W paź­dzier­ni­ku te­go ro­ku or­ga­ni­za­cje po­za­rzą­do­we pró­bo­wa­ły do­pro­wa­dzić do uchwa­le­nia usta­wy, cał­ko­wi­cie za­ka­zu­ją­cej abor­cji. Część osób, sprze­ci­wia­ją­cych się te­mu roz­wią­za­niu zor­ga­ni­zo­wa­ła „czar­ny pro­test”. Je­go uczest­ni­cy wy­krzy­ki­wa­li, że „ni­ko­go nie moż­na zmu­szać do he­ro­izmu”, że „ko­bie­ta po­win­na mieć pra­wo wy­bo­ru”, że „każ­dy mo­że de­cy­do­wać o swo­im cie­le”, że „cza­sem le­piej się nie uro­dzić niż być ska­za­nym na cier­pie­nie”.

To przy­kła­dy tych de­li­kat­niej­szych ha­seł. Nie­któ­re by­ły tak po­ni­ża­ją­ce i ob­raź­li­we, że le­piej ich nie przy­ta­czać. Słu­cha­jąc tych ar­gu­men­tów, za­sta­na­wia­łam się, co mu­szą czuć oso­by nie­peł­no­spraw­ne al­bo po­czę­te w wy­ni­ku gwał­tu, kie­dy in­ni uzur­pu­ją so­bie pra­wo, że­by war­to­ścio­wać ich ży­cie. Kto im po­zwo­lił mó­wić, kto bę­dzie szczę­śli­wy, a ko­go le­piej „na za­pas” za­bić, kie­ru­jąc się „śmier­tel­nym” współ­czu­ciem”?

Mu­sisz nas bro­nić!

Przy­po­mi­na mi się sce­na z bio­gra­fii wy­bit­ne­go le­ka­rza, od­kryw­cy przy­czy­ny ze­spo­łu Do­wna – prof. Je­rômé Le­jeu­ne. Pew­ne­go ra­zu przy­szli do nie­go ro­dzi­ce z chłop­cem, cier­pią­cym na ze­spół Do­wna. Ma­lec pła­kał, był prze­ra­żo­ny, nie mógł się uspo­ko­ić. Ro­dzi­ce wy­ja­śni­li, że dzień wcze­śniej oglą­dał wraz z ni­mi de­ba­tę te­le­wi­zyj­ną, któ­rej uczest­ni­cy opo­wia­da­li o pra­wie do abor­cji cho­rych dzie­ci. Chłop­czyk rzu­cił się na szy­ję pro­fe­so­ra, krzy­cząc: mu­sisz nas bro­nić, chcą nas za­bić! Od tej po­ry prof. Je­rômé Le­jeu­ne jesz­cze moc­niej za­an­ga­żo­wał się w obro­nę ży­cia.

foto_01-02_25-2016

Hi­po­kry­zja

Ile po­dob­nych de­bat te­le­wi­zyj­nych oglą­da­li­śmy w ostat­nim cza­sie? Czy nie jest hi­po­kry­zją mó­wie­nie z jed­nej stro­ny o sza­cun­ku dla nie­peł­no­spraw­nych, o ko­niecz­no­ści nie­sie­nia im po­mo­cy, a z dru­giej stro­ny po­pie­ra­nie moż­li­wo­ści za­bi­ja­nia ich przed na­ro­dze­niem? Być mo­że du­ża część uczest­ni­ków „czar­ne­go pro­te­stu” nie zda­wa­ła so­bie spra­wy z te­go, co na­praw­dę po­pie­ra... Spe­cjal­nie dla Czy­tel­ni­ków „Dro­gi” swo­ją hi­sto­rię zgo­dzi­ła się opo­wie­dzieć Alek­san­dra Zie­liń­ska.

Nikt nie jest bez­war­to­ścio­wy

Na­zy­wam się Alek­san­dra Zie­liń­ska, mam 24 la­ta. Uro­dzi­łam się z wa­dą wro­dzo­ną – prze­pu­kli­ną opo­no­wo-rdze­nio­wą, zwa­ną też roz­sz­cze­pem krę­go­słu­pa. O tym, że mo­ja wa­da mo­gła­by sta­no­wić po­wód ska­za­nia mnie na śmierć przez abor­cję, do­wie­dzia­łam się, ma­jąc kil­ka­na­ście lat. W tym cza­sie gło­śna by­ła spra­wa Ali­cji Ty­siąc. Ko­bie­ty, któ­ra wy­gra­ła pro­ces prze­ciw­ko pań­stwu pol­skie­mu, po­nie­waż od­mó­wio­no jej pra­wa do abor­cji, po­mi­mo ry­zy­ka po­waż­ne­go uszko­dze­nia wzro­ku. (Mia­ło to sta­no­wić zła­ma­nie praw czło­wie­ka do po­sza­no­wa­nia ży­cia pry­wat­ne­go).

