Mój resort – obrona życia

Z ks. To­ma­szem Kan­ce­lar­czy­kiem z Fun­da­cji Ma­łych Stó­pek roz­ma­wia Jo­la Tę­cza-Ćwierz.

Dzień Świę­to­ści Ży­cia, jak ża­den in­ny, przy­po­mi­na o ko­niecz­no­ści dzia­ła­nia na rzecz naj­słab­szych i naj­bar­dziej bez­bron­nych. Ja­kie za­gro­że­nia wią­żą się z odej­ściem od sza­cun­ku do ży­cia i je­go war­to­ści?

– Brak sza­cun­ku do ży­cia wią­że się z go­dze­niem w war­tość ży­cia kon­kret­ne­go czło­wie­ka. Za­czy­na się od dzie­ci nie­na­ro­dzo­nych, a po­tem idzie w stro­nę cho­rych, nie­peł­no­spraw­nych fi­zycz­nie i in­te­lek­tu­al­nie, osób w po­de­szłym wie­ku. Kwe­stię obro­ny ży­cia mo­że­my tak­że prze­nieść w ob­szar dzia­łań mię­dzy­na­ro­do­wych. To bu­rze­nie re­la­cji mię­dzy gru­pa­mi spo­łecz­ny­mi, na­ro­do­wy­mi, ra­so­wy­mi itd. Nie by­ło­by kon­flik­tów zbroj­nych, gdy­by dla każ­de­go ży­cie sta­no­wi­ło nie­kwe­stio­no­wa­ną war­tość.

Sza­cu­nek do ży­cia czło­wie­ka ozna­cza tak­że bu­do­wa­nie wła­sne­go szczę­ścia. Po­zba­wie­ni tej umie­jęt­no­ści bę­dzie­my ota­czać się przed­mio­ta­mi, a to nie da nam ra­do­ści i speł­nie­nia. Przy­po­mi­na mi się roz­mo­wa z oso­bą bar­dzo roz­ża­lo­ną i roz­cza­ro­wa­ną swo­im ży­ciem. W sfe­rze ma­te­rial­nej osią­gnę­ła wszyst­ko: świet­nie pro­spe­ru­ją­ca fir­ma, wie­lu pra­cow­ni­ków, pięk­ny dom. Ale w ży­ciu te­go czło­wie­ka by­ła pust­ka, nie by­ło ni­ko­go, kto by po­wie­dział „ko­cham cię”, przy­tu­lił. Czło­wiek ten nie in­we­sto­wał w ży­cie, ale w ma­te­rię. Odej­ście od sza­cun­ku do ży­cia jest wiel­kim nie­bez­pie­czeń­stwem, jest utra­tą czło­wie­czeń­stwa. A w naj­bar­dziej od­czu­wal­nym wy­mia­rze ozna­cza ka­ta­stro­fę de­mo­gra­ficz­ną.

foto_01-01_07-2016

Ktoś ma dar gło­sze­nia ka­zań, in­ny – spo­wia­da­nia. Księ­dza „re­sort” to obro­na ży­cia. Jak za­czę­ła się Księ­dza dro­ga pro–life?

– Po­cząt­kiem by­ło spo­tka­nie z oso­ba­mi z nie­peł­no­spraw­no­ścią in­te­lek­tu­al­ną. By­łem wte­dy na dru­gim ro­ku se­mi­na­rium duchownego.Nigdy wcze­śniej nie mia­łem do czy­nie­nia z ta­ki­mi ludź­mi, by­ło to dla mnie coś nie­zwy­kłe­go. Spo­tka­łem ich w ka­te­drze. Sta­łem z bo­ku, wpa­trzo­ny w nie­peł­no­spraw­ność, któ­ra by­ła tak bar­dzo wi­docz­na na ich twa­rzach i cia­łach. Jed­na dziew­czy­na z ze­spo­łem Do­wna zwró­ci­ła na mnie uwa­gę, uśmiech­nę­ła się i po­de­szła. A po­tem bar­dzo moc­no mnie przy­tu­li­ła. To by­ło dla mnie do­świad­cze­nie trau­ma­tycz­ne, ogar­nął mnie strach, by­łem prze­ra­żo­ny. In­ność tych lu­dzi mnie od­stra­sza­ła. Mia­łem dwa­dzie­ścia kil­ka lat i ba­łem się dru­gie­go czło­wie­ka! Ta dziew­czy­na wy­czu­ła to, od­su­nę­ła się ode mnie i po­wie­dzia­ła: „głu­pi”. To by­ło sło­wo, któ­re wzią­łem so­bie do ser­ca. Po­sta­no­wi­łem coś z tym zro­bić. Po­je­cha­łem z ni­mi na wy­jazd wa­ka­cyj­ny. Czu­łem, że prze­bi­jam się do sa­mej war­to­ści ży­cia przez to, co w tych lu­dziach nie jest, po ludz­ku pa­trząc, ład­ne czy mą­dre. Nie moż­na wejść w od­kry­wa­nie czło­wie­czeń­stwa nie­na­ro­dzo­nych, nie od­kry­wa­jąc czło­wie­czeń­stwa w nie­peł­no­spraw­nych. Wy­da­je nam się, że je­śli ktoś jest pięk­ny, zdro­wy, spraw­ny, przy­dat­ny – to je­go ży­cie jest war­to­ścio­we. Ła­two moż­na wte­dy uza­leż­nić czło­wie­czeń­stwo od pew­nych funk­cji ży­cio­wych, a to jest bar­dzo nie­bez­piecz­ne.

Je­śli ktoś mó­wi o so­bie „obroń­ca ży­cia”, po­wi­nien przy­jąć ak­tyw­ną po­sta­wę. Ja­kie są Księ­dza kon­kret­ne dzia­ła­nia?

– Po pierw­sze – wej­ście w re­la­cje z oso­ba­mi nie­peł­no­spraw­ny­mi. Póź­niej przy­szedł czas na or­ga­ni­za­cję mar­szów dla ży­cia, pew­ną ma­ni­fe­sta­cję po­glą­dów na te­mat war­to­ści i obro­ny ży­cia. W Szcze­ciń­skim Mar­szu dla Ży­cia co ro­ku uczest­ni­czy na­wet 20 tys. osób. Z ko­lo­ro­wy­mi fla­ga­mi i śpie­wem na ustach nie­sie­my ręcz­nie prze­pi­sa­ne pa­pie­skie en­cy­kli­ki. I po trze­cie – kon­kret­na po­moc. Przed la­ty do­wie­dzia­łem się, że zna­na mi ko­bie­ta jest w cią­ży i chce do­ko­nać abor­cji far­ma­ko­lo­gicz­nej. Spra­wa oczy­wi­sta – trze­ba przy­jąć kon­kret­ną po­sta­wę i obro­nić po­czę­te ży­cie. Wy­da­wa­ło mi się, że wy­star­czy ja­kaś tam roz­mo­wa. Oka­za­ło się, że to pół­śro­dek, któ­ry trze­ba za­mie­nić na kon­kret. Mam rze­czy­wi­ście bro­nić ży­cia, a nie tyl­ko wy­ra­żać swój po­gląd na te­mat je­go war­to­ści. Zda­łem so­bie spra­wę, że nie pod­cho­dzę do tej spra­wy wy­star­cza­ją­co po­waż­nie, że mu­szę zin­ten­sy­fi­ko­wać dzia­ła­nia. Gdy­bym na­praw­dę bro­nił czło­wie­ka, zro­bił­bym wszyst­ko, co w mo­jej mo­cy. Je­śli ktoś uzna­je war­tość ży­cia tyl­ko tak so­bie, to w ten sam spo­sób, nie­zo­bo­wią­zu­ją­co, bę­dzie jej bro­nił. Zda­łem so­bie spra­wę, że aby wy­nieść ko­goś z po­ża­ru, rzu­cił­bym się w ogień, wsko­czył­bym do rze­ki na ra­tu­nek to­ną­ce­mu, od­dał­bym pie­nią­dze na le­ki dla cho­re­go. A po­tem przy­szła re­flek­sja: co ro­bię na rzecz po­czę­te­go dziec­ka, któ­re jest w nie­bez­pie­czeń­stwie?

Jak się skoń­czy­ła hi­sto­ria tam­tej ko­bie­ty?

– Uro­dzi­ła. Jed­nak za­nim pod­ję­ła tę de­cy­zję, trwa­ła w upo­rze i po­sta­no­wie­niu, że chce za­bić swo­je dziec­ko. Zro­zu­mia­łem, że to jest nie ty­le kwe­stia ar­gu­men­tów lo­gicz­nych, ile spraw du­cho­wych. „Są ta­kie złe du­chy, któ­re moż­na po­ko­nać tyl­ko mo­dli­twą i po­stem” – mó­wi Chry­stus. Je­śli ktoś na­sta­je na ży­cie czło­wie­ka, jest pod wpły­wem bar­dzo złych du­chów, de­mo­nów. To one po­dej­mu­ją dzia­ła­nia prze­ciw­ko kon­kret­ne­mu ży­ciu. Roz­po­czą­łem więc szturm mo­dli­tew­ny. Pro­si­łem wiel­ką rze­szę lu­dzi, aby mo­dli­li się za tę dziew­czy­nę. Mi­nął nie­ca­ły ty­dzień, kie­dy uśmiech­nię­ta przy­szła do mnie na ple­ba­nię i po­wie­dzia­ła, że uro­dzi dziec­ko.

Czy­li mo­dli­twa.

– Tak. Ta sy­tu­acja utwier­dzi­ła mnie w prze­świad­cze­niu, że naj­waż­niej­szym dzia­ła­niem w obro­nie ży­cia jest mo­dli­twa. W Fun­da­cji Ma­łych Stó­pek kła­dzie­my ogrom­ny na­cisk na pro­pa­go­wa­nie du­cho­wej ad­op­cji dziec­ka po­czę­te­go. Przez dzie­więć mie­się­cy każ­dy obej­mu­je mo­dli­twą kon­kret­ne, za­gro­żo­ne abor­cją dziec­ko. W tym ro­ku wy­pro­du­ku­je­my 300 tys. fol­de­rów nt. du­cho­wej ad­op­cji. Przy­go­to­wa­li­śmy tak­że ty­sią­ce mo­de­li 10-ty­go­dnio­we­go nie­na­ro­dzo­ne­go dziec­ka i ma­leń­kich stó­pek.

Co po­za tym?

– Oprócz mo­dli­twy, ko­bie­ty ocze­ku­ją­ce dziec­ka i bę­dą­ce na dro­dze do abor­cji, po­trze­bu­ją kon­kret­nej, ma­te­rial­nej po­mo­cy. Pro­po­nu­je­my ze­staw pie­luch dla dziec­ka (to pra­wie 1500 sztuk), wó­zek, łó­żecz­ko, ko­sme­ty­ki pie­lę­gna­cyj­ne, ubran­ka. To nie jest ku­po­wa­nie ży­cia, ale prze­ko­na­nie ko­bie­ty, że ma z gło­wy spra­wy ma­te­rial­ne i nie mu­si się o nie mar­twić. Wciąż po­zo­sta­je wie­le pro­ble­mów: brak mi­ło­ści, wspar­cia ro­dzi­ny, cza­sem brak oj­ca dziec­ka. Ale z za­ple­czem ma­te­rial­nym jest już tro­chę ła­twiej. Ofe­ru­je­my tak­że do­stęp do le­ka­rza gi­ne­ko­lo­ga, po­moc w za­ku­pie le­karstw, wy­ży­wie­niu, je­śli trze­ba – po­szu­ka­my miesz­ka­nia. Li­czy się każ­da po­moc i każ­de wspar­cie na­szej Fun­da­cji. Pro­sty prze­licz­nik: po­da­ruj nam 10 zł, a my ku­pi­my za to 22 pie­lu­chy, któ­re wy­star­czą dziec­ku na trzy dni.

Ile dzie­ci Ksiądz ura­to­wał?

– Nie je­stem w sta­nie po­dać kon­kret­nej licz­by. Tyl­ko Pan Bóg to wie.

Ka­na­dyj­ska obroń­czy­ni ży­cia Ma­ry Wa­gner zo­sta­ła ska­za­na na wię­zie­nie za pi­kie­tę w obro­nie ży­cia nie­na­ro­dzo­nych przed kli­ni­ką abor­cyj­ną i roz­mo­wy z ko­bie­ta­mi, któ­re wcho­dzi­ły tam, aby do­ko­nać abor­cji. Czy Księ­dza spo­ty­ka­ją szy­ka­ny za po­dej­mo­wa­ne dzia­ła­nia?

– Nie mam się co mie­rzyć z Ma­ry Wa­gner. Ow­szem, do­ty­ka mnie wy­ra­ża­na wer­bal­nie lub ge­stem nie­chęć pew­nych osób, któ­re są wro­gie wo­bec ży­cia. Ma to miej­sce zwłasz­cza pod­czas Mar­szu dla Ży­cia w Ber­li­nie. Ma­ry Wa­gner idzie na ca­łość, ona „jest nie­na­ro­dzo­nym”. Mil­czy pod­czas roz­praw, bo nie­na­ro­dze­ni tak­że nie mo­gą mó­wić, by się obro­nić. Wszyst­kim, któ­rzy bro­nią ży­cia, sta­wia wy­so­ko po­przecz­kę: aby nie tyl­ko mó­wić, ale dzia­łać na rzecz tych naj­mniej­szych.

Dzię­ku­ję za roz­mo­wę.