie tra­fi­ły jesz­cze na od­po­wied­nie­go chłop­ca?

To w jed­na­ko­wym stop­niu do­ty­czy dziew­cząt jak i chłop­ców, bo rze­czy­wi­ście trud­no zna­leźć od­po­wied­nie­go chło­pa­ka lub dziew­czy­nę. Tak, to wy­da­je się czę­sto nie­moż­li­we, kie­dy roz­glą­da­my się wo­kół i nie wi­dzi­my ni­ko­go, kto był­by god­ny za­in­te­re­so­wa­nia i kto jed­no­cze­śnie chciał­by od­wza­jem­nić przy­jaźń i na­szą po­trze­bą bli­sko­ści. Mo­im zda­niem jest na to pro­sty, lecz nie ta­ki ła­twy do zre­ali­zo­wa­nia spo­sób. Na­le­ży roz­wi­jać w so­bie zdol­ność do­strze­ga­nia po­trzeb in­nych lu­dzi. Je­śli mo­żesz po­móc ko­muś, kto po­trze­bu­je po­mo­cy, to zrób to. Na po­czą­tek mo­że to być trud­ne, bo bę­dzie­my mu­sie­li zwal­czać wie­le na­szych ne­ga­tyw­nych my­śli. Lecz je­śli do­świad­czysz nie tyl­ko tych trud­no­ści, ale prze­ko­nasz się, że mo­że to być bar­dzo przy­jem­ne, to ła­twiej do­strze­żesz oso­by z two­je­go oto­cze­nia, z któ­ry­mi war­to lub nie war­to się za­da­wać. Wyj­ście na­prze­ciw, a nie tyl­ko ob­co­wa­nie ze swo­imi my­śla­mi, da­je zu­peł­nie no­wą per­spek­ty­wę. Prze­ko­nu­ją się o tym wo­lon­ta­riu­sze, któ­rzy ro­bią coś dla in­nych nie dla­te­go, że mo­gą otrzy­mać punk­ty za ak­tyw­ność, lecz z po­trze­by ser­ca. Wo­lon­ta­riat po­sze­rza per­spek­ty­wy. Oka­zji do do­strze­ga­nia po­trzeb, ja­kie są wo­kół nas, jest wie­le.

 

Mag­da­le­na Gu­ziak-No­wak

 

nbsp;