Me­dia sze­ro­ko roz­pi­sy­wa­ły się o tej spra­wie. Wte­dy wspo­mnia­no, że w Pol­sce abor­cji moż­na do­ko­nać w trzech przy­pad­kach, m.in. w przy­pad­ku wa­dy wro­dzo­nej lub ge­ne­tycz­nej. Szyb­ko do­da­łam jed­no do dru­gie­go. I tak oto, w wie­ku mniej wię­cej 14 lat, do­wie­dzia­łam się, że mo­je ży­cie jest nic nie war­te, bo je­stem cho­ra. To był dla mnie szok. Za­czę­łam stop­nio­wo po­sze­rzać swo­ją wie­dzę, czy­tać na te­mat abor­cji, wad, któ­re kwa­li­fi­ku­ją dziec­ko do tzw. usu­nię­cia, spo­so­bów prze­pro­wa­dza­nia „za­bie­gu”. Dys­ku­to­wa­łam z ludź­mi o róż­nych po­glą­dach. Przez ostat­nie dzie­sięć lat utwier­dzi­łam się w prze­ko­na­niu, że abor­cja jest zbrod­nią, któ­rą na­le­ży po­wstrzy­mać.

Roz­pła­ka­łam się

Przy oka­zji „czar­ne­go pro­te­stu” mo­ja ma­ma, zna­na dzien­ni­kar­ka, udzie­li­ła wy­wia­du dla jed­nej z ga­zet, w któ­rym po­wie­dzia­ła, że ja­ko mat­ka nie­peł­no­spraw­ne­go dziec­ka, zna­ją­ca re­alia te­go ży­cia i tej wal­ki, nie zmu­si­ła­by ko­bie­ty do uro­dze­nia cho­re­go dziec­ka. To był dla mnie cios. Sko­ro na­wet mo­ja ma­ma nie sta­je w obro­nie ta­kich dzie­ci jak ja, to kto ma być po ich stro­nie? Za­czę­ły­śmy roz­ma­wiać. Po­wiem szcze­rze – roz­pła­ka­łam się, bo ten te­mat jest dla mnie bar­dzo trud­ny. Ma­ma oczy­wi­ście od ra­zu mnie prze­pro­si­ła, ale uzna­ła, że sko­ro wy­po­wie­dzia­ła się pu­blicz­nie, pu­blicz­nie po­win­na mnie prze­pro­sić. Dla­te­go na­pi­sa­ła post na Fa­ce­bo­oku, któ­ry zo­stał udo­stęp­nio­ny po­nad ty­siąc ra­zy i po­lu­bio­ny przez pra­wie trzy ty­sią­ce osób. To po­ka­za­ło nam obu, jak bar­dzo bra­ku­je gło­sów lu­dzi, któ­rych spra­wa bez­po­śred­nio do­ty­czy. Dys­ku­tu­ją o tym po­li­ty­cy, dzia­ła­cze spo­łecz­ni, księ­ża, rza­dziej – mat­ki cho­rych dzie­ci. Pra­wie w ogó­le nie py­ta się o zda­nie osób, któ­re są cho­re. Któ­re uro­dzi­ły się, ży­ją i słu­cha­ją, że ich ży­cie jest nic nie war­te a ży­cie ich bli­skich to udrę­ka. To bu­dzi mój sprze­ciw. Nie zga­dzam się na ta­kie osą­dza­nie.

Żyć god­nie

Uwa­żam, że ży­cie każ­de­go czło­wie­ka jest war­to­ścio­we sa­mo w so­bie, bez wzglę­du na je­go uro­dę, sta­tus spo­łecz­ny, zdro­wie czy umie­jęt­no­ści. Każ­dy z nas mo­że to wszyst­ko stra­cić w jed­nej chwi­li. Czy sta­je się przez to bez­war­to­ścio­wy? NIE! Cie­szę się jed­nak, że wo­bec ca­łe­go te­go za­mie­sza­nia za­czę­to mó­wić nie tyl­ko o abor­cji, ale też o bar­dzo trud­nej sy­tu­acji osób nie­peł­no­spraw­nych i ich ro­dzin. Trze­ba wie­le zmie­nić w sys­te­mie opie­kuń­czym, służ­by zdro­wia i za­sił­ków. Mam na­dzie­ję, że na sa­mym spo­rze o abor­cję nie po­prze­sta­nie­my, ale stwo­rzy­my pań­stwo, w któ­rym każ­dy czło­wiek bę­dzie mógł żyć god­nie.

 

Ewa Rej­man

 

Za­chę­ca­my do re­gu­lar­ne­go ko­rzy­sta­nia z ser­wi­su in­ter­ne­to­we­go: www.pro-life.pl. Ak­tu­al­no­ści na: www.facebook.com/psozc

 

Najnowszy numer:
Najnowszy numer:
Polecamy